Może kiedyś ...

02.04.04, 21:09
Zaglądam tu i zaglądam, czytam i czytam ... Ale chyba nie potrafię napisać o
moim synku... A może potrafię ... Nie wiem... mminęło już prawie 1,5 roku od
kiedy go nie widziałam. A wydaje mi się ...że to było tak niedawno... Tęsknię
za nim, tęsknię każdego dnia ... I kupuję kwiaty i znicze wybierając tak
jakbym kupowała mu spodnie ... Przez 11 lat sądziłam, że mam całkowicie
zdrowe dziecko... A termin kardiomiopatia był mi zupełnie obcy. Nawet o nim
nie słyszałam. Potem trzy lata strachu.... Chociaż nie ... strach był na
początku, potem wszystko wydawało sie toczyć pomyślnie. Dobre wyniki, wizyty
w Klinice w Aninie co parę miesięcy... Nic nie wskazywało,że tragedia jest
tak blisko. Po pobycie w CZD kiedy razem oglądaliśmy "Milionerów" zapytałam
Tomka na co wydałby wygraną , odpowiedział : Oddałbym ją żeby ktoś dał mi
nowe zdrowe serce ... Ale już w 2 lata później na to samo pytanie
odpowiedział: Kupiłym sobie samochod, nowy komp, dałbym trochę babci i
dziadkowi... Zapomniał o chorobie, czuł się dobrze .... Umarł niespodziewanie
siedząc przy swoim ulubionym komputerze... a przecież bez wysiłku miał być
bezpieczny ... Brakuje mi go ciągle, każdego dnia, każdego dnia ... miał 14
lat, był nie tylko synem, ale też kumplem, przyjacielem, partnerem w
dyskusji...
Wydaje mi się, że mam dwa odrębne życia, to z Tomkiem i to teraz, bez
niego... Każdego dnia tęsknię za swoim starym życiem, ale widzę je we
wspomnieniach jak ciastko za szybą, jak coś już nieosiągalnego... Nie jestem
tym kim byłam... bez Ciebie synku nie jestem sobą... Żyję bo muszę, próbuję
budować swój świat od nowa... bo nie mam innego wyjścia....
    • agablues Re: Może kiedyś ... 02.04.04, 21:17
      bardzo, bardzo mi przykro.
      Sciskam Cię mocno - Aga
    • malomi Re: Może kiedyś ... 02.04.04, 22:03
      Nie wiem co mam powiedzieć....serce boli, łzy płyną.
      Żadne słowa nie są w stanie wyrazić tego co czuje.
      Gorąco przytulam
      Gosia
      • mamaadama4 Re: Może kiedyś ... 02.04.04, 22:31
        ulkar, 11 kwietnia u mnie minie 6 lat. Hanka miałaby teraz 11 lat. Od tamtego
        dnia cały swiat postrzegam tak, jakby dział sie trochę obok mnie. Mniej niz
        kiedyś, ale chyba nigdy już do końca w niego nie wejdę.
        danka
        • mamaadama4 Re: Może kiedyś ... 02.04.04, 22:34
          Ulkar wiesz co, ja najbardziej odczuwałam cos co nazwałam "syndromem pustych
          rąk". Nagle nie miałam kogo przytulic, wziąść za rękę, pogłaskać po głowie,
          wytrzeć buzię.............
    • anuteczek Re: Może kiedyś ... 02.04.04, 22:50
      Kiedy straciłam swoje dziecko pani doktor mi powiedziała:
      "Wiem, że pękło Ci serce, ale z tym można żyć"
      I żyję, ale tak jakoś pusto.
      Jedynie mogę Ci pogratulować, że przełamałaś się i napisałaś nam o Tomku.
      Na pewno był świetnym dzieckiem, podobnie jak dankowa Hanka - może razem grają
      w piłkę, a razem z nimi mój Aniołek.
      Dziewczyny, dziękuję, ze o Nich piszecie
      Andzia
    • ulkar Re: Może kiedyś ... 05.04.04, 12:49
      Chiałabym pisać o Nim, jeszcze i jeszcze. Z ludźmi , którzy sa obok mnie jakoś
      trudno mi się o Tomku rozmawia, więc rozmawiam o nim sama ze sobą albo
      rozmawiam z NIM ... :) Marzę o tym, że jeszcze kiedyś z Nim porozmawiam.
      Przeciez nie mógł opuścić mnie na zawsze... Mój Skarb, mój Mały Książę ... I
      czekam ...
      • mamaadama4 Re: Może kiedyś ... 05.04.04, 13:53
        Pamietam to uczucie po smierci Hanki - mnie świat się zawalił, wszystko stanęło
        na głowie, a tu zycie toczy sie jak gdyby nic się nie stało. Ja chciałam mówić
        i mówić, krzyczeć, kurcze ludzie czy wy nic nie widzicie? A tu wiosan, wszyscy
        weseli, kolorowi, usmiechnięci a ja miałam sie dostosować. "Na szczęście"
        spotykałam się z matkami dzieci, które nadal były leczone, albo tymi których
        dzieci tez powoli odchodziły i chociaz tam nie byłam jakims dziwakiem. Ale
        czułam niedosyt. Nie potrafiłam znieść myśli, że Hanka tak po prostu rozpłynie
        się i nikt nie będzie o niej pamiętał. A przeciez przez 5 lat chodziła po tym
        świecie cudna dziewczynka, kochana, mądra....
        I stało się przypadkowo coś, co mi pomogło. Pani prowadząca fundację w W-wie
        skierowała do mnie dziennikarkę PR, która chciała porozmawiać z kimś kto
        stracił dziecko. Umówiłam się z nią, ale raczej sceptycznie byłam do tego
        nastawiona. Bo nie tego potrzebowałam, chciałam tylko, żeby ktoś mnie
        wysłuchał, żebym mogła wyrzucić z siebie te wszystkie emocje. A dziennikarz?
        Bałam się sensacji. Pani jednak miała miły głos i postanowiłam spróbować.
        Usiadłyśmy na kawę i ........ Przez kilka godzin mówiłam, mówiłam,
        mówiłam....... Wyrzuciłam z siebie wszystko. Nie widziałam i nie słyszałam
        nikogo, ona się nie odzywała......
        Rozstając się z nią prosiłam tylko o anonimowość. I powiedziałam, że może poza
        tym zrobić co chce bo jej zaufałam.
        Zrobiła z tego materiał.
        I to mi pomogło, to, że ktoś tak po prostu wysłuchał tego wszystkiego, co we
        mnie siedziało. Miałam po prostu szczęście, że na nia trafiłam.
        Poza tym konsekwentnie broniłam swojego prawa do mówienia o Hance.
        Oczywiście nie z każdym i nie zawsze mam ochotę o niej mówić, ale przecież tak
        jest ze wszystkim. Natomiast nie bardzo potrafie o tym pisać.
        6 lat temu tez było ciepło, była piekna wiosna. I właśnie zaczynał się Wielki
        Tydzień. 5 kwietnia był wtorek i nikt z nas wtedy nie wiedział, że to ostatnie
        dni.
        Do dzisiaj ten okres ma dla mnie symboliczne znaczenie. hanka odeszła wieczorem
        w Wielką Sobotę.
        Pisz ulkar
        pozdrawiam
        danka


        • anuteczek Re: Może kiedyś ...do danki 05.04.04, 18:01
          Danko,
          Jestem z Tobą w tym Twoim Wielkim Tygodniu.
          Hanka się nie rozpłynie bo piszesz i mówisz o Niej
          Śliczna ta Twoja mała.
          pozdrawiam Cię serdecznie,
          Andzia
      • agablues Re: Może kiedyś ... 05.04.04, 13:59
        napisałam na priva - aga
    • ulkar Re: Może kiedyś ... 07.04.04, 14:01
      W nawiązaniu do tego co przeczytałam w któryms z postów ... mamyadama ...
      Pisała, że nie ma w sobie spontaniczności ... chociaż już umie się z cieszyć z
      róznych rzeczy ... ja jeszcze nie potrafię ... Owszem czasem się smieję ... Na
      moment zapominam, że Tomka nie ma, wydaje mi się, że wrócę do domu i On tam
      bedzie ... Ale nie umiem jak kiedyś wiosną pójść sama do parku i wdychać jej
      zapach ...Nie umiem poczuć się lekka, szczęśliwa, beztroska ... Pamiętam, że są
      takie uczucia, samopoczucia, ale nie potrafię ich w sobie wywołać, ani
      teraźn8iejszością ani wspomnieniami ... Kiedyś potrafiłam przypomnić sobie
      leżąc w łóżku jakieś fajne momenty w życiu i przywołać w sobie uczucia jakie im
      towarzyszyły. Teraz już tego nie potrafię.
      Nie raz do swojej małej córeczki (urodziła się już po smierci Tomka) odruchowo
      i bezwiednie mówię Tomek ...
      • melka_x Re: Może kiedyś ... 07.04.04, 16:42
        Ulkar,
        Czasem jeśli trudno mówić pomaga właśnie pisanie. Nie mogę Ci w żaden sposób
        pomóc, zresztą sama jeszcze się nie pozbierałam. Ale pisz.

        We mnie nie ma już tej dziecinnej i chyba pełnej egoizmu wiary, że nic naprawdę
        złego nie może mi się przytrafić, że od tragedii będzie mnie zawsze oddzielać
        ekran telewizora, że świat jest dobry.

        Pamiętam jak po śmierci Natalii wyszliśmy ze szpitala, był taki piękny
        październikowy dzień. Ludzie w rozpiętych płaszczach, żółte liście, obok park,
        psy przynoszące patyki w pyskach właścicielom, dzieci w wózkach. Nie mogłam
        zrozumieć jak to możliwe, że ludzie zachowują się tak jakby nic się nie stało.
        A przecież dzieci umierają codziennie.

        Chyba codziennie zastanawiam się jaka by była. Czy byłaby dobra z matematyki?
        Jak by to było usłyszeć od niej 'mamo'? Czy lubiłaby szpinak? Kiedy
        przyprowadziłaby pierwszego chłopaka?

        Czasem wpadam w panikę, bo nie mogę odtworzyć w pamięci jej buzi. To tak jakby
        wymykała mi się po raz drugi. Czasem zastanawiam się, co po niej zostało? Żyła
        tylko dwa miesiące, tak bardzo boję się, że jej życie nie miało żadnego sensu,
        była, odeszła i wszystko jest takie jak przed nią. Jakby jej nigdy nie było.
        Dla nikogo prócz nas i najbliższej rodziny nie była ważna (ona jako ona, nie
        nasza córka), nikt prócz nas i lekarzy jej nie znał, nikt więc nie będzie o
        niej pamiętał. Żadnego śladu.

        Dwa - trzy miesięce po śmierci Natalii okazało się, że niedopełnione zostały
        formalności w związku ze sprzedażą mojego mieszkania i że wobec tego akt
        notarialny nie ma mocy prawnej, można go unieważnić. Pamiętam jak powiedziałam
        do Pawła, że może to dobrze, że pospieszyliśmy się z decyzją o sprzedaży, że
        przecież mieszkanie mogłoby zostać dla Natalii.

        Ciągle czasem wydaje mi się, że zaraz pojadę do szpitala i ją zobaczę.

        Czytałam jej ciągle książki dr. Seussa (w tłumaczeniu Barańczaka). Miałam
        wrażenie, że ten sam rytm, te same słowa, mój głos, powtarzalność tego
        wszystkiego dają jej poczucie bezpieczeństwa. Nauczyłam się w końcu ich na
        pamięć. Teraz jak jestem na cmentarzu też jej to mówię. Nie zwariowałam, wiem,
        że ona nie słyszy. Ale zamykam oczy i wypowiadając te znane fragmenty czuję się
        jakbym cofnęła czas, jakbym znowu stała nachylona nad inkubatorem, jakby znowu
        był sierpień czy wrzesień.
        "Westchnął ptak Grzebielucha zwany też podpuszczajką
        wysiadywać wciąż jajko taki los nie jest bajką
        drugi tydzień już siedzę, co za nuda na Boga
        czuję bezsens istnienia i zdrętwiała mi noga.
        Z jakiej racji właściwie mam zajmować się pracą?
        Czy mi chociaż za pracę przyzwoicie zapłacą?
        Bardzo wątpię, albowiem wszyscy przeraźliwie są skąpi
        Może raczej wziąć urlop, ale kto mnie zastąpi? (...)"
        Na szczęście grób jest duży, rodzinny, zamykany bramką, więc nikt o ile nie
        wejdzie do środka, a nie wejdzie bez kluczy, niczego nie słyszy. Mogę więc tak
        sobie udawać, wyobrażać sobie, że umiem wrócić do tego czasu gdy ona jeszcze
        była.

        Tak wiele bym dała, żeby pozwolono mi ją jeszcze zobaczyć, choćby przez chwilę,
        żeby pozwolono mi ją jeszcze raz przytulić, zobaczyć jej uśmiech, dotknąć
        łapki. Więc tak mamroczę sobie pod nosem o tej podłej Grzebielusze jak
        mamrotałam tyle razy nad inkubatorem i wyobrażam sobie, ze zaraz przerwę to,
        nachylę się nad nią, poprawię jej czapeczkę, wytrę buzię, nałożę skarpetkę,
        którą mała wiercipięta (dosłownie wiercipięta) znowu zrzuciła, pocałuję w
        policzek.

        W torebce noszę malutką, zrobioną na szydełku przez moją mamę czapeczkę
        Natalii. Już nie pachnie dziecięcą oliwką, ale jest na niej zielony ślad po tym
        jak ulało jej się z buzi. Dowód, że istniała.

        Mój ojciec powiedział, że ciągle wraca do niego takie poczucie, że to jakiś
        koszmarny sen, z którego zaraz się obudzi i odetchnie. Ja mam podobne uczucie.
        • asia.miniaczek Re: Może kiedyś ... 19.04.04, 15:24
          prosze o kontakt asia.miniaczek@gazeta.pl
          • melka_x Re: Może kiedyś ... 05.05.04, 11:38
            Asiu,
            To było do mnie czy do Ulkar?
            Pozdrawiam
            Magda
      • melka_x Re: Może kiedyś ... 07.04.04, 16:46
        Pisz Ulkar
        Pozdrawiam,
        Magda
    • aniao3 Re: Może kiedyś ... 07.04.04, 18:22
      Ulkar, Mamoadama, Melko, wszystkie mamy - piszcie. Gdy odeszla Malgorzatka
      uswiadomilam sobie, ze oto umarl takze kawalek mnie. Juz nigdy nie bede ta
      wiecznie optymistyczna Ania z Zielonego Wzgorza, ktora z usmiechem poradzi
      sobie w zyciu ze wszystkim.
      Umarlam a pozostala inna, znacznie bardziej zamyslona i smutna Ania.
      Choc swiat chyba tego nie zauwazyl, jak nie zauwazyl odejscia mojej coreczki.
      Jedyne co jej moglam ofiarowac to najpiekniejsze imie jakie wymyslilam gdy
      jeszcze na Nia czekalam.
      Zyla tylko 27 godzin. Jedynym dowodem jej istnienia jest urzedowy papier i mala
      blizna na moim ciele.
      Sciskam was wszystkie bardzo mocno.
      Dziekuej ze piszecie. Czytajac wasze listy wiem, ze nie jestem sama, choc swiat
      wokol na pozor jest wciaz piekny i gna do przodu.
      Anka
      • pesteczka5 Aniuo3..., 28.05.04, 17:02
        Kochana Aniuo3,
        Ani z Zielonego Wzgórza umarło pierwsze świeżo narodzone dzieciątko,
        dziewczynka, mała Joyce.

        A potem...

        Choc mała Joy zawsze miała w niej swoje miejsce, którego nikt nie mógł zająć.

        Zielonowzgórzowo - to nie znaczy różowo!..
    • ulkar Re: Może kiedyś ... 09.04.04, 19:06
      Dobrze, że jesteście. Głupio to zabrzmiało, nie jest dobrze, że spotkał was ten
      sam los co mnie, ale dobrze, że tu trafiłam i że tu jesteście. Przez półtora
      roku nie mogłam znaleźć miejsca ani w rzyciu realnym ani w sieci, gdzie
      mogłabym sie podzielić swoimi myślami z kimś kto mnie zrozumie. Więc dziekuję
      Wam, że tu jesteście... Nie napiszę nic mądrego, oczy mi się pocą jak mówiła
      pewna mała dziewczynka ....
      O takich jak ja szymborska pisała "są ludzie, którym serce zgasło" ....
      Melka ... też mam wrażenie, że śnięjakiś koszmar ... i że się z niego obudzę. I
      też myślę, że życie moje miałboby sens gdybym mogła Tomka widzeć chociaż przez
      jedną minutę w roku ... uścisnąć przez chwilkę i czekać na następne
      spotkanie ...
      Wydaje mi się, że wiem jaki byłby dzisiaj. Był dużym chłopcem, dorastał...
      Zdawałby egzaminy pogimnazjalne. Kiedyś mówiłam, mu, że ponieważ ma chore serce
      to nie będzie musiał ich zdawać, że to załatwię. A On? No co ty mamo!! Ja
      chce... Chciał spróbowac wszystkiegokiego... O takich ludziach mawia się, że są
      i do taca i do różańca Pierwszy do nauki i pierwszy do zabawy, świetny uczeń i
      niesamowity rozrabiaka ... Mój Tomek...
      • mamaadama4 Re: Może kiedyś ... 09.04.04, 21:27
        Wiesz ulkar, mnie najbardziej brakowało własnie tego, żeby choc raz jeszcze
        przytulic Hankę. Przez kilka pierwszych miesięcy nie mogłam sobie znaleźć
        miejsca. Tłukłam sie okropnie. I jeden, jedyny raz przysniła mi sie. A
        właściwie przyszła do mnie - wzięłam ja na kolana, poprzytulałam, pogłaskałam,
        wycałowałam, czułam dotyk jej rączek, zapach Hanki. Może się to wydac mocno
        naciągane, ale ja wiem, że to była ona. Nie zamieniłysmy ani słowa. W pewnej
        chwili wstała z moich kolan, podeszła w stronę jakiś drzwi, odwróciła się
        ostatni raz, pomachała mi i odeszła. Obudziłam sie rano czując spokój. Od
        tamtej pory nigdy więcej mi sie nie sniła. To był jeden, jedyny raz.
        I chociaz bardzo chcę, wiem, że się nie powtórzy. Ale pożegnałysmy się.
        Ja też wiem, jak ona teraz by wyglądał, rośnie w moich myslach. Czuje jakąś nić
        łączącą ją ze mną, chociaż nie czuję jej obecności.
        Bardzo przezywałam jak dzieci z jej rocznika szły po raz pierwszy szły do
        szkoły, potem do komunii. Jezcze wiele takich momentów będzie. Żal, wielki żal.
        Ale jednego nie żałuję, że była ze mna chociaz przez te 5 lat. Bez niej nie
        byłabym tym samym człowiekiem, dzięki niej moje życie stało sie lepsze, chociaż
        było bardzo trudno czasami.
        Może kiedys opowiem jej jeszcze raz bajkę o słoniu bez trąby, której nie
        zdążyłam jej po raz kolejny opowiedzieć. W ostatnią noc prosiła o nią, a ja
        przysypiałam prawie na stojąco i nie miałam siły jej opowiadać. Powiedziałam
        wtedy, jutro Haniu ci ja opowiem. Nie zdążyłam....... Kiedys dokończę.
        danka
    • ulkar Re: Może kiedyś ... 19.04.04, 09:20
      Nie mogę przytulic mojego Tomeczka-koteczka ... Na pytanie "kto jest najlepszym
      przyjacielem Tomusia?" odpowiadał " hmmmm... niech pomyślę ...
      mamusia !" :) ....
      • j0204 Re: Może kiedyś ... 19.04.04, 12:11
        Witam,
        mogę wyobrazić sobie tylko , jak bardzo jest Ci źle, ciężko i smutno.
        On przytula Ciebie do swego serca, a Ty masz Go głęboko w swoim sercu.
        Na zawsze będziecie razem. wiesz, karmię moje maleństwo i za każdym razem
        myślę, czy to nie ostatni raz?, strasznie się boję rozstania z nią.
        ja myślami jestem z Tobą, trzymaj sie jakoś.
        pozdrawiam Cie jola i sylwia.
    • alkaw Re: Może kiedyś ... 20.04.04, 14:34
      Ulkar, ja byłam na tym forum tydzień po śmierci mojego 3-letniego Mateuszka, bo
      strasznie potrzebowałam się wygadać, ale to chyba było za szybko, bo nie do
      końca znajdowałam tu pocieszenie.
      Podobnie jak wy, nic nie wiedzieliśmy o chorobie, którą on nosił w sobie i
      żyliśmy sobie beztrosko przez te lata. Mateusz umarł nagle, w przeciągu 3 dni,
      na guza mózgu (rak). My, w przeciwieństwie do Was, nie mieliśmy nawet
      najmniejszej szansy na ratowanie go!!! On w środe był jeszcze w przedszkolu, a
      w niedziele umarł. To stało się tak nagle i tak szybko, ze ja do dzisiaj mam
      wrażenie, ze to nie prawda, a on niedługo wróci. Taki madry, kochany...
      Teraz wracam na forum po 2 latach od jego śmierci, bo ciagle czuję się nie
      wygadana i co rusz pojawiaja się w moim życiu sytuacje, z którymi sobie nie
      radze.
      Poczułam, że piszesz o mnie - ja też już nie jestem tym kim byłam. Żyje tylko w
      sobie, a ludzie naokoło mało mnie obchodzą. Ja też buduję swój świat od nowa,
      ale tak bez wiary i bardziej z poczucia obowiązku, bo mam jeszcze młodszego
      synka. A wszystko jest takie puste.
      Nie potrafię się z tym pogodzić, ze Mateusz umarł. Nie przyjmuję tego do
      wiadomości, nie oglądam jego zdjeć, tylko CZEKAM.
      Nie wiem jak się zdecydować na kolejne dziecko, miotam się i jestem
      sparaliżowana strachem. Jak ty się przełamałaś?
      Ja do swojego młodszego synka (miał 6 miesiecy jak umarł Mateuszek)ciąge mówię
      jak do mateuszka. A na począku nie mogłam wręcz znieść jego obecności -
      denerwowała mnie jego szczera, niemowlęca radość. Denerwowało mnie to, ze
      wymuszał na mnie usmiech, kiedy ja chciałam tylko płakać. Wszystko mnie
      wkurzało - ze rodzina się nim inetersuje, wypytuje o jego zdrowie, jakby
      Mateusz stał sie nieważny...
      To wszystko jest tak trudne! i jak kobieta ma sobie z tym poradzić? jak mieć
      szczęśliwy dom i wychowywać szczęśliwe dzieci - z TAKĄ dziurą w sercu? Ja nie
      wiem jak.
      pozdrawiam ciepło!
      dobrze było coś z siebie wyrzucić
      Alina
      • ulkar Re: Może kiedyś ... 20.04.04, 18:11
        Piszesz o tym co ja czuję ... też czekam, każdego dnia ... i gdyby nagle
        zadzwonił telefon i usłyszałabym głos Tomka ... "No czekam i czekam ,
        przyjeżdżaj szybciej, stoje pod szkoła" ... wcale bym się nie zdziwiła,
        pomyslałabym, że śniłam jakiś koszmarny sen ... że to wszystko to było chore
        przywidzenie ...
        Przez rok prawie byliśmy sami... Bałam się zdecydowac na drugie dziecko...
        trochę ten dylemat rozwiązała natura, prawdopodobnie miałabym teraz kłopoty z
        zajściem w ciąże ... Wybraliśmy adopcję. Mamy 9 miesięczną dziewczynkę,
        zadzwiająco podobną fizycznie do Tomka. Niektórzy zapewne się dziwią,że tak
        szybko... Ale wiek... nas gonił...nie chciałam, żeby moje drugie dziecko
        zamiast matki miało babcię ...
        O moim "małym księciu" jak nazywałam tomka, myślę każdego dnia... i każdego
        dnia z tęsknoty za nim płaczę ... I tak już chyba będzie... zanim się z nim nie
        spotkam.
        A do Agnieszki nie raz, bezwiednie mówię Tomek ...
        • j0204 Re: Może kiedyś ... 20.04.04, 18:20
          Jesteś Wielka !!!

          Pozdrawiam, Jola
    • ulkar Re: Może kiedyś ... 23.04.04, 20:59
      Przebiegają obrazy przed oczyma. Tomek stoi przed szkoła, z plecakiem na
      razmieniu, Tomek siedzi w samochodzie i na kolanie odrabia matematykę (ja
      pobiegłam do sklepu), Tomek siedzi przed komputerem w pokoju pełnym worków z
      rzeczami (tuż po przeprowadzce), Tomek lezy obok biurka na podłodze, twarzyczkę
      ma w plamy...., Tomek leży.... spadają róże na przemian z piachem, róże, piach,
      róże piach .... pustka ...puste łożko, tornister nie ruszony (stoi w
      przedpokoju do dzisiaj, tak jak go zostawił) ...
    • ulkar Re: Może kiedyś ... 26.04.04, 10:49
      :(
      • agablues Re: Może kiedyś ... 26.04.04, 16:18
        cmok i przytulanko dla Ciebie, Ula
    • ulkar Re: Może kiedyś ... 05.05.04, 11:20
      Spędziliśmy ze sobą 14 lat miesiąc i dwa dni... Tyle wspólnych przeżyć tyle
      wspaniałych wspomnień, które bolą ... Z jednej strony wspaniale jest zagłębić
      się w ten miniony świat, wspomnieć wielogodzinne wspólne wędrówki po d'orsey
      museum... gapienie sie w ocean na Finisterze ... Zupki z proszku w akxamer -
      Litzum... a jednocześnie tak strasznie pomyśleć, że nie będzie już naszych
      współnych wakacji. Od kiedy nie ma ze mną Tomka, nie chce mi się nigdzie
      wyjeżdżać. Nigdzie i z nikim.
    • ulkar Re: Może kiedyś ... 05.05.04, 11:24
      Wiecie dlaczego żyję? Ciągle jeszcze? Bo się boję ... że gdybym odeszła stąd na
      własne życzenie... to nie trafiłabym do Tomkowego świata aniołów i bylibyśmy
      rozdzieleni naprawdę na zawsze.... A teraz ciągle mam nadzieję, że moje
      cierpienie i tęsknota mają sens ... że jeszcze się spotkamy... i czekam....
      • mamaadama4 Re: Może kiedyś ... 05.05.04, 18:23
        Ten sam powód powstrzymywał mnie przed zrobieniem oststecznego kroku. I jeszcze
        jedno - bałam sie, że gdybym ja odeszła nikt nie chodziłby hance zapalic
        świeczki.
    • ulkar Re: Może kiedyś ... 05.05.04, 16:56
      Dzisiaj mój synek pisałby egzamin gimnazjalny ........
      • aniao3 Re: Może kiedyś ... 06.05.04, 07:42
        Kochana - nie wiem co mogalbym ci powiedziec...
        Nie ma madrych slow, nie ma sensu w smierci dzieci. My zyjemy, pamietamy, a
        swiat idzie do przodu jakby nie zauwazyl, ze powinien sie rozpasc na kawalki.
        Moze pisz listy do Tomka? Pisanie czasem pomaga. I pisz tutaj - my bedziemy.
        Sciskam cie mocno
        Anka
    • agablues Re: Może kiedyś ... 06.05.04, 00:03
      Ula, napisaam do ciebie na priv
    • ulkar Re: Może kiedyś ... 10.05.04, 12:16
      dzisiejszej nocy byliśmy z Tomkiem w Grodnie. Nie wiem dlaczego akurat tam....
      ale sniło mi się, że pojechaliśmy na wycieczkę do Grodna. Miał na sobie w tym
      snie tę samą kurtkę, w której ostatniego dnia był w szkole.
      • mamaadama4 Re: Może kiedyś ... 12.05.04, 01:18
        Wiesz, mam koleżankę, której syn urodził sie w tym roku co hanka - parę
        miesięcy później. Przez pierwsze kilka lat dorastali właściwie razem. Teraz nie
        potrafie i nawet nie chcę patrzec na Kacpra. Ona chyba nie wie, dlaczego
        właściwie sie nie opdzywam, a ja po prostu nie mogę. Boje się konfrontacji z
        jej synem. Pamietam jak razem z Hanka chodzili na spacery, bawili sie razem.
        Kacper dorasta a Hanki nie ma. Nie chodzi o to, że mam żal... nic z tych
        rzeczy, ale boje się. Od smierci Hanki widziałam go może 3-4 razy i za każdym
        razem było mi strasznie ciężko.
        • melka_x Re: Może kiedyś ... 12.05.04, 11:09
          Mnie jest ciężko w dwóch przypadkach. Jeden to moja przyjaciółka. Miała termin
          porodu 3 dni po moim. Miałyśmy w ciąży dokładnie te same komplikacje, nawet w
          tych samych tygodniach. W tym samym czasie leżenie w szpitalu - poronienie
          zagrażające. W tym samym czasie zastrzyki po których pośladki bolały wiele
          tygodni. W tym samym czasie zakładanie szwu. W tym samym czasie leżenie w domu
          z zakazem jakiekolwiek wstawania poza toaletą i myciem (długie dni z termosem i
          kanapkami zostawianymi przez naszych mężów). Dzwoniłyśmy opowiadać sobie ciągle
          śmieszący nas ten sam dowcip "Słyszałaś to? Co? Ciąża to nie choroba. Ha ha
          ha". Nawet tyłyśmy w identycznym tempie, co do kilograma i tygodnia. Tylko, że
          mnie przy zakładaniu szwu nie zrobiono posiewu, jej tak. Ona dostała
          antybiotyki, ja nie. I ja urodziłam w 27 tygodniu, ona w 40. Jej dziecko
          widziałam raz i chyba na razie nie chcę więcej. Nie czuję złych emocji, ale
          trudno patrzeć mi patrzeć na jej syna nie myśląc o Natalii.
          Drugi przypadek to nasi przyjaciele z 4-letnia córeczką. Śliczną i bystrą,
          która przez całą moją ciąże odkładała swoje zabawki dla Natalii. Kiedy
          dowiedziała się, że Natalii już nie ma, zapytała czy to znaczy, że Natalia
          nigdy nie założy kasku rowerowego, z którego tamta wyrosła.
          Tak mi trudno na nią patrzec na tym rowerku, na jej kucyki, sukienki i
          miniaturowe dzinsy, na jej śmieszny plecaczek kształcie misia. Natalia nigdy
          taka nie będzie. Nie zawiąże jej kucyków, nie kupię takiego plecaczka, nie
          pójdę na żaden plac zabaw, nie będę uczyć jeździć na rowerze, nie zapnę jej
          nigdy tego pieprzonego kasku.
    • ulkar Re: Może kiedyś ... 12.05.04, 11:32
      U mnie jest inaczej. Przez ostatnie pół roku przychodziła do mnie " po nauki"
      najlepsza Tomka koleżanka. Lubiłam kiedy przychodziła. Była dla mnie łącznikiem
      ze światem Tomka no i miałam z kim o nim porozmawiać. I wiedziałąm co nowego u
      Izki, a co znowu zabawnego zrobił Jasiek w kim podkochuje się Dominika itp.
      czyli znowu wiedziałam co się dzieje w "jego" świecie. Tęsknię za nim.........
      • melka_x Re: Może kiedyś ... 12.05.04, 15:04
        Chyba rozumiem mechanizm. Natalia była za mała, żeby mieć koleżanki. Ale
        pamietam zdziwienie innych, gdy załatwiałam formalności pogrzebowe. Paweł
        musiał wyjechać (naprawdę musiał, sama go zresztą wypchnęłam). Wszyscy się
        dziwili, że jestem taka dzielna, że wybieram trumnę, ustalam termin pogrzebu
        itd. A ja nie czułam się tak źle. Dla mnie to było przebywanie w świecie
        Natalii. Nadal wszystko kręciło sie koło niej, tyle spraw do załatwienia
        związanych z Natalią, jakby jeszcze była. Prawdziwą pustkę poczułam po
        pogrzebie. Bo nagle się okazało, że budzę się, otwieram oczy i nie mam po co
        wstawać. Załatwianie mszy pogrzebowej miało sens, bo było w jakimś sensie dla
        niej, było powodem dla którego warto było się wygrzebać z łóżka, wszystkie inne
        rzeczy po - już nie. Też tęsknię. Ile bym dała żeby móc chociaż raz ją
        przytulić.
        • j0204 Re: Może kiedyś ... 12.05.04, 15:51
          Magdo,
          Twoja Mała Natalka miała najwspanialszą mamusię na świecie, Ty o tym wiesz.
          Chciałabym choć troche mieć tych Twoich sił na przyszłość. (jeżeli tak mogę
          napisać).

          I choć wiem,że bedziecie przy mnie , boję się , cholera boje się !!!!!!!!!!!!

          Przytulam Cie mocno i myslę o Tych naszych małych Aniołkach
          Jola i królinio.
        • ulkar Re: Może kiedyś ... 12.05.04, 16:03
          Ech... melka ...widac psychika ludzka bywa podobna. Też tak miałam. Tomek leżał
          na wersalce w domu... Ojceic go ogrzewał swoim ciałem, a ja pojechałam do
          lekarza rodzinnego po jakiś tam papier wystawiany na podstawie innego świstka
          wydanego przez epipę Erki... Stac mnie było, żeby wyszukac zakład pogrzebowy,
          zadzwonić tam, kupic mu ostatnie ubranie.... Wszycy potem mówili - o jaka
          dzielna - a mnie to doprowadzało do szału, bo to żadna do cholery dzielnośc -
          to z jednej strony szok, z drugiej nieświadomość tego co się stało a z kolejnej
          ptrzekonanie , że to dla NIEGO... Dzo dzisiaj kiedy kupuję mu np. światełka,
          wybieram je tak, jakbym kupowała mu ubrania, gry komputerowe czy coś jeszcze
          innego. Osoby sprzedające dziwią się i irytują, że tak się grzebię, wybieram i
          przebieram. A to przecież dla mego Synka...
          • melka_x Re: Może kiedyś ... 12.05.04, 16:14
            Jolu - dziękuję.
            Wierzę, że znajdziesz te siły. Może zresztą je znajdujemy, bo nie ma innego
            wyjścia? Czasem myślę, że nie mamy nawet pojęcia, ile można przeżyć. Coś -jak
            smierć dziecka- wydaje się tak straszne, nie do przejścia. I jest straszne i
            nie do przejścia, ale jednak przechodzi się i zyje. Marna to pociecha, wiem.

            Ulkar - napisałaś o zniczach. Chyba większość tak ma. Ja przebieram tulipany
            żeby wybrać Natalii najpiekniejsze, grzebię w światełkach, na Boże Narodzenie
            stawiam miniaturową choineczkę, a na Wielkanoc dzbanek bazi i zajączka. Może
            wkładam w to tyle energii, bo to jedyna rzecz jaką moge jeszcze zrobić dla
            mojej córki.
            • amania Re: Może kiedyś ... 12.05.04, 22:41
              Ja wcześniej prawie nie chodziłam na cmentarz, ani do babci, ani do wujka, do
              nikogo w zasadzie. nawet mnie śmieszyło, że ludzie tak pilnują żeby znicze się
              paliły i kwaiaty były...
              A teraz chodzę często i zapalam te znicze, zmieniam kwiatki, bo to jedyne co
              mogę zrobić. I przykro mi czasem, że oprócz mnie i Pawła, mało kto tam zagląda.
              Tylko moja koleżanka, która była ze mną w szpiatlu zamiast Pawła (bo on nie
              zdążył przyjechać) i jego babcia. To pewnie dlatego, że Ala zmarła zaraz po
              porodzie i nikt jej nie widział...

              A pogrzeb załatwiał Paweł, bo ja byłam jeszcze w szpitalu. Co chwilę do mnie
              dzwonił i płakał...
              • mamaadama4 Re: Może kiedyś ... 12.05.04, 23:22
                Jak pożegnałam się z Hanka na szpitalnej sali nigdy jej więcej nie widziałam.
                Pogrzeb załatwiał jej tata. Gdyby nie moja sąsiadka chyba nie byłabym na
                pogrzebie, bo chciałam wsiąść do samochodu i jechać gdzies przed siebie,
                Pogrzeb Hanki - 5 letniej dziewczynki, wydawał mi się czyms tak absurdalnym, że
                az nierealnym.
                Przez ponad rok chodziłam na cmentarz codziennie, miałam jakis wewnętrzny
                przymus, że muszę na jej grobie utrzymać palący się znicz. O dziwo, pomimo
                różnej pogody przez ponad rok udawało mi się. Teraz też chodzę przynajmniej 2
                razy w tygodniu. Staram sie trochę mniej, bo ręce mi opadaja jak po raz kolejny
                złodzieje kradna kwiaty. Nawet jej małe, plastikowe zabaweczki ukradli. Własnie
                zaczęłam sadzić rosliny na skalniak, obok grobowca mam sporo miejsca.
                Oprócz mnie rzadko ktoś tam zagląda, ale czasami, przy okazji ktoś tam zagląda.
                Pamiętaja ją.
                czasami tylko się zastanawim co z tego pojmuje Adaś. Bo chodzi ze mną na
                cmentarz, widzi tam zdjęcie Hanki ( w domu też), wie, że to jego siostra, że
                jest w niebie, modląc się na cmentarzu mówimy parę słów do niej.
                Wybieramy kwiatki, znicze, czasami przyniesiemy jakis kamyczek czy kasztana
                jesienią.
                • malomi Re: Może kiedyś ... 13.05.04, 09:20
                  Tak bardzo chciałabym mieć miejsce gdzie mogę pójść i spotkać się z moją
                  Kruszynką. Nie ma grobku, nie ma nic....Jedyne co mogę to zapalić światełko na
                  najbardziej zapomnianym grobku na cmentarzu dziedięcym na Wólce...
                  • amania Re: Może kiedyś ... 13.05.04, 11:03
                    Marysia nie wie, że miała przez chwilę siostrę.
                    Może głupio zrobiliśmy, ale uznaliśmy, że jest za mała, żeby zrozumieć.
                    Dlatego nie mogę iść na cmentarz z nią. Zastanawiam się, co zrobimy 1
                    listopada. Ona na pewno będzie chciała pójść na cmentarz, bo dzieci w
                    przedszkolu o tym mówią. I co wtedy zrobić? Powiedzieć jej w końcu, czy
                    poczekać jeszcze kilka lat? Bo przecież nie ominiemy grobu Ali, albo nie
                    będizemy udawać, że tam leży jakaś ciocia...

                    Przepraszam ulkar, że ja tak z moimi problemami w Twoim wątku.
                    • ulkar Re: Może kiedyś ... 13.05.04, 11:12
                      Ech... to nasz watek.. nas wszystkich , nie jakiś tylko mój ... Wiesz ja bym
                      powiedziała. Im wcześniej tym chyba lepiej... małe dziecko nie do konca rozumie
                      a póki naprawdę zrozumie to sie z tą sytuacją oswoi. Ja swoją małą córeczkę
                      kiedy tylko mogę zabieram na cmentarz do Tomka. Czasem mi jej żal... że inne
                      dzieci chodzą z matkami do parku a ona na cmentarz :(

                      Uznałam ostatnio, że naprawdę mam jakiegoś swira w głowie ... przejeżdżałam
                      koło zakładu kamieniarskiego i miałam taką wielką chęć zajśc tam i zobaczyć
                      jakie pomniki robią ... Chociaż Tomek ma swój już od dawna.. Ale wiecie no tak
                      z ciekawości... Tak jak kiedyś wpadałam do sklepu sprawdzić czy są jakieś
                      nowości w grach komputerowych, które Tomek uwielbiał....
                      • joannajarek Re: Może kiedyś ... 13.05.04, 18:52
                        Nasza Zuzanka zmarla w szpitalu w Krakowie gdzie zostala przetransportowana ze
                        Szczecina .
                        O operacji dowiedzialam sie 2 godz. przed jej przeprowadzeniem. Stalam przy
                        lozeczku i glaskalam malutka i mowilam jej ze napewno wszystko sie uda.
                        Plakalam przy tym strasznie. Pielegniarki pocieszaly mnie ze przeciez to
                        wszystko dla jej dobra i zebym juz nie plakala. A ja nie moglam przestac
                        jaskbym czula ze po raz ostatni dotykam jej raczek.
                        Nad ranem kiedy serduszko przestalo bic nie poszlismy do niej i wlasnie tego
                        nie moge sobie wybaczyc. Poprostu ogarnela mnie taka rozpacz ze zaraz
                        postanowilismy sie spakowac i jechac do domu do Szczecina. Czekaly na nas
                        jeszcze stosy papierow do wypelnienia. Wszystko robilam jak maszyna. Wybralam
                        dla Zuzi ubranka i jej misiaczka ktorego dostala od starszej siostry i
                        zanioslam do prosektorium . Piec razy sie pytalam tej pani czy moze serduszko
                        zaczelo bic i moze sie pomylili. Moze to brzmialo dziwnie ale strasznie sie
                        martwilam ze jest jej zimno.To byla glowna mysl ktora tkwila mi w glowie
                        W Szczecinie zaraz na drugi dzien wybralismy zaklad pogrzebowy . Wybralismy
                        trumienke,kwiaty, potem jeszcze sprawy w parafii.No i ta swiadomosc ze malutka
                        czeka jeszcze taka dluga droga do domu.
                        Potem przytlaczjacy ciezar samej ceremonii.
                        Poczatkowo nie chcielismy zeby ktokolwiek przychodzil. chcielismy byc sami ale
                        potem pomyslalam sobie ze przeciez Zuzia mial duza rodzine , miala przeciez
                        Babcie, Dziadkow, Ciocie i nie moge im odbierac checi pozegnania sie z nia .
                        Wszyscy przyszli.
                        Teraz chodze na grobek do niej codziennie.Czesto z moja pierwsza corka Karolina
                        ktora jako siedmiolatka rozumie co sie stalo.
                        Przesadzam kwiatki, zapalam swieczki i zastanawiam sie co kupic Zuzi na Dzien
                        Dziecka.
                        Nie wiem jak przezyje Dzien Matki.
                        Asia.
                        • mamaadama4 Re: Może kiedyś ... 13.05.04, 22:25
                          Joanna - pierwszy dzień matki bez Hanki był okropny. Tym bardziej, że było to
                          niespełna 1,5 miesiąca po jej smierci. I miałam tylko ją.
                          Na dzień dziecka, Mikołaja, urodziny itp zawsze kupuje jej jakis prezent.
    • ulkar Re: Może kiedyś ... 21.05.04, 11:03
      Kupiłam Tomkowi aniołka. Małego uśmiechnietego aniołka.
      • olivka27 Re: Może kiedyś ... 21.05.04, 19:46
        Słuchajcie dziewczyny,podziwiam Was,że potraficie kupowac te wszystkie
        rzeczy.Mnie chyba serce pękłoby z bólu,nie potrafiłabym czegos przechowywać,czy
        kupowac i zanosić na grób.Moje dzieciątko nie ma grobku bo umarło we mnie i to
        wcześnie,ale miałam zgromadzonych pare rzeczy dla niego i jak przyszłam ze
        szpitala,to wszystko poszło do śmieci.Sama świadomość,że te rzeczy są w domu
        sprawiała mi jeszcze gorszy ból,dlatego się ich pozbyłam.Może to jakiś
        mechanizm obronny,ale ja tak właśnie czułam.Wy jesteście chyba bardziej
        odwazne,bo potraficie stanąć oko w oko z tymi przedmiotami,ze wspomnieniami.Ja
        najchętniej zapomniałabym o wszystkim,ale niestety pamietam kazde słowo
        lekarzy,każde słowo swojej modlitwy,szczegóły z poprzedniego dnia -wszystko...
      • malomi Re: Może kiedyś ... 21.05.04, 20:04
        Ściskam Cię mocno.
        Aniołek jest pewnie tak piękny jak Twój Tomeczek.
        Nasze wszystkie dzieci są gdzieś tam razem, trzymają się za ręce, opiekują sobą
        nawzajem.Patrzą na smutne mamusie, opiekują się nami.
        Od momentu przeczytania Twojej historii bardzo często o Was myślę, o Tobie i o
        Tomku i jeszcze raz ściskam Cię mocno...
        • ulkar Re: Może kiedyś ... 24.05.04, 09:24
          Olivka to nie tak ... to jest zupełnie inaczej. Mi sprawiłoby ból wyrzucenie
          czegokolwiek co należało do Tomka. Jego szkolny plecak stoi cały czas w
          przedpokoju, tam gdzie go zostawił. Nie mam pojęcia, kiedy go stamtąd zabiorę>
          Może tego dnia, kiedy Tomek skończyłby liceum. Może ... Nie wyrzuciłam NIC.
          Wszystkie Jego rzeczy leżą w jego pokoju, w którym co prawda nie mieszkał nawet
          jednego dnia. Nie zdążył... Leżą tam sobie i czekają i ja też na niego czekam.
          Może wróci ...
          • olivka27 Re: Może kiedyś ... 24.05.04, 14:07
            Widzisz,kazdy jest inny i kazdy ma swój sposób radzenia sobie z taka stratą.Ja
            poprostu nie lubię przechowywać pamiątek po czymś co utraciłam,tak samo było
            gdy odszedł odemnie chłopak-spaliłam zdjecia i zatarłam po nim ślady,wtedy mi
            było łatwiej...Wiem,że to dziwny sposób,wiele osób robi własnie tak jak Ty,ja
            to szanuje i podziwiam.A z Tomkiem napewno sie spotkasz po drugiej stronie,ja
            też czekam na spotkanie ze swoim dzieckiem(mam przekonanie,że to był
            synek),strasznie tęsknię,wyobrażam sobie jak wygląda.Tak bardzo chciałabym go
            przytulić,czasem to aż boli niemalże fizycznie.Czekajmy więc cierpliwie...
            • joannajarek Re: Może kiedyś ... 24.05.04, 18:12
              Ja mam wszystkie ubranka po Zuzance spakowane w szafie u mojej Mamy.
              Kiedy sie dowiedziala ze ze szpitala w Krakowie wracamy sami zaraz przyjechala
              i zabrala wszystko co bylo przygotowane na jej powitanie: wiklinowy koszyk,
              poprane pieluszki, ubranka i zabawki. Ale ja przywiozlam ubranka ze szpitala i
              trzymam je w szufladzie obok mojego lozka. Szczegolnie bliskie mi sa jej
              malutkie , rozowe skarpeteczki ktore jeszcze pachna oliwka. Czasem je wyjmuje i
              przytulam.Nie moge powstrzymac lez .
              Asia
              • olivka27 Re: Może kiedyś ... 24.05.04, 19:46
                Jakie to smutne-rzeczy są,a dziecka nie ma...Te ubraneczka napewno Ci sie
                jeszcze przydadzą.Skarpetki doczekają dnia,kiedy znowu będą mogły grzać
                maleńkie stópki.I nie będziesz przytulać skarpetek,tylko malutkie ciałko
                pachnące oliwką.Zobaczysz,jeszcze tak będzie!!!
    • aniao3 Re: Może kiedyś ... 24.05.04, 22:37
      Ech dziewczyny... A ja wlasciwie nie mam ubranek - jeszcze nie zdazylam zaczac
      ich zbierac. Mam pingwinka na patyku co smiesznie przebiera nozkami i myjke
      pingwinka (bo to miala byc coronia-pingwinunia albo synek-pingwinek). I jeszcze
      mam zielona zabe. Dostalam by przyniosla mi szczescie. Jak pierwszy raz zaszlam
      w ciaze a odkrylam to po swietach to posadzilam ja pod choinka i siedziala tam
      radosnie przez cale sweita jako znak naszej radosci. A juz w styczniu schowalam
      ja gleboko do szafy, bo nie bylo sie z czego cieszyc. A potem zaba czekala na
      blizniaki, potem juz tylko na Malgorzatke... Teraz jest znowu gleboko w szafie.
      Czasem mysle, ze powinnam byla ja dac by ja pochowali razem z moja mala zabka.
      A kiedy indziej mysle, ze w koncu ta zaba musi trafic do mojego maluszka, ktory
      ze mna zostanie.
      To glupie - zaba ma 40 cm - tyle co Malgorzatka.
      Jeszcze glupsze: nie moge patrzec na niektore lalki moich bratanic. Maja takie
      wlasnie wielkosci Malgorzatki. I wymachuja nimi radosnie i wbiegaja z
      poplatanymi warkoczykami do pokoju i od progu wolaja ciociuniu kochamy cie!
      A Malgorzatka nigdy nie pobiegnie...
      Czasem jak patrze na te moje bratanice mysle jaka by byla moja coreczka? Jak by
      sie zmieniala? Czy bylaby do nich podobna?
      Dziewczynki wiedza ze Malgorzatka byla w brzuszku, ale umarla i jest u
      aniolkow. Tez to przezywaja po swojemu. Jak widza niemowlaczka to mlodsza (4
      latka) potrafi powiedziec mamie - patrz, nasza Malgosia by taka byla...
      A jak zdechla im swinka morska to najpierw plakaly a potem stwierdzily ze to
      dobrze, bo Malgorzatka bedzie sie miala z kim bawic.
      A zaba poki co lezy w szafie.
      Jak znowu bede w ciazy to juz jej nie wyjme.
      Nie wyjme, poki ze szpitala nie wroce z moja zabka...
      Sciskam was
      Anka
      • ewamonika1 Re: Może kiedyś ... 24.05.04, 23:55

        Aniu,
        Twoje bratanice są wspaniałe - ta myśl o śwince morskiej. Bardzo dziecięce
        podejście i bardzo mądre.
        A żabę zatrzymaj...
        Ona po prostu MUSI się przydać.
        Trzymaj się Aneczko, ewa
    • daaisy1 Dziewczyny..! 26.05.04, 01:08
      Czytam Wasze wypowiedzi i łzy mi lecą ciurkiem, tak bardzo chciłabym Was
      pocieszyć, przytulic...wiem, że to co przeżyłyście to straszna tragedia.. moja
      przy Waszych wydaje się tak prozaiczna i błacha, urodziłam córeczkę w 6
      miesiącu ciązy - już wtedy nie żyła:( a ja nawet nie miałam odwagi jej
      zobaczyć, przytulić...zobaczyłam ją dopiero wówczas gdy odbieraliśmy ją z
      prosektorium...była taka maleńka...ile bym teraz dała aby móc ją
      przytulić...tęsknię za nią...ale wierzę..że kiedyś tam..spotkamy się po drugie
      stronie życia..

      ps w terminie, w którym planowo miała się urodzić Juleczką zaszłam ponownie w
      ciążę...i w rok po narodzinach córeczki urodziłam cudownego syneczka...
      wierzę..że dla Was kiedyś też zaświeci słoneczko...!!!

      Pozdrawiam Was gorąco..jestem z Wami i Waszymi - Naszymi Aniołkami
      Edytka
    • aniao3 Wiesz Ula... 26.05.04, 11:25
      ... Mysle czesto o Tobie.
      A te najblizsze dni, musi byc ci jeszcze ciezej.
      Ja moge miec nadzieje na nastepne dzieci, jakos probowac sobie tlumaczyc to co
      sie stalo. A jak wytlumaczyc odejscie Tomka? Gdy sie mialo takiego super faceta
      i kumpla i synka przez tyle lat, co dzien, a teraz... tak pusto...
      Nic juz nie bedzie takie samo.
      Sciskam cie mocno
      Anka
      • ulkar Re: Wiesz Ula... 26.05.04, 11:42
        Jest Agnieszka. Nie zastepuje Tomka, ale każe żyć, każe się uśmiechać i
        głaszcze po twarzy kiedy płaczę.
        Wyciągnęłam dzisiaj z szuflady laurkę na dzień mamy, która zrobił mi Tomek w
        1996 roku. Tak ślicznie tam napisał ...
    • doti10 Re: Może kiedyś ... 28.05.04, 09:27
      Doskonale rozumiem to zycie podzielone na dwa etapy - to dawne, wspaniałe,
      normale, bez lęków, z nadzieją, planami.... i to nowe które ktoś nam narzucił,
      spowodował ,że tylko pokora, bezradność, i żal, żal, żal.
      Mój syn żyje , ale jest niepełnosprawny po nagłym zatrzymaniu krążenia.Przez 16
      lat był zdrowym, wspaniałym chłopakiem, takim ulepionym z tej samej gliny co
      ja, podobnie odczuwającym świat - moim pierwszym ,wymarzonym synem. Nagle w
      jednej chwili wszystko się zmieniło, najpierw było pieć dni w śpiączce i
      paniczny strach że się nie obudzi. Jak ja się wtedy kłóciłam z Bogiem !
      Potem błagałam- Boże niech on będzie do końca życia na wózku byleby żył!
      Potem była największa radość kiedy obudził się ze śpiączki i wiedział kim jest
      i ile ma lat...A POTEM ZACZĘŁY SIĘ SCHODY...Nic już nie jest takie jak kiedyś,
      nigdy nie będzie.Nie lubię tego nowego życia nie umiem mu sprostać od czterech
      lat walczę z chorobą,depresją, brakiem pieniędzy na rehabilitację syna, brakiem
      pracy męża, niezrozumieniem choroby przez rodzinę i wiecznym poczuciem winy, że
      czegoś mi się nie chce lub nie potrafię. Ale najgorsze z tego wszystkiego jest
      to że muszę codziennie patrzeć na to jak mój syn jest nieszczęśliwy, samotny i
      pozbawiony wszystkiego co się od życia należy dwudziestolatkom...
    • ulkar Re: Może kiedyś ... 30.05.04, 11:58
      The End.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja