ewamonika1
02.05.04, 11:40
Chciałam pogadać o tym, jak po pojawieniu się dziecka chorego/niepełnospr. -
zmieniło się życie Waszych rodzin - głównie pod kątem starszych dzieci.
Moja przygoda z macierzyństwem zaczęła się dość dawno, bo prawie 9 lat temu.
Urodziłam wtedy Kasię - naszą wyśnioną i wymarzoną dziewuszkę (3 lata po
ślubie). Krótko po niej (1,5 roku) pojawił się Misiek. Opiekowałam się nimi
praktycznie sama - mąż akurat zmieniał pracę i musiał w niej spędzać sporo
czasu, choć po powrocie do domu pomagał mi, jak mógł, ale jednak 7/8 dnia
było na mojej głowie. Babcie też nie wchodziły wtedy w grę.
Ta moja dwójeczka była b.absorbująca, ale opieka nad nimi, a potem
wychowywanie ich, uczenie każdej rzeczy - stało się sensem mojego życia.
5,5 roku byłam z nimi w domu i byliśmy sobie niewyobrażalnie bliscy.
Po tym okresie wróciłam do pracy i mimo, że czasu było mniej - udawało nam
się funkcjonować całkiem fajnie.
I nagle - ciąża - niespodzianka, ale po początkowym zdziwieniu - radość. I
urodził się Piotruś - Bunio z misiową łapką. Było dużo smutku, buntu,
załamania, bezsilności. Stany które pewnie dobrze znacie same z Waszych
przeżyć.
I zaobserwowałam u siebie, że trudno jest mi być dla moich starszych dzieci
tak radosną mamą, jak dawniej. Że ten ból przepełnił mnie i nie pozwolił na
dawne szczęście. Teraz już jest lepiej. Znów nasza rodzina potrafi się śmiać,
spędzać czas tak, jak przed urodzeniem się Piotrusia. Ale mama wrażenie, że
dzieci czasem jakby tęsknią za okresem, gdy byliśmy tylko w czwórkę. Kiedy
musimy jechać na kolejną rehabilitację, czy na inną wizytę do lekarzy, oni
stają się smutni. I myślę, że chodzi tu o smutek zmiany ich sytuacji. Muszę
tu napisać, bo byłabym niesprawiedliwa - oni go strasznie mocno kochają.
Poświęcają Piotrusiowi bardzo dużo czasu.
Ale boję się, że przyjdzie chwila, gdy mogą się go wstydzić - nie oburzajcie
się proszę, że o tym piszę, ale o tym uprzedzała nas nasza psycholog - dzieci
są w takim wieku, że wstyd byłby normalny.
Boję się tylko, że będę wtedy na nich zła, że sobie z tym nie poradzę.
Do psychologa poszliśmy z mężem głównie dla dzieci - chcieliśmy spytać, jak
im pomóc. Na razie ta wiedza teoretyczna troszkę pomaga, ale nie do końca.
Dużo z nimi rozmawiam, często mówię, że mogą odczuwać wszystko, każde
uczucie, bo tego nie można zabronić, ale gdzieś głęboko w sercu nie
chciałabym, aby przeżywali wstyd czy lęk przed spotkaniami z rówieśnikami,
gdy trzeba będzie przedstawić młodszego brata, który jest niepełnosprawny.
Bardzo, bardzo mocno chciałabym, aby urodzenie się Piotrusia nie oznaczało
dla starszej dwójki jakichś przełomowych zmian. Nie chcę, abym zajmując się
Piotrusiem, nie znajdowała przyjemności z przebywania z nimi. Dawniej dużo
chodziliśmy do teatru, kina, wymyślałam im bardzo aktywny sposób spędzania
czasu. Teraz jestem trochę "uziemiona" i nie jest tak, jak dawniej. Staram
się ze wszystkich sił i pewnie dlatego chwilami jestem bardzo zmęczona.
Opieka nad trójką bywa wyczerpująca.
Dziewczyny, troszkę mi się ten post nie składa, ale myślę, że wiecie, o co mi
chodzi - proszę, aby mamy lub tatusiowie, którzy mają więcej niż jedno
dziecko, napisali, jak to jest u nich. dzięki - ewa