aniao3
05.05.04, 16:07
Trzeba się pozbierać. Najpierw można płakać, ale nadchodzi taki dzień, że
trzeba wrócić do życia. Wraca się wolno i pod górkę, ale jednak się wraca.
Trzeba w końcu pójść do osiedlowego sklepiku, gdzie panie są tak miłe i
sympatyczne i gdzie są najlepsze bułki w okolicy, gdzie się chodziło dumnie z
brzuszkiem. A teraz trzeba pójść i powiedzieć, że dziecka nie ma. Spróbować
nie płakać mówiąc te straszne słowa. Może się uda nie płakać, cholera jednak
nie, znowu mokre oczy, kap, kap łezki, ale już jest troszkę lżej, bo już
będzie można chodzić do tego sklepiku, a nie omijać go szerokim łukiem.
Trzeba w końcu zebrać się na odwagę i zadzwonić do kosmetyczki. Czasem na to
potrzeba dużo czasu – kilka tygodni, miesięcy. Ale w końcu dzwonisz. Po
drugiej stronie radosny głos, pytanie no i jak tam – trzeba szybko ten głos
zgasić, powiedzieć, że nie, niestety się nie udało. Bez szczegółów bo głos
znowu więźnie w gardle, no i przecież u pani kosmetyczki są inne panie, ona
nie powinna przy nich płakać, ale wiesz że przecież będzie płakać, zna cię
tyle lat, tak bardzo się cieszyła najpierw twoim ślubem, potem twoją ciążą...
Trzeba też umówić się z dentystką – może wysłać jej SMS? Ale co w takim
skrócie napisać? Więc dzwonisz i choć to nie pierwszy telefon, wcale nie jest
ci łatwiej. Robisz w myślach przegląd znajomych – masz nadzieję, że wszyscy
już wiedzą, ale oczywiście zawsze jest ktoś kogo znałaś, kto wiedział o
dziecku, ale nie doszły do niego ostanie złe wieści. Więc pewnego wieczoru
telefon: no i co wam się urodziło? Dziewczynka – mówisz i dajesz słuchawkę
mężowi a sama szukasz rozpaczliwie chusteczki. Od jakiegoś czasu masz je
zawsze pod ręką, ale akurat teraz gdzieś się zawieruszyła. Przestałaś malować
oczy – to trochę niebezpieczne w twoim stanie ducha. Ale usiłujesz żyć
normalnie, w końcu trzeba zacząć żyć normalnie, ale właściwie jak jest
normalnie? Udając że nic się nie stało? Mówiąc każdemu o swoim nieszczęściu?
Są też i tacy ludzie, z którymi możesz rozmawiać spokojnie. Twój rzeczowy pan
doktor – teraz już go nie zamienisz na innego, bo przynajmniej nie musisz mu
niczego tłumaczyć, on wie. Panie w przychodni gdzie robiłaś badania. Bolało,
gdy w końcu się zdecydowałaś tam pójść i powiedzieć, ale teraz już wiedzą,
nie pytają o nic.
Gdy odchodzi dziecko trzeba zrobić tyle rzeczy, które w normalnym świecie nie
są żadnym problemem, rzeczy które w inne sytuacji sprawiłyby ci tyle
radości... Ale twój świat jest już inny. Trochę jak zbite lustro, gdzie
każdego dnia widzisz jakiś maleńki kawałek rzeczywistości, którą trzeba
opanować. Choć czasem myślisz, że już nie masz sił - jednak dasz radę. Pozwól
sobie tylko płakać, gdy jest ci źle i cieszyć się tymi drobnymi chwilami gdy
wraca ci radość życia. Bo ona wraca. Powolutku, jak myszka, podgryza korzenie
żałoby. Pozwala ci znowu uwierzyć w siebie, swego mężczyznę i następne
dzieci. W końcu odnajdziesz spokój w sercu. I choć świat wokół już nigdy nie
będzie taki sam – i ty nie będziesz już taka sama jak kiedyś – to przecież
nigdy już nie będziesz sama. Bo w serduszku na zawsze mieć będziesz swoją
kruszynkę, taką jaką sobie wymarzyłaś, taką jaka miała być.
Twoje dziecko: twój Dobry Duszek, twój Anioł Stróż...
Anka
Napisalam to wczoraj - bo dopiero wczoraj, po trzech miesiacach od urodzin
Malgorzatki, w koncu zadzwonilam do kosmetyczki...