Jakie jest Wasze zdanie?

21.05.04, 14:13
Cześc kochane dziewczynki!
Ciekawa jestem jakie dzisiaj Wasze samopoczucie?
Ja własnie popijam kolejna kawkę i śledze wiadomości odnośnie łapówki (1600
zl)którą zażądała lekarka za cięcie cesarskie. Lekarka ta pracowała ( dzisiaj
została zwolniona)w szpitalu UJ w Krakowie. Bardzo mnie to dotknelo, poniewaz
mnie to samo spotkało. Tylko ode mnie zażadąła jej koleżanka - lekarka tez
pracująca w tym szpitalu 1500 za cięcie cesarskie ( chodz,należała mi się!!!)-
przecież tak bardzo było zagrożone życie mojej Zuzanki.
Och, jak dobrze że w tym wielkim nieszczęściu które mnie dotknęlo w ostatniej
chwili zmieniłam lekarza i rodziłam w innym szpitalu.
Aha, nie wiem czy powinnam, ale zazdwoniłam do radia i powiedziałam, że tez
moge opowiedzieć im moja historię, bardzo podobna tylko dotycząca innej
lekarki.
Nie chce zadnej zemsty w stosunku do tej lekarki ( bo przecież życia Zuzanki
juz mi nie zwróci), ale chce ostrzec przyszłe mamy przed tymi bezdusznymi
lekarzami!!!!
Czy dobrze zrobiłam???
Jakie jest Wasze zdanie?
Pozdrawiam cieplutko, Asia- mama Zuzanki
    • asia.miniaczek Re: Jakie jest Wasze zdanie? 21.05.04, 14:14
      przepraszam za chaotycznośc tego posta...A.
    • olivka27 Re: Jakie jest Wasze zdanie? 21.05.04, 14:43
      Uważam że dobrze zrobiłaś-takie rzeczy są złe i nie wolno ich kryć.Ja na Twoim
      miejscu opowiedziałabym wszystko dokładnie.Trzeba mówić o takich
      lekarzach,niech nie czują się bezkarni.
    • malazuzia Re: Jakie jest Wasze zdanie? 21.05.04, 15:07

      Wiesz co, dziewczyno, ja bym była bardzo zaskoczona gdybyś tego nie zrobiła.
      Uważam, że jest to kobiecy i matczyny obowiązek. Mnie jeszcze tak tragedia nie
      spotkała, ale byłam juz na pogrzebie dziecka. Jest to przeżycie nie do
      wytrzymania. A tym bardziej jeżeli wina leży po stronie lekarza. Nie kupujmy
      sobie życia i zdrowia. Choc każdy zapłaci wszystkie pieniądze za ratowanie
      dziecka. Ale jeżeli jest szansa mówienia o tym głośno, należy to robić.

      Pozdrawiam
    • sloggi Re: Jakie jest Wasze zdanie? 21.05.04, 15:14
      Szczerze?
      Uważam, że postąpiłaś właściwie. W swojej wypowiedzi wystarczająco to
      uargumentowałaś:
      > Nie chce zadnej zemsty w stosunku do tej lekarki ( bo przecież życia Zuzanki
      > juz mi nie zwróci), ale chce ostrzec przyszłe mamy przed tymi bezdusznymi
      > lekarzami!!!!
      Pozdrawiam serdecznie.
      • dorotaww Re: Jakie jest Wasze zdanie? 21.05.04, 15:32
        Bardzo dobrze zrobiłas, przykro się słucha, lekarz, ktos kto ma ratować życie,
        leczyc, robi takie rzeczy. Sama jestem po dwóch cesarkach, bezpłatnych, miałam
        szczęście trafiłam na dobrego lekarza.
        Pozdrawiam i życze duzo siły.
        Dorota
    • asia.miniaczek ważne... 21.05.04, 15:36
      Cieszę sie, że macie takie same zdanie.
      Jesli macie dostęp do radio Kraków to właczcie sobie dzisiaj o godz. 16.10,
      bedzie rportaz dotyczący tej lekarki.
      Czekam na telefon od redaktora w/w radio.
      Pozdrawiam, Asia- mama Zuzank.
    • anuteczek Re: Jakie jest Wasze zdanie? 21.05.04, 18:54
      Asiu,
      Ode mnie za usunięcie martwej ciąży lekarz zażądał 700zł, ze znieczuleniem
      1000. Teraz żałuje tego, bo ma naganę w papierach i drugi raz nie trafi na
      stanowisko, które zajmował... Błędu w sztuce też mu nie odpuściliśmy.
      Wiem, że to bardzo mało, ale tyle udało się wywalczyć. Mojej Tosi życia nic by
      nie wróciło, ale drań przestał czuć bezkarność.
      Trzeba się z nimi rozprawić.
      ściskam mocno
      andzia
      • olivka27 Re: Jakie jest Wasze zdanie? 21.05.04, 18:59
        Anuteczku,nie wiedziałam,że Tosia zmarła na skutek błędu,jeszcze bardziej mi
        przykro...
        • anuteczek Re: Jakie jest Wasze zdanie? 21.05.04, 22:03
          Oliwko,
          Tosia nie zmarła na skutek błędu. Lekarz popełnił błędy w łyżeczkowaniu, nie
          zrobili histopato, potem próbował podać mi leki na które jestem uczulona
          (miałam wpisane w karcie) i wiesz, jeszcze masa różnych rzeczy, o których nie
          chce mi się nawet pisać.
          pozdrawiam
          andzia
    • malomi Re: Jakie jest Wasze zdanie? 21.05.04, 20:08
      Asiu, zdaj nam relacje z audycji, czekamy
    • aniael Re: Jakie jest Wasze zdanie? 21.05.04, 21:12
      Wiecie - ja się bardzo cieszę, że nareszcie ktoś się dobrał do skóry klinice
      położniczej. Ja trafiłam na oddział w 25 tyg ciąży zagrożonej. Wcześniej
      leżałam w klinice metabolicznej w związku z cukrzycą ciążową i koniecznością
      wdrożenia insuliny. Kilkakrotnie z metabol byłam wysyłana na konsultacje na
      oddział położn. Paradoksalnie - to, że mam dzisiaj dzidzię zawdzięczam lekarzom
      z metabol. Pierwsza konsultacja - 20% skrócona szyjka macicy, tydzień później
      kolejna konsultacja - 50% skróc i zalecenie leżenia, fenoterol i decyzja
      ginekologa do przedstawienia na metabol - można mnie wypuścić do domu. Lekarzom
      na metabol nie spodobało się tempo skracania tej nieszczęsnej szyjki, więc nie
      wypuszczono mnie do domu i pilnowano wręcz, czy aby na pewno przestrzegam
      zaleceń i leżę w łóżku. Lekarze dyżurujący przychodzili do mnie na salę i
      zaobserwowali stawiający się brzuch.Po trzech dniach (czyli po weekendzie) na
      noszach karetką pogotowia przewieziono mnie na kolejną konsultację do ginekol.
      Lekarka, która mnie zobaczyła na noszach huknęła: "to znowu pani?! Co się znowu
      dzieje?! proszę wejść na fotel!" Widząc jej zniecierpliwienie nieśmiało
      próbowałam wytłumaczyć, że lekarze na metabolicznym zaobserwowali stawiający
      się brzuch - nie dała mi skończyć: "a co oni się w ginekologów bawią?!" W
      trakcie badania głos jej się zmienił - 80% skrócenia i werdykt: wracać na
      nosze, z powrotem, leżeć, za dwa dni przyjechać karetką na oddział do przyjęcia.
      Byłam ledwo żywa z nerwów, panicznie bałam się o dziecko, właściwie myślałam,
      że nie donoszę tej ciąży.
      Nie płaciłam lekarzom - ani na metabolicznym ani na ginekologii. Powszechnie
      wiadomo o łapówkarstwie na położniczym. To już tam chyba przyjęto za normę.
      Położnym też nie płaciłam, być może dlatego jakość opieki była nienajlepsza.
      Nie wypełniano zleceń lekarskich ( nie doczekałam się robionego leku na
      infekcję grzybiczą w pochwie, choć przy mnie lekarz dyktował zlecenie, kiedy
      się dopomniałam, okazało się, że nie ma tego zlecenia wpisanego w dokumentację
      i nikt nie wie o leku dla mnie. Raz zapomniano podać mi kroplówki z magnezu,
      chociaż w dwuosobowej sali, w której leżałam, moja współlokatorka dostawała w
      tym samym czasie kroplówkę co ja - ona dostała, ja nie. Kilkakrotnie pytałam
      przewijającą się panią o tę kroplówkę, za każdym razem obiecywała, że pójdzie
      sprawdzić i...znikała. Kiedy mi przyniesiono po południu kroplówkę, która miała
      być drugą tego dnia, zapytałam jeszcze raz, czy może odstawiono mi jedną.
      Położna zdziwiona! "trzeba się było zapytać" Kiedy powiedziałąm, że pytałam,
      położna odparłą, że to była "tylko" stażystka. Powinnam była zapytać położną.
      Czyli miałąm wstać - chociaż nie wolno mi było chodzić i pójść zadać pytanie w
      dyżurce...Potem dostałam serię 4 zastrzyków na rozwój pęcherzyków płucnych u
      mojego dziecka, na wypadek, gdyby się nie udało utrzymać ciąży. Miały być co 12
      godzin. O czwartym zapomniano! Naprawdę - zwlokłam się z łóżka, poszłam do
      dyżurki nauczona doświadczeniem i dopomniałam się. Wtedy okazało się, że
      odnotowano w dokumentach wykonaną iniekcję:(
      To wszystko brzmi wręcz nieprawdopodobnie, ręcę mi opadały. Zapomniano mnie
      także uprzedzić, że po tym leku przy cukrzycy skacze cukier, więc się
      popłakałam, gdy zobaczyłam na glukometrze wynik 300. A wystarczyło uprzedzić,
      jednorazowo zwiększyć dawkę insuliny, ale kto by się tam przejmował
      takimi "drobiazgami"... To co tam przeszłam, to moje. Ciągle stres i
      kontrolowanie z mojej strony, czy aby na pewno dostaję wszystko co trzeba.
      O "drobnostkach" w stylu : zapomniano o tabletce, lub dano dwie niechcący - to
      wszystko było dla mnie przerażające. Dodatkowo salowa zrobiła mi awanturę o
      buty pod łóżkiem - że ona nie od tego, żeby buty pacjentkom przesuwać jak myje
      podłogę. Oczywiście - miałam się zwlec z łóżka i pomagać salowej w sprzątaniu.
      Jedna z położnych - wyjątkowo antypatyczna, zrobiła mi awanturę o to, że nie
      zmierzyłąm raz temperatury po południu "przecież koleżanka przypominała". Tak -
      koleżanka przeszła obok zamkniętych drzwi sali mrucząc, a ja nie dość, że
      drzemałam, to jeszcze mam wadę słuchu i nie usłyszałam:( Nawet nie wiem ile
      razy płakałam tam w poduchę. Bałam się strasznie, że stracę dzidzię, albo
      będzie chora. Na ile "pomógł" mi stres spowodowany traktowaniem? I jeszcze to,
      że zagrożone pacjentki są badane - czasem nieumiejętnie przez stażystów. Moja
      gin gdy to usłyszała, była zbulwersowana. Oni powinni się w pierwszej
      kolejności uczyć na zdrowych pacjentkach, żeby nie drażnić niepotrzebnie i tak
      skracającej czy rozwierającej się szyjki. Tymczasem bywało, że byłam badana dwa
      razy - jeśli stażystka miała wątpliwości, badała mnie też lekarka.
      Ja nie płaciłam, ale znajoma płaciła 1000 zł za poród lekarce, któta prowadziła
      ciążę i w dodatku miała w tym czasie dyżur na oddziale... Brak słów.
      Ja Was bardzo serdecznie przepraszam, że zabieram tu głos i za to, że się
      rozpisałam, ale cała ta historia zbudziła przykre wspomnienia. Miałam tam
      rodzić, z konieczności (cukrzyca ciążowa, wcześniactwo), jednak na szczęście
      udało się donosić do 36 tyg i udało mi się uniknąć rodzenia w tym szpitalu.
      Miałam nieplanowaną cesarkę, ale nikt mi nie robił łaski i dobrze się mną
      zajmowano, choć nie płaciłam. No i najważniejsze, że dzidzia urodziłą się
      zdrowa.
      Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam Was wszystkie. Asiu popieram Twioją
      decyzję.
      Ania
      • foczka4 Re: Jakie jest Wasze zdanie? 22.05.04, 00:22
        Popieram takie odwazne kobiety jak Ty.
        Ja rodzilam w Lodzi w CZMP, gdybym chciala wszystko opowiedziec o traktowaniu
        kobiet noszacych dzieci z wada, post bylby naprawde dlugi.Ale nie w tym rzecz.
        Zazwyczaj na neonatologi (my matki) wymienialysmy sie naszymi strasznymi
        doswiadczeniami. Jednej takiej rozmowie przysluchwala sie pewna madra babcia.
        Zapytala sie wowczas dlaczego nie zwrocimy sie gdzie trzeba, tylko gledzimy i
        straszymy sie nawzajem. Miala racje! Do tej pory dreczy mnie ze nic nie
        zrobilam. Moze wlasnie w tej chwili jakas kobitka placze w poduche, bo lekarzom
        udalo sie wmowic ze nosi w brzuchu smiecia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja