blu4
03.06.04, 01:38
8 czerwca 2004 roku pewna dziewczyna obchodziłaby swoje 18 urodziny.22 lipca
na świat miał przyjść jej synek Piotruś.Niestety okrutny los napisał inny
scenariusz.Pomagałam Jej znależć dom samotnej matki.Mówiłam że będzie
dobrze.Dotykałam Jej brzuszka i martwiłam się ze jest taki malutki.Chwila
nieuwagi i nie ma ani Kingi ani Piotrusia.Nie mogę się z tym pogodzić!!!Cały
czas mi się wydaje że to jakiś senny koszmar.Pamiętałam żeby złożyć Jej
życzenia urodzinowe zamiast tego pójdę zapalić znicz na ich grobie!!!Dla
maleństwa kombinowałam wyprawkę.Dlaczego dlaczego tak się stało???Nie wiem
czy mam prawo tu pisać ale byłam z Kingą związana emocjonalnie.Ich odejście
strasznie mną wstrząsneło.Cały czas myślę że nawaliłam że mogłam coś
zrobić.Człowiek żyje cieszy się robi plany a tu w jednej chwili wszystko się
wali.Ona była taka młoda taka pełna wiary że jeszcze sobie w życiu ułoży.Tak
mało ją szczęścia w życiu spotkało.Tak strasznie mi smutno.Aga