List do przyjaciółki

03.06.04, 09:43
Chyba nie wyślę ci tego listu. Ale to nie ma znaczenia, po prostu muszę go
napisać. Może nawet bardziej dla siebie niż dla ciebie. Przeżyłyśmy w życiu
wiele chwil: tych lepszych i tych gorszych. Pamiętasz nasze godzinne rozmowy
o rzeczach – wtedy nam się tak zdawało – bardzo istotnych? Egzaminy, faceci,
uczucia i wartości... Miałyśmy wspólne marzenia i plany. Tak wiele z nich
udało nam się zrealizować. Pamiętasz, jak sobie obiecywałyśmy wspólne spacery
z wózkami? A teraz ty masz wózek, a ja pustkę w sercu. I między nami rośnie
szklany mur. Nie dzwonisz, nie wysyłasz SMS, nie piszesz. Mieszkasz
niedaleko, w tym samym mieście, ale jeśli się nie umówimy, to nie wpadniemy
na siebie na ulicy. Tak bardzo chciałabym ci powiedzieć o tym co się stało, o
tym co czuję, o tym jak mi źle. Popłakać przy tobie i wiedzieć, że po prostu
będziesz obok. Ostatnio zadzwoniłaś. Chciałam pogadać tak od serca. Ale się
chyba tego przestraszyłaś, szybko zmieniłaś temat na neutralny. Niepotrzebnie
kochana. Ja już umiem nie płakać. Umiem rozmawiać o tym co się stało. Są
chwile gdy mam ochotę oskarżyć cały świat i wykrzyczeć wszystkim swoją
rozpacz, ale nie miej poczucia winy, że nie umiesz sobie wyobrazić tego co
przeżywam, że masz zdrowe dziecko. To co się stało przerosło nas wszystkich.
Potrzebuję cię. Teraz bardziej niż kiedykolwiek. Myślę, że zadzwonię i powiem
ci to wszystko. Bo inaczej nasze drogi mogą się rozejść na zawsze.
Nie bój się mnie i moich łez.
Po prostu pozwól mi być sobą i bądź obok.
Dla mnie zawsze będziesz moją przyjaciółką.
A
    • sloggi Re: List do przyjaciółki 03.06.04, 10:09
      Jeśli mogę...
      Moja Mamęcja była w tym samym czasie w pierwszej ciąży co jej młodsza siostra.
      Obie urodziły dziewczynki i obie za wcześnie, różnica miesiąca.
      Po dwóch latach Mamęcja była w ciąży ze mną i z Michałem, w tym czasie w stanie
      błogosławionym była jej najlepsza przyjaciółka Jada, Jada poroniła w 4 miesiącu.
      Dlaczego o tym piszę? Piszę, bo Jada po śmierci Agaty bała się Mamęcji.
      Urodziłem się ja i umarł Michał i wtedy ta, jak to celnie napisałaś "szklana
      ściana" pękła, bo Mamęcja spotkała się i szczerze porozmawiała z Jadą - podobno
      rozmawiały aż do świtu. Po roku Jada ponownie zaszła w ciążę (za namową
      Mamęcji - bo sama się bała podjąć decyzję) i urodziła Agę. W tym roku będziemy
      świętować 40 lecie ich prawdziwej przyjaźni. Teraz, po latach Ciocia Lucy, Jada
      i Mamęcja są sobie najbliższymi przyjaciółkami. Piszę Ci o tym, że może lęk
      Twojej przyjaciólki jej objawem jej wrażliwosci i szacunku do Twojego bólu.
      Może ona boi się zranić Cię? Moja cicha propzycja - zadzwoń i umów się z nią,
      rozmowy w 4 oczy nic nie jest w stanie zastąpić.
      pozdrawiam.
    • melka_x Re: List do przyjaciółki 03.06.04, 11:03
      Aniu,

      Są w Tobie pokłady wyrozumiałości i dobroci, które mnie zawstydzają.

      Moja wersja listu do przyjaciół brzmi natępująco:

      List nr 1
      "Zignorowałaś sms-y i maile o śmierci Natalii. Nie było Cię na pogrzebie. Nigdy
      od tamtej pory nie zadzwoniłaś. Nigdy nie napisałaś. Milczysz od 8 miesięcy.
      Mam Cię w d..."

      List nr 2
      "Mój największy Przyjacielu. Przyjacielu, dla którego zrobiłabym niemal
      wszystko. Przyjacielu, który twierdziłeś że dla mnie zrobiłbyś niemal wszystko.
      Nie było Cię na pogrzebie. Nie zapytałeś, czy ma to dla mnie znaczenie, czy
      powinieneś przyjechać. Jeśli nie na pogrzeb, to później. Nie zapytałeś, czy
      potrzeba mi, żeby potrzymać mnie za rękę. Nie miałeś czasu przyjechać
      wcześniej, gdy wiedząc że Natalia umrze chciałam Ci ją pokazać. Tyle słów o
      przyjaźni i bliskości. Teraz piszesz, dzwonisz i udajesz, że nic się nie stało.
      Stało się. Ciebie też mam w d..."

      A przy okazji - a co tam jak już wszystko to wszystko.
      List nr 3
      "Drogie Przyjaciółki mojego męża, ekskochanki, eks wieloletnie konkubiny.
      Kobiety, które podobno kochałyście kiedyś ojca Natalii. Żadna z Was nie
      przyjechała na pogrzeb. Jedna miała służbowe spotkanie, jak na zamówienie, żeby
      tylko nie obejrzeć swojego eks z inną. Nawet jak to pogrzeb ich dziecka. Druga
      miała za daleko, 2.5h ekspresem. Trzecia - trzecia może rzeczywiście miała
      daleko, tu mam wątpliwości. Mój mąż zawsze będzie mówił, że nic się nie stało.
      Że nie oczekiwał... Ale ja ze względu na niego oczekiwałam. Tyle słów, tyle
      zapewnień o miłości, o przyjaźni, o bliskości daleko wykraczającej poza tę
      erotyczno- romatyczną. I nie będę mówić, że nic się nie stało"

      List nr 4
      "Tym, którzy przy nas byliście i jesteście dziękuję. Wierzę, że my też będziemy
      przy Was gdy będziecie tego potrzebować"

      Ufff... lepiej mi.

      No właśnie - a nie mówiłam, że cierpienie nie uszlachetnia?

      A żeby nie wyszło tak strasznie, dodam, że adresatów listu nr 4 jest na
      szczęście więcej.



      • aniao3 Re: List do przyjaciółki 03.06.04, 17:15
        Widzisz Sloggi, napisalam ten list, bo mysle ze moze przeczyta go ktos, kto
        jest przyjacielem. Kto stoi po drugiej stronie i nie wie co powinien zrobic.
        Napisales:
        może lęk Twojej przyjaciólki jej objawem jej wrażliwosci i szacunku do Twojego
        bólu.
        A ja mysle, ze ludzie nie wiedzac jak sie zachowac po prostu unikaja niemilych
        sytuacji. Sydnrom "ksiazki z biblioteki". Im dluzej jej nie oddajesz, tym
        mniejsza masz ochote by to zrobic bo oznacza to niemile spotkanie.
        I ludzi ktorych dotknelo cierpienie zwykle sie omija szerokim lukiem. Chyba, ze
        sie jest Przyjacielem - wtedy od nich wymagamy troche wiecej. Wyslalam w swiat
        sygnaly czego oczekuje. Powiedzialam to moim bliskim.
        A to - no coz, zadzwonie, pogadamy. Ja wiem, ze ona sie mnie boi. Wiem ze
        wymaga to tez wysilku z mojej strony, by wyciagnac reke.
        Ale sa tez sytuacje o ktorych napislas Melko bardzo celnie.
        I to sa chwile, gdy przyjazn czasem nie wytrzymuje proby. Byc moze, ludzie ci
        nei dorosli do bycia prawdziwymi Przyjaciolmi.
        Sciskam was mocno
        Anka
      • pesteczka5 Re: List do przyjaciółki 03.06.04, 20:38
        Melka
        po co Ci te kobiety podczas pożegnania z Waszą córeczką?
        Przecież one nie należą do Waszego zycia.
        One już nie są nikim Twojego męża.


        A poza wszystkim, bardzo serdecznie i ciepło Cię pozdrawiam.
        Bardzo.
        Pesteczka
        • melka_x Re: List do przyjaciółki 04.06.04, 09:33
          > po co Ci te kobiety podczas pożegnania z Waszą córeczką?
          > Przecież one nie należą do Waszego zycia.
          > One już nie są nikim Twojego męża.

          Pesteczko,

          Oczywiście, że mnie te kobiety nie były do niczego potrzebne. Męża poznałam gdy
          był już po 30-tce, miał więc dość bogatą przeszłość i wiem, że dwie z nich były
          w jego życiu przez długi czas bardzo ważne. Rozstanie nie oznaczało ucięcia
          kontaktów, a w dwóch przypadkach padło naprawdę wiele słów o przyjaźni. Myślę
          więc, że to go zabolało i dlatego jestem zła.

          Pozdrawiam równie ciepło
          Magda
Pełna wersja