vika411
10.06.04, 15:27
Pewnego slonecznego dnia, Najwyzszy siedzial sobie w cieniu wielkiego
debu.Rozsiadl sie wygodnie zaluchany w spiewajace ptaki, zapatrzony w
promienie slonca przeswitujace miedzy konarami i liscmi... Westchnal i tam
gdzie trzeba podetknal sobie miekka chmurke, zeby go tu i owdzie korzenie nie
uwieraly, przymknal oczy i zamyslil sie...
Nudno mu bylo, bo dawno nie mial wiesci co tez sie dzieje na Ziemi. Byla to
spokojna, samozadowolona NUDA! Zdawalo mu sie, ze w calym Kosmosie juz
zapanowal lad i porzadek. Wszystko i wszyscy sa szczesliwi...Wygladalo mu na
to, ze juz wiecej nie ma nic do roboty.To budzilo pewien jego niepokoj.
Nagle z drzemki obudzilo go ledwie wyczuwalne musniecie.Otworzyl oczy i
raptem poczul dotkliwy bol! Cos szarpalo go za brode zanoszac sie od smiechu!
Ta sama bolesna operacja dotyczyla bujnych lokow na jego glowie a w dodatku
czul ze na ramonach siedzi mu cos majdajac nogami i spiewajac piosenke.
Wstrzasnal sie i ujrzal chmare Cherubinkow, ktore ze smiechem zbily sie w
gromadke i glosno zaczely sie naradzac jaka jeszcze psote wymyslec.
-No czekajcie! Jak was zlapie! Rozlozyl szeroko ramiona i wielkimi krokami
popedzil w strone wesolej gromadki.
-Bawimy sie w berka czy w chowanego?!- Wrzasnal mu do ucha najbardziej
pucolowaty Cherubinek machajac skrzydelkami nad glowa tak, ze burzyl
Najwyzszemu wlosy na wszystkie strony.
Najwyzszy rozesmial sie i zgarnal wszystkie rekami tulac je do poteznej
piersi.
-Czemu rozrabiacie? - spytal
-A co nie wolno?! - spytal bezczelnie ten najbardziej pucolowaty.Widac byl
najwekszym wsrod nich lobuziakiem.- Na ziemi nie moglysmy rozrabiac to
chociasz tu!!!- wrzasnal najwyzszemu do ucha ile mial sil i wyrwal mu sie z
objec.
- No tak! Nie mogliscie tam rozrabiac...ale to bylo konieczne.
- Dlaczego?!- dopytywal sie lobuziak.
- Bo poslalem was na ktotko na Ziemie, zebyscie nauczyli ludzi dwoch uczuc:
milosci i wspolczucia.I bede to robil nadal. Tych uczuc ludzie maja ciagle za
malo...
-To chcesz nas wyslac spowrotem? Na ta sama meke?! Jestes okrutnikiem!-
Wrzasnal lobuziak.
- Nie! Wyscie spelnili juz swoje poslannictwo. Czekaja na te role inni. Wy
teraz wrocicie na ziemie uczyc ludzi jak zniszczyc smierc i choroby, jak
pomoc tym co cierpia.Ty, lobuziaku bedziesz wybitnym naukowcem -genetykiem,
ty malenka -biologiem, ty maly z rudymi wloskami -nauczycielem,ty bladasku
ojcem licznej rodziny i bedziesz dbal o to, zeby i inni mieli kawalek
chleba, ty bedziesz bardzo bogaty, zeby ludziom niesc pomoc, ty...- Najwyzszy
wyznaczal zadania jeszcze bardzo dlugo.Kiedy skonczyl powiedzial:
-A teraz idzcie. Idzcie do swoich matek. Wrocicie do mnie za kilkadziesiat
lat i powiecie czegoscie dokonaly.
-Hurrrrrrra!- wrzasnal lobuziak. - Nareszcie nie bedzie nudno!- I odlecial w
kierunku Ziemi...
Inne rozradowane kolejno podazyly za nim...A Najwyzszy znow sie zdrzemnal...