straciłam dziecko

12.06.04, 13:26
W lutym, po 40 dniach życia zmarła moja córeczka, Weronika. Urodziła się z
wadą serca, wadą przepony, przepukliną pępkową. Przez pierwszy okres, jakieś
dwa miesiące, żyłam jak za szybą, zdawałam sobie sprawę z tego, co się stało,
ale ten fakt był jakby "obok" mnie. Teraz jest coraz gorzej-mimo upływu czasu
boli coraz bardziej. Wszystko mi się przypomina-cierpienie mojej bezbronnej
córeczki, noc kiedy umarła...Byliśmy przy Niej do końca-nie chciałam, żeby
była sama, ale te obrazy wracają nie dając mi spokoju...Nie umiem się od nich
chwilami uwolnić, czuję się odpowiedzialna za to, co się stało, tym bardziej,
że jestem lekarzem...Nie umiałam zapobiec, nie umiałam Jej uratować. Ciągle
myślę o tym, gdzie może być teraz, czy się nie boi, czy nie cierpi, że
powinnam być przy Niej...Zwątpiłam po tym wszystkim w dobrą wolę Boga-tak
bardzo Go prosiłam...Coraz bardziej się też boję, że sytuacja się powtórzy-bo
czemu nie? Badania genetyczne były prawidłowe, ale skoro stało się tak raz,
może stać się i drugi...Mam już w tej chwili 34 lata, planujemy ciążę, ale we
mnie jest coraz więcej, nie coraz mniej lęku.
Jest mi tym bardziej ciężko, że otoczenieprzyjaciele, znajomi, koledzy w
pracy zareagowali w sposób, którego się nie spodziewałam. W pracy na 30 osób
na oddziale 4 zdobyły się na powiedzenie "współczuję" czy "przykro mi".
Pozostali przemilczeli wszystko.Mi samej trudno w to uwierzyć, ale ludzie, co
najmniej 4-5 osób, które uważałam za przyjaciół milczą-od śmierci Weroniki
nie wykonali nawet telefonu...Została mi jedna przyjaciółka, która potrafiła
przyjechać z zagranicy, po to, aby nas wesprzec, ale Ona jest daleko. Ludzie
się boją, unikają mnie lub jakichkolwiek rozmów na temat Weroniki, mojego
samopoczucia itp. To boli, że jest im to tak dalece obojętne. Nie potrafię
tego zrozumieć. Proszę o odpowiedź, jeśli ktoś z Was doświadczył czegoś
podobnego-potrzbuję kontaktu, nie mogę udawać, że nic się nie stało, bo moja
rzeczywistość jest taka, a nie inna...

    • esqual Re: straciłam dziecko 12.06.04, 15:44
      Witam przykro mi z powodu Twojej coreczki.Niestety nie moge Cie jakos
      specjalnie pocieszyc.Moze kontakt z ludzmi chocby z tego forum przyniesie Ci
      nieco ukojenia.Moj synek mial 10 lat i pozostawil po sobie cala mase wspomnien
      ktore teraz bardzo bola.Wydaje mi sie jednak,ze strata kazdego dziecka ,czy
      bylo to dopiero co narodzone malenstwo czy to ktore z nami zylo kilkanascie lat
      tak samo nas rodzicow poraza.Jestem przekonany ,ze Twoi znajomi napewno Ci
      bardzo wspolczuja.Wielu jednak ludzi nie wie jak sie zachowac...Strata dziecka
      jest czyms strasznym dla kazdego.Pozatym nikt nie jest w stanie zrozumiec czym
      jest strata dziecka poki tego nie przezyje.Puste slowa kogos skladajacego
      kondolecje,mowiacego "wiem co czujesz".Guzik prawda nie wiesz bo i skad..zaraz
      zobaczysz sie ze swoimi zyjacymi dziecmi.Tu spotkasz wielu ludzi w podobnej
      sytuacji.Wiem po sobie ,ze swiadomosc istnienia osob tak skrzywdzonych przez
      los nieco pomaga.
      • vika411 Re: straciłam dziecko 12.06.04, 16:13
        Nie moge powiedziec:" wiem co czujesz" w pelnym tego slowa znaczeniu.Jednak
        mala chyba roznica jest strata dzieci w wyniku poronien? Mysle, ze kazda
        matka , ktora w wyniku tego nie urodzila, ba, nawet nie miala sansy dziecka
        zosbaczyc cierpi podobnie...
        Mnie pomogla filozofia zycia Vikan.Moze i Wam cos niecos ulzy.Dlatego powtarzam
        raz jeszcze zaproszenie na moje forum do watku: Vika, troche historii.
        Moje forum zaznaczam: jest ukryte utrzymane w tonie wesolym.Moze Was nie
        zainteresowac i mozecie w nim nie pisac ( wyjatkowo WY:-) ) ale ten jeden
        watek, jak niektore z Was twierdza, troszeczke im pomogl...
        Prosze:zglaszajac swoj akces tam, zaznaczcie, ze pochodzicie stad, bo nie
        wpuszczam tam osob nieznanych. Link jest w sygnaturce.
        Pozdrawiam i zycze pomyslniejszej przyszlosci.
    • aniao3 Re: straciłam dziecko 12.06.04, 16:50
      Marciu, tak strasznie mi przykro...
      Wiem, ze nawet gdy juz nie ma szans, gdy nawet nie ma zadnej nadziei na zycie,
      to po prostu chcialas, by Weronika zyla. Tylko tyle, a nawet i to okazuje sie
      czasem za duzo... Wiem jak boli cie ta pustka wokol. Ludzie unikaja tematu,
      oczekuja ze sie szybko pozbierasz, ze dziecko zniknie jakby go nie bylo. A
      przeciez bylo, zylo, stalas przy inkubatorze i bylas z nia tak dlugo jak to
      mozliwe.
      Ja staram sie sama dzwonic do ludzi, rozmawiac z nimi, wiem ze oni po prsotu
      sie boja i zupelnie nie wiedza co mi powiedziec. Bo tez smierc dziecka to taka
      sytaucja, ktora wszystkich przerasta.
      Jesli moge ci cos radzic - postaraj sie umowic z najblizszymi przyjaciolkami
      sam na sam. Pogadac, pobyc. Im to co sie stalo pewnie nie jest obojetne, tylko
      tak bardzo ich przerazilo, przeroslo, ze az sparalizowalo.
      Ludzie nie potrafia w takich sytuacjach po prostu byc obok.
      To boli, ale chyba tak to jest.
      Mi chyba najbardziej pomoglo bycie na tym forum - bo tu moge o wszystkim co
      mnie boli mowic, i wiem ze zostane zrozumiana.
      Sciskam cie mocno
      anka
      • pesteczka5 Re: straciłam dziecko 12.06.04, 22:03
        Marciu kochana,
        współczuję Ci z całego serca i łączę się z Tobą w bólu. Próbuję sobie
        wyobrazić, co przeżywasz teraz, Twoja zawodowa wiedza poszerza Twoje przeżycia
        i wprowadza je na obszary nieznane innym matkom. Cóż, cierpienie jest tak
        wielkie, że porównywać się nie da...
        Czytając Twój post, odnajdywałam znajome nuty. Także jestem lekarzem, moje
        dziecko, a my razem z nim spędziliśmy najdłuższe w życiu tygodnie na
        intensywnej terapii. Lekarze byli w stosunku do nas wręcz agresywni,
        szczególnie na początku, gdy nie było wiadomo, skąd to wszystko, skąd
        powikłania... Dlatego sądzę, że reakcja twoich kolegów z pracy jest dla naszego
        środowiska dosć charakterystyczna - stykając się wciąż z choroba i śmiercią.
        wiele z nas spycha ten motyw głęboko, razem z wielkim, nieprzepracowanym
        lękiem... Zaklinamy los, oszukując się, ze chorują tylko nasi pacjenci...
        Tragedia kogoś z nas burzy ten domek z kart, strach wyłazi... i on jest
        przyczyną zachowań wyglądających na wręcz nieludzkie.

        Ja, bedąc lekarzem, wiedziałam więcej, a bałam się i cierpiałam jak
        matka... 'bogatsza' o tę wiedzę... Nikt, w zasadzie, nas nie pocieszał, dobrze
        wiedzieli, ze wiem co i oni... Te moje koleżanki z pracy, z którymi jestem w
        bliskim kontakcie, zachowały się na szczęście jak przyjaciółki, nie jak
        lekarki... Dzięki Bogu. Żadnych medycznych procentów, tylko pamięć, zapewnienia
        o modlitwie itp.

        Że wadzisz się z Bogiem... kochanie, Ty przechodzisz bunt, dyskutujesz z Nim,
        pytasz, masz żal. Masz prawo. To Twoja droga. Twój świat rozpadł się... nikt,
        myślę, nie oczekuje od Ciebie równowagi... teraz.

        Nie gniewaj się, że napisałam, choć moje dzieci żyją... Wysyłam Ci dużo
        ciepłych myśli i życzenie, żebyś znalazła Spokój i gotowość na Dobre Nowe.
        Pozdrawiam z całego serca
        Pesteczka
        • anuska25 Re: straciłam dziecko 12.06.04, 22:30
          Marto,
          Choć jestem ogromną szczęściarą, bo mam zdrowe dziecko, wcale nie było mi łatwo
          być w ciązy. Byłam pełna obaw tym bardziej, że mam dwójke kuzynów chorych
          umysłowo..i żaden lekarz nie potrafi określić dokładnie choroby ani przyczyn.
          Jest mi potwornie przykro z powodu Twojej córeczki a najbardziej z powodu
          twoich znajomych. Większośc lekarzy taka jest. A może właśnie to był znak "z
          góry"...
          Jestem z tobą i choć na nich nie możesz liczyć mozesz liczyć na nas
          zawsze jak bdziesz chciała się wyżalić, napisz
          anuska@o2.pl

          • anuska25 Re: straciłam dziecko 12.06.04, 22:33
            i jeszcze jedno: może oni tacy są bo boją się ciebie skrzywdzić jeszcze
            bardziej...nie wiedzą w jaki sposób ci pomóc..może trzeba im dac jakiś sygnał...

            ________
            ANIOŁKU, "WIECZNY ODPOCZYNEK" [*]
    • boszka59 Re: straciłam dziecko 05.09.04, 11:52
      Minelo troszkę czasu od twojego listu ale ja dopiero teraz znalazlam to forum.
      Ludzie dle ktorych twoim zdaniem jesteś obojętna boję się ciebie urazić.
      Zacznij sam wspominać córeczke. Przeszłam przez to dwa lata temu. Stracilam 19
      letniego syna. Ludzie bali się do mnie odzywać, dopiero kiedy ja zaczęłam
      wspominac Robcia widziałam jak im ulżylo. Już nie milkli w połowie zdania.
      Stali sie otwarci i przyjacielscy.
    • zebra12 Re: straciłam dziecko 05.09.04, 16:39
      Bardzo, bardzo mi przykro! Sama nie straciłam urodzonego dziecka, ale przeszłam
      dwa poronienia. Drugie dziecko obserwowałam na monitorze USG w momencie jak
      zamierało mu serce...Całą noc miałam je w sobie...Zreszta nie ważne. Przeżywasz
      niewyobrażalne cierpienie. Myślę, że ludzie nie odzywają się, bo po prostu nie
      wiedzą co powiedzieć. Boją się, żę rozmowa o tym będzie dla Ciebie bolesna, że
      nie chcesz o tym po prostu mówić. W tym roku 4,5letni syn koleżnaki wypadł z
      okna. Zupełnie nie wiedziałam jak i czy wogóle się do niej odezwać. Bałam się,
      że uzna mnie za ciekawską, która chce tylko cezgoś dowiedziac się o
      okolicznościach śmierci małego. To trudna sytuacja. Sama bardzo przeżyłam
      śmierć tego chłopca, bo nie tylko mieszkam w tym samym bloku, ale też mam córkę
      w jego wieku a nasze starsze dzieci chodzą razem do klasy. Najlepiej zacząć
      samemu się odzywać i nawiązać do tematu, bo inaczej strach nie pozwoli innym
      zacząć pierwszym. Pozdrawiam Cię i zawsze, jeśli tylko chcesz mogę z Tobą o
      wszystkim porozmawiać. Trzymaj się! Nie poddawaj się. Na tym forum jest tyle
      życzliwych osób, skorzystaj z ich wsparcia.
Pełna wersja