marciam13
12.06.04, 13:26
W lutym, po 40 dniach życia zmarła moja córeczka, Weronika. Urodziła się z
wadą serca, wadą przepony, przepukliną pępkową. Przez pierwszy okres, jakieś
dwa miesiące, żyłam jak za szybą, zdawałam sobie sprawę z tego, co się stało,
ale ten fakt był jakby "obok" mnie. Teraz jest coraz gorzej-mimo upływu czasu
boli coraz bardziej. Wszystko mi się przypomina-cierpienie mojej bezbronnej
córeczki, noc kiedy umarła...Byliśmy przy Niej do końca-nie chciałam, żeby
była sama, ale te obrazy wracają nie dając mi spokoju...Nie umiem się od nich
chwilami uwolnić, czuję się odpowiedzialna za to, co się stało, tym bardziej,
że jestem lekarzem...Nie umiałam zapobiec, nie umiałam Jej uratować. Ciągle
myślę o tym, gdzie może być teraz, czy się nie boi, czy nie cierpi, że
powinnam być przy Niej...Zwątpiłam po tym wszystkim w dobrą wolę Boga-tak
bardzo Go prosiłam...Coraz bardziej się też boję, że sytuacja się powtórzy-bo
czemu nie? Badania genetyczne były prawidłowe, ale skoro stało się tak raz,
może stać się i drugi...Mam już w tej chwili 34 lata, planujemy ciążę, ale we
mnie jest coraz więcej, nie coraz mniej lęku.
Jest mi tym bardziej ciężko, że otoczenieprzyjaciele, znajomi, koledzy w
pracy zareagowali w sposób, którego się nie spodziewałam. W pracy na 30 osób
na oddziale 4 zdobyły się na powiedzenie "współczuję" czy "przykro mi".
Pozostali przemilczeli wszystko.Mi samej trudno w to uwierzyć, ale ludzie, co
najmniej 4-5 osób, które uważałam za przyjaciół milczą-od śmierci Weroniki
nie wykonali nawet telefonu...Została mi jedna przyjaciółka, która potrafiła
przyjechać z zagranicy, po to, aby nas wesprzec, ale Ona jest daleko. Ludzie
się boją, unikają mnie lub jakichkolwiek rozmów na temat Weroniki, mojego
samopoczucia itp. To boli, że jest im to tak dalece obojętne. Nie potrafię
tego zrozumieć. Proszę o odpowiedź, jeśli ktoś z Was doświadczył czegoś
podobnego-potrzbuję kontaktu, nie mogę udawać, że nic się nie stało, bo moja
rzeczywistość jest taka, a nie inna...