Napiszcie o swoich dzieciach

17.06.04, 15:58
Napiszcie o planach, jakie snuliście, zanim się okazało, że nic z nich nie
będzie. O wszystkich śmiesznych "problemach", wyborze imienia, znaku zodiaku,
czy ma być chłopiec, czy dziewczynka, czy pojedziecie na wakacje, o wyborze
wózka, łóżeczka, kolorze pokoju dziecinnego. Przypomnijmy sobie te miłe chwile
marzeń.
    • agablues Igusia 17.06.04, 16:01
      Igusia musiała poczekać na swoje narodziny, aż ja wreszcie ustabilizuję swoją
      pracę zawodową. Wiadomo było, że będzie duża różnica wieku miedzy dziećmi, więc
      najlepiej, żeby była dziewczynka. Bo dwie dziewczynki będą się lepiej rozumiały.
      Wiem też jak zajmować się dziewczynką. Poza tym miałam tyle sukieneczek po
      Marcie, które trzeba jeszcze wykorzystać. No i po cichu sobie myślałam, że jeśli
      będzie dziewczynka, to jest szansa na jeszcze jedno dzieciątko, bo może mąż
      zechce mieć synka.
      Imię – długo się zastanawiałam. W zasadzie od dawna miałam w głowie, że jeśli
      dziewczynka to Alicja, jeśli chłopczyk – Michałek. Ale jakoś mi nie pasowało. A
      już w ciąży poznałam młodą, fajną, śliczną dziewczynę, która miała na imię Iga.
      Bardzo mi się spodobało, wiec miała być Iga lub Igor.
      Mimo dużej różnicy wieku, dzieci miały się ładnie bawić ze sobą. Czasami
      zastanawiałam się, czy maluszek nie będzie za bardzo dokuczał Marcie, czy będzie
      mazał po zeszytach, książkach. Myślałam, kiedy nastąpi taki moment, że Marta
      zacznie się buntować, że ma pomagać przy młodszym rodzeństwie. Czy maluch będzie
      chciał za nią chodzić, kiedy ona zacznie się umawiać z chłopakami.
      • agablues Re: Igusia 17.06.04, 16:05
        Ach, jeszcze znak Zodiaku!
        Trochę gryzłam sie z tym, że Skorpionek malutki bedzie. Śmieszne, prawda?
        Nawet nie przypuszczałam, że Skorpionki takie kochaniutkie!
        • esqual Re: Igusia 17.06.04, 17:42
          Gdzies po roku naszego malzenstwa zona oznajmila wiadomosc ktora wtedy wydawala
          mi sie najwazniejsza na calym swiecie.Moze chodzily mi po glowie mysli o plci
          dziecka,ale nigdy do konca ich nie sprecyzowalem.Bylem szczesliwy,ze oto
          zaczyna sie nowe zycie i ja sie do tego przyczynilem....Wiem ,ze Danusia zawsze
          chciala miec coreczke,ale wiem rowniez,ze kiedy zobaczyla juz swojego synka
          otulila go cala mozliwa maciezynska miloscia,a mysli o corce natychmiast
          zniknely.Ja nie musze chyba opisywac co dzialo sie ze mna...Stalem sie
          ojcem .duma,radosc,niepewnosc,wszystko mieszalo sie razem.Imie dla synka bylo
          juz wlasciwie ustalone.Wybrala je zona a ja tylko po raz setny potwierdzilem
          swoja aprobate.Mielismy to szczescie ,ze mieszkalismy sami.Tak wiec Marcinek od
          poczatku mial swoj pokoik,z calym ogromem babilotow.Te wszystkie upiekszacze
          kupywalismy raczej sobie niz jemu.Napewno w poczatkowej fazie nie bylo mu do
          niczego potrzebne.Zycie nabralo wiekszego sensu.Przez te lata mieszalo sie ze
          lzami,smiechem,strachem,nadziejami....Marcin przez swoja chorobe byl dzieckiem
          berdziej dojrzalszym niz jego rowiesnicy.jego wywazone stwierdzenia zwalaly z
          nog.Brak sprawnosci fizycznej zastapil cwiczeniem sprawnosci
          umyslowej.Czytal,czytal i czytal...Juz jako 3 latek pierwsza rzecza jaka robil
          u ludzi w goscinie bylo ogladanie ich ksiazek wlasnie.Pojawila sie tez pasja
          zbierania zabawkowych zwierzakow.Im grozniej wygladajacy tym lepszy.Mial trzy
          marzenia na przyszlosc,byc naukowcem szukajacym resztek dinozaurow,lekarzem lub
          zostac kapitanem statku.To ostatnie bylo uzasadnione.Mieszkamy w Szczecinie i
          ja zwiazany jestem z tym zawodem.Olga urodzila sie kiedy Marcin mial 6 lat.Od
          poczatku postawil sie w pozycji starszego brata.Mysle,ze byli by wspanialym
          rodzenstwem...Kiedy odszedl Ola miala 4 latka i chyba tak do konca nie byla
          wszystkiego swiadoma.Przyjela nasze wytlumaczenie smierci z dziecieca ufnoscia
          w slowa rodzicow.
          Marcin urodzil sie pod znakiem Byka w najpiekniejszym miesiacu w Maju i w tym
          tez zmarl.Nigdy nie zapomnimy spiewu ptakow jaki towarzyszyl nam podczas
          pogrzebu
        • vinga_o Juleńka ... 28.09.04, 10:40
          Aga, dobrze że wyciągnęłaś ten wątek. Poprawiła mój humor, bo zaczęłam sobie
          przypominać te wszystkie absurdalne myśli i obawy ...
          Praca - urodzę i pójdę na macierzyński w najgorszym okresie w pracy, czy będę
          mogła wrócić ?
          Opieka nad dzieckiem - czy dam radę, czy będę wstawać w nocy, czy wykończona i
          niewyspana będę wrzeszczeć na dziecko, aby dało mi się wyspać i przestało
          wreszcie płakać, na ile pomoże tatuś przy dziecku ...
          Opiekunka czy żłobek - przecież muszę wrócić do pracy, z jednej wypłaty i
          wychowawczego nie "wyżyjemy" z kredytem i opłatami itp.
          No i nieszczęsny znak zodiaku - mam termin na 26.11., więc jak dobrze pójdzie
          będzie Strzelec, ojoj a jeśli urodzę wcześniej, będzie Skorpion. O nie, to
          tragedia (Aga, witaj w klubie ;) )
          Obaw było jeszcze wiele, teraz nawet nie pamiętam wszystkich ...

          Teraz wydaje mi się to takie śmieszne, a do tych obaw to aż wstyd się
          przyznać :) Były też marzenia: pierwszy uśmiech, kroczek, robienie dziecku
          małych przyjemności w postaci kina, McDonaldsa, wybieranie tornistra, piórnika
          do szkoły itp. itd.

          Teraz marzenie jest jedno ... Teraz Juleńko kop mamę ile wlezie, później płacz
          po nocach, a my będziemy Cię nosić, przytulać i uspokajać. Tylko miej siły, aby
          pojechać z nami do domu ...
    • malomi Re: Napiszcie o swoich dzieciach 17.06.04, 21:05
      Rozpoczęliśmy starania w maju zeszłego roku, wyliczyłam tak sobie że urodzi się
      w lutym, wtedy kiedy mój Tomek i będę miała dwie rybki w domu. W końcu zaszłam
      w ciąże w pażdzierniku i cóż za niespodzianka! termin miałam w moje 25
      urodziny - 8 lipca.
      No i zaczęły się przygotowania. Wybraliśmy już wózek, łóżeczko, huśtawkę itd.
      W listopadzie byliśmy w Niemczech i widzieliśmy przepiękne ubranka, ale jaki
      kolor kupić? będzie chłopiec, czy dziewczynka? mieliśmy wrócić w kwietniu i
      nakupować ciuszków....nie wróciliśmy.
      Od początku naszych starań na dzidziusia mówiło się per Stefan, taka historia
      rodzinna o nazywaniu dzieci po dziadkach. My chcieliśmy, żeby był chłopiec,
      miał mieć na imię Dominik, jakby była dziewczynka miała być Kinga. No ale
      został Stefcio, bo nie dowiedzieliśmy się w końcu jaka była płeć...
      No i USG, pierwsze USG wysyłaliśmy do rodziców faxem z informacją że nos ma po
      tatusiu, kolejne było naszym wyrokiem....
      • aniao3 Malomi kochana... 17.06.04, 21:56
        nawet nie zdazylas sie nacieszyc ta ciaza. Przy poronieniu pamietam ze sie
        pocieszalam ,ze lepiej w 5 tcc niz w 15, i pewnie tak jest latwiej, ale to
        wszsytko jest takie bolesne...
        W nastepnej ciazy na pewno nie chce znac plci. Imienia tez nie bede wybierac...
        Zabawne, ale nawet nie sprawdzalam w jakim znaku zodiaku urodzi sie
        Malgorzatka, ani w jakim sie w koncu urodzila. Akurat to nie mialo dla mnie
        znaczenia.
        a
    • aniao3 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 17.06.04, 21:14
      Ech Aga, alez zaczelas temat...

      Najpierw troche sie balam bo pol roku wczesniej poronilam w 5 tc, ale mialam
      wielka nadzieje ze tym razem na pewno sie uda.
      Pierwsze USG i blizniaki. Marzylam o blizniakach. Zylismy przez 3 tyg. wizja
      naszej rodzinki, patrzylam czy zmieszcza sie u moich rodzicow dwa lozeczka jak
      bedziemy nasze zabki tam przywozic. Maz nazywal mnie "domowe przedszkole" i
      obiecywal, ze bedzie kochac bez wzgledu na moj obwod w pasie :) Trzy tygodnie
      radosci. Imiona - oczywiscie wybrane bardzo starannie: mial byc Michas i
      Malgorzatka. Mialy sie urodzic w kwietniu, na Wielkanoc, cudowny termin,
      planowalismy wakacje nad morzem i w gorach i patrzylam ze dwa foteliki na pewno
      sie zmieszcza w samochodzie. I mialam taka piekna wizje-marzenie: nasza czworka
      na spacerze i dyndajace nozki z dwoch nosidelek. Piekna wizja...
      Nastepne USG skorygowalo nasze plany, bo jeden maluszek sie rozmysliz z
      przychodzenia na ten swiat. Rozpacz przez tydzien, pamietam jak nawet mialam
      taka chwile walki z Bogiem, z losem, ze skoro nie moge miec ich obojga to nie
      chce zadnego. Moze w zla chwile powiedzialam?
      Potem bylo dobrze, jakos to sobie wytlumaczylam ze tak mialo byc,zreszta druga
      zabka rosla, minal 12 tydzien uczcilismy to szampanem (ja woda z sokiem).
      A potem moj lekarz powiedzial (bo oczywiscie chcielismy znac plec) ze to
      dziewczynka, a moj mezus przytulil mnie i powiedzial: zawsze marzylas o
      coreczce. Na swieta Bozego Narodzenia nasi rodzice dostali taki liscik od
      Malgorzatki (znacie te cudne kartki Annie Gedens) z wklejonym zdjeciem z USG i
      zyczeniami do zobaczenia w kwietniu. To byly takie piekne swieta. Przez caly
      czas spiewalam koledy, gadalam z przyjaciolkami jak to bedzie i niektorzy mi
      pewnie zazdroscili jaka mamy cudowna, szczesliwa rodzine. A potem wernisaz,
      pamietam jak dzis 7 stycznia, tlum przyjaciol, ja z pieknym brzuszkiem, wszyscy
      sie ptyaja kto to bedzie i jak sie nazywa. My szczesliwi, szczesliwi, w zylach
      szampan zamiast krwi, stan lekkosci i absolutnego szczescia.
      Do 8 stycznia. Bo to od tego dnia zaczelam ja tracic, az stracialm moja
      Malgorzatke i wszystkie moje marzenia...

      no i sie poplakalam, a juz myslalam, ze potrafie o tym wszystkim mowic...
      sciskam was
      Anka
    • j0204 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 17.06.04, 22:21
      Moja Sylwia, wymarzona, wyczekiwana, upragniona....
      Po poronieniu przebadałam się praktycznie od stóp do głów, by móc zaplanować
      drugą ciążę. Wszystko szło jak w szwajcarskim zegarku.
      czułam że to jest Ten dzień i żaden inny, czułam , że tego dnia poczniemy nasze
      Kochane Maleństwo.

      Czy zastanawiałam się nad chłopcem czy dziewczynką? pewnie tak, choc cos mówiło
      mi że będzie to chłopiec a z wyliczeń poczęcia, że dziewczynka.
      Wybieranie imion - no ja oczywiście chciałam jakieś nowoczesne, typu Eryk,
      Rodryk, ale cóż, mój mąż był innego zdania. Na pewno miał rację :) w końcu
      miała byc Mateusz, Dominik albo Marciej
      jeśli chodzi o dziewczynkę, miała byc Dominika, Alicja,Julia, Marta, oj - tu
      miałam pełną listę.

      Ciąża idealna, badania książkowe, rewelacja. Z pokaźnym brzuszkiem nosiłam się
      bardzo dumnie, do czasu...
      Czar prysł 13,03,2003 - dalsze losy już znacie.
      Dzisiejsza moja rzeczywiostość jest inna, nie ma Sylwi, odeszła, została
      ogromna pustka w moim sercu, żal, ból, tesknota, smutek i puste, cholernie
      puste ręce.....

      Jola mama Sylwuni i Aniołka


      • j0204 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 17.06.04, 22:24
        zapomniałam dodać, że imię dla Królinia wybrał jej tata - siedział kiedys tak i
        powiedział do mnie ; czy może być Sylwia? ja powiedziałam, że bardzo ładnie i
        tak została, nasza Księżniczka Ukochana Sylwia,
        Kochany Sylwester, Królinio, Zabcia (nie żabcia), Kudełek, Majusek i wiele
        innych śmiesznych i uroczych przezwisk

        Jola
        • bogna74 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 11.05.05, 14:10
          Bardzo lubie to forum - jest pelne magi milosci i smutku. Raczej czytam niz
          pisze -bo co ja moglabym napisac? Jestem mama dwoch zdrowych chlopakow nie
          mialam zadnych przejsc w ciazy a jednak to tutaj bardzo czesto zagladam.Czytam
          Wasze opowiesci i lzy same plyna jestescie wspaniali chyle czola przed wasza
          sila miloscia i wytrwaniem.Modle sie za wasze dzieci i calym sercem jestem z
          wami.Pozdrawiam
    • marta_i3 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 18.06.04, 08:58
      Ojej, to było tak dawno temu - mija 10 lat! To było moje pierwsze dziecko,
      pierwsza ciąża. Troszkę mnie zaskoczyła, chciałam zmienić pracę (zmieniłam
      zresztą), ale bardzo się cieszyłam. Mąż troszkę mniej (początkowo) co potem
      sobie wyrzucał. Pamiętam że dowiedziałam się 14 grudnia, lekarz potwierdził
      moje przypuszenia bo testy ciążowe nie byly tak powszechne. Chciałam tę
      wiadomosć przekazać mężowi w Wigilię ale oczywiście wygadałam się wcześniej.
      Cała ciąża była bezproblemowa, nawet nie miałam mdłości. Zawsze marzyłam o
      pierwszym dziecku - synku (młodsza miała być dziewczynka hi hi). Gdy usg
      wykazało spełnienie pierwszego marzenia biegłam w podskokach do domu mimo dość
      znacznego brzuszka. A teraz sobie myslę, że lekarz konował zobaczył siusiaka a
      nie widział serca po prawej stronie i z wadami. Jeszcze przed usg wybralismy
      imię - Tomek lub Kasia. Teściowa zawsze mi powtarzała - nie ważna płeć byle
      było zdrowe. Dla mnie to wtedy było takie oczywiste, że urodzi się zdrowe.
      Pamiętam te szczęśliwe dni gdy kupowałą ubranka. Pamiętam jak składałam ze sobą
      śpioszki i kaftaniki i wyobrażałam sobie, że taki będzie mój syn. Pierwsze
      ubranka, które kupiłam to biały kaftanik i czerwono-białe śpiszki z frotki. W
      tym został pochowany.
      Jeszcze przed porodem kupiliśmy łóżeczko. Materacyj już po, w chwili gdy
      wydawało się że będzie dobrze, że przejdziemy przez to. Wózka nie kupiliśmy.
      O wakacjach nie myśałam, termin miałam na początek sierpnia więc raczej
      skupiałam się na chęci skorzystania z końcówki wakacyjnego słoneczka na
      spacerkach w parku.
      A co do znaku - do tej pory nie pamiętam spod jakiego znaku jest mój synek,
      nigdy nie przywiazywałam do tego wagi.
      Taka byłam dumna ze swojego brzuszka, tak dobrze mi było w ciąży, że przez
      chwilę pomyślałam, że będę żałować jak już się skończy.
      O kłopotach dowiedziałam się 4 dni po porodzie
    • ulkar Re: Napiszcie o swoich dzieciach 18.06.04, 09:16
      Napisać o Tomku? Trzebaby książkę napisać .. długą cieplą opowieść rzekę...
      Urodził się kiedy jeszcze byłam studentką. Cieszyliśmy sie oboje. Do dzisiaj
      pamietam jego ciemnogranatowe oczęta, którymi patrzył na świat już następnego
      dnia po urodzeniu. Otwierał je szeroko jak żaden z tych, które widziałam
      wówczas na oddziale. Jako małe dziecko miał kilka swoich powiedzonek, które
      funkcjonują do dzisiaj w bliższej i dalszej rodzinie ... Np móił "idę na
      przedszkol", a nie do przedszkola i robił to świadomie, nie jako błąd
      językowy... Właściwie sam nauczył się czytać kiedy miał 4 lata... Zaraz potem
      napisał swoją pierwszą książeczkę "Historia o jeżyku" . Mam ją do dzisiaj i
      przechowuję jak najcenniejszą pamiątkę ... Rósł i wybierał coraz to nowe
      pasje... na poczatku było układanie puzli, potem przerysowywanie flag z atlasu,
      potem sklejanie modeli, statków, samolotów, potem zaraził się "komputerem. Nie
      tylko grał głownie w gry strategiczne ale też zaczął pracować nad swoją witryną
      internetowa o lubianym przez dzieci Dragon Ball'u. Dostał nawet sporo miejsca
      na serwerze komercyjnym, kiedy już jego strona na frikowym miała setki
      odwiedzin dziennie. On był dumny ze swojej pracy a ja z niego. Przez całe życie
      był zapalonym "sportowcem". Kiedy okazało się, że jest chory i nie może biegać
      za piłką prosił - mamusiu, ale chociaż na bramce pozwól postać... No i zawsze
      uwielbiał czytać.... Szkoda, że nie potrafię zamieścić w sieci jego zdjęcia ...
    • amania Re: Napiszcie o swoich dzieciach 18.06.04, 10:54
      Moim największym problemem w ciąży była data porodu. Przypadała na 13 stycznia
      i bałam się, że mogę urodzić jeszcze w grudniu, w Święta albo w Sylwestra.
      Poza tym płeć - nie chicałam syna, chciała drugą córeczke. Bardzo chciałam, a
      czułam że będzie chłopiec.
      Poza tym zrobiliśmy przemeblowanie, Marysię przenieśliśmy do jej pokoju, do jej
      łóżka, bo w naszym miało być miejsce dla nowego dziecka. Przejrzałam ubranka po
      niej i dokupiłam trochę nowych. Oglądałm wózki, łóżeczka i wszystko co miało
      być potrzebne. Siedząc na plaży myśleliśmy jak to będzie za rok, z półrocznym
      bobasem...
      A potem połówkowe badania USG i czar prysł. Już nic nie kupowaliśmy, nie
      oglądaliśmy, tylko jeszcze trochę planowaliśmy - głównie to gdzie będziemy ją
      leczyć jak przeżyje. Wtedy jescze nie wiedzieliśmy, że to dziewczynka,
      dowiedzieliśmy się w momencie, w którym odebrano nam resztki nadziei, więc cios
      był podwójny.
      Nawet plany nacieszenia się nią do końca ciąży nie wyszły, bo zdecydowała się
      urodzić już w listpoadzie...

      Wiem, że w nastepnej ciąży nie będę nic planować. Zupełnie nic.

    • ewa5005 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 29.06.04, 14:59
      Dla nas przełomem po pierwszych kłopotach ciążowych bylo USG pod koniec 3-go m-
      ca, mąż był ze mną. Okazało się ze to bliźniaki!!! Kolejne badania, dalsze USG -
      wzorowo. Boże, jacy byliśmy szczęśliwi. wgłębialiśmy się w literature,
      siedziałam na forach o bliźniakach. Mąż od początku mówił że to będzie 2
      chłopaków: Grześ i Igor. przemeblowanie, malowanie, tapetowanie, rozmowy tylko
      i wyłącznie o naszych dzieciach, jakie będą, do kogo podobne, Grześ bardziej
      rozrabiał w brzuchu więc może będzie urwisem, itd. Marzenia, plany, szczęście.
      Za 3-4 tygodnie miał być poród. świat runął ostatniego dnia 32 tc kiedy to
      zorientowałam się że jakoś długo się chłopaki nie ruszają...
      Nadal nie wiem dokładnie co takiego się stało, że moje żabki musiały odejść od
      nas. I tak strasznie mi żal że już mi się taki podwójny cud nie powtórzy...
    • alana5 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 30.06.04, 11:17
      Do czasu, kiedy nie znalazłam się na porodówce, mój brzuszek był Hanią (płeć
      potwierdzono na 3 usg, u 3 różnych lekarzy). Przez całą "przykładowo zdrową"
      ciążę głaskałam, śpiewałam, a Aruś czytał bajki naszej Hani. Wcześniej chciałam
      chłopca, ale co to miało za znaczenie, kiedy już się dowiedziałam, że będzie
      piękna dziewucha. Miała mieć mocne, kręcone włosy po Arku, być kokieteryjna i
      uwodzicielska po Mamie, a oczka - obydwoje mamy zielone. Cały pokój
      podporządkowaliśmy Hani, miała piękne łóżeczko, wózeczek, fotelik do samochodu,
      różowe ubranka. Cudo. Ale że z natury jestem sceptykiem, rozważałam imiona dla
      chłopca : Czaruś lub Hubert. Szkoda, że nie byłam równie sceptyczna, co do
      prognoz zdrowia Malusza - wszystko pięknie do samego końca. Pod koniec już
      wyraźnie czułam, że będzie chłopak, więc po cichutku cieszyłam się z Czarusia,
      który będzie czarował wszystkie laski. Ze stołu operacyjnego widziałam tylko
      czarne włosy i jąderka(!). Mójemu mężowi musieli nawet rozwinąć Czarunia i
      udowodnić, że to chłopak. Potem dowiedziałam się, że nie będę karmić piersią,
      bo Mały nie ma odruchu ssania, ale dzielnie już dzień po cesarce ściągałam
      mleko. Pielęgniarki karmiły Go sondą w inkubatorze, ale jak zobaczyły, że
      mogłam po cesarce stać przez pół godziny przygięta, żeby Synek jadł z butelki,
      to też się postarały(dzięki). A po niecałym miesiącu już wiedzieliśmy, że
      Czaruś ma 22 rozpoznania i albo niedługo umrze, albo będzie lerzał w szpitalu,
      czekając na możliwość przeszczepu nerek. Ale czar Czarusia nie prysł. Był
      piękny, a my walczyliśmy 11 miesięcy. Bóg chciał inaczej.
      • alana5 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 30.06.04, 11:18
        Muszę się rozstać z Wami na tydzień, bo wyjeżdżam do Mamy. Ależ będę tęsknić!
        • malomi Re: Napiszcie o swoich dzieciach 30.06.04, 12:49
          Wracaj szybko:-)
    • asia.miniaczek Re: Napiszcie o swoich dzieciach 30.06.04, 13:11
      może kiedyś, napiszę o planach które miałam związane z moją córeczką Zuzanką...
      było ich tak wiele...
      Asia- mama Zuzanki.
      • odlipcadomarca Re: Napiszcie o swoich dzieciach 16.08.04, 23:51
        asia.miniaczek napisała:

        > może kiedyś, napiszę o planach które miałam związane z moją córeczką Zuzanką...
        > było ich tak wiele...
        > Asia- mama Zuzanki.

        Ten post moglabym napisac ja - te same imiona, to samo "moze kiedys...".
        Pozdrawiam Cie imienniczko bardzo cieplo, czy udalo Ci sie chociaz raz obejsc
        wspolne imieniny mamy i corki 24 maja?
    • agablues Podbijam 14.07.04, 22:15
      Może ktoś zechce napisać o swoim dziecku - Aniołku
      • daaisy1 Droga Ago! 14.07.04, 22:31
        Mój Aniołek...niestety nie przeżył ze mną ani jednego dnia na tym
        świecie...moja córcia zmarła jeszcze w moim brzuszku...w 24 tyg ciazy...nie
        mogłam patrzeć jak rośnie..nie mogłam patrzeć jak się śmieje..a właśnie tego
        pragnełam..wcześniej widziałam dużo różnych..chorych dzieciaczków..pragnęłam
        aby moja dzidzia była zdrowa..to jedyne o czy myślałam.podczas ciązy..tak
        jakbym podświadomie wiedziała...że coś zdarzy się nie tak...jedyne co
        miałam..to wybrane dla niej imię.. - Julia...i właśnie takie imię
        otrzymała..takie imię widnieje na jej grobie...
        ściskam Cię..Aguś..bo wiem, że Twoja..tragedia..była duuużo..większa...
        Edytka
    • maria.ksiazek Nasz maluszek.. 15.07.04, 08:49
      Ja od bardzo dawna chiałam mieć dzidiusia i od 12 roku życia myślałam że będę
      miała córeczke..W maju zeszłego roku wyszłam za mąż i zaczęliśmy się
      starać.Marcin,jak jeszcze nie był moim mężem zawsze mówił:najważniejsze by
      dzidziuś był zdrowy..Ja nigdy o tym nie myślałam,bo dlaczego mógłby być chory?
      Do głowy mi to nie przyszło..No i już 21 lipca wiedziałam że jestem w ciąży,tak
      bardzo się cieszyliśmy się.W 16 tyg. dowiedziałam się na usg że to będzie
      synek,no cóż..następnym razem będzie córeczka (tak sobie pomyślałam),a mąż
      szalał z radości..W 22 tyg. poszliśmy z mężem na połówkowe usg prywatnie,żeby
      nagrać na kasetę,a lekarz stwierdził że nie ma co nagrywać-złożona wada serca
      HLHS!!!Umówił mnie na Karową w W-wie do dr.Dangel,ona potwierdziła wadę.Do
      końca nie mogliśmy w to uwierzyć,potem badania karotypu - prawidłowy.Dawali
      niewielkie szansze na przeżycie po 3 operacjach w Krakowie na Prokocimiu.Potem
      była nierówna walka.Nasz synek urodził się 22.03.2004 w Krakowie i został
      zabrany do innego szpitala,tak się bałam że już go nie zobaczę,ale był dzielny
      i przeżył operację (tak bardzo był podobny do tatusia)..i kiedy już byliśmy
      prawie pewni że będzie z nami,że zabierzemy go do domu,szukaliśmy
      wózka..odszedł 04.04.2004.

      P.S. tak bardzo chcieliśmy wyliczyć żeby urodził się pod znakiem barana (ja
      mąż),tak długo wybieraliśmy takie imię,które byłoby łatwe do wymówienia i dla
      polaków i dla rosjan (ja jestem rosjanką,a mąż polakiem) ..a potem tak bardzo
      marzyliśmy żeby po prostu ŻYŁ....
      Pozdrawiam Maszula i Aniołek
    • renatex Re: Napiszcie o swoich dzieciach 23.07.04, 00:47
      Gdy zaszłam w ciąże Ala miała prawie 10 m-cy. Cieszyłam się, że bedzie mała
      róznica wieku. Ciaża tak jak pierwsza. Lekarstwa, uważać, ale ogólnie nie było
      problemów. Maluszka widziałam na usg prawie co m-c. Wszystko w porządku. Lekarz
      określił płeć: chłopczyk. Pamiętam, jaka byłam zła, chciałam drugą dziewczynkę.
      Po jakimś czasie troszkę się przestawiłam, ale i tak całkiem nie wierzyłam.
      Nawet nie zdecydowaliśmy się na żadne imię. Rzeczy nie kupowałam zbyt wiele, bo
      praktycznie wszystko miałam. Potem programowo w terminie poród. Cóż się może
      stać. Po porodzie wszystko zaczyna się toczyć jakoś dziwnie. Pierwszy płacz
      maluszek na brzuszek, ale potem przy badaniu coś zaczyna się dziać. Biorą go
      szybko pod tlen, bo podobno ma problemy z oddychaniem. E tam, zmęczony po
      porodzie. Leżę na korytarzu i czekam z mężęm kilka godzin na diagnozę. Podczas
      badań okazało się, że coś z serduszkiem. Podobno poważne. Przewożą Synka do
      Szpitala Religi. Mój mąż tez tam jedzie. Wieczorem jakiś lekarz odbywa ze mną
      poważną rozmowę, że to poważne, ale są szanse. W ogóle to do mnie nie dociera.
      Muszą tak mówić, ale to zdrowy chłopiec, 9 m-cy. Waga ponad 3500. Teraz się
      robi już poważniejsze operacje na sercu niż wymiana dwóch żyłek. Wszystkie
      wieści przywozi mi mąż, który jeżdzi od jednego szpitala do drugiego. Juz jest
      Adaś. Ksiądz go ochrzcił w szpitalu, mąż sam wybrał imię. Podobno imię Adaś
      przynosi dzieciom chorym szczęście. Nastepny dzień. Rano niedziela.
      Postanawiają, ze przewiozą Adasia do szpitala w Krakowie. Podobno tam są
      lekarze, którzy robili juz taką operację, będzie miał większe szanse. Za dwie
      godziny. Stan się pogarsza. Nie można go przewieżć. Dwóch profesorów przyjedzie
      tutaj do szpitala. Leżę na sali z mamami, które karmią swoje maleństwa. Nikt
      się do mnie nie odzywa. Najwyżej z sąsiednich sal czasem ktoś zajrzy przez
      drzwi, żeby mnie obejrzeć. Około drugiej zaczyna się operacja. O czwartej
      dzwoni mąż, żebym się nie martwiła. Wyszedł lekarz i powiedział, ze najgorsze
      juz minęło. poradzili sobie. Jeszcze trochę potrwa ale teraz już wszystko
      będzie dobrze. Po wpół do piątej wchodzi na slę jakaś lekarka, właśnie jem
      winogrona, (długo nie mogłam na nie patrzeć) podchodzi do łóżka i mówi "przykro
      mi, ale się nie udało" Nie wiem, o co jej chodzi. Po prostu "pani syn zmarł".
      Chyba próbuje mnie pogłaskać niezbyt dobrze pamiętam. I wyszła. Za jakieś pół
      godziny przyjeżdża mój mąż, później dowiedziałam się, że prosił telefonicznie,
      żeby poczekali na niego, żeby nikt mi nic nie mówił. Chciałam iść do domu, ale
      przetłumaczyli mi, że dostanę zastrzyki na zatrzymanie pokarmu, żebym została
      do rana. Dostaje zastrzyki na spanie, ale niezbyt działają. Przenieśli mnie
      przynajmniej na inną salę.
      Dokładnie trzy lata temu płakałam w jakiejś szpitalnej łazience.......
      Dziekuję Ci Boże, że słyszałam płacz maleństwa i przez sekundę trzymałam go na
      moim brzuszku. Myslałam, ze będzie jeszcze tyle chwil, żeby się nim nacieszyć.
      Był bardzo podobny do swojej starszej siostrzyczki zaraz po urodzeniu, te same
      czarne włoski,ta sama buzia.
      Kocham Cię bardzo Synku i pamiętam o Tobie w każdej chwili.

      • alina1 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 15.08.04, 21:51
        Moja córeczka pojawiła się nieoczekiwanie. Na początku trochę problemów więc
        drżałam o tą ciążę bardzo. Byłam taka dumna i szczęśliwa.
        Wytapetowaliśmy dla niej pokój, kupiliśy mebelki, łóżeczko, wyprawkę,
        kosmetyki. Wszystko było przygotowane.
        Pamiętam jak szukaliśmy tych określonych mebelków z Voxa, dla naszej małej
        wszystko co nam się bardzo podobało.
        Miała urodzić się w znaku Panny, jak jej Tata. Pod koniec ciąży rozmawialiśmy
        nawet o miejscu gdzie zrobimy chrzciny. Chrześni już byli przygotowani do
        swojej roli.
        W dzien planowanego terminu porodu obudziłam się nie czując ruchów. Córeczka
        zmarła w nocy we mnie. Urodziłam ją wieczorem martwą. Miała dużo wad
        genetycznych.
        Synek był planowany, do ciąży przygotowywałam się długo. Problemy zaczęły się
        dość wcześnie więc dla pewności zgłosiłam się do szpitala. Potem znalazłam się
        w Klinice. Nastąpiło mnóstwo komplikacji i lekarze postanowili o cesarce w 22
        tygodniu. Synek miał urodzić się w Wigilię, miał być prezentem dla męża.
        Marzyłam o prawdziwej rodzinie, o troskach dnia codziennego.
        Dziś tak mało we mnie nadziei.
        • anuteczek Re: Napiszcie o swoich dzieciach 15.08.04, 22:14
          Moja Tosia,
          Krymskie wakacyjne dziecię - miała się urodzić tak jak moja mama i ja, w maju.
          Ogromna radość, kiedy okazało się że urodzi się 12 maja- tak jak jej mama i
          babcia.
          Zaplanowana, wyczekana... Byłam na pierwszym roku studiów doktoranckich,
          martwiłam się, czy zdążę otworzyć przewód i dać zaliczenia wszystkim studentom .
          Kiedy okazało się ,że to dziewczynka od razu wiedzieliśmy, że to będzie Tosia,
          zaczęliśmy szukać Plastusia w sklepach. Potem przyszło Boże Narodzenie,
          choinka, prezenty, żarty, że w następne święta będzie mała Gapcia - bombki będą
          jeszcze bezpieczne. Kupiliśmy Jej misia, w Smyku zobaczyłam śliczny komplecik -
          musiałam go Jej kupić... Oczywiście już mieliśmy większe mieszkanie na oku i
          wybrane mebelki, pościel i kolor ścian. Dziadkowie planowali chrzciny...
          Pojechaliśmy do Teściów, 29 grudnia 2002 zapadł wyrok. 30 grudnia już Jej nie
          było we mnie. Teraz każdy Sylwester boli. 5 stycznia - pierwsza rocznica ślubu -
          teraz już wszystkie rocznice są czarne... Nie potrafimy się bawić i świętować...
          Przed nami znowu maj
          andzia
          • anuteczek Re: Napiszcie o swoich dzieciach 27.09.04, 21:34
            Dzień po napisaniu tego postu okazało się, że jestem w ciąży. Znowu miał być
            maj... Znowu plany przeprowadzki, wybrane imię - dla dziewczynki Zoja - bo zoe
            to życie, syn miał być Oleg lub Igor, bo to takie mocne męskie imiona...
            8 września już było po wszystkim. Odebrałam wynik badania histopatologicznego i
            genetycznego - to była dziewczynka Zoja, nie mogłaby żyć, była bardzo, bardzo
            chora...
            andzia
    • jaewa1 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 16.08.04, 11:01
      Nasza Fasolka pojawiła się, gdy wprowadziliśmy się do swojego wyremontowanego
      mieszkanka po pierwszym miesiącu starań! Byliśmy tacy szczęśliwi- termin porodu
      na połowę czerwca, myśleliśmy, że może zagości u nas kilka dni wcześniej czyli
      na naszą rocznicę ślubu i na urodziny Tatusia. Wszystkie wizyty kontrolne były
      w porządku, wszystkie wyniki w normie. Poza mdłościami i zaparciami w pierwszym
      trymestrze nie miałam żadnych dolegliwości. Nie mogłam doczekać się rosnącego
      brzucha, ciągle oglądałam się w lustrze. W końcu zaczął sie ujawniać, byłam
      szczęśliwa. 30 grudnia na usg pierwszy raz lekarz dopatrzył się, że to
      dziewczynka. Mąż był troche zawiedziony, bo od zawsze chciał chłopaka, ja
      chciałam tylko, żeby wszystko było w porządku. Przez kilka dni żartowaliśmy na
      temat płci. Mąż mówił, że może jeszcze coś wyrośnie... a potem stwierdził, że
      może być dziewczynka, bo będzie jego pupilkiem. Razem z moją kruszynką
      oglądałam dobranocki, słuchałam muzyki, a nawet usiłowałam delikatnie tańczyć i
      ją bujać, świeciłam latarką w brzuch, żeby zobaczyć, czy reaguje na światło-
      szukałam z nia kontaktu, jak tylko mogłam. Czasem mąż przychodził do mnie i
      pytał: co mówiłaś?, a ja odpowiadałam: nie mówiłam do Ciebie tylko do Fasolki-
      lubiłam te wszystkie momenty. Aż zrobił się w końcu zazdrosny, że sobie we dwie
      dziewczynki rozmawiamy i zawsze przybiegał, jak to słyszał i mówił, że też
      chce. Cała najbliższa rodzina codziennie wypytywała mnie co jadłam, jak sie
      czuję, na co mam ochotę- wszyscy o mnie, a raczej o nią dbali. Było cudownie,
      po czterech latach małżeństwa nagle poczuliśmy, że nie jesteśmy już sami, że
      jest nas trójka, mieliśmy swój skarb. Lubiłam przytulać się w nocy do męża, gdy
      on leżał tyłem do mnie, a wtedy Fasolka zaczynała go kopać po nerkach- wtedy
      zawsze tak się śmiałam, że on się budził. Było nam razem w trójkę tak dobrze,
      tak sie kochaliśmy!!! I choć nie chcę to powoli muszę dojść do tej strasznej
      daty i napisać o tym, że nastąpił koniec naszego wspólnego bycia, koniec naszej
      miłosci do Amelki nie nastąpi nigdy, ale to co się stało to był jednak koniec.
      1 kwietnia (co za data!) poszłam do szpitala, bo nie czułam ruchów, zostałam
      przyjęta na oddział, musiałam urodzić- to był 30 tydzień. Szyjka się pięknie
      trzymala, nie chciała się rozwierać, nadal organizm trzymał jak tylko mógł
      nasze szczęście- urodziłam następnego dnia o 9:00 rano. Amelka udusiła się-
      była 2 razy mocno owinięta pepowiną, urodziła sie w czepku- położna
      powiedziała, że to dla nas na szczęście...Nasza malutka była zdrowa!!!- nie
      mogę tego zrozumieć, jak może Bóg zabierać takie malutkie dzieci? Przecież to
      nie tak miało być!!! Nasza Malutka miała 960gram i 38cm- była śliczna. Tęsknię
      za nią każdego dnia, jest moją wymarzoną wyczekiwaną Córeczką, tylko dlaczego
      nie możemy być razem?
      Jednak już teraz staram się o drugą ciażę i boję się planować co będzie dalej.
      EwA
      • weronika271 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 09.02.05, 03:17
        przytulam Was bardzo mocno..i modlę się za Aniołka
    • agablues Re: Napiszcie o swoich dzieciach 27.09.04, 21:11
      A może i to warto wyciągnąć ?
      • yen74 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 28.09.04, 01:32
        A ja tak bardzo pragne nieprzespanych nocy, wstawania, patrzenia, głaskania,
        wąchania mojej Małej Hani...
        A miało byc tak pięknie-dwie siostry wbiegające rano do naszego łóżka, ten
        odłgos bosych nóżek na podłodze i "wojna" o tatowe kolano...
        Nie mogę, po prostu nie mogę dalej pisać...
      • blankka_m Re: Napiszcie o swoich dzieciach 28.09.04, 14:03
        To trudne tak pisać o swoim malutkim, bo chciałby się , żeby był tutaj a jest
        tam wysoko i trzeba z tym żyć. Jakie to teraz ma znaczenie jakie się chciało
        imię , czy jakim był znakiem zodiaku. To nieistotne. Została tęsknota, nic
        wiecej.
        • agablues Re: Napiszcie o swoich dzieciach 28.09.04, 15:01
          Blanko, mam nadzieję, że kiedyś bedziesz mogła myśleć o tym z lżejszym sercem.
          Ma to znaczenia jak dziecko miało się nazywać czy jakie z nim wiązaliśmy nadzieję.
          Chocby dla mnie - teraz ciągle jest po prostu dzieckiem, a jak mi powiesz jak
          miało się nazywać - będzie Anią , Zosią czy Maciusiem.
    • agafa30 Re: Napiszcie o swoich dzieciach-Iga 28.09.04, 17:32
      śmieszne chwile... juz pierwsza chwila Igusi była śmieszna, poczęła się w dniu
      (wg wyliczeń lekarskich), w którym świętowaliśmy naszą rocznicę. Mój Krzyś już
      od dawna mówił, że chce mieć Małego Lewka (ja jestem z pod znaku lwa). Ja
      obawiałam się, czy poradzę sobie, że trzeba będzie zmienić tryb życia, nie
      miałam podejścia do dzieci i obawa co powiedzą w pracy. Miałam jeszcze umowę na
      czas określony. Od samego początku chciałam mieć Julię. w 8 i 11 tyg. miałam
      krwawienia i pierwsze łzy - myśleliśmy, że straciliśmy Małego Lewka. Ale
      później było już dobrze. Usg przy wyjściu ze szpitala - chłopiec, kolejne usg u
      mojego lekarza - chłopiec. i moje rozczarowanie - przecież miała być Julia. U
      lekarza zawsze byliśmy razem - w trójkę. kolejne usg - dziewczynka. Ale byłam
      szczęśliwa, że będzie Julia. Krzyś czytał jej bajki. jak się posprzeczaliśmy,
      to mówił do Małej i żalił się jej. Krzyś wziął kredyt, żeby jak najszybciej
      skończyć budowę - dla Małego Lewka. Ale na razie urządzaliśmy nasze małe
      mieszkanko dla naszej Julii. Chcieliśmy jechać w sierpniu z rodzicami na
      wakacje i pytaliśmy wszystkich młodych rodziców, czy z dwu miesięcznym
      dzieckiem można wyjechać. Śmialiśmy się, że nasze mamy były oburzone z naszego
      pomysłu, ale tatusiowie stwierdzili, że takiemu malutkiemu dzieciątku jest
      wszystko jedno gdzie jest, byle było z rodzicami..no i z dziadkami. Jeden
      dziadek już zaoferował się, że będzie opłacał angielski.W 9 m-cu stwierdziłam,
      że Julia to zbyt popularne imię i za słodkie dla naszej malutkiej. Więc Julia
      została Igusią. Bałam się, że nie zauważę, kiedy zacznę rodzić, że będę
      miała "brzydki" brzuch, że będę niewyspana, jak kąpać takiego maluszka, co
      zrobić z wózkiem, czy nosić na 3 piętro, czy zostawić na korytarzu itd. Aż
      wstyd się przyznac do tych obaw. Już zaprosiłam moje koleżanki z pracy,
      uzgadniałyśmy kiedy po porodzie mogą mnie odwiedzić. Na kilka dni przed
      terminem byłam z Igusią w kinie na Dirty Dancing 2 - przez cały film kręciła
      się w brzuchu, stwierdziliśmy, że zostanie tancerką. Lubiłam z nią tańczyć,
      przy wesołej muzyce. Zastanawialiśmy się, którego dnia w czerwcu się urodzi.
      Czy 21 (nasze pierwsze spotkanie, jej poczęcie, zaręczyny), czy na dzień ojca,
      czy w dniu imienin dziadka. Wybrała kompromis, zaczęła rodzić się w dzień ojca,
      a urodziła się 24 o 10.10 - w prezencie dla dziadka Jana. Jak lekarz
      powiedział, że już widać czarną główkę, spojrzeliśmy na siebie z Krzysiem - po
      kim ta czarna główka, Krzyś blondyn, ja ciemna blondynka. Naprawdę miała
      czarne, długie włoski. (po swoim tatusiu, on urodził się jeszcze ciemniejszy).
      Kilka, kilkanaście, moze kilkadziesiąt sekund trwała najpiękniejsza chwila w
      naszym życiu: nasza trójka razem, niewyobrażalnie szczęśliwa, chwilo
      trwaj...dlaczego nie trwasz??! mamy dwa zdjęcia z tej chwili, chociaż tyle....a
      po 6 dniach- 30ty godz.22.10 koszmar. Nie kończę, bo miało być na wesoło.
      teraz...Krzyś mocno mnie przytula jak płaczę i mówi, żebym nie płakała, bo
      Igusi będzie smutno. Smiejemy się, mówi, że Igusia z nami się śmieje...nie mogę
      już pisać,nie widzę przez łzy.
      • bunio1 Re: Napiszcie o swoich dzieciach-Iga 14.02.05, 23:01
        Tak długo myślałem i zastanawiałem się kiedy będe mógł napisać o Buniu-
        Robercie, ale choć mój synek odszedł 25/08/2002 to jeszcze zawcześnie
        myśle.Wiem,że czekałem na Bunia całą wieczność,ale to co było najpiękniejsze to
        trysło Adam.
    • agafa30 nasze cudowne dzieciątka 28.09.04, 17:58
      przeczytałam wszystkie historie i poznałam tylu cudownych dzieciaczków :-)
      śmiałam się i płakałam.
    • luna751 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 05.10.04, 19:49
      Bardzo pragnęłam mieć co najmniej trójkę dzieci. Byłam w drugim miesiącu ciąży
      i prosiłam męża żeby nic jeszcze nie mówił naszemu synkowi o
      dziecku.Wypaplał..Razem z Michałkiem (6 latek) czekaliśmy na dzidziusia.
      Mamusiu będzie mógł spać ze mną?? Będzie się ze mną kąpał?? Zabierzemy go do
      babci?? Jak widać po pytaniach Michałek czekał na brata...Kilka dni przed tym
      jak odszedł moj malutki synek śnił mi się... Malutki chłopczyk... nie pamiętam
      jak wyglądał...Był listopad...
    • luna751 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 05.10.04, 20:03
      Kiedy w maju zaszłam w ciążę bardzo gorąco modliłam się z życie dla mojego
      dziecka. Rosła we mnie moja malutka córeczka (czułam,że to jest ona)! Miała się
      urodzić 14 lutego...Pierwsze usg-lekarz długo wpatrujący się ekran monitora: ma
      pani coś w macicy, opiszę to jako mięśniaka...Proszę dbać o siebie wszystko w
      rękach Boga...Później było zwolnienie lekarskie a wraz z nim wścipskie pytania
      w pracy, komentarze w stylu "jesteście ryzykantami" z ust człowieka mającego
      dwoje pieknych, zdrowych dzieci...W lipcu moja maleńka umarła...Nie mogłam
      uwierzyć, że to dzieje się naprawdę...Był 6 lipiec imieniny Łucji...mojej
      Łucji...
      • anatewka Re: Napiszcie o swoich dzieciach 05.10.04, 22:12
        Nasz Stas zostal poczety krotko po slubie i te 9 m-cy ciazy to byly
        najpiekniejsze chwile w moim zyciu. W tym samym czasie w ciazy byly moje dwie
        siostry, mialysmy terminy porodow wyznaczone rowno co 3 tygodnie wiec wspolnym
        planom nie bylo konca. Bylysmy razem na wakacjach, trzy brzuchate, podobne do
        siebie... ludzie sie za nami ogladali. Porownywalysmy nasze brzuchy, kopniaki
        naszych maluszkow. Mamy takie smieszne zdjecia we trojke...
        Imie Stas wymyslil moj maz a ja nie chcialam sie zgodzic. Moim najwiekszym
        zmartwieniem bylo: jak beda na niego wolac gdy bedzie nastolatkiem, Stachu? Ale
        w koncu poszlismy na kompromis ze jak bedzie chlopiec to Stas, a dziewczynka
        Marta.
        Mielismy dla Stasia wszystko przygotowane, lozeczko, posciele, pozyczony wozek,
        poprane i wyprasowane ciuszki. Uszykowana wyprawka na odbior ze szpitala.
        Bylismy nawet przygotowanie na to ze dziecko moze byc chore; w takiej sytuacji
        poswiecilibysmy mu kazda wolna chwile i sily i kochalibysmy je z calego serca.
        Nie bylismy przygotowani tylko na jedno - na to ze nasze ukochane dziecko moze
        umrzec.
        Od narodzin naszego synka minely 3 lata, zyl 9 dni.
        Moi siostrzency - Zuzia i Filip - sa zdrowi. Bardzo sie kochaja, lubia sie
        razem bawic, choc nieraz sie bija i kloca. Sa troche jak blizniaki, mialy byc
        trojaczki...
    • 1megan Re: Napiszcie o swoich dzieciach 11.10.04, 09:59
      Moja najdroższa córeczka Marinka miała być zdrowym dzieckiem, kilka dni przed
      porodem okazało się że ma poszerzone komory - wodogłowie, po porodzie okazało
      się że ma jeszcze ciężki zespół wad genetycznych i nie wiele czasu, marzenia
      prysły, dla mnie zostały i tak te najpiękniejsze podarowane mi przez nią
      chwile. Pomimo że nie wyglądała jak "klasyczny ładny" noworodek, była
      naśliczniejszą istotka w moim życiu z tymi czarnymi, nienaturalnie wielkimi
      oczami, wyrażającymi ból jaki czuła, a ja nie mogłam jej pomóc.
      Nadzieja - ona jednak była ze mną do końca, chociaż później już tylko jej
      strzępki.
      Jeszcze chwilę "przed" myślałam że uda się zabrać Niunię do domu, ale Niunia
      chyba "nie chciała mi robić kłopotu", a ja tak strasznie tego pragnęłam, tego
      cholernego "kłopotu"
      Pamiętam jeszcze za nim się urodziła pomimo że miałam sporo rzeczy po jej
      starszym braciszku Maćku kupowałam jej ciuszki, to śmieszne ale robiłam to do
      końca jej krótkiego, malutkiego życia. Jeszcze tydzień przed jej odejściem
      kupiłam jej kilka ubranek, chociaż ich nie potrzebowała, ale myślę że sam fakt
      robienia tych zakupów mi pomagał, dawał mi poczucie że to wszystko jeszcze
      trwa, że ona jeszcze jest, teraz tych rzeczy nie jestem w stanie wyjąć z komody.
      Marinka - od zawsze wiedziałam ze moja dziewczynka będzie miała tak na imię. Z
      drugim imieniem było trochę zamieszania, ale zdecydowałam się na Laurę, pomogła
      mi wtym trochę piosenka - taki wyciskacz łez wykonywana z niesamowitym
      feeling'iem przez piosenkarkę o korzeniach jazzowych Laurę Pausini. Znak
      zodiaku rybka, tutaj nie miałam żadnych preferencji, wybór dokonał się
      samoistnie dawno temu.Pokoik mieliśmy dla niej przygotowany, łóżeczko takie
      bardzo duże, białe gdzie oprócz dziecka mieszczą się pieluszki i ubrania i
      zabawki, jeszcze po mojej dziewięcioletniej bratanicy, ciuszki już od dawna
      były poukładane w takiej śmiesznej zielonej ikeoskiej komodzie dla dzieci,
      zabawki jeszcze po Maćku, czekaliśmy tylko jak nasze małe Szczęście zawita do
      domu, ale ona nigdy nie zawitała, jej domem pozostał szpital na Działdowskiej,
      oddział F, pokój 2, łóżeczkiem był odkryty inkubator. Nie miałam zawiele
      marzeń chciałam zeby dziecko było zdrowe, tak bardzo bałam się marzyć żeby nie
      zapeszyć, bo pragnęłam aby tym razem była to dziewczynka i była, choć tylko
      przez chwilę.
      • j0204 Re: do 1megan 11.10.04, 10:09
        Przytulam cię mocno, najmocniej i pamiętam o naszym spotkaniu, moze uda nam się
        zobaczyć we czwartek w hospicjum?
        marinka zawsze bedzie mi bliska podobnie, jak jej mama.....
        ściskam Cię kochana M.
        • 1megan Re: do jo204 12.10.04, 09:08
          dzięki wielkiie, twoje uczucia są odwzajemnione - wiesz zresztą, nie wiem
          jeszcze napewno czy przyjadę, chciałabym, ale to nie leży tylko w mojej mocy,
          pozdrawiam
    • mamsynka Re: Napiszcie o swoich dzieciach 11.10.04, 12:07
      Moje dziecko mialo sie narodzic 15 lipca- w dniu moich 25 urodzin. gdy
      dowiedzielismy sie, ze jestem w ciazy bylismy najszczesliwszi na ziemi. Bylo
      nam obojetne czy bedzie to chlopiec czy dziewczynka- chcielismy miec zdrowego i
      pieknego dzieciaczka. Snulismy marzenia i plany, chodzilismy juz do zoo-
      oczywiscie w tych planach, jezdzilismy na rowerach i pokazywalismy naszemu
      malemu czlowieczkowi radosc z zimowej jazdy na nartach czy letnich wedrowek po
      gorach. Nasze dziecko mialo byc przedluzeniem naszego szczesliwego dziecinstwa-
      wiedzielismy ze zrobimy wszystko by bylo szczesliwe.
      Moze to glupie, ale bardzo szybko przygotowalismy pokoik- pomalowalismy go na
      cieple kolory, tak zeby naszemu skarbowi bylo w nim cieplo i przytulnie...mialo
      byc tak pieknie. cale naszenia marzenia legly w gruzach z dniem porodu malej.
      BYl to Jej dizen pzryjscia na swiat i zejscia z niego.....nie bylo juz
      nic...czarna pustadziura i rozpacz ktora przeslaniala nam wszystko.
    • lotka76 Kazia, moja nadzieja 11.10.04, 14:46
      Kiedy bylam mala dziewczynka pewien "niegrzeczny" chlopak z osiedla powiedzial
      ze nigdy nie bede mogla miec dzieci. Bardzo to przezylam i wlasciwie nikomu o
      tym nie mowilam. W wieku 12 lat zlamalam noge i w tym samym dniu dostalam
      pierwsza miesiaczke. Cieszyla sie jak glupia, jeszcze przed zalozeniem gipsu
      pamietam ze skakalm na tej zlamanej nodze " za radosci", lazilam z pokoju do
      pokoju i ryczalam: " o boze, bede mogla miec dzieci!!!"
      Potem mialam reguralne okresy, stalam sie kobieta, mialam kilku chlopakow...ale
      bylam mloda, nie myslalam o dzieciach.Zaczelam sie niepokoic w wieku 19 lat,
      kiedy teoretycznie moglam "wpasc" ( jeden z pierwszych stosunkow,
      niedoswiadczenie, 14 dni po miesiaczce i peknieta prezerwatywa) Tak sie balam,
      robilam testy, cuda, myslalam ze rodzice beda zli ze nie bede mogla studiowac!
      Ah, byly to chwile! Czekalam, czekalam... A tu nic, dostalam okres jak
      zwykle...A potem...potem po prostu nie mialam owulacji. Dowiedzialam sie o tym
      w wieku 21 lat kiedy lekarka przepisala mi srodki antykoncepcyjne. Moj zapis
      owulacyjny byl plaski jak deska. Oczywiecie, zadnych srodkow nie bralam, nie
      bylo sensu. Wlasciwie to juz wtedy CHCIALM miec dziecko! A potem zaczela sie
      walka. Z miesiaca na miesiac, z roku na rok. Wywolywanie "jajeczka"
      ogonadotropnina, clomidem i innymi "przyjemnosciami" dawalo tylko ciaze
      biochemiczne, nie wiem ile ich bylo, moze po prostu mialam spoznione okresy.
      Bylo tez puste jajo plodowe. Po czterech latach przestalam liczyc. Bo po co?
      Lekarze byli jednego zdania: Nigdy w zyciu nie zajdzie pani w ciaze
      naturalnie". Opadalam z sil. Na nieszczescie, bylam z czlowiekiem ktory mnie
      nie rozumial ktory chcial dzieci " na sile"... a ja z kazda miesiaczka ( jezeli
      byla to miesiaczka) czulam sie coraz slabsza.
      Byla ciaza ktora utrzymala sie przez 9 tygodni. Nigdy nie widzialam dzidziusia,
      tylko pecherzyk, taka rozciagnaieta fasolke, nie slyszalam serduszka. Nie bylo
      mi niedobrze. Moj owczesny partner szalal z radosci. To bylo w 1999 roku. 26
      stycznia dostalam lekkiego krwawienia: lekarz powiedzial tylko " poronienie, na
      pewno, sprawdzimy czy nie ciaza pozamaciczna". Mialam zabieg i wszystko dzialo
      sie jakby poza mna, jakbym w tym nie uczesniczyla. Po tym incydencie po raz
      pierwszy dostalam w twarz od partnera. Potem bil mnie juz regularnie. Zwylke w
      dzien okresu.

      A potem...a potem, kiedy bylo juz tak zle ze musialam przez chwile brac silne
      leki antydepresyjne, wtedy poznalam wspanialego czlowieka, moja druga polowe.
      Moje zycie sie odmienilo. Nie planowalismy na razie miec dzieci. Cieszylismy
      sie soba. Myslalam: jestem jeszcze mloda, bedziemy probowac in vito po
      trzydziestce. Pamietam, w czerwcu urzadzilismy przyjecie na moje
      urodziny...bylam taka szczesliwa... I wtedy STAL SIE CUD. Po raz pierwszy w
      zyciu zaszlam w ciaze NATURALNIE, bez zastrzykow, bez monitorow. Nie wierzylam
      kiedy zobaczylam po raz pierwszy w zyciu dwie kreseczki. To bylo takie
      niespodziewane...Tak sie balismy! Ze nie damy rady, ze finansowo jestesmy w
      sytuacji bardzo niekorzystnej. Czulam sie zle, wymiotowalam ale kazdego ranka
      cieszylam sie: " wymiotuje, mam wstret do zapachow, to znaczy ze dziedziatko
      sie rozwija!". Byle do marca! Pamietam ze maz mowil nawet " eh, bedzie
      zodiakalna ryba, to nie zbyt dobry znak, bedzie niedobry jak moj ojciec". Od
      poczatku chcielismy dziewczynke. lazilam po forum " Imiona". Miala byc
      Walentynka, Amelka, Kamelka...

      Moja prababcia miala na imie Kazia. Imie staroswieckie i w Polce i we Francji.
      Ale spodobalo nam sie od razu. Mielismy sie przeprowadzac, w mieszkaniu juz
      planowalam jaki pokoj bedzie mialo dzieciatko. Ogladalam wozki 3 kolowe. takie
      jasne, bezowe. Mialam pomalowac pokoj na zolto.Czekalismy niecierpliwie koniec
      sierrpnia, USG 3D mialo nam pokazac Kruszyke! Niestety! Tydzien przed
      planowanym USG, w 11 tygodniu poczulam lekkie bole. W szpitalu poinformowano
      mnie ze po prostu serduszko Kazi sie zatrzymalo. Zrobiono mi usg, widzialam
      Kruszynke, byla taka slodka. Trzymala raczki tak blisko kochanej twarzyczki!
      O plci dowiedziama sie przez przypadek kiedy niemily lekarz po zabiego
      poinformowal mnie ze "mala wyszla w calosci". Maz byl wspanialy. Dal mi
      najpiekniejszy dowod milosci.

      Bylam chyba bardzo dzielna. Nie plakalam, nie wpadlam w histerie. Po miesiacu
      bylo gorzej. Nie zrobiono mi zadnych badan, nie wiem dlaczego umarla moja
      coreczka. I wtedy weszlam na wasze Forum. poprosilam Natke o Swiatelko. Kiedy
      zobaczylam ze Kazia ma SWOJE MIEJSCE poczulam sie najszczesliwsza mama na
      swiecie. Plakalam jak bobr przez caly dzien...

      Dzis na nowo mam nadzieje. Nie trace jej. Bo wiem ze Kazia bedzie kiedys miala
      braciszka albo siostrzyczke. Nie biore zadnych lekow bo dzis wiem ze cuda sie
      zdarzaja. Jestem z mezczyzna mojego zycia. I z dnia na dzien nadzieja rosnie w
      moim sercu. Kaziu, dziekuje Ci corenko!

      Pozdrawiam Was bardzo, bardzo goraco
      Lotka
      • zorka7 Re: Kazia, moja nadzieja 11.10.04, 15:33
        Dzięki, Lotko, za historię Kazi...

        A moja Martynka?

        Poczęła się w baśniowej scenerii, na wielkim łożu przy oknie z widokiem na
        lazurowe morze. Na maleńkiej greckiej wyspie. Owulacja przypadała na dzień
        przed wylotem do Polski.
        Śmejemy się, że Martynka "zaczynała się" gdy byliśmy w powietrzu, nad chmurami.
        Przyszła z nieba.
        Czułam, że będzie dziewczynką - tak samo jak później czułam, że mieszka we mnie
        Bartek.
        Pamiętam, że trochę się złościłam, bo termin wyliczono na połowę kwietnia -
        baran. Uparty znak, twarda sztuka - przynajmniej taka jest szanowna teściowa. ;)
        Był koziorożec - jak ja. Człowiek ma śmieszne problemy, gdy.. nie
        ma "prawdziwych". Teraz dałabym wszystko by tulić do siebie tego małego barana.

        Z imieniem dla niej nie było problemów. Zawsze uważałam, że najpiękniejsz eimie
        na świecie to Marta. Sama chciałam mieć tak na imię. Pod koniec podstawówki
        odkryłam piosenki Martyny Jakubowicz. ... No i imię Martyna - jak dla mnie,
        jeszcze piękniejsze, bardziej poetyckie.
        Mąż chyba wolałby Marysię, ale nie miał nic przeciwko Martynie.
        Kolejne dziewczynki miały być Małgosiami, Marysiami - wszystko na "M". ;)
        Co jeszcze?
        Pamiętam jak na początku drugiego trymestru poszłam sama-nie sama do lasu
        szukać grzybów. Głaskałam maleńką przez brzuszek i śpiewałam. Świeciło piękne,
        jesienne słońce, byłam ufna, nie bałam się, że ktoś nas może skrzywdzić.
        Dotykałam liści, całowałam grzybie kapelusze, wystawiałam twarz do słońca
        wyglądającego spomiędzy sosen.
        Potem mi się oberwało od męża, że tak ryzykuję - sama do lasu, bezbronna i w
        ciąży. Musiałam przyrzec, że juz nigdy więcej.
        Tamto wspomnienie to skarb w sercu - chwilka niezmąconego niczym szczęścia,
        radości nie do opisania. Czułam się dobra i piękna, taka szkatułka z bezcennym
        skarbem wewnątrz.

        Rzeczy nie kupowaliśmy - bo pobycie w czwartym miesiącu w szpitalu odkładałam
        zakupy wciąż na potem. W końcu w 26 tyg.postanowiliśmy wybrać się po wózek. Po
        weekendzie. W niedzielę w nocy leżałam już na porodówce.
        • ewamonika1 Re: Agnieszko 12.10.04, 09:26
          to jeden z piękniejszych postów, jakie czytałam.
          dziękuję - e.
          • zorka7 Re: Agnieszko 12.10.04, 11:50
            Dziękuję, Ewuś...
            Kiedyś napiszę o historii jej poczęcia. Może ktoś ja zna z innego forum, które
            już nie istnieje. Ale naprawdę ta historia to jeden z moich największych
            skarbów.
            Taka bajka o ślimaku.
          • mama38 Mój Marek 12.10.04, 12:16
            Kiedy zobaczyłam dwie kreseczki na teście, trudno było mi uwierzyć w swoje
            szczęście. Bardzo bałam się, że będzie to ciąża pozamaciczna, jak ostatnio.
            Dopiero po wizycie u lekarza, kiedy na USG zobaczyłam, maleńką istotkę w macicy
            uwierzyłam, że zdarzył się cud.
            Pamiętam, jak krótko przed tym jak się dowiedziałam o ciąży (juz w niej byłam w
            tym czasie) byli u nas znajomi TŻ z pracy. No i między innymi mówilismy na
            temat, że my raczej nie będziemy mieć dzieci. Przy nastepnym spotkaniu
            śmialismy się z tego serdecznie.
            To były najszczęśliwsze miesiące w moim życiu. Lubiłam byc w ciąży. Z
            niecierpliwością czekałam na kopniaczki. Po cichutku marzyłam o córeczce.
            Bardzo chciałam miec teraz dziewczynkę. Przyszły tata uparcie twierdził, że
            będzie miał synka.
            Spedzałam dużo czasu w pracy, do domu wracałam zmęczona i byłam zła na siebie,
            że nie mogę się "zamyslić" w swoim szczęściu. Być z maleństwem, które rozwijało
            się we mnie. Trudno było mi zrezygnować z pracy, spłacalismy pożyczkę
            zaciągniętą na auto, no i chcieliśmy odłożyć coś dla dzidziusia. Zwolnienie
            odkładałam z dnia na dzień.Czułam się nie najgorzej, więc postanowiłam, że
            popracuje do końca kwietnia, a potem będę się cieszyc ciążą. Zwolnienie
            dostałam w połowie marca i od tej pory w pracy byłam tylko na 4 godziny
            dziennie.Wybraliśmy imiona dla dziewczynki i chłopca. Córcia miałaby na imię
            Małgosia. Dość szybko było widać brzuszek, który dumnie nosiłam. W lutym
            poczułam pierwsze delikatne muśnięcia maluszka.Zaczęliśmy chodzic po sklepach i
            oglądać rzeczy dla naszego dzieciątka. Moja mama i TŻ chyba pod jej wpływem
            doradzali, żeby na razie nic nie kupować. Bo to przynosi pecha :(. Więc
            czekałam, ale ciągle powtarzałam, że mogę urodzić wcześniej (1 syn z 33 tc) i
            trzeba być wczesniej gotowym. W wyobraźni był juz gotowy pokoik przerobiony z
            naszej sypialni, za odnawianie mielismy zabrać sie w maju. W domu czekał
            fotelik do samochodu i wanienka. Dostałam je od swojego szefa. Mieliśmy lato
            spędzić na działce mamy. Codziennie jeździć, aby maleństwo dobrze rosło
            wdychając świeże powietrze ( w bloku latem strasznie duszno).
            Na USG połówkowym okazało się, że mamy synka. Czułam sie troche zawiedziona,
            ale szybko mi przeszło, gdy zobaczyłam radość TŻ. Tydzień po tym USG pękł
            pęcherz. Leżąc w szpitalu i licząc każdy upływający dzień, mogłam w końcu
            skupić się na dzieciątku, trwało to tak krótko, tylko 12 dni....potem prawie
            miesiąc nadziei, że jednak sie uda... za pare dni minie rok od poczęcia mojej
            kruszynki
    • fibo1 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 09.02.05, 03:48
      Próbowałem, ale nie potrafię...
      • urszula5 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 09.02.05, 06:21
        Aguniu
        Dziękuje Ci za ten wątek tyle bym chciała napisać ;;-(((((
        Nieee potrafie narazie nic napisać łzy się cisną do oczu w gardle coś zaciska
        liter na klawiaturze nie widze, ale nie płacze ;;-(( wcale
        Gówno prawda wyje non stop nie daje rady już ;-((((((((((((
        Przepraszam Was Wszystkich
        Ula

        Jest miłość co była ciałem , a stała się duchem....

        BARTUNIU..........TAK KRÓTKO BYŁEŚ MOJĄ RADOŚCIĄ, A TERAZ JESTEŚ BOGA
        WŁASNOŚCIĄ !!! ;-((((((((((((

        cZEMU TAK MUSI BYĆ , CZEMU TAK JEST ?? !!!!! ;;-(((((((((((
    • mmmmmm2 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 09.02.05, 08:30
      Znak zodiaku - Skorpion, kurczę, troszkę nie bardzo - skorpiony są coś "nie
      tegez". Raz na USG wyszedł chłopiec - mąż się ucieszył, potem - kilka razy
      dziewczynka więc od tej pory mieliśmy Julię.
      Nie umyłam okien i nie zrobiłam zbyt dużej ilości zapraw - w przeciwieństwie do
      mojej zapobiegawczej koleżanki która też była w ciąży. Tłumaczyła mi że jak mąż
      pracuje to trzeba w domu mieć dużo jedzonka bo po porodzie nie będzie czasu
      biegać po sklepach. No to miałam doła. Martwiłam się że pokój w którym ma
      stanąć łóżeczko jest taki nieustawny, troszkę chłodny - jak by tu go dogrzać (a
      przecież wystarczy grzejnik elektryczny). Bałam się zasuszania pępka (wogóle
      nie wyobrażałam sobie tej czynności). No i oczywiście co z pracą?
      Chyba za dużo durnych obaw. Jezu, jak ja bym chciała mieć te problemy...
      Ewa - mama Aniołka Julii
Pełna wersja