alina30 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 09.02.05, 11:01 Nie wiem od czego zacząć, bo jakoś niewiele pamiętam z czasów kiedy oczekiwaliśmy pierwszego dziecka. Było zwyczajnie - radośnie, troskilwie, książkowo. Imię było wybrane od razu, jednomyślnie i bez głębszych wywodów - po prostu Mateusz. Poród 14 dni po terminie (niepalnowane cc), ale w Dzień Dziadka. Bardzo symbolicznie - pierwszy synek, wnuk i prawnuk. Historyczne wydarzenie !!!! Potem przez kolejne 3,5 roku też wszystko było zwyczajnie - radośnie, troskilwie, książkowo. Mateuszek był kochanym, zdrowym i mądrym chłopcem. Ale jakoś nigdy nie zastanawiałam się i nie snułam planów co do jego przyszłości. Liczyło się dla mnie TU i TERAZ. Byliśmy sobie i już. Teraz jak na to patrzę, to wiem czemu. Jednak plany i marzenia nadeszły, kiedy urodził się drugi synek. Wtedy poczułam się spełniona i szczęśliwa, zwłaszcza że Mateuszek bardzo czekał na brata. Młodszy urodził się we wrzesniu, a potem Mateuszek zaczął chodzić do przedszkola. Miałam więc czas dla jednego do południa, a dla drugiego popołudniu. Mateusz uwielbiał nas liczyć, jak leżeliśmy razem w łóżku. Nazywał nas 'kompletnymi'. Kiedy kogoś zabrakło (np.tata w pracy) to uzupełniał nasz komplet Teletubisiem. Było dla niego bardzo ważne, żeby zawsze było 4, bo wszystko musiało być jak zawsze (pedantyzm po tacie:) To były nasze najpiękniejsze chwile. Niestety trwały tylko 6 miesięcy i już nigdy nie wrócą. Ironią losu stało się, że to właśnie ON nas 'zdekompletował'. Miało być wesoło :( ale jakoś samo nie chce się tak napisać. Boli. Odpowiedz Link
m_oleczek Re: Napiszcie o swoich dzieciach 09.02.05, 20:41 Zaszłam w ciąże w wieku 19 lat. To była rozpacz dla moich rodziców. Doprowadzili do tego,że sama zaczęłam nienawidzieć tego dziecka. Z czasem jednak kiedy zacęłam czuć jego ruchy ,wszystko się zmieniło.Zaczęłam żyć własnym życiem, miałam przecież męża u swojego boku na którego zawsze mogę liczyć.Potem zaczęły się wyobrażenia na temat płci wyglądu,imienia. Byłam szczęśliwa.Poród zaczął się nagle, urodziłam w 34 tygodniu ciąży.Mój synek ma 5 lat, a ja do tej pory nie usłyszałam ,żadnego jego słowa. Nie było mi do tej pory dane zobaczyć jego pierwsze kroki!Tak bardzo bym chciała to przeżyć,jak każda prawdziwa matka. Boże czy mnie słyszysz......... Odpowiedz Link
anuszka_bishi_buluu Mój synek-Marcinek 11.02.05, 12:54 Od samego początku wiedziałam że to będzie chłopak-jakoś tak "czułam" i te kilogramy śledzi pożerane.... Miał się urodzić w maju-Byczek. Taki spoko gość powinien być, zakochany w mamusi (we mnie hurrra!!!!), posłuszny tatusiowi, ulubiony wnusio dla babci. Machał mi łapkami na usg i już wiedziałam że to będzie mój synek-Marcinek. Urodził się ostaniego dnia kwietnia Byczke, rude miał włoski nie wiadomo po kim bo ja czarna jak smoła mój mąż blond więc taka mieszanka? Ale go kochałam z tymi rudymi włoskami i tak pewnie by mu zjasniały.Miał duże stopy i długie nóżki i to mu dobrze wróżyło jako facetowi-wysoki..przystojny... Taki chudziutki przez te ciągle operacje i szpitale.... Cieszyłam się że nie pójdzie do wojska bo przecież połowę jelit mu wycięto.Powinien być weterynarzem -myślałam-albo lekarzem pediatrą to było takie może mocno ckliwe, że chorował jako dziecko a teraz leczy dzieci. Ale jakie słodkie! Bóg miał inne plany, inaczej się dogadał z Marcyskiem Dopiero co zaczął gaworzyć, nie zdążył nauczyć się mówić... Marcyśku leczysz baranki w ogródku Boga? Dorota mama Aniołka Marcinka Odpowiedz Link
igga-81 Laura 11.02.05, 14:42 Laura. Moje słoneczko. Miałam 19 lat a ona zaczęła sobie rosnąć we mnie. Razem zdałyśmy mature (i to na same piątki!) zdałyśmy na studia. I 14 lipca przyszedł na świat mój raczek. Tatuś na korytarzu, bardzo goraco, jak przed burzą, tylko piękny ptak za oknem szpitalnym. Urodziła się Malutka i zaczeła lać się woda z nieba. Zaniesli ją tatusiowi pokazac (ja leżałam na sali pooperacyjnej) a Ona sobie oczko otworzyła, by zobaczyć jak wygląda tata;) a tata z wrażenia oparł sie o dzwonek i pobudził noworotki na sali... a potem wracał samochodem i o mało co kierownicy nie urwał z wrażenia. Miała być cudowna. Jedyna, śliczna, moja mała przyjacióleczka, sojuszniczka z która będę mogła iść na zakupy i pogadać o intymnych sprawach. I była cudowna. Rozwijała sie pięknie. Byliśmy razem w trójkę. Zaczęła siadać, chodzić. Uwielbialiśmy ją, mimo że popełniliśmy wiele błędów. Malutka nie mówiła, ja byłam załamana, przeszłam depresje, widziałam wszystko co najgorsze - upośledzenie, autyzm... nie o takiej córeczce marzyłam! skończyła 3 latka, wszystko weszło na dobrą drogę,zaczybnała mówić, poszła do przedszkola. Taki urwis z niej był, niczego się nie krępowała, była bardzo przebojowa, taka złoścnica czasami straszna.Ale śmiała się prawie cały czas - w głos. Wiekszość ludzi twierdziła, że tak wesołego dziecka nidgy nie spotkali. A ja płakałam, porównywałam z innymi dziećmi i wyłam, że nie mówi, że nie robi, a to wogóle znaczenia nie miało! Bardzo ją kochałam, jeszcze bardziej kocham. Od jej urodzenia, każdego dnia coraz bardziej. Fatalnym zbiegiem okoliczności opóściła nas. Już nigdy nic nie będzie takie samo. Córeczko kochana, tak bardzo chciałabym być już przy Tobie. Pół roku temu, patrząc na ciebie jak słodko śpisz, płakałam - ze szczęścia, że mogę cie mieć. Pewnego dnia śniło mi się że umarłaś, od tego czasu wszystko było inne.Obudziłam się z płaczem i tuliłam cię cały ranek.. Byłam bardziej cierpliwa, częściej się uśmiechałam, a w chwilach zwatpienia o Twoje zdrowie pamiętałam ten przeklęty sen, że może byc gorzej, i cieszyłam się Tobą.Czasami byłam zmęczona opieką, zabawami w które ciągle mnie angażowałaś, ale nigdy cię nie odepchnęłam tak jak robią to mamy które widziałyśmy na placu zabaw. Zawsze byłam zachwycona jak prowadziłaś mnie za reke by cos pokazac. Zachwycona że rozxumiesz, że nadganiasz rówieśników. Mówiłaś do mnie "mami", zaczynałas składać pierwsze proste zdania... Nie wiem czemu nie możesz być przy mnie. Dlaczego jest tyl;u rodziców którzy nie chca swoich dzieci, zabijają je... dlaczego akurat Ty musiałaś odejść? Już nie chcę życ, tak za Tobątęsknie Malutka. a to "dopiero" cztery miesiące! Jak wytrzymać kolejne kilkadziesiat lat?????? Odpowiedz Link
realy Re: Laura 18.02.05, 21:00 Bardzo wzruszyla mnie twoja historia!!! Ja majac 19 lat tez urodzilam dzieciatko - synka Danielka. Mialam wiele przezyc z tym zwiazanych, wiele smutku i lez. Bog mi jednak pozwolil wychowywac go dalej. Juz jest zdrowy. 23- 01-br. skonczyl 3 latka. Laura byla piekna dziewczynka. Uwierz mi ze napewno ona nie chce abys tak cierpiala. Chce abys byla szczesliwa i zyla dalej. Przeciez ona wie, ze i tak kiedys sie spotkacie, tam... na gorze wsrod wielu aniolkow. Swiatelko dla Laury (*)(*)(*) Odpowiedz Link
anaika Konrad 13.02.05, 13:45 Po dwóch latach brania hormonów, zastrzykach i laparoskopii - pierwsza owulacja i od razu dzidziuś. Ryczałam ze szczęścia nie tylko dlatego, że wreszcie będę mamą ale również, że koszmar cotygodniowych (albo częstszych) wizyt u lekarza się skończy. Konrad miał być dziewczynką. Ja jestem z rodziny babskiej i właściwie tylko małe baby dookoła więc jasne było, że i moja dzidzia zasili to towarzystwo. Wyszło inaczej i przyznam się szczerze, że oswajałam się z moim synkiem przez jakieś dwa tygodnie. Moja mama była trochę zaniepokojona bo nigdy z chłopcami nie miała do czynienia, za to dziadek chodził cały dumny, że będzie wnuk. Z imieniem było trochę problemów bo mąż jest francuzem i musieliśmy brać pod uwagę jak to będzie brzmiało po francusku. Z imionami dziewczyńskimi było łatwo - Sonia albo Nina, bo te wschodnie są takie melodyjne. Dla chłopaka imię rosyjskie zbyt egzotyczne - no i po burzliwych dyskusjach stanęło na Konradzie - stronie francuskiej z trudem przychodziła dobra wymowa. Konrad miał być uparciuchem Koziorożcem tak jak mama. Urodził się dwa miesiące za wcześnie, więc chyba był skorpionem... Moje plany? Było ich mnóstwo. Zaczęłam się intensywnie uczyć francuskiego żeby rozumieć kiedy chłopaki będą się ze mnie śmiać...Mieliśmy razem pływać, jeździć na nartach, bereszkowąć i czytać dużo ksiażek; chodzić do kina (bo mama mogłaby tam spędzić całe życie) i do teatru ( bo tata nie chce, a jak pójdzie to zasypia), podróżować, bawić się z Gonzem(naszym zwariowanym psem, który kocha dzieci) i Kingą (moją chrześnicą, która tak się cieszyła kiedy się urodziłeś syneczku)... Kiedy zobaczyłam Konrada leżącego w inkubatorze wiedziałam, że na to czekałam przez 29 lat mojego życia. Dziwna mieszanina szczęścia, przerażenia i bezgranicznego zakochania się. Kodzio był cudny. Czarniusienki, okrąglutki i taki dostojny. Nie wyglądał jak wcześniaczek, nie był wychudzony, nie miał pomarszczonej skóry. W inkubatorze leżała miniaturka człowieka - piękny, mocny, dobrze zbudowany Konrad. Myślałam sobie, że będę strasznie zazdrosną mamą. Mogłam siedzieć przy inkubatorze godzinami czekając na kiwnięcie stopą i to dla mnie był szczyt szczęścia. Rozpłynęlam się zupełnie, kiedy go pierwszy raz pocałowałam - nigdy nie dotykałam czegoś tak delikatnego. I tego dotyku mi tak bardzo brakuje... Każdego rana budzę się z myślą, że oto kolejny dzień bez Ciebie i że to kolejny dzień, który muszę przeżyć żeby być bliżej Ciebie ukochany synku. Odpowiedz Link
mamawikusia Re: Napiszcie o swoich dzieciach-Wiktor 14.02.05, 22:45 Długo zastanawiałam się co napisać o tobie Synku. Najpierw powinnam opwiedzieć jak to było kiedy nosiłam Ciebie w brzuszku,a więc: Na początku było fantastycznie ,uczucie szczęścia rozpierało mnie i tatę.Pózniej był strach,każdego dnia bałam sie czy jeszcze bije Twoje serduszko.Kiedy już uwierzyłam ,że jesteś,że sie narodzisz to zaczęłąm myśleć o sobie: -czy nie pozostaną mi rozstępy na brzuszku(wkońcu trochę ten brzuszek mamie wypchałeś) -Czy kiedy się urodzisz,(a termin przecież mielismy na 06.07)będe mogła jeść czereśnie,truskawki i jednocześnie Cię karmić czy będziesz miał alergię? Opychałam się tymi owocami na zapas-pewnie niewiele Ci miejsca pozostawało w brzuszku? -Kiedy wkońcu położe się na brzuszku? - no i jak długo potrwa zanim zrzuce te 23 kilogramy więcej? Pamiętasz jak biegaliśmy po sklepach w poszukiwaniu Twojej wyprawki...........Boże Ty nawet nigdy nie zobaczyłeś swojego wózeczka i łóżeczka.pokoiku. Wózio wybrałam Ci z babcią niebiesko-błekitny(piękny).pokoik tato pomalował na brzoskwinkę.....zresztą opowiadałam Ci już o ytm w szpitalu. Nie ne będę tego Ci opowiadać troche jeszcze mamę to boli(bardzo boli). Synku,mój najdroższy Wikuchu-jak to tata zwykł mawiać,powspominajmy sobie czas kiedy juz byłeś z nami. Nigdy nie zapomnę jak ujrzałam Cię pierwszy raz.Wyobrażałam sobie Ciebie jako małego łysolka ,a tu takie zaskoczenie-na głowce -czarny busz,do dzis nie wiem po kim ?Przytulałeś się z tata ,ubrano Cię wtakie niebieskie śpioszki,wyglądałeś jak smerf.Spałeś sobie ,a na rączki założyłąm Ci skarpetki bo tak wbijałeś sobie paznokietki w moje poltynki. Pamiętam jak juz w Krakowie chodziłam Cię odwiedzać na intensywna terapię,tak chciałam Cię przytulić,dotknąc ,ale mówiono mi ,ze nie mogę. I nagle któregos dnia wchodzę na intensywna ,a Ciebie tam nie ma!moje serce stanęło,ale tylko na moment ,bo zaraz powiedziano mi,ze jesteś na zwykłym oddzialę-co za radość. Dalej już napewno pamiętasz-w dzień mama-w nocy tata,i tak non-stop(przyznaj się wolałeś mamę?-mam nadzieję). Wicia,chciałam Cię przeprosić za mój brak cierpliwości,ale ja tak bałam się o siebie,że momentami nie panowałam nad sobą.Przepraszam Cię synku. Boże tak mi Ciebie brakuje.Kiedy przypominam sobie te Twoje grymasy po przebudzeniu- spojrzenie w lewo,spojrzenie w prawo,czy czasami nie czaji się gdzieś za rogiem jakiś lekarz. W pamięci też mam Twoje minki z zadowolenia,kiedy Cię głośno całowałam-ja też byłąm wtedy taka szcęśliwa. Synku jestęś niesamowity.Śmiejemy się z tatą ,ze lubiłeś sporty ekstremalne,takiego bujania w wóziu jakiego się dopominałeś,żaden maluszek by nie wytrzymał.Tata do tej pory czuje ból w nadgarstkach na sama myśl jak trzeba Cię było nosić po sali całą noc. Urodę to Ty masz taty-jedyne co jest moje to:włoski,dolna warga,paznokietki,brwi ,no i zamiłowanie do spania w dzień. Jesteś niesamowitym brzdącem.KOCHAM CIĘ. Synku odwiedż czasami mamę we śnie,ja naprawdę się staram pogodzić z tym co się stało. Wicia,czekaj na mnie,nie bądz na mnie zły,kiedy nie żyję w sposób jaki bym chciała-jakoś się wywinę z tego czyścca,mam nadzieje i będę z Tobą,juz na zawsze. ps. nie urośnij za duży ,bo mam zamiar nosić Cie na rączkach! KOCHAM CIĘ WICIA -mama. Odpowiedz Link
lena1981 Re: Napiszcie o swoich dzieciach-Izabelka ukochana 15.02.05, 13:55 Jak sie dowiedziałam, ze jestem w ciazy bylam najszczesliwszym czlowiekiem na swiecie ( tak mi przynajmniej sie wydawalo). Wiedzialam juz od poczatku, mialam wszystkie obiawy ciazy, a pozniej sie zglosilam do lekarza, ale co prawda nie chcial mi mowic w 100%, powiedzial, ze mam za malo progesteronu i ze to roznie moze sie skonczuc, przepisal mi hormon i powiedzial:przydz za 2 tygodnie. Progesteron? Ja bede mama! Do mnie w ogole nie docieralo, ze moze sie cos stac. Przyszlam pozniej, lekarz w panice: to moze byc ciaza obumarla! odrazu skierowal na USG. Jak ja wtedy sie poczulam!!! Lekarz mi zrobil badanie i pokazal serduszko. Widzi Pani Ono Bije! Rozplakalam sie u lekarza, poszlam do kosciola, plakalam i plakalam, i prosilam Boga o zycie dla mojej kruszynki. Pozniej bylo wszystko idealnie, jak w ksiazce. Wszyscy mowili jak ladnie wygladam, pytali sie kto bedzie, a ja odpowiadalam, ze chce dziecko i do samego konca nie dowadywalam sie o plci. Pamietam nawet dzien kiedy sie przewrocila, nie wiem czy to czuja wszystkie mamy, ale to bylo nie samowite, zachwycalam sie, ze jak biologia jest doskonala, ze wie kiedy. Bylam szczesliwa, czekalam i mialam obawy, ze moze nie dam rady, bo w sumie bedziemy tylko ja, maz i dzidzi. Ale to bylo chwilowe, przeciez oczywiscie bede najlepsza matka, a za ojca nie musialam sie martwic, maz jest najwspanialszy! Snulam, ze jak bedzie dziewczynka, to bede chodzila z nia na kursy tanca,a jesli bedzie chlopczyk, to postaram sie go wychowac na prawdziwego dzentelmena. A i chcialabym, zeby zostal lekarzem, gdy mu to sie spodoba. Czytalam ksiazki, chcialam, żeby się przezwyczailo do mojego glosu. Opisywalam, co robie, jaka jet dzisiaj pogoda. Co razem jemy. Co chcialabym jej przekazac. Bylam juz po terminie, wydawalo mi sie, ze wody mi odeszly. Pojechalismy do szpitala, Pani polozna zdecydowala mi sie zostawic, nie podobalo jej moje ktg, chciala odrazu cesarke, a z rana bylo w normie. Była noc, zaczeli wywlywac poród, Pani polozna nie odchodzila ode mnie ani na chwile, caly czas dzwonila do lekarza, martwila sie. Pozniej przyla nowa zmiana i wszyscy razem nie widzieli powodu, zeby rodzic przez cesarke, urodzi pani sama, juz bylam zmeczona nie spalam cala noc. Nie bylo postepu porodu. Decyzja: cesarka. wyciagneli coreczke i powiedzieli wyrok. Ja zaczelam plakac, maz tez, nie moglam patrzec na meza, nie moglam zniesc jego lez, bolalo mi to. Najgorsze bylo to, ze bylam bezradna, nie moglam wstac, lezalam bez ruchu, lzy mi lecialy, a lekarze sie pytaly czy chce moze przeciw bolowe?Na uspokojenie? Czy to moglo mi pomoc? Nie wiedzialam coreczki nie przytulilam jej nawet, zabrali ja do szpitala, a maz nie spac latal do szpitala do szpitala , a ja prosilam pielegniarke o nasenne, żeby usnuc i obudzic się i zrozumiec, ze to jest tylko najstraszny sen i jak się obudze, to wszystko się skonczy. Nie skonczylo. Po dwoch miesiacach walki stracilismy nasza kruszyneczke...tak bardzo ja kochamy...tak bardzo jej brakuje...nawet nigdy jej nie przytulilam, nawet nigdy nie popatrzyla na swoja mame...jedynie co moglam zrobic. To calowac jej piekne raczki i nozki i glaskac po glowce...Tak bardzo cie kocham, tak często mi się snisz, nie mogę tego wytrzymyc, ze nigdy mi nie powiesz mama tu na ziemi... Tak bardzo bylas podobna do mnie i do swojej babci... Kocham Cie moja najdrozsza coreczko!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link
bunio1 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 19.02.05, 20:51 Dobrze może właśnie dzisiaj uda mi się coś napisać o moim Robercie.Razem z żoną przygotowaliśmy się do porodu rodzinnego.Niestety była cesarka.Leżeliśmy w szpitalu chyba 30 dni.Początki były ciężkie ,ale z biegiem czasu wszystko doszło do normy.Pojechałem porozmawiać z moją dawną doktór ze szpitala na Działdowskiej jak to dalej będzie z maluszkiem,bo Robert miał bardzo wysoką bilirubine,ale odpowiedziała mi ,że wszystko będzie OK.Po ponad roku czar trysł.Okazało się,że maluch ma białaczke.Leczenie szło według szablonu.Po zakończeniu leczenia byliśmy wszyscy szczęśliwi.Był to grudzień 2001, następne rpzczarowanie nawrót choroby i zaczeło się poszukiwanie dawców szpiku.Robert- BUNIO miał przeszczep komórek macieżystych krwi we Wrocławiu i tu następne rozczarowanie kolejny nawrót i powrót do Warszawy.Wróciliśmy na oddział A szpitala na Działdowskiej i oczekiwaliśmy na .... .Niestety stan Bunia pogarszał się i czas odejścia zbliżał się.Bunio dostał propozycje powrotu do domku,że zaopiekują się nim wolontariusze z Warszawskiego Hospicjum Dziecięcego,ale On wolał czekać na ten moment w swoim szpitalu przu swoich pielęgniarkach i przy swoich lekarzach.Jego mażeniem było aby w tym momencie była Jego Doktór i Jego ukochana pielęgniarka i tak było.Do dnia dzisiejszego pamiętam jak Bunio urodził się i jak odchodzł,byłem obok Niego zawsze.Ukochanym kolorem Bunia był kolor żółty -kolor nadziei ,większość rzeczy miał tego koloru nawet żaluzje w pokoju.Jak kupowałem coś maluszkowi to najlepiej aby było koloru żółtego.Jeszcze jedna sprawa.Bunio miał wyimaginowanego przyjaciela,który miał na imie Randal.Randal był z Buniem wszędzie tak maluch opowiadał o nim ,że wszyscy znali Randala i całą historie o Randalu.Był z nim wszędzie nawet w ostatnich chwilach jego życia opowiadał o nim.Ja zastanawiałem się z kąd znam to imie ,ale dopiero jak Bunio odszedł przypomniałem sobie,że był taki bohater w filmie Randal duch Hopkirka.Film ten był emitowany w latach siedemdziesiątych-dawno temu.Randal był zawsze i chronił swego przyjaciela.Bunio zawsze mażył aby się przejechać ciągnikiem o tira,przelecieć się samolotem -to było do załatwienia ale lekarz nie zezwolił na samolot.Całe jego życie robiliśmy sobie plany co będziemy robić w jego przyszłości.Niestety nie udało się nam tego osiągnąć.Bunio bo tak prosił aby wszyscy mówili na niego odszedł 25/08/2002 roku o godzinie 0,50.To co było piękne niestety skończyło się.Dziękuje,że przeczytaliście tę krótką historie o moim synku Buniu- Robercie.Tata Bunia Adam. Odpowiedz Link
bunio1 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 19.02.05, 20:57 Jeszce jedno pisałem o doktór ze szpitala na Działdowskiej ,którą po urodzeniu Bunia pytałem co z dalszym leczeniem jego.Otóż BUnio często się stykał z nią na izbie przyjęć i Ona opowiadała jemu ,że zna dobrze jego tatusia.Doktór ta przyszła ostatniego dnia życia Bunia na jego izolatke aby porozmawiać w jakim jestem stanie i czy dam sobie rade.Dziękuje Jej za to . Odpowiedz Link
ls32 Re: Napiszcie o swoich dzieciach 21.02.05, 10:03 Urodziłam bliźniaki, 18 stycznia - podobno z tego dnia to "charakterne" sztuki. Co się zgadzało (i do tej pory zgadza patrząc na Marcina);-)). Moje marzenia były proste - spacery wózkiem podwójnym (nie byliśmy ani razu:-((), przyszłe wspólne rodzinne wyjścia do McDonaldsa (szczególnie "ciotka", moja siostra, miała zaplanowane psucie chłopaków w tym względzie;-)),ściganie się chłopców na rowerkach... Niestety nic z tego nam się nie udało, nawet wspólny spacer. Paweł nigdy nie był na spacerze,nawet sam - zawsze w szpitalu, od urodzenia aż do samego końca, przez 8 miesięcy. Jeszcze jak żył, próbowałam wozić Marcina w ich wspólnym wózku po mieszkaniu, "dla wprawy". Ale nie był w nim szczęśliwy... Śmailiśmy się z mężem ze wszystkich prawdopodobnych "sztuczek", jakie mogą wymyślić w przyszłości. I przygotowywaismy się psychicznie na częste wizyty "na dywaniku" w szkole, w sprawie wybryków naszych pociech.. Myślelismy, że będą nierozłączni a zostali rozdzieleni tak szybko, na tak długo, i jak się okazało na zawsze.Te marzenia bolą do tej pory, mimo że upłynęło "już"(?) prawie półtora roku. Nie moge patrzec na wózki bliźniacze i rozpłakałam się, kiedy zobaczyłam w McDonaldsie bliźniczą parkę. Strasznie zazdroszczę tym mamom...:-( Odpowiedz Link
k73sesilek Re: Napiszcie o swoich dzieciach KORNELEK 10.05.05, 23:40 Był największa nispodzianką w moim życiu.I najpiekniejszą.Zorientowaliśmy się,że z nami będzie na początku 19 tygodnia ciąży.Kajtek miał wtedy rok i 5 miesięcy.Tulił się do brzucha, wołał:Lala.Potem nauczył się: Kornel. Godzinę po urodzeniu okazało się,że jest wada serca.jak okrutny był to wyrok nawet nie przypuszczaliśmy. Kornelek był z nami 733 dni.Trudnych,ale najpiękniejszych.Nie chodził,nawet nie stawał.Przytulał się najcieplej na świecie,obejmował za szyję biednymi chudymi łapkami i mówł:mama.Przepraszam,nie mogę więcej. Odpowiedz Link