iworos
08.07.04, 09:55
Moja znajoma na 3 lipca miała termin, całą ciążę wszystko było OK, przedwczoraj trafiła do szpitala, bo było po terminie i na KTG co jakiś czas nie było słychać serduszka, ale wczoraj było dobrze, mieli jej wywoływać poród. Dziś napisała mi smsa:"Okazało się, że dziecko zmarło we mnie. Lekarze nie znają przyczyny. Sekcja zwłok to wykaże. Nie dzwoń. Sama się kiedyś odezwę. Nie wiem jak będę żyła z tym'
Jak można było do tego dopuścić, pod okiem lekarzy przecież była! Tak bardzo się cieszyłam, że wreszcie ułożyła sobie życie, że była szczęśliwa. Mieli juz wszystko przygotowane łóżeczko, wózek, ubranka... To niesprawiedliwe, nie wiem co ona teraz zrobi, ale chyba nic dobrego. Przecież to jakiś koszmar!!! Jak mógł jej los czy Bóg to zrobić? Była taka szczęśliwa, że Laurka się urodzi...
Jak jej pomóc, jak pocieszyć (chociaż napewno teraz się to nie uda)?
Chciałabym jakoś poprostu pomóc. Proszę o poradę.