Dodaj do ulubionych

mój kochany synek moja iskierka która zgasła

05.09.13, 10:56
wiem co czujesz kochana może nie rodziłam do worka ale przeszłam przez podobny koszmar wszystko jest świeże i tak bardzo to boli.A najgorsza jest ta bezradnośc, miałam termin na 08.06.2013 byłam taka szczęsliwa ciąża przebiegała idealnie.Jedynie początki mdłości,wymioty.Po terminie 4 dni dostałam skierowanie do szpitala bo chciałam czuc się bezpiecznie.Na USG lekarz oznajmił mi ze mój synek ma wagę ponad 4 kg.Był duży a to moja pierwsza ciąża więc bałam się ze nie dam rady naturalnie urodzic ale lekarze zapewniali nas ze dam.dopiero 19tego czerwca dostałam kroplówkie na wywołanie ciąży skurcze nadeszły z godziną 17tą ale rozwarcie było tylko na 3 palce i tak zaczął się mój koszmar z każdą godziną nic nie szło ku rozwiązaniu.O godzinie 3 rano przebito mi wody płodowe skurcze się nasiliły a poród nie postępował.Byłam wymęczona i błagałam o cesarkie bo ból był tak ogromny ze nie miałam już sił o 5 27 postanowiono o cesarce a o 6 27 ona dopiero nastąpiła na stole operacyjnym dwa razy się mi wkuwano w kręgosłup a przy cieciu czułam przenikliwy ból krzyczałam dano mi jeszcze znieczulenie i zasnełam.I tu mam do siebie pretęsje bo nie slyszałam nic co z moim dzieckiem dalej sie działo.Jak się obudziłam już mnie zszywano nikt nic niechciał mi powiedziec na koniec lekarz powiedział mi lekarz ze dziecko pojechało odpoczywac bo bylo zmęczone.Ryczałam na tym łóżku serce matki podpowiadało mi ze jest cos nie tak.Ale nie możesz wstac.Przewieziono mnie na sale pooperacyjna to co sie dalej działo to koszmar nikt nic ci nie mówi co z dzieckiem mój mąż nagle znikną nie było go.Dopiero po 20 minutach wszedł mój mąż płakał strasznie oznajmiając mi ze nasze dziecko jest na intensywnej terapii.Dalej już tylko pamiętam wszystko jak w amoku lekarze którzy mówią ze dziecko trzeba ochrzcic ze umiera ze oni nie wiedzą co się stało ze dziecko muszą przewieśc do kliniki w gdańsku itd Mój kochany synek żył dwa dni 22.06.2013 roku o godzinie 9 40 zmarł odszedł od nas wypisałam się na żądanie aby choc go zobaczyc nie słyszał nawet głosu mamy umarł.Jak wchodziłam do tej kliniki to nie wierzyłam ze mój skarb nie żyje ale jak zobaczyłam inkubator i pielucha która zakrywała jego malutkie ciałko to darłam się w niebo głosy był taki piękny mój.Sekcja zwłok wykazała ze przez długi poród i zbyt póżna cesarka moje dziecko zmarło a ja niepotrafie tego zrozumiec dlaczego? co tu daje ich słowo przepraszam jak ja nie potrafie życ wkładam maskie i ide do pracy ale najlepiej bym zamkneła sie w domu i nigdzie nie wychodziła mój świat się zawalił
Obserwuj wątek
      • 2iskierka Re: mój kochany synek moja iskierka która zgasła 11.09.13, 15:11
        witaj,rozumiem jak Ci ciężko znam ten ból...ten rok zaczął mi się najlepiej jak mógł okazało się że jestem w ciąży...wymarzonej i do tego bliźniaczej dwóch chłopców, Całą ciąże znosiłam dzielnie aż na początku 7 miesiąca poijechałam na wizyte by sprawdzić przepływy miedzy chłopcami było wszystko prawidłowo ale lekarz zbyt mocno uciskał brzuch przez co stwardniał i opadł, wieczorem pojechałam do szpotala okazało się że mam rozwarcie i że będą próbować podtrzymać ciąże , na drugi dzień rano odeszły mi wody ...zaczęła się cesarka, dopiero na drugi dzień mogłam ich zobaczyć przez całą dobęmartwiłam się tylko o to czy przeżyją pierwsza doba była najważniejsza bo leżeli na oiomie dla noworodków...gdy pierwszy raz weszłam nie dałam rady musiałam wyjść ...byli tacy mali zaledwie po 40 cm i podłączeni pod aparatury,stan był ciężki ale stabilny jak mówili lekarze , dostawali mój pokarm który dostałam na 2 dobe , mnie wypisali na 3 dobę do domu a moje perełki zostały , dzwięk aparatur miałam cały czas w głowie co kilka godzin dzwoniłam do lekarzy i pytałam o ich stan i codzień jeździłam do moich chłopców 80 km żeby ich zobaczyć, na 4 dobę dostawali już mniej tlenu ,, reagowli na mój głos i ich taty było już trochę lepiej,aż tu na 7 dzień rano dostaje telefon że Michałek nie żyje zmarł po kilku godzinnej próbie podtrzymania go przy życiu,dzwoniłam do szpitala poł godziny przed tą straszną informacją i nikt mi nie powiedział że coś się dzieje , kazli tylko zadzwonić po obchodzie...musiałam zadzwonić do swojego partnera bo był w pracy i powiedzieć że jednego synka nie ma , odrazu wrócił, lecz był w pracy 400 km od domu,kiedy tylko wszedł do domu pojechaliśmy zobaczyć drugiego synka bo jeszcze on nam został,po drodze do szpitala dosłownie 10 min przed naszym dotarciem mój kochany dostał telefon ze szpitala czy ktoś dziś będzie i powiedział że za kilka minut, po dotarciu do szpitala okazało czekał już na nas lekarz poprosił do gabinetu, gdy weszliśmy lekarz coś niezrozumiale powiedział że nie dali rady uratować syna i po chwili gdy zobaczł że nie zorientowaliśmy się że to chodziło o Marcinka nasze drugie dziecko że on też odszedł 10 minut przed naszym przyjazdem,lekarz powiedział że jeden zabrał drugiego...po tym jak zabrali z sali Michasia , zaczęły się problemy z Marcinkiem poprostu jak to lekarz określił wyłączył się , nie chciał zostać z nami serduszko przestało bić a lekarze nic nie mogli zorbić bo po żadnych lekach nie było większej reakcji nie miał woli by żyć bez braciszka...nie wiedzieliśmy co zrobić siedzieliśmy i płakaliśmy , wszstko legło w gruzach cały świat mi się załamał...to było 4 lipca tego roku, do tej pory nie mamy sił żeby odebrać wyniki z sekcji żeby od nowa wciąż to przeżywać ,nie chodziłam do żadnego psychologa , sama sobie próbóje do tej pory jakoś ogarnąć wszystko w głowie,choć z tego co widze im więcej czasu mija tym gorzej sobie radzę nie ma dnia żebym, nie zalała się łzami,gdy mamy jechać na cmentarz z jednej strony wiemże wtedy będe ich bliżej a z drugiej gdy juz tam jestem nie daje rady łzy same napływają mi do oczu...zanim poskładałam rzeczy które mieliśmy przygotowane dla naszych aniołków w ich pokoju mineło 1.5 miesiąca prędzej nie dawałam rady,moja teściowa stwierdziła że jesteśmy młodzi i będziemy mieli następne ale takie gadanie to sobie może w d ... zostawić bo nic i nikt nie zastąpi mi ich , każde kolejne dziecko będzie kolejnym nie będzie tym samym ani na zastępstwo...do tej pory sni mi się poród i pogrzeb po nocy a ja jestem za każdym razem bezradna i od nowa przeżywam to co się stało...mój partner trochę przeszedł w życiuod samego początku po śmierci dzieci bardzo uważałam żeby być dla niego delikatna uważać na niego i pomagać gdy ma gorszy czas ale sama sobie od początku z tym nie radziłam bo gdy tylko zostaje sama płacze i zastanawiam się dlaczego my i co dalej
        • kronia29 Re: mój kochany synek moja iskierka która zgasła 27.02.14, 23:35
          ból ponownie przeszył mi serce jak czytam o Waszej tragedii moja córeczka zamiast w pokoju jest na cmentarzu lekarz zlekceważył moje obawy o ułożeniu pośladkowym i wszystko już poszło nie tak a była taka ładna, zdrowa i duża 3,5 i 57cm
          jak żyć? nigdy się nie poddawać bo jeszcze radość zagości w waszych sercach
          ja urodziłam synka znalazłam sens od nowa czego i Wam życzę choć ból pozostanie w nas na zawsze...
          bardzo współczuję bo wiem co czujecie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka