nie o dziecko chodzi ale poradzcie

08.08.04, 22:23
Wczoraj bylam na pogrzebie meza mojeje znajomej. Dlatego w tytule umiescilam,
ze to nie dziecko jest bohaterem tej historii. Po skonczonej ceremonii
wiekszosc osob podchodzila do wdowy i skladala kondolencje. Ja nie, poniewaz
uwazam ze to jest tylko niepotrzebne "rozmiekczanie" pograzonej w bolu osoby
juz i tak wykonczonej. Mowiac rozmiekczanie mam na mysli, ze te wszystkie
przytulania, usciski slowa jak bardzo wszyscy wspolczuja powoduja, ze bliscy
zmarlego rozklejaja sie kompletnie w miejscu publicznym i placza choc juz nie
maja sily choc moze woleliby usiasc w fotelu w domu. Ale tak naprawde do
konca nie wiem czy dobrze zrobilam? Czy moze to jakos podnosi na duchu? I
jeszcze jedno pytanie. Jutro zamierzam wpasc bez uprzedzenia aby zobaczyc jak
sie znajoma czuje, jak sobie radzi.... czy wypada, tzn czy nie za wczesnie,
czy moze woli siedziec tylko z rodzina i niekogo nie ogladac?
I jeszcze ostatnie pytranie, po pogrzebie znajoma zaprosila wszystkich
zebranych na obiad do restauracji. Osob bylo naprawde duzo. Ja nie poczuwalam
sie. Uznalam, ze niedaleko mam dom i obiad a otuchy moge dotrzymac kiedy
indziej. Nie ma sensu "naciagac" na koszty. Jak uwazacie taka stypa jakie ma
znaczenie dla bliskich zmarlego. Czy nie poczuje sie urazona, ze nie
przyszlam. Utalia
    • zorka7 Re: nie o dziecko chodzi ale poradzcie 08.08.04, 23:34
      Zastanawiam się, jaki jest sens umieszczania postu o takiej treści tu właśnie.
      Czyżbyś uważała osieroconych rodziców za specjalistów w dziedzinie cmentarnego
      savoir-vivre'u?... Uważam, że to nie na miejscu.



      PS. Bez zapowiedzi nie odwiedzam nawet przyjaciół.
      • ada296 Re: nie o dziecko chodzi ale poradzcie 08.08.04, 23:59
        wiesz Zorka
        pierwsza moja myśl była taka jak Twoja
        że na tym forum to raczej NIE
        ale potem pomyślałam: dlaczego nie ?


        skoro ktoś ma problem to pewnie trzeba pomóc
        wymienić doświadczenia i opinie

        odkąd wynaleziono telefony - dzwonię
        sama nie lubię odwiedzin bez zapowiedzi

        i nie lubię składać kondolencji
        pamiętam gdy mi je składano i pamiętam jaki to był koszmar
        ale kiedyś kolega się na mnie obraził za brak kondolencji

        teraz robię to inaczej
        dzwonię z pytaniem czy mogę w czymś pomóc i w rozmowie informuję, że jestem
        całym sercem bliziutko ale na cmentarzu nie podejdę
        nikt z moich znajomych się na mnie za to nie obraził

        pozdrawiam
        • odlipcadomarca Re: nie o dziecko chodzi ale poradzcie 09.08.04, 01:56
          Ja bym tez najpierw zadzwonila. Tu, gdzie mieszkam jest tez zwyczaj wysylania
          rodzinie zmarlego kwiatow do domu tak na 3-5 dni po pogrzebie - zeby dac wyraz,
          ze sie o tych ludziach pograzonych w smutku mysli, zeby ich podtrzymac na duchu
          chociaz takim gestem. W Polsce chyba sie tego nie robi, moze szkoda. Z moich
          wlasnyc, osobistych doswiadczen z pogrzebami i rola przyjaciol w takich
          okolicznosciach, musze przyznac, ze Ci naprawde sprawdzeni przyjaciele pierwsze
          o co nas pytali, to czy jestesmy OK z pieniedzmi. Wiem, ze to brzmi okropnie
          przyziemnie ale gdy sie bylo gdzies na dnie rozpaczy a na dodatek trzeba bylo
          wszystko zorganizowac i za wszystko zaplacic, taka troska o twarde realia byla
          dla nas duzo wieksza pomoca niz wspolne lzy z kimkolwiek. Dlatego ja np. bardzo
          bym docenila Twoja niechec do "naciagania" znajomej na koszt obiadu w czasie
          stypy ale ludzie sa rozni - moze bylo Jej przykro, ze nie przyszlas albo nie
          zrozumiala Twojego gestu. Dlatego pewnie lepiej najpierw zadzwonic i upewnic
          sie, czy chce sie z Toba zobaczyc. Jesli tak, poszlabym z kwiatkiem i nie
          siedziala zbyt dlugo. Dla Niej przychodza teraz najtrudniejsze dni. Przed
          pogrzebem jest duzo zalatwiania i organizowania, dopiero potem przychodzi
          pustka, cisza i faktyczna swiadomosc utraty.
          • ada296 Re: nie o dziecko chodzi ale poradzcie 09.08.04, 02:05
            a może trzeba zabrać ze sobą flaszkę wina
            i zobaczyć jak się będzie sytuacja rozwijać
            bo może trzeba stres odreagować
            ja moją koleżankę w dwa dni po pogrzebie ojca upiłam
            za jej zgodą
            potrzebowała tego
            przyszedł katz a potem normalne życie
    • js1809 Re: nie o dziecko chodzi ale poradzcie 09.08.04, 13:07
      pozwolicie ze troszke wytlumacze stanowisko utalii..
      wiecie dlaczego osmielila Was zapytac o odczucia po stracie kogos bliskiego? bo
      podobnie jak ja Utalia szukała forum strata kogos bliskiego ..i znalazła tylko
      to na którym osmieliła sie zapytac..
      a dlatego je podejrzewam znalazła ..ze podobnie jak ja ma małe dziecko ipewnie
      kiedys wpadło jej w oko takie forum..poniewaz teraz zmarł jej ktos chciala
      odnalezc forum o smierci o tych smutnych tematach..

      a wiecie dlaczego ja tu na Wasze forum trafiłam ? bo tez byłam na pogrzebie
      bliskiej osoby i czułam potrzebe odnalzec innych pogrązonych w bolu po stracie
      kogos..
      i znalazłam Was i Utalia znalazła Was i ..

      no mam nadzieje ze zrozumiecie ją..nie chciała Was obrazic tym pytaniem..
      a jesli znacie inne forum o żałobie to podajcie .prosze.
      js
      • utalia Re: nie o dziecko chodzi ale poradzcie 09.08.04, 13:25
        Dziewczyny ja bardzo przepraszam, jesli Was urazilam tym postem. Tak jak pisze
        js faktycznie jestem stala bywalczynia eDzieckowego forum od roku, poniewaz mam
        poltoraroczne dziecko. I odkad to forum odkrylam radze sie Was we wszelkich
        sprawach: np. jaka kuchnia gazowa, co trzeba napisac w podaniu o urlop, gdzie
        na wakacje. Sa to miele sprawy ale w zyciu jak wiecie sa i okropniejsze i
        tragiczne chwile. I moja znajoma wlasnie przechodzi takie chwile. Nie chce jej
        urazic, chce jej pomoc a nie wiem jak... Glupio wyszlo, ze jedna z Was Zorka
        (?) poczula sie potraktowana jako ekspert. Ja tylko nie chce aby znajomej bylo
        gorzej niz jest ale chce pomoc. Kogo mam zapytac kolezanke z pracy, ktora
        akurat ta sytuacja nic nie obchodzi?
        Dzisiaj zadzwonie za Wasza rada i ewentualnie sie spotkam i napisze jak bylo.
        Dziekuje za wszystkie rady i wybaczcie jesli chcac pomoc znajomej urazilam
        ktoras z Was. Utalia
    • agablues Re: nie o dziecko chodzi ale poradzcie 09.08.04, 14:47
      Ja nie wyobrażałam sobie, żeby ludzie podchodzili do nas i składali nam
      kondolencje. Dlatego chcieliśmy, by na pogrzebie byli tylko najbliżsi. Jeżeli
      zdecydowałabym się na większy pogrzeb, na nakrologu wydrukowałabym prośbę o
      nieskładanie kondolencji. Ale jeżeli przyjmowałabym kondolencje, a jakaś znajoma
      osoba obecna na pogrzebie, nie podeszłaby i nie powiedziała ani słowa ( czy po
      prostu nie podała ręki), czułabym się bardzo źle.
      Po pogrzebie wyjechaliśmy, a jak wróciliśmy - było różnie - jednych znajomych
      trzeba było informować, że można z nami rozmawiać, inni sami wiedzieli. Ludzie
      są bardzo różni, jedni potrzebują więcej czasu tylko dla siebie, inni nie
      potrzebują go wcale. Ja zdecydowanie wolę rozmowy, chocby nieporadne, niż
      milczenie i pomijanie bolesnego tematu. Owszem , jest on bolesny, ale ciągle
      żywy (!). Wydaje mi się, że najgorsze co może spotkać osobę po stracie, to
      poczucie pustki i osamotnienia, spotęgowane odsunięciem się znajomych "nie
      chcących dodatkowo ranić". Piszę celowo w ten sposób, bo pod tym płaszczykiem
      czasami kryje się usprawiedliwianie własnego strachu.
      Pozdrawiam Aga
      • agablues P.S 09.08.04, 14:51
        Tylko raz przyjechała do mnie osoba bez zapowiedzi - Jola. Generalnie nie lubię
        być w ten sposób zaskakiwana, do tego ma prawo rodzina i baardzo bliscy znajomi.
        Co do przyjęcia po pogrzebie - wydaje mi się, że takie sprawy należy uzgadniać
        przed pogrzebem - potwierdzać obecność lub nieobecność ( tak jak na inne przyjęcia).
        • utalia Re: P.S 09.08.04, 15:09
          Agablus... z Twojej wypowiedzi wynika, ze kazdy reaguje inaczej. W sumie moglam
          sie tego spodziewac. Co do obecnosci na stypie to wszyscy zebrani na cemntarzu
          po pogrzebie zostali poinformowani, ze sa zaproszeni na obiad. A osob bylo
          chyba z 300... stad te moje watpliwosci. Gdybym wczesniej zostala poinformowana
          to bym mogla to i wczesniej przemyslec. Dlatego Was o to pytam, ze nie
          chcialabym "tego tematu omijac" wlasnie nie skladalam kondolencji w sbote (w
          sobote ta byl pogrzeb)bo zdawalam sobie sprawe, ze przed i w trakcie pogrzebu
          jest ogromne zamieszanie a dopiero potem naprawde dochodzi do czlowieka smutna
          prawda. Dlatego wlsnie chcialabym znajoma odwiedzic, moze i nawet lepiej bez
          dzwonienia poniewaz w tej tragicznej dla niej sytuacji rozmowa przez telefon
          jest taka bezduszna, chyba zaryzykuje i wpadne. Jeszcze wczesniej czasami
          wpadalam bez zapowiedzi i bylam mile widziana. W domu jest u znajomej siostra,
          moze nim wejde dowiem sie od niej czy wchodzic dalej. A jak bede w domu to sama
          wytlumacze z tymi kondolencjami... jak myslicie?
          • melka_x Re: P.S 09.08.04, 15:53
            Utalio myślę, że w takich sytuacjach należy się dostosować do oczekiwań osób w
            żałobie. Tak jak napisała Aga, jeśli w nekrologu nie ma prośby o nieskładanie
            kondolencji, to powinno się je złożyć, podobnie nie powinno się odrzucać
            zaproszenia na stypę. Inna sprawa, że przy tylu osobach Twoja nieobecność
            mogła zostać niezauważona. Co do wizyty - najpierw zadzwoń, to że kiedyś
            wpadałaś bez zapowiedzi, nie oznacza, że teraz nie powinnaś zapytać, to 'teraz'
            może się bardzo różnić od tego 'kiedyś'. Powiedz, że chcesz się spotkać i
            dostosuj się z terminem i miejscem. Jeśli usłyszysz "nie ma sprawy, wpadaj
            kiedy chcesz" to faktycznie nie ma sprawy. Ale najpierw lepiej się jednak
            upewnij.
    • js1809 Re: nie o dziecko chodzi ale poradzcie 09.08.04, 16:01
      ja utalio bylam tez w ta sobote na pogrzebie ktory jak widzisz tak bardzo
      przezyłam ze tez zaczełam krązyc po tym forum..
      Miałam podobne dylematy..niejako moje 8 mczne dziecko wymusiło sytuacje,ze
      kondolencji nie mogłam złożyc bo musiałam szybko go nakarmic..
      ja osobiscie nie wyobrazam sobie otrzymywania kondolencji gdybym stracila
      męza ..ale te miały miejsce na tym pogrzebie..(w dodatku to była tragiczna
      smierc 25 letniego meza znajomej,który zginął tragicznie zostawiając nie tylko
      nas z pytaniem "dlaczego" ale i 11mczną córeczke..dlatego ja nieufnie podchodze
      do połowy zgromadzonych na pogrzebie podejrzewajac ze ludzie ci szukaja tu
      tylko sensacji chcąc zobaczyc młodą wdowe z dzieckiem)Dla mnie to bylo duze
      bolesne przezycie zegnajac czlowieka ktorego znalam i lubilam..chcialam byc w
      cieniu na pogrzebie..nie rzucac sie w oczy najblizszym zmarlego zeby nawet nie
      wywoływac dodatkowych przykrych skojarzen..
      ten wątek pomaga mi dojrzec do decyzji by również zadzwonic..bo wydawało mi sie
      ze ja bym nie chcuala po stracie męza zadnych kontaktów..
      byc moze po tych poradach na forum szybciej dojdzie do rozmowy..ale uwierzcie
      bardzo sie boimy zranic kogos kto juz zostal bardzo dotkniety czyjąs smiercia..
      wy wiecie to najlepiej..
      js
      • utalia Re: nie o dziecko chodzi ale poradzcie 09.08.04, 16:45
        Tyle porad a ja mam coraz wiekszy metlik w glowie i obawe, ze chcac dobrze
        moglam jednak urazic. Nie czytalam nekrologu, poniewaz o smierci meza i
        pogrzebie dowiedzialam sie od wlasnie tej znajomej. Wiec absolutnie nie mam
        pojecia czy sobie zyczyla tych kondolencji czy nie. Tez tak jak Melka chcialam
        byc w cieniu, na obiad nie poszlam poniewaz uwazalam, ze takie posilki sa dla
        osob, ktore przyjechaly na pogrzeb z daleka. Ja mieszkam blisko wiec nie
        chcialam jak wczesniej narazac na koszty. Czy moja obecnosc zostala
        niezauwazona nie wiem, poniewaz nie chce mi sie wierzyc ze wszystkie osoby
        poszly na ten obiad....Jedno wynika z tego na pewno. Powinnam wczesniej
        zadzwonic.!! Ale czy nie uwazacie, ze taka rozmowa przez telefon
        jest "bezduszna" i trudno ocenic co ta osoba tak naprawde by chciala?
        Agablus, napisalas w poprzednim mailu, ze byla jedna osoba ktora przyszla do
        Ciebie bez zapowiedzi? I byla to Jola. Jak mam to rozumiec, czy byl to ktos na
        tyle bliski, ze mogl sobie na to pozwolic czy wlasnie doceniasz to, ze jako
        jedyna tak po prostu wpadla?
        • agablues Re: nie o dziecko chodzi ale poradzcie 09.08.04, 17:26
          Jola, to mama Sylwii, forumowego Króliczka. Sylwia odeszła następnego nia po Igusi.
          Po prostu raz się zdarzyło, że przyjechała do mnie bez zapowiedzi. Ja akurat
          jestem taką osobą, że lubię "dołować" w samotności. Czyjaś obecność niejako
          zmusza mnie do tego, by wziąć się w garść i nie pozwalać sobie na rozpacz. I
          miałam też takie dni, że spałam do 13 - 14. I ciężko było w ogóle wstać. Chyba w
          takie dni nie życzyłabym sobie wizyt, zwłaszcza niezapowiedzianych. Ale może są
          też takie osoby, które tym bardziej potrzebują kogoś przy sobie, mimo niezbyt
          atrakcyjnego wygladu, rozmemłania.
          Rozmowa przez telefon wcale nie musi być bezduszna. Wydaje mi się, że jest nawet
          mniej krępująca dla obu stron. Ja z jedną bliską koleżanką rozmawiałam do 3 nad
          ranem. Nam było łatwiej wyjaśnić sobie nieporozumienia przez telefon.
          Po raz kolejny napiszę - nie ma gotowej recepty. Trzeba próbować wczuć się,
          wsłuchać. Zapewniam Cię, jeżeli koleżanka będzie widziała, że naprawdę chcesz
          jej pomóc i będzie potrzebowała tej pomocy - powie Ci czego oczekuje.
          Pozdrawiam Aga
          • utalia Re: nie o dziecko chodzi ale poradzcie 10.08.04, 00:00
            Dziewczyny! Jak pisze Agablues postaralam sie wyczuc co bedzie najlepiej. I
            jednak wybralam sie bez zapowiedzi. Drzwi otworzyla siostra znajomej, dzieki
            czemu moglam od razu zapytac o samopoczucie i czy wogole jest sens abym
            wchodzila, moze wystarcza pozdrowienia ode mnie. Jednak siostra zaprosila mnie
            do srodka twierdzac, ze jak najbardzej. I znajoma mysle, ze bardzo sie
            ucieszyla. Jest pewnie z tych osob, ktore wola zajac sie jakas praca, rozmowa
            czymkolwiek aby nie myslec. I tak tez bylo. Rozmawialysmy o zmarlym mezu, o
            roslinach w ogrodzie i wielu innych sprawach. Satralam sie aby wiedzial, ze
            moze swobodnie rozmawiac o czym chce. Jesli ma ochote poplakac to ja pociesze
            jesli chce abym ja rozbawiala aby mogla choc na chwile zapomniec, postaram sie
            o to. Zdaje sobie sprawe, ze na razie radzi sobie dobrze bo co ma zrobic
            innego. Ma chec dalej zyc a to mysle jest bardzo wazne. Choc nie jest to pewne,
            ze teraz to juz bedzie "z gorki". Pewnie jakis czas po pogrzebie byc jej coraz
            ciezej. Ale to pierwsze spotkanie juz za nami. Postarm sie ja jak najczesciej
            odwiedzac (o ile bedzie tego potrzebiwala) i wie ze moze oczekiwac ode mnie
            pomocy jesli zajdzie taka potrzeba. Sama przeprosilam, ze nie zlozylam
            kondolencji ale nie sadzilam aby to cos jej pomoglo ale moze bylo inaczej. Nie
            ukrywala, ze wogole na pogrzebie bylo jej wszystko jedno i tym samym czy ktos
            skladal kondolencje czy nie i kto. Jeszcze raz bardzo dziekuje za porady. I
            zycze aby i nad Waszymi glowami jak najszybciej zaswiecilo slonce choc nie
            jestem pewna czy ten zwrot pasuje. O wiele latwiej rozmawiac z osoba, ktora sie
            zna, mozna sie wczuc a z forumowiczkami o wiele trudniej. Pozdrawiam Utalia
Pełna wersja