utalia
08.08.04, 22:23
Wczoraj bylam na pogrzebie meza mojeje znajomej. Dlatego w tytule umiescilam,
ze to nie dziecko jest bohaterem tej historii. Po skonczonej ceremonii
wiekszosc osob podchodzila do wdowy i skladala kondolencje. Ja nie, poniewaz
uwazam ze to jest tylko niepotrzebne "rozmiekczanie" pograzonej w bolu osoby
juz i tak wykonczonej. Mowiac rozmiekczanie mam na mysli, ze te wszystkie
przytulania, usciski slowa jak bardzo wszyscy wspolczuja powoduja, ze bliscy
zmarlego rozklejaja sie kompletnie w miejscu publicznym i placza choc juz nie
maja sily choc moze woleliby usiasc w fotelu w domu. Ale tak naprawde do
konca nie wiem czy dobrze zrobilam? Czy moze to jakos podnosi na duchu? I
jeszcze jedno pytanie. Jutro zamierzam wpasc bez uprzedzenia aby zobaczyc jak
sie znajoma czuje, jak sobie radzi.... czy wypada, tzn czy nie za wczesnie,
czy moze woli siedziec tylko z rodzina i niekogo nie ogladac?
I jeszcze ostatnie pytranie, po pogrzebie znajoma zaprosila wszystkich
zebranych na obiad do restauracji. Osob bylo naprawde duzo. Ja nie poczuwalam
sie. Uznalam, ze niedaleko mam dom i obiad a otuchy moge dotrzymac kiedy
indziej. Nie ma sensu "naciagac" na koszty. Jak uwazacie taka stypa jakie ma
znaczenie dla bliskich zmarlego. Czy nie poczuje sie urazona, ze nie
przyszlam. Utalia