taki piękny sen...

30.08.04, 09:47
Dziś nad ranem przyśniła mi się Małgorzatka. Dziwny i piękny sen. Jak ten
poprzedni – pełen ciepła i radości. Może to wpływ wczorajszych rozmów o
zdjęciach Małgorzatki, a może to znak? W sumie to bez znaczenia. W tym śnie
zostawiłam ją na łóżeczku, ze świadomością że ona już nie żyje. Biedne
malutkie ciałko, takie jak to które widziałam po raz ostatni w inkubatorze. I
przyszłam do niej nad ranem, a ona siedziała i wołała radośnie „Mama!”. Miała
dwa latka, marchewkowe włosy związane w nierówne kucyki, bo na połowie głowy
jednak słabsze, ale były. Patrzyłam na nią z rozczuleniem, że włosy ma po
mnie, a orzechowe oczka po mężu. A ona śmiała się i śmiała i
zawołała: „bawimy się w Himalaje!”. Ja byłam wielką górą po której się
wspinała. Wtedy zauważyłam, że połowa jej ciałka jest bezwładna, ale jej to w
niczym nie przeszkadzało. Chwytała mnie rączką, odbijała się nóżką i już po
chwili obejmowała mnie tą jedną łapką za szyję. „Kocham cię Mamusiu” -
roześmiała mi się w ucho a ja się obudziłam. Pod powiekami miałam jeszcze to
moje marchewkowe, szczęśliwe cudo. Moja kruszynko, wygląda na to, że tam
gdzie jesteś, jesteś naprawdę szczęśliwa...

Jak pamiętacie bardzo mi to zalegało, że nie mam zdjęcia Małgorzatki, ale
wiedziałam, że w Instytucie były robione do dokumentacji medycznej. I (dzięki
kochanemu dr. Zwolińskiemu) dostałam je nowocześnie nagrane na CD. Obejrzałam
je raz, drugi... Moja pamięć wyretuszowała jej obraz. To co widziałam na
monitorze to było potwornie oszpecone dziecko. Wyglądała niczym potworek z
nieudanego eksperymentu, z połową ciałka tak bardzo zdeformowaną... Nie
przegrałam sobie tych zdjęć. Pomogło mi, że je widziałam, bo było mi łatwiej
żyć ze świadomością, że Małgorzatka nie miała żadnych szans na życie, ale nie
chciałam do nich wracać. A teraz ten sen... Pisałam wam o poprzednim? Miałam
ją na kolanach, taki malutki noworodkowy tłumoczek, i śpiewałam jej
kołysankę. A ona mi na tych kolanach rosła, rosła aż wreszcie zeskoczyła
roześmiana i wybiegła na dwór. Z taką minką jakby zrobiła mi najlepszy kawał.
Też miała jakieś dwa latka i też był to bardzo ciepły sen...

Chciałabym by i wam się takie piękne spotkania z waszymi dziećmi przyśniły...
Anka
    • ewamonika1 Re: taki piękny sen... 30.08.04, 10:02
      Aniu,
      Cieszę się razem z Tobą, że Małgorzatka przychodzi do Ciebie we śnie.
      ewa
    • iwona311 Re: taki piękny sen... 30.08.04, 10:18
      Cieszę się bardzo Aniu, że we śnie spotkałaś się ze swoją córeczką Małgorzatką
      czułaś jej obecność, dotyk chociaż przez te pare godzin byłyście razem.
      Ściskam cieplutko
      • zorka7 Re: taki piękny sen... 30.08.04, 10:36
        Dziękuję Ci za ten post. Jest pełen ciepła i spokoju.
        Ja wciąż czakam na taki sen - o szczegółach dotychczasowych snów lepiej nie
        będę pisać, bo są makabryczne.
        Duży sukces - przestały mi się śnić martwe dzieci. Najgorsze, że z początku
        śniłam tak też o Bartusiu. Koszmary...
        Ale teraz cisza. Może juz niedługo mała przyjdzie do mnie we śnie z
        uśmiechem?...
    • j0204 Re: taki piękny sen... 30.08.04, 12:13
      Aniu, Ty Kochana Mamo Małgorzatki.
      wiesz że myślę o Tobie, o Niej (dziś paląc lampeczki u Sylwuni myslałam o
      wszystkich naszych dzieciaczkach i gadałam sobie z nimi)

      Miałam bardzo piękny sen ja nadal czekam na taki.
      ściskam cię mocno
      • mharrison Re: taki piękny sen... 31.08.04, 10:20
        Cieszę się, że przyśniła Ci się Małgorzatka.

        A czy Małgorzatka ze szczytów Himalajów zamaszyście wywijała przypadkiem nie
        marchewkowym WARKOCZEM?

        Ściskam
Pełna wersja