coś na pokrzepienie...

13.09.04, 12:38
Znalazłam bardzo mądrą bajkę Andersena. Dla wszystkich smutnych mam -
przeczytajcie, pomyślcie i znajdźcie choć cień ukojenia dla waszego smutku...
dziecionline.pl/Biblioteka/Andersen/umarle_dziecko.htm
    • oyate Re: coś na pokrzepienie... 13.09.04, 12:46
      Piękna bajka.
      • natkaszczerbatka Re: coś na pokrzepienie... 13.09.04, 12:58
        Jest jeszcze Opowieść o Matce.
        www.choredziecko.republika.pl/literatura/literatura1.htm
        no i oczywiście Piotruś Pan.
        www.choredziecko.republika.pl/literatura/literatura3.htm
        • olab1 Re: coś na pokrzepienie... 13.09.04, 13:11
          Tak trudno mi dobrnąć do końca tej bajki...
          • jaroosi Re: coś na pokrzepienie... 13.09.04, 13:21
            Piekne...
            • agablues Re: coś na pokrzepienie... 13.09.04, 15:32
              Skąd on to wiedział?
              Bardzo prawdziwe te bajki.
              wiecie, jak okazało się, że Iga jest chora - dla mnie ona była jak Calineczka,
              tylko, że mi nie wyrosła z tulipana. I dopiero wtedy pomyślałam o matce, która
              została. Jak musiała się czuć kiedy zobaczyła, że nie ma już Calineczki...
    • j0204 Re: coś na pokrzepienie... 13.09.04, 14:25
      Obie bajki sa niesamowicie piękne i głębokie.
      czytając je, miałam wrażenie, ze juz to kiedyś "przerabiałam"
      Ile razy otarłam sie o śmierć Sylwi? ile razy walczyłam ze smiercią?
      W końcu wygrała, ale nie do końca.
    • agafa30 Re: coś na pokrzepienie... 13.09.04, 17:33
      piękne...ja nie mam innych dzieci,ale po śmierci Igusi chciałam zpostawić
      wszystkich pozostałych...marzyłam jedynie o tym,żeby mi się coś stało, i żeby
      wyciągnęli ją z grobu, i położyli mi ją w ramionach, i pochowali nas dwie..
      razem...na zawsze.
      • 1megan Re: coś na pokrzepienie... 13.09.04, 21:27
        To bardzo piękna przypowieść, ponadczasowa i niestety bardzo prawdziwa. Ja mam
        jeszcze starsze dziecko - Maćka 2 lata, 3mies. Jednak Marinkę kochałam jakby
        więcej, co nie oznacza że Maćka kochałam mniej. Po śmierci Mariny pragnęłam się
        tylko do niej przytulić i zasnąć z nią już na zawsze. Maciek pozostawał, gdzieś
        daleko w moich myslach, Marina była najważniejsza. Ale cały czas zdaję sobię
        sprawę, że jeżeli on odczuje brak mojego zainteresowania to wyrzadzę mu wielką
        krzywdę. Także ta swiadomość pozwala mi na nowo przybliżać się do niego i
        kochać wciąż równie mocno. Życzę Wam wszystkim siły.
    • olab1 Re: coś na pokrzepienie... 14.09.04, 09:29
      Cieszę się, że przeczytałyście te bajki. Cieszę się, że je znalazłam i Wam
      pomogłam je czytać. Dałam komuś kawałeczek dobra.
      Pozdrawiam Was serdecznie!
      Ola
Inne wątki na temat:
Pełna wersja