koszmarny dzien...

19.09.04, 13:39
Dziewczyny, prosze o dobre slowo jutro minie miesiac...odkad Piotrusia nie ma
z nami
strasznie mi dzis ciezko. Odstawilam lekarstwa i przez caly czas placze, nie
wiem jak sobie poradzic...glowa mnie boli, boze po co ja to pisze pewnie od
tego bedzie jeszcze gorzej....poplakalam sie dzis na Kubusiu Puchatku, kiedy
Krzys prosil Puchatka, zeby zawsze o nim pamietal...ile to jeszcze bedzie
trwac...chce dziecka a jednoczesnie wydaje mi sie ze bedzie tak jak w
Piotrusiu Panie - Piotrus przyleci a tu okno zamkniete i jakies inne dziecko
na jego miejscu...maz nie moze mnie juz zniesc...Irmina
    • anuteczek Re: koszmarny dzien... 19.09.04, 13:55
      Kochana,
      Przytulam bardzo, bardzo mocno...
      Pamietam o Piotrusiu i będę o Nim pamiętać...
      Irmino, pisz dużo, to bardzo pomaga, nawet jak Ci się wydaje, że post jest bez
      ładu i składu
      andzia
    • annall Re: koszmarny dzien... 19.09.04, 14:30
      Irminko!
      Przytulam Cię bardzo mocno i cieplutko. Nie wiem co jeszcze mogę dla Ciebie
      zrobić, po prostu pomodlę się za Was.
      Pozdrawiam Ania (mama 3 Aniołków i chorego Mateuszka).
      • j0204 Re: koszmarny dzien... 19.09.04, 16:40
        Irmino, myślę o Tobie i o Piotrusiu.
        to wszystko jest takie świerze i jeszcze bliskie. chyba nikt z nas nie wie,ile
        czasu bęzdie trwać taki stan. U nas zaczął sie 4 miesiąc, a strata Sylwuni boli
        tak bardzo jakby było to wczoraj.
        W miarę możliwości trzymaj się i pisz do nas.Jeśli chcesz mozesz do mnie pisac
        na priva.
        • mamaadama4 Re: koszmarny dzien... 19.09.04, 16:47
          Ja też ryczałam na tym fragmencie Kubusia Puchatka. Nie wyobrażałam sobie
          innego dziecka po Hance. Najgorszy był pierwszy rok - codziennie myślałam jak
          to było rok wczesniej o tej samej porze. I zdarzył sie Adaś - szczęśliwy
          przypadek. Długo by pisac o emocjach, które przez okres ciązy i po urodzeniu
          Adasia były we mnie. A teraz Adaś jest tutaj a Hanka dalej jest moja córką.
          • kartoflanka Re: koszmarny dzien... 20.09.04, 10:06
            Im dluzej Piotrusia nie ma tym bardziej mi sie wydaje, ze nie moge miec
            drugiego dziecka, zeby nie bylo "zamiast", zeby nie kalało pamieci Piotrusia
            (wiem jak to brzmi, ale cos takiego wlasnie mi sie kolacze po glowie). A z
            drugiej strony o niczym innym nie marze...Pewnie nastapi taki moment kiedy juz
            nie bede sie tak wstydzic, ze tego chce i zbiore sie na odwage.

            przy okazji: bardzo mi sie podobalo jak opisalas Hanke w watku o forumowych
            aniolkach.
            Irmina
    • monikamm Re: koszmarny dzien... 19.09.04, 21:50
      U mnie niby dwa miesiące, a to wciąż boli. Dziwne uczucie...
      Ściskam cię i całuję mocno
      Monika
    • alana5 Re: koszmarny dzien... 19.09.04, 21:59
      Może Ci to pomoże: pierwszy m-c po śmierci Bączka robiłam wiele planów i miałam
      dużo nadzieji, drugi-obwiniałam lekarzy i wszystkich dokoła, szczerze ich
      nienawidząc, trzeci m-c był chyba najtrudniejsz- byłam drażliwa i kąsałam jak
      osa warcząc na tego kto był najbliżej-mojego męża. On mnie zna, więc zapytał, o
      co tak naprawdę chodzi. A chodziło o wyrzuty sumienia. Byłam już pewna, że
      tylko ja jestem winna. Płakałam codziennie. To piekło też minęło.
      Wiem, że każdy innaczej uczy się żyć z żałobą, u mnie to tak wyglądało. Bo ten
      ból nie mija, my uczymy się go znosić.
      Trzymaj się dzielnie, ja o Tobie myślę.
      Alicja
      • kartoflanka Re: koszmarny dzien... 20.09.04, 09:59
        alana5 napisała:

        > Może Ci to pomoże: pierwszy m-c po śmierci Bączka robiłam wiele planów i
        miałam
        > dużo nadzieji,
        To ja to mialam przez pierwsze 2 tygodnie. moze tydzien - wyspalam sie i
        wydawalo mi sie ze nie bedzie tak zle...no i lekarstwa...
        drugi-obwiniałam lekarzy i wszystkich dokoła, szczerze ich
        > nienawidząc,
        Tego akurat u nas nie da sie zrobic, chociaz moze by pomogło...lekarze stawali
        na rzesach zeby Piotrusiowi pomoc...ech mam ochote na niecenzuralne, tak mnie
        to zycie wkurza!
        trzeci m-c był chyba najtrudniejsz- byłam drażliwa i kąsałam jak
        > osa warcząc na tego kto był najbliżej-mojego męża.
        Ta...zaczynam wlasnie trzecia faze...
        >On mnie zna, więc zapytał, o co tak naprawdę chodzi. A chodziło o wyrzuty
        sumienia. Byłam już pewna, że
        > tylko ja jestem winna. Płakałam codziennie. To piekło też minęło.
        Ja juz nawet nie mam poczucia winy. U mnie teraz jest etap potwornej tesknoty i
        bezsilnosci, bo chocbym stanela na uszach Piotrusia juz nie ma. To jest
        najgorsze. Bo w moim slowniku na pierwszym miejscu zawsze bylo
        napisane: "chciec to moc!" a teraz ta fraza poprostu sie na mnie cynicznie
        szczerzy i szydzi...

        dzieki za to co napisalas...troche pomoglo
    • wustyle Re: koszmarny dzien... 19.09.04, 22:15
      a dobre slowo od faceta moze byc?
      czasami tak jest ze na pewne rzeczy nie mamy wplywu chocbysmy zrobili wszystko jak najlepiej
      buddysci maja zwyczaj mawiac:
      bog ma zawsze cos lepszego dla Ciebie

      mi ta maksyma bardzo pomaga

      trzymaj sie

      sebastian - tata Laury
    • agablues Re: koszmarny dzien... 20.09.04, 09:17
      Irminko kochana, bardzo mocno przytulam.
      Mam nadzieję, że Piotruś zatroszczył się, żeby ten dzień nie był taki ciężki.
      A płakać chyba trzeba, jak się chce. Ja sobie tłumaczyłam, że ileś tam łez
      trzeba przelać, coś z nimi trzeba zrobić. Ja je wypłakuję od razu, nie trzymam
      ich, bo boję się w co mogą się zamienić ...
      Sciskam. Aniołki kochane, pomóżcie mamom...
      • mharrison Re: koszmarny dzien... 20.09.04, 09:41
        Irminko,
        Pamietam o Piotrusiu i ściskam Cię mocno
    • nemiki1 Re: koszmarny dzien... 20.09.04, 09:47
      Wiem, że moje słowa raczej dużo nie pomogą ale chciałabym żebyś wiedziała, że
      myślę o Tobie i Piotrusiu. Mam nadzieje, że dzisiaj już jest troszeczkę lepiej.
      • yen74 Re: koszmarny dzien... 20.09.04, 10:27
        Jestem, przytulam, modlę się...
    • 1megan Re: koszmarny dzien... 22.09.04, 14:23
      Irmino bardzo mi smutno razem z tobą, mojego maleństwa nie ma już miesiąc i
      tydzień. Tez mi ciężko także wiem co czujesz, rozumiem twoją rozpacz. Życzę ci
      dużo siły. Trzymaj się
      • zorka7 Re: koszmarny dzien... 22.09.04, 15:24
        Przytulam cię mocno i chcę jeszcze powiedzieć, że masz przepiękne imię!
    • 1maja ja 22.09.04, 17:42
      wiem, że nie powinno mnie tu być.
      zajrzałam jednak.
      przepraszam.

      jak tylko skończę pracę, o 18:00 lecę do domu, zamknę się gdzieś w moim małym
      Pawełkiem, żeby nic,.... nigdy, ....przenigdy.....
      ochrzaniłam go dziś przez telefon, bo dostał uwagę w szkole, głupio mi....
      prszepraszam jeszcze raz....

      pamiętam, jak siedziałam na schodach w szpitalu i darłam się na lekarza, że bez
      dziecka nigdzie nie wyjdę, że nie wolno im ......, że muszą........ I wyszliśmy
      razem, a teraz jest już dobrze.

    • aniao3 Re: koszmarny dzien... 22.09.04, 17:52
      Irmniko kochana, to dopiero miesiac... to tak jeszcze wszystko bolesne, tak
      straszne, jest za wczesnie bys mogla jakkolwiek sobie to ulozyc w sobie.
      U mnie bylo wiele lez i zalu i buntu nim dojrzalam do tego ze chce miec
      dziecko, nie erzac, nie zamiast tylko po prostu dziecko. Po jakichs czterech
      miesiacach bylam na to gotowa. Czasem to trwa dluzej.
      Badz dobra dla siebie.A gdy pojawi sie dzien ze nie bedzie ci zle, nie bedziesz
      plakac a nawet zaczniesz sie usmiechac - nie miej poczucia winy. Czerp sile do
      zycia z takich dni. Z czasem jest ich wiecej, choc tesknota i zal zawsze
      pozostaja
      Sciskam cie mocno
      anka
Inne wątki na temat:
Pełna wersja