anek.anek
01.10.04, 11:38
Proszę was o pomoc. W mojej rodzinie niedawno urodził się maluch z zespołem
Downa. Nie było żadnych badań prenantalnych (poza USG oczywiście), bo też
nikomu nie przyszło nawet do głowy, że może pojawić się jakikolwiek problem.
Rodzice dziecka są młodzi: po 25 lat. Nikt niebył na to przygotowany, dlatego
szok chyba tak ogromny.
Po narodzinach dziecka zapanowała w rodzinie totalna żałoba. Zastanawiam się
jak można pomóc, chyba przede wszystkim rodzicom. Sytuacja jest na tyle
trudna, że my niewiemy nawet jakiej płci jest dziecko. Dla dziadków dziecka
jest to ogromna tragedia, a może wstyd? niewiem, dość, że pojawiają się
teksty o samobójstwie (mam nadzieję, że nikogo to nie śmieszy), albo picie
przez teścia dziewczyny na umór. Nikt z najbliższej rodziny nie potrafi
podnieść się i psychicznie wesprzeć rodziców malucha, którzy są w amoku i
zupełnie nie wiedzą co zrobić. To nawet ciężko opisać co się w rodzinie teraz
dzieje. Największym dowodem dla mnie jak wielką jest to dla rodziny tragedią
są teksty w których lżą Boga, w którego do tej pory bardzo mocno wierzyli.
pojawiające się słowa o "wstydzie". Mama dziecka jest siostrą cioteczną
mojego "niemęża", dość blisko związaną z nami. Nie mieliśmy okazji po
narodzinach malucha rozmawiać, zresztą sami tego na razie unikamy. Bo po
prostu nie wiemy jak się zachować. Niestety nie wiem w jakim stopniu
zaawansowania choroby jest dziecko. Wiem tylko, że ma bardzo poważne problemy
z poruszaniem się, co może mi sugerować, że to jakiś wyższy stopień
zaawansowania Zespołu.
Chcielibyśmy pomóc młodym rodzicom, w jakikolwiek sposób ich wesprzeć.
Napiszcie co zrobić? Czekać aż się sami odezwą? Poczekać aż minie kolejnych
parę tygodni, aż chociaż trochę ochłoną? Wydaje mi się, że potrzebują
wsparcia już teraz, a niestety na swoich rodziców nie mogą liczyć, bo oni
sami są w tak ogromnym szoku (pierwszy wnuk/wnuczka). A może porozmawiać
właśnie z ciocią, żeby to ona, jako babcia wzięła się w garść i pomogła. NIe
wiem co robić, a czuję, że coś trzeba. Rodzina szalenie konserwatywna, więc
tym trudniej takie "sprawy" przychodzi jej zaakceptować. Co zrobić żeby nie
prawić banałów, tylko naprawde pomóc zobaczyć światełko w tunelu? Nie
chcielibyśmy się narzucać, ale z drugiej strony nie chcielibyśmy pozostawić
rodziców samych sobie. Co zrobić? I jak?