ayelet
14.10.04, 14:16
Nie wiem czy kojarzycie mnie czy nie? Co jakiś czas się dopytuje o sprawy
nowotworowe u dzieci. Boje się o synka, bo mój mąż ma teraz przezuty,
teściowa ma 3 nowotwory a bratanica męża tez niestety chora :(
Ciężko znaleźć cokolwiek na temat dziedziczenia i badań jakie się powinno
wykonać. W związku z tym po "omacku" zapisałam się prywatnie do profesora
onkologa na przyszły tydzień. Ale 2 tygodnie temu poszłam do lekarza, bo mały
przestał przybierać na wadze i trafiłam na lekarkę, która jest też onkologiem
dziecięcym i pracuje w szpitalu dziecięcym na onkologii. Powiedziała mi, że
wizyta u profesora bez sensu-nie jest pediatrą i nie zna się na nowotworach
dzieci. Robienie usg narządów wewnętrznych bez sensu-guz może wyjść albo nie.
Według pani doktor jedyne co można zrobić to wizyty raz na 1/2 roku i badanie
palpacyjne (oględzinowe?)
Jak myślcie czy to wystarczy???
Bo nie wiem czy iść z nim na to usg czy nie? To straszne, bo ilekroć płacze
czy nie może spać ja dopatruję sie najgorszego i niedługo się wykończę.
Czy ktoś po doświadczeniach nowotworowych mógłby mi coś podpowiedzieć?