Pomoc-nie pomoc?

28.10.04, 19:41
Wybaczcie, że zawracam głowę, ale przed chwila starłam się bardzo ostro z
pewną matką na forum "Nastolatki". Jej córka chce pracować z chorymi dziećmi
albo w hospicjum, po to żeby dostać dodatkowe punkty w rekrutacji do liceum.
Dla mnie taka postawa jest nie do przyjęcia, bo dziewczyna nie jest
zainteresowana pomocą, robi to tylko dla tych paru dodatkowych punktów.
Matka odpisała m.in. "że cel uświęca środki".
A teraz się zastanawiam - może lepsza taka pomoc niż żadna? Może lepiej, żeby
młoda dziewczyna, nawet z takich powodów pomogła, niż żeby nie pomogła wcale?
A z drugiej strony - czy będzie dobrą pomocą, jeśli nie chodzi jej wcale o
dzieci, ale o dostanie się do lepszego liceum?
    • zorka7 Re: Pomoc-nie pomoc? 28.10.04, 19:44
      Ja myślę, że jak zobaczy hospicjum, to zostanie w niej ten ślad do końca życia.
      O punktach juz za rok nie będzie pamiętała.
      • thaures Re: Pomoc-nie pomoc? 28.10.04, 19:50
        Nie wydaje mi się, żeby to był zły pomysł.A na pewno ją czegoś nauczy. Chyba
        niepotrzebnie się ściełaś z jej matką!
        • thaures Re: Pomoc-nie pomoc? 28.10.04, 19:52
          Poza tym skąd wiesz,że jej chodzi "tylko" o punkty?
          • verdana Re: Pomoc-nie pomoc? 28.10.04, 19:57
            Bo matka tak napisała - chodzi tylko o 20 punktów do liceum. Zdaje się, ze gdy
            dowiedziała się, że z punktów nici, zrezygnowała z pomysłu.
            • malomi Re: Pomoc-nie pomoc? 28.10.04, 20:06

              Dzieciom w hospicjum potrzebne jest przede wszystkich otawrte i ciepłe serce.
              Jeżeli ktoś z góry kalkuluje opłacalność wolontariatu, takiego serca nie ma.
              Przykro byłoby gdyby ta dziewczyna swoim zachowaniem wyrządziła komuś krzywde,
              dzieciom lub rodzicom.
              Wolontariat jest z potrzeby serca a nie z potrzeby zapewnienia sobie lepszej
              przyszłości.I nieprawdą jest to że cel uświęca środki...nie kosztem uczuć i
              emocji innych ludzi.
              • verdana Re: Pomoc-nie pomoc? 28.10.04, 20:50
                No własnie, tak mi sie też wydaje...
              • vitalia Re: Pomoc-nie pomoc? 28.10.04, 20:52
                Tak sobie myślę...że powinna spróbować. Podeszła do tematu... hmmmm w
                potrzebie.Ale niech ją życie czegoś nauczy.Jeśli nie ma wyższych uczuć to jest
                możliwość że się w niej rozwiną.A jeśli nie, to zostanie na zawsze
                okaleczona.Ale po wypowiedziach matki widać skąd biorą się takie pomysły..Nie
                daleko padło jabłko od jabłoni.
                • lenka70 Re: Pomoc-nie pomoc? 28.10.04, 23:24
                  ale, może tak będzie jak pisze vitalia, że to szansa dla tej dziewczyny, jedyna
                  okazja, zeby spróbować pochylic sie nad kimś... pomóc. Pewnie miała różne
                  mozliwości do wyboru, aby zdobyc punkty...wybrała wolontariat. To już coś.
                  Spotka tam ludzi z powołaniem, zobaczy ich zaangazowanie, zobaczy cierpienie,
                  ból, smutek, choroby, miłośc, poświęcenie, troskę. To będzie dla niej
                  przykład...może skorzysta. mam nadzieję.
              • mamaadama4 Re: Pomoc-nie pomoc? 28.10.04, 21:46
                Nie jest tak, że ktos z ulicy wchodzi do hospicjum, mówi, że chce pomóc i od
                razu zaczyna. Taka osoba poddawana jest weryfikacji. Poza tym - np w hospicjum
                w Krakowie są wolontariusze, którzy pracuja na rzecz hospicjum nie stykając sie
                bezposrednio z chorymi. Pomagaja w zbiórkach pieniędzy, akcjach na rzecz
                hospicjum itd.
                Dlatego spokojnie, nikt na zywioł nastolatki nie puści. A poza tym jej sie może
                wydawać, że to bułka z masłem. Mamusia tez pewnie nie ma o hospicjum pojęcia.
                Niemądrych nie sieja, sami się rodzą.)))
    • melka_x Re: Pomoc-nie pomoc? 29.10.04, 10:07
      Mam mieszane uczucia. Rozumiem doskonale Verdanę, ale z drugiej strony
      wolantariat może uwrażliwić na wiele spraw, nawet jak początkowa motywacja
      jest... no tego;)... same wiecie. Jako nastolatka pracowałam jako
      wolantariuszka ze starszymi, samotnymi ludźmi. Ot takie drobne sprawy jak
      trochę posprzątać, zrobić zakupy, poczytać itd. i moja motywacja chyba też nie
      była do końca czysta, nie chodziło co prawda o punkty ani żadne doraźne
      korzyści, ale chyba nie od razu to była potrzeba serca. A w sumie dobrze się
      stało. A że córka myśli tylko o punktach? No a o czym ma myśleć jak ma taką
      matkę? Może więc ten wolantariat nauczył by ją tego, czego nie są w stanie
      nauczyć jej rodzice?
      • moniola Re: Pomoc-nie pomoc? 29.10.04, 22:16
        Ja też chciałam tutaj dorzucić pare groszy - chociaż jestem z Wami tylko
        jako "ta czytająco-płacząca" ale chyba teraz mogę pare słów. Jako 18-letnia
        małolata pojechałam z koleżanką do ośrodka pomocy dzieciom niepełnosprawnym
        tylko z ciekawości( głupia jakaś czy co.....)i wiecie co- po godzinie pobytu -
        zostałam, całe zimowe ferie i jeszcze dużo dużo dłużej....2 miesiące przed
        matura poprosili nawet o opiekę nad grupą dzieciaków bo akurat były jakieś
        okropne braki w personelu ( to chyba znaczyło że darzyli mnie zaufaniem, co?),
        tak więc wracając do tematu Verdany - zgadzam sie że pomoc nie z woli serca to
        raczej nie pomoc ale .....to przeciez młoda dziewucha,jej poglądy na życie
        mogły się jeszcze nie ukształtować no i nie wiemy jak jej serce zagra, kto wie-
        może zagra gorącą chęcia pomocy...(wbrew myślom jej matki że to tylko o jakieś
        profity) Pozdrawiam Was wszystkie i mocno całuję w czółka, Monia
Inne wątki na temat:
Pełna wersja