Czy moge cos powiedziec - dlugie

05.12.04, 23:13
Witajcie
Czytam Wasze forum od jakiegos czasu i odwazylam sie cos od siebie napisac.
Nie dotknela mnie osobiscie strata czy choroba dziecka, nie mam nawet jeszcze
swoich dzieci, ale dotknela bliska mi osobe i za Jej sprawa trafilam na to
forum. Podziwiam Was za wsparcie jakie dajecie sobie nawzajem, za odwage z
jaka stawiacie czola kazdemu kolejnemu dniu, bo to jest odwaga, choc wiele z
Was pisze, ze wcale nie jestescie dzielne, ze zmagacie sie ze strachem i
bolem w kazdej minucie, ale to wlasnie jest odwaga, ta najprawdziwsza z
mozliwych, bo nie boja sie tylko glupcy, tak mysle.
Mam taka refleksje: piszecie dosyc czesto o ludziach, ktorzy Was otaczaja,
rodzinie blizszej i dalszej, przyjaciolach, znajomych. Wiele z Was ma do nich
zal, ze nie zachowuja sie w stosunku do Was tak jak byscie tego oczekiwaly
czy potrzebowaly.
Ja jestem po tej drugiej stronie barykady i jezeli moge chcialam cos od
siebie napisac. Nie potrafie sobie wyobrazic co sie czuje w sytuacji jakiej
jest wiele z Was, bo nie mozna zrozumiec kogos, tak naprawde zrozumiec, nie
bedac w „jego butach”. Ale to nie znaczy, ze nas czyjas tragedia nie dotyka,
ze nie czujemy smutku, zalu, ze nie chcemy pomoc. Czasami po prostu nie wiemy
jak pomoc, czujemy sie nieporadni kiedy przychodzi do wyrazania wspolczucia,
czy wyrazania czegokolwiek, bo niestety, niestety nikt nas tego nie uczy.
Jestesmy spoleczenstwem w ktorym do niedawna o wielu rzeczach sie zwyczajnie
nie rozmawialo. Wiec nie wiemy jak sie to robi, wiec w obliczu czyjejs
tragedii stajemy sie bezradni i coz, czesto nie mowimy nic bo wydaje nam sie
ze tak moze bedzie lepiej. A z drugiej strony osoba, ktora nieszczescie
spotkalo nierzadko na uzytek innych pokazuje „spokojna” twarz i wtedy
myslimy, ze moze rzeczywiscie lepiej juz sobie radzi, wiec kierujemy rozmowe
na bezpieczne tory czyli gadamy o bzdetach i kolo sie zamyka.
Teraz juz wiem, ze lepiej jest rozmawiac o tym co dana osobe spotkalo, chocby
szlo to nieporadnie na poczatku, niz udawac ze nie ma tematu, ale uwierzcie
mi, ze nie wszyscy potrafia sobie z tym poradzic i mysle, ze nie wynika to z
tego, ze jestesmy bezmyslni, nieczuli czy okrutni tylko z tego, ze jestesmy
po prostu tylko ludzmi. Ja wiem, ze strach nikogo nie tlumaczy ale prosze,
nie oceniajcie nas tak surowo. Sama wiem ile kosztowalo mnie podniesienie
sluchawki telefonu i wykrecenie numeru do mojej kuzynki, kiedy Jej dzieci
umarly. Nie wiedzialam co Jej powiedziec, nie wiedzialam jak wyrazic moj
smutek i do tej pory zastanawiam sie czy nie powiedzialam czegos, co moglo Ja
urazic, bo czasami czlowiek ma szczere intencje a wyjdzie jak slon w skladzie
porcelany.
Mieszkam za granica i tutaj do tych spraw podchodzi sie troche inaczej, jest
cala masa grup wsparcia, wiecej sie rozmawia na trudne tematy wiec moze
dlatego ludzie zachowuja sie inaczej w takich sytuacjach. W Polsce to
wszystko jeszcze raczkuje, trzeba na to czasu, dlatego jest jak jest, ale to
nie oznacza ze ludzie Was otaczajacy sa obojetni na Wasza tragedie, pomijam
tu oczywiscie przypadki ewidentenej glupoty czy bezmyslnosc, ale tego nie
uniknie sie nigdzie. To chyba jest swego rodzaju sprzezenie zwrotne. Osoba,
ktora cierpi, stara sie tego cierpienia nie okazywac, a osoba „z zewnatrz”
nie wie jak sie zachowac wiec nie pyta i tak sie mijamy. Zwykle nie ma w tym
konkretnej winy zadnej ze stron, a daje o sobie znac nasza nieumiejetnosc
rozmawiania ze soba.
Dlatego dobrze, ze powstaja takie miejsca jak to forum, ze czytam o probach
stworzenia grup wsparcia, ze pojawiaja sie artykuly w gazetach, bo to pozwoli
przerwac ogolne milczenie i pomoze wielu ludziom, po obu stronach „barykady”.
Mam nadzieje, ze nie urazilam nikogo tym postem, jezeli tak sie stalo – z
gory przepraszam. Jestem z Wami calym sercem.
    • mamainiania Re: Czy moge cos powiedziec - dlugie 06.12.04, 00:00
      Witaj, masz rację w tym co piszesz, że nie umiemy rozmawiać i nie potrafimy się
      zachować bo nikt nas tego nie uczy...Jak dowiedziałam się że mój Pawełek ma
      Zespół Westa i cytomegalię zadzwoniłam do swojej mamy. Szukałam pocieszenia a
      wiesz co usłyszałam? " chyba nikomu o tym nie powiesz?" Doznałam szoku!!!!!!!
      Zamiast słów pocieszenia od razu próba zatajenia prawdy i jakby wstyd, że mam
      chore dziecko (drgie zresztą). Mieszkamy na wsi, więc może taka mentalność jest
      tu czymś normalnym, ale dla mnie jest to szokujące. Jet tak dlatego, że do tej
      pory ludzie kryli się ze swoimi chorobami a już padaczka była chyba na wśizg
      bardziej wstydliwa niż posiadanie wesz! ( przepraszam za to porównanie, ale tak
      jest).
      Jak umierał ktoś bliski to nikt tu nie przytulał sąsiadki i nie mówił jej że
      jest mu przykro tylko stał i biernir patrzył...Mój Arturek ma teraz 7 lat i
      przeżył już stratę dwóch dziadków. Jak zmarł dziadek jego kolegi pytał mie czy
      powinien z nim o tym porozmawiać. I wiesz co? nawet nie wiedziałm że dzieci są
      takie mądre w takich sytuacjach...nie mówiłam mu co ma powiedzieć a on sam
      powiedział że jest mu przykro z tego powodu i wie co może czuć teraz Krzyś bo
      sam przeżył stratę dziadka a nawet dwóch. Powiedział też że zawsze mogą o tym
      pogadać jak tylko Krzyś bedzie miał na to ochotę. To było takie naturalne.
      Myślę, że to obyczaje panujące w naszych domach powodują, że czujemy lęk przed
      takimi sytuacjami.
      Pozdrawiam - Agnieszka
      • ladyhawke12 Re: Czy moge cos powiedziec - dlugie 06.12.04, 07:04
        To fakt ze nie wiadomo jak sie zachowac, ale jeszcze gorsze jest swiadome,
        udawoanie ze nic sie nie stalo. Tak jest w moim przypadku, moi rodzice nie moga
        zrozumiec ze cierpienie trwa nadal ze nie przechodzi sie do pozadku dziennego,
        ze kogos juz nie ma. Sobota 18 urodziny Agnieszki, i moja mama wyjechala z
        tekstem o Agi koledze, i jak tam Tomek, Adze myslalam ze serce peknie, niedawno
        stracila chlopaka, nagle go jej zabraklo. Cierpimy nie mogac sie pogodzic z tym
        faktem, straralam sie jak tylko moglam aby Adze nachwile ulzyc, a tu bach taki
        tekst, tylko dlatego ze Tomek idzie z Aga na studniowke , nie idzie sie tam
        bawic tylko pobyc chwilke. Nie wiem jak mam postapic, bo boje sie ze powiem cos
        strasznego, ale serce krzyczy ze smutku i ze zlosci, po co.
        • mamainiania Re: Czy moge cos powiedziec - dlugie 06.12.04, 10:22
          Witajce, wiem że to co teraz napiszę każda z Was już może słyszała, ale dla
          mnie najbezpieczniejsze w trudnych i niezręcznych dla mnie sytuacjach jest
          powiedzenie prawdy...brzmi ona zwylke tak: " nie wiem co teraz czujesz i jak
          wielka jest twoja rozpacz bo nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji, ale
          mogę jedynie powiedzieć że jet mi bardzo przykro że akurat ciebie to spotkało.
          Jeśli potrzebujesz jakiejś pomocy to powiedz a razem jakoś może sobie
          poradzimy..." Wiem że to może banalne, ale chyba najbezpieczniejsze powiedzenie
          w trudnych chwilach...inaczej jest kiedy przeszliśmy przez to co przechodzi
          dana osoba i wtedy można nawet powiedzieć że wiemy co może czuć, bo sami przez
          to przeszliśmy. Nigdy nie mówię że wiem co ktoś czuje bo to bzdura - nikt tego
          nie wie.
          A może macie jeszcze inne recepty na bezpieczne okazywanie zainteresowania
          osobie zrozpaczonej po jakiejś tragedii?Piszcie, wszystko to jest zawsze bardzo
          pomocne.
          Pozdrawiam - Agnieszka
    • agafa30 Re: Czy moge cos powiedziec - dlugie 06.12.04, 15:03
      dziekuję za ten post, być może zrozumiem teraz zachowanie osób "po drugiej
      stronie barykady"...
      • ewa5005 Re: Czy moge cos powiedziec - dlugie 06.12.04, 18:26
        bardzo fajnie,że taki post się ukazał.
        Ja myślę,że zawsze nim kogoś ocenimy musimy spojrzeć na siebie sprzed tragedi
        i szczerze sobie powiedzieć; co ja bym powiedziała komuś w takiej sytuacji?
        czym umiałabym zadzwonić i powiedzieć,że mi przykro? czy nie pocieszałabym,że
        przecież możesz jeszcze mieć dzieci?
        No i druga sprawa,że czasem niestety musimy zrobić pierwszy krok i szczerze
        powiedzieć: chcę o tym rozmawiać albo nie chcę do tego wracać itd, określić
        swoje oczekiwania.
        Oczwiście wciaz podtrzymuje moje narzekania na pewne zachowania bo uważam ,że
        nie wszystko można usprawiedliwić.
        pozdrawiam
    • troll30 Re: Czy moge cos powiedziec - dlugie 06.12.04, 22:39
      Dziekuje za Wasze odpowiedzi. Tak to juz jest, ze dopoki sie czegos na wlasnej
      skorze nie doswiadczy, nie bedzie sie w stanie drugiej osoby zrozumiec. Mysle,
      ze wiekszosc z Was, zanim dotknelo Was nieszczescie, tez moglaby miec klopot z
      wczuciem sie w polozenie innej osoby. Nie oznacza to ze jestemy niewrazliwi,
      ale ze jestesmy, jak juz wczesniej pisalam, tylko ludzmi i niekoniecznie zawsze
      wychodzi nam zachowanie adekwatne do sytuacji. Zaznaczam, ze nie mowie tu o
      przypadkach ewidentnej znieczulicy. Po prostu nie kazdy wychowal sie w domu
      cieplym, serdecznym, w ktorym czlonkowie rodziny okazywali sobie swoje uczucia.
      I takiej osobie jest potem bardzo trudno wykrztusic przez scisniete gardlo
      nawet banalne "przykro mi". Zamiast tego stoi dretwa i stara sie rozmowa o
      bzdetach pokryc swoja nieporadnosc czy nieumiejetnosc wyrazenia tego co czuje.
      Coz, miejmy nadzieje, ze to sie bedzie powoli zmieniac i jakos roznymi drogami
      nauczymy sie ze soba rozmawiac. Wazne jest to co napisala Ewa5005. Czesto
      blokade przelamuje rozpoczecie rozmowy na konkretny temat przez Was. Jestem
      przekonana,ze 99% ludzi zareaguje pozytywnie. Bo oni w wiekszosci przypadkow
      mysla, ze skoro Wy nic nie mowicie to moze lepiej nie ruszac tematu , zeby nie
      rozdrapywac ran. Ja tez tak myslalam przez dlugi czas.
      Co do pocieszania, ze beda jeszcze inne dzieci, hmm..., czasami mysle,ze to
      jakis taki naturalny odruch, bo naturalnym wydaje sie, ze chcemy kogos
      pocieszyc i taki rodzaj pocieszenia wydaje sie byc najlepszy, bo przeciez z
      calego serca chcemy temu komus zyczyc zdrowych dzieci i dodac mu otuchy, a ze
      okazuje sie to rzutem jak kula w plot..., coz nikt z nas nie jest doskonaly.
      Sciskam i pozdrawiam Was serdecznie.
Pełna wersja