troll30
05.12.04, 23:13
Witajcie
Czytam Wasze forum od jakiegos czasu i odwazylam sie cos od siebie napisac.
Nie dotknela mnie osobiscie strata czy choroba dziecka, nie mam nawet jeszcze
swoich dzieci, ale dotknela bliska mi osobe i za Jej sprawa trafilam na to
forum. Podziwiam Was za wsparcie jakie dajecie sobie nawzajem, za odwage z
jaka stawiacie czola kazdemu kolejnemu dniu, bo to jest odwaga, choc wiele z
Was pisze, ze wcale nie jestescie dzielne, ze zmagacie sie ze strachem i
bolem w kazdej minucie, ale to wlasnie jest odwaga, ta najprawdziwsza z
mozliwych, bo nie boja sie tylko glupcy, tak mysle.
Mam taka refleksje: piszecie dosyc czesto o ludziach, ktorzy Was otaczaja,
rodzinie blizszej i dalszej, przyjaciolach, znajomych. Wiele z Was ma do nich
zal, ze nie zachowuja sie w stosunku do Was tak jak byscie tego oczekiwaly
czy potrzebowaly.
Ja jestem po tej drugiej stronie barykady i jezeli moge chcialam cos od
siebie napisac. Nie potrafie sobie wyobrazic co sie czuje w sytuacji jakiej
jest wiele z Was, bo nie mozna zrozumiec kogos, tak naprawde zrozumiec, nie
bedac w „jego butach”. Ale to nie znaczy, ze nas czyjas tragedia nie dotyka,
ze nie czujemy smutku, zalu, ze nie chcemy pomoc. Czasami po prostu nie wiemy
jak pomoc, czujemy sie nieporadni kiedy przychodzi do wyrazania wspolczucia,
czy wyrazania czegokolwiek, bo niestety, niestety nikt nas tego nie uczy.
Jestesmy spoleczenstwem w ktorym do niedawna o wielu rzeczach sie zwyczajnie
nie rozmawialo. Wiec nie wiemy jak sie to robi, wiec w obliczu czyjejs
tragedii stajemy sie bezradni i coz, czesto nie mowimy nic bo wydaje nam sie
ze tak moze bedzie lepiej. A z drugiej strony osoba, ktora nieszczescie
spotkalo nierzadko na uzytek innych pokazuje „spokojna” twarz i wtedy
myslimy, ze moze rzeczywiscie lepiej juz sobie radzi, wiec kierujemy rozmowe
na bezpieczne tory czyli gadamy o bzdetach i kolo sie zamyka.
Teraz juz wiem, ze lepiej jest rozmawiac o tym co dana osobe spotkalo, chocby
szlo to nieporadnie na poczatku, niz udawac ze nie ma tematu, ale uwierzcie
mi, ze nie wszyscy potrafia sobie z tym poradzic i mysle, ze nie wynika to z
tego, ze jestesmy bezmyslni, nieczuli czy okrutni tylko z tego, ze jestesmy
po prostu tylko ludzmi. Ja wiem, ze strach nikogo nie tlumaczy ale prosze,
nie oceniajcie nas tak surowo. Sama wiem ile kosztowalo mnie podniesienie
sluchawki telefonu i wykrecenie numeru do mojej kuzynki, kiedy Jej dzieci
umarly. Nie wiedzialam co Jej powiedziec, nie wiedzialam jak wyrazic moj
smutek i do tej pory zastanawiam sie czy nie powiedzialam czegos, co moglo Ja
urazic, bo czasami czlowiek ma szczere intencje a wyjdzie jak slon w skladzie
porcelany.
Mieszkam za granica i tutaj do tych spraw podchodzi sie troche inaczej, jest
cala masa grup wsparcia, wiecej sie rozmawia na trudne tematy wiec moze
dlatego ludzie zachowuja sie inaczej w takich sytuacjach. W Polsce to
wszystko jeszcze raczkuje, trzeba na to czasu, dlatego jest jak jest, ale to
nie oznacza ze ludzie Was otaczajacy sa obojetni na Wasza tragedie, pomijam
tu oczywiscie przypadki ewidentenej glupoty czy bezmyslnosc, ale tego nie
uniknie sie nigdzie. To chyba jest swego rodzaju sprzezenie zwrotne. Osoba,
ktora cierpi, stara sie tego cierpienia nie okazywac, a osoba „z zewnatrz”
nie wie jak sie zachowac wiec nie pyta i tak sie mijamy. Zwykle nie ma w tym
konkretnej winy zadnej ze stron, a daje o sobie znac nasza nieumiejetnosc
rozmawiania ze soba.
Dlatego dobrze, ze powstaja takie miejsca jak to forum, ze czytam o probach
stworzenia grup wsparcia, ze pojawiaja sie artykuly w gazetach, bo to pozwoli
przerwac ogolne milczenie i pomoze wielu ludziom, po obu stronach „barykady”.
Mam nadzieje, ze nie urazilam nikogo tym postem, jezeli tak sie stalo – z
gory przepraszam. Jestem z Wami calym sercem.