natafelka Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 19.12.04, 20:35 Będąc w szpitalu, po porodzie, moja siostra usłyszała z ust położnej, która asystowała przy narodzinach jej córeczki z nóżkami końsko-szpotawymi: "W najgorszym wypadku nie będzie chodzić". Odpowiedz Link
lunale Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 21.12.04, 03:59 wiedziałam,że moje dziecko nie ma szans, ze kwestia było tylko to, czy przeżyje poród czy nie, chciałam, żeby przeżyło i modliłam sie o to z wszystkich sił, chciałam,żeby zyło choc tyle, by położna mogła zdażyc go ochrzcić, dlatego nie zgodziłam sie na przyśpieszenie porodu w 24 tyg ciąży (wtedy sie dowiedziałam...)To było dla mnie najważniejsze. Chciałam wiedzieć jakie imię mam wybrać (intuicyjnie czułam, że to chłopiec), na początku 9 msc poprosiłam lekarza, podczas kontrolnego badania USG, żeby upewnił mnie, że to chłopiec, a on na to: i po co to! trzeba to było juz dawno zakończyć, to będzie bardzo ciężki poród, a wszystko skończy sie tylko pani choroba psychiczną! ...a MY...poradziliśmy sobie...poród nie był trudny, Michaś przeżył, został ochrzczony i miał nawet tyle sił, by istnieć na tym świecie jeszcze prawie dwie godziny, na złość owemu lekarzowi, który dziwnym trafem był przy porodzie...chyba mu to coś dało do myślenia Odpowiedz Link
aqua696 Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 22.12.04, 06:11 Kiedy dzis slysze jak ktos mowi o moim synu downa to krew nie zalewa owszem ma zespol ale to nie jest roslina to dziecko ktore slyszy rozumie mowi, dokladnie wie ze ma zespol downa i sam rowniez mowi " mam zespol downa" Kiedy jais lekarz mowi te dzieci , lub bo downy to mowie prosze powiedziec to jemu----a niejednokrotnie odpowiedz mojego syna jest =ja ma zespol downa a ty co masz? Odpowiedz Link
mama_kakaszka Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 01.01.05, 23:41 Witam! Na wstępie życzę wszystkim pokoju myśli w Nowym Roku. Słowa, które usłyszałam, a wolałabym nie usłyszeć, nie dotyczyły mnie, a młodej mamy Agnieszki, która urodziła w 7 m-cu córeczkę, a z którą leżałam na oddziale kiedy jeszcze byłam w ciąży. Jej malutka urodziła się z wadą nerek, odeszła kiedy jej stan się poprawił i pojawił się mocz w czwartej dobie życia. Widziałam ją z daleka przez szybę jak leży w inkubatorku iu widziałam Agnieszkę z mężem jak chodzą do niej i widziałam rozpacz Agnieszki kiedy lekarz powiedział: "może pani jutro wziąć wypis, ja o 20 zanotowałem zgon", Boże jak ona płakała, później słyszałam jak dzwoniła do męża i słowa te powtórzyła i widziałam jak w środku nocy zabierał ją do domu bo nie było już sensu. Wolałabym o tym nie wiedzieć. I chociaż jestem najszczęśliwszą mamą na świecie, to czasem gdy mi gorzej zaglądam do was i moje problemy jakby same się rozwiązywały, wstyd może ale jakbym czerpałą z Was siłę, a jednocześnie trzymama za Was kciuki i myślę o Was i Waszych dzieciach. Dzisiaj pozwoliłam zabrać głos tutaj i mam nadzieję, że mnie nie przegonicie. Chciałabym żeby Agnieszka tu zaglądała i wiedziałą, że ja też pamiętam jej malutką i często o niej myślę. Mój Łukaszek jest rówieśnikiem jej Aniołka, urodził się w lutym 2003 w Olsztynie w Szpitalu Wojewódzkim. Odpowiedz Link
marijohanna Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 02.01.05, 01:24 wybudzono mnie po operacji. nie wiedzialam w pierwszej chwili co sie dzieje, gdzie sie znajduje. zrobilo mi sie niedobrze, ktos przy mojej twarzy cos "majstrowal", zwymiotowalam.. osoba ta krzyknela: "co za K....WA!! zrzygala mi sie na rece!". na szczescie stracilam znow przytomnosc. Zatrzymaj sie w biegu.... Odpowiedz Link
eleanorrigby Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 02.01.05, 14:28 Moj 2-letni synek,dotychczas zdrowy,nagle przewrocil sie na podloge i dostal drgawek.Przerazeni wezwalismy pogotowie.Lekarka zdecydowala,ze zabiora malego do Prokocimia (szpital uniwersytecki w Krakowie),pozwolila jechac mezowi z synkiem,chcialam tez jechac,ale musialabym zabrac 3 miesieczna siostrzyczke Kubusia-na co zaloga karetki sie nie zgodzila.Wsiadlam w samochod,pojechalam za nimi...na izbie przyjec pani doktor zapytala "A pani po co tu przyjechala z tym dzieckiem?".Nic nam nie wyjasniono,tylko kazano zostawic Kube na obserwacji.Zastanawilam sie,czy sie zgodzic,wtedy lekarz zaczal mnie straszyc,ze Kuba moze miec wylew,obrzek mozgu itp.Zapytalam,czy w takim razie zrobia mu tomografie -a na to lekarz "nie widze wskazan".Nie moglam zostac z Kuba,bo byla wtedy epidemia grypy.Kiedy go zostawialam, zobaczylam,ze bedzie lezal w otwartym lozeczku,wiec powiedzialm,ze boje sie,czy nie wypadnie.Na to pielegniarka "niech sie pani nie boi,przywiazemy mu raczki do lozeczka"... Wiecie,minelo juz 8 lat,a kiedy to pisze,trzesa mi sie rece i mam lzy w oczach Kasia P.S Po 3 dniach wypisalismy Kube na wlasna prosbe i okazalo sie,ze wlasnie w szpitalu zarazil sie grypa..od chorego personelu... Odpowiedz Link
dziunia32 Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 02.01.05, 15:06 Kiedy w pierwszej ciazy grozilo mi poronienie i lezalam w szpitalu,rankiem poskarzylam sie lekarzowi na obchodzie,ze mimo lekow ciagle boli mnie dol brzucha.Ten,zujac gume rzekl:"a co pani myslala,tu w kazdej chwili moze byc poronienie,to co sie pani dziwi,ze boli??" I ze znudzeniem na twarzy wyszedl...A mnie serce pekalo od takiego "pocieszenia". Natomiast kiedy drugi synek lezal w ciekim stanie po niedotlenieniu okoloporodowym,wieczorem weszla na sale polozna i leekim tonem,tak jakby mowila np. o pieczeniu ciasta,stwierdzila,ze "to dziecko najprawdopodobniej ma juz zalatwione porazenie mozgowe".Koszmar!!! Na szczescie nic sie nie sprawdzilo-chcialabym,zeby ta polozna teraz Tokma zobaczyla. Pozdrawiam! Agnieszka Odpowiedz Link
bernadka.1 Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 02.01.05, 15:59 Lekarz stwierdził: proszę państwa, syn wasz ma tak złożoną wadę serca, że kolejka kardiochirurgów nie ustawia się by go zoperować. Nie potrafię teraz opisać jak się wtedy poczułam. Smutek, żal, wściekłość to najdelikatniejsze słowa, które przychodzą mi do głowy. BERNADETA Odpowiedz Link
kamymama Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 02.01.05, 19:03 W siudmym tygodniu ciąży poszłam do ginekologa, bo miałam małe plamienie krwią. Nadmienię, że ciąża była oczekiwana z niecierpliwością, nie mogłam się doczekać dzidziusia! Lekarz aby wykluczyć nieprawidłowości zbadał mnie i zrobił USG. Wszystko by było OK gdyby nie jego słowa, cytuję: "Zrobiłam USG żeby zobaczyć czy ten zbiór komórek żyje"!!! Może dla lekarza ten zbiór komórek to fachowe określenie (w co wątpię), ale dla mnie to wymarzone i oczekiwane dziecko!!! Więcej u tej Pani ginekolog się nie pokazałam. Moja córcia ma już 9 miesięcy:o) Pozdrawiam wszystkie mamusie. Magda P. Odpowiedz Link
dziunia32 Do Kamymamy 02.01.05, 23:57 Witaj! Wiesz,Twoja historia nie jest moze bardzo drastyczna,ale naprawde mnie ruszylo! ZBIOR KOMOREK!!!-i to powiedzial lekarz,w dodatku kobieta!Ciekawe,czy o swoim dziecku(jesli je ma)tez tak mowila?! Pozdrawiam1 Agnieszka Odpowiedz Link
hic_mulier Re: Do Kamymamy 03.01.05, 18:34 Nie czepiajcie sie tak bardzo. Może właśnie lekarka chciała być delikatna i nie mówić o "dziecku" skoro się obawiała, ze ono juz nie zyje? Moze uważała, ze ewentualna wiadomość o śmierci w ten sposób nie dotrze do matki jako wiadomość o smierci dziecka - ostatecznie sa kobiety, które o wczesnej ciąży nie myślą jeszce jako o dziecku i moze własnie takiwe wrazenie chciała sprawić lekarka. Odpowiedz Link
odlipcadomarca Koniecznosc czepiania sie 03.01.05, 19:03 hic_mulier napisała: > Nie czepiajcie sie tak bardzo. Może właśnie lekarka chciała być delikatna i nie > > mówić o "dziecku" skoro się obawiała, ze ono juz nie zyje? Moze uważała, ze > ewentualna wiadomość o śmierci w ten sposób nie dotrze do matki jako wiadomość > o smierci dziecka - ostatecznie sa kobiety, które o wczesnej ciąży nie myślą > jeszce jako o dziecku i moze własnie takiwe wrazenie chciała sprawić lekarka. Nie pamietam kto to powiedzial ale warto sobie takie slowa zapamietac - "gdy nie wiadomo jak sie zachowac, nalezy zachowac sie przyzwoicie". Ta zasada dotyczyc musi kazdego lekarza. Teraz bedzie troche lopatoligicznie ale chce zeby nie bylo watpliwosci: lekarz to zawod. Przez znakomita wiekszosc go wykonujacych wybierany z wlasnej nie przymuszonej woli, jego wykonywanie poprzedza wiele lat studiow, jest mnostwo czasu zeby sobie uswiadomic, ze czlowiek wolalby robic cos innego i mozna sie zawsze wycofac. Skoro juz jednak ktos zostaje lekarzem, godzi sie z zalozenia z tym, ze bedzie mial do czynienia z niepoliczalna iloscia roznych ludzi z roznymi dolegliwosciami - dolegliwosciami ciala i ducha, bo te sa po prostu nierozlaczne. Gdy lekarz ma stalego pacjenta i go zna (dobrze zna), moze sobie czasem pozwolic na niestereotypowa analogie, na zart, na oryginalne sformulowanie itp. Ale wylacznie wtedy gdy ma 100% pewnosci, ze pacjent "odbiera na tych samych falach" i ze specyficzny komentarz nie wyrzadzi wiecej szkody niz pozytku! Gdy pacjent jest "z ulicy", przypadkowy, jednorazowy lub po prostu nowy lub bardzo przestraszony, nieszczesliwy, zdenerwowany, w zlym humorze - lekarz musi zachowywac sie zgodnie z zasada jak wyzej "gdy nie wiadomo jak sie zachowac, nalezy zachowac sie przyzwoicie" czyli nazywac rzeczy po imieniu, mowic prosto, jasno i krotko bez poetyckich przenosni i skomplikowanych metafor. Lekarzy trzeba sie czepiac, wypominac im zle slowa, zle sformulowania, niegrzecznosci czy zwyczajne "olewactwo", bo innej drogi nie ma zeby poprawic stosunki lekarz-pacjent. Przyzwoitosc to jedno, sa ludzie z natury przyzwoici i solidni - takimi tez sa najczesciej i lekarzami. Ale nawet przyzwoici i solidni miewaja zle dni, bywaja zmeczeni, znudzeni, zdesperowani i wtedy przytrafiaja Im sie rozne lapsusy jezykowe, ktore nie powinny miec miejsca. Nie o to chodzi zeby lekarza za cos takiego ukamienowac i pozbawic prawa wykonywania zawodu, chodzi o to zeby tez Go potraktowac jak czlowieka (ulomnego i bladzacego!) i umiec Mu grzecznie powiedziec, ze np. nazwanie mojego wyczekanego dziecka zbiorem komorek jest wysoce niestosowne i niepotrzebne. Bo chociaz Mamie Kamy przykrosc zostala juz (bez potrzeby!!!) wyrzadzona, jest szansa, ze juz nikt wiecej nie uslyszy takiego komentarza lub uslysza go wylacznie te pacjentki, ktore mysla o swoich ciazach w podobny sposob. I o to chodzi w czepianiu sie. Czlowiek (lekarz tez czlowiek!) uczy sie cale zycie - pacjent, ktory sie czepia, domaga lepszego traktowania, zadaje pytania i stawia wymagania zarowno profesjonalne jak i etyczne to najlepszy nauczyciel zawodu dla kazdego madrego lekarza. Ja jestem jak najbardziej za czepianiem sie. I za wytykaniem bledow palcami tez! Serdecznosci w Nowym Roku dla pacjentow i lekarzy, oby mogli spotykac sie tylko na piknikach i przy towarzyskich okazjach :) od7do3 Odpowiedz Link
kamymama Re: Do Kamymamy 04.01.05, 10:52 Witam ponownie! Chciałam sprostować, że lekarka najpierw stwierdziła bijące serduszko (pokazała mi je na monitorze), a po USG stwierdziła, że to bijące serduszko to "zbiór komórek"!!! Może gdyby to było na odwrot nie zabolały by te słowa tak bardzo. Odpowiedz Link
hanti Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 03.01.05, 17:09 Misię urodziłam w 20t.c., usłyszałam wtedy "tak to jest jak dzieci rodzą dzieci, będziesz miała następne". Żadnego współczucia, żadnego wsparcia, nawet nie chcieli mi jaj pokazać... Kuba urodził się w 35 tc. miał wrodzone zapalenie płuc, kiedy zapytałam o jego stan usłyszałam, że jak przeżyje trzy dni to będzie żył....żyje ma trzy lata i jest zdrowy, ale czy nie dało się tego powiedzieć delikatniej??? Karolina urodziła sie w 30 t.c. pielęgniarki miały do mnie żal że siedzę przy niej 20 h na dobę, mówiły że przecież leże pare sal dalej że jak się coś będzie dział to przyjdą i powiedzą. Druga scenka, 3 nad ranem, przychodzę na karmienie-pielęgnirka śpi snem kamiennym, przechodzę między jej fotelem a stołem, podgrzewam pokarm, przewijam małą, wyjmuję z łóżeczka i karmię, jak zawsze najpierw pierś, potem butla z moim pokarmem. Nagle spada saturacja, włącza się alarm. Szczypię małą w piętkę, alarm wyje, piguła sie nie budzi!!!! wreszcie wdmuchuje powietrze w jej płucka-załapuje.....i jak zaufać tym cholernym obibokom??? Ostatnia scenka "ale się pani z tą piersią uparła, nie łatwiej nakarmić butelką", może i łatwiej...karmię już małą 12 miesięcy :) Odpowiedz Link
1megan Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 03.01.05, 19:00 wczoraj rozmawiając z Piotrem o Marinie, przyznał się że po porodzie jak pokazali mu naszego Dziobaka lekarka powiedziała " z tego dziecka nic nie będzie - może dwa trzy miesiące i po wszystkim, szkoda tylko bólu pańskiej żony" - (chodziło o ból porodowy) - Piotr powiedział że "było mi przykro jak to usłyszałem, ale ona miała rację" - Marina Laura żyła tylko 5 mies. Co z tego że miała rację takich rzeczy się nie mówi tym bardziej że nikt tam nie wiedział na co Marinka jest chora. Odpowiedz Link
zdrowazocha Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 05.01.05, 04:47 Witam, Chciałam przytoczyć słowa, które usłyszała moja mama w chwilkę po urodzeniu mojego brata (stópki końsko-szpotawe). A usłyszała od lekarki dokładnie tyle: "I co się pani tak cieszy? Przecież to dziecko nie jest normalne". To było siedemnaście lat temu, ale moja mama nie może tego zapomnieć do dziś. I dlatego to piszę. Odpowiedz Link
beta65 Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 06.01.05, 14:20 Moja ciąża była skomplikowana: niewydolność cieśniowo-szyjkowa ( szew Hervetta, przodujące łożysko, ciągłe skurcze, plamienia, sączące się wody płodowe). W 22 t.c., kiedy wyłądowałam w szpitalu z kolejnym, tym razem dużym krwawieniem z łożyska, usłyszałam: "niech Pani zaopatrzy się w trumnienkę". Kiedy zaś w 24 t.c. zaczął się poród i błagałam lekarza, by ze względu na większe szanse uratowania dziecka zrobiono mi cesarkę usłyszałam: "tu nie Chicago, tu jest Polska". Cesarki nie zrobiono. Zatem urodziłam. Usłyszałam: ochrzcić, pokazano mi syna (żył), żebym stwierdziła płeć, i wzięto go do inkubatora. Zostałam sama w zimnej sali, czułam się jak w kostnicy, płakałam, ale nikt do mnie nie przyszedł. Po dwóch godzinach odwieziono mnie na salę poporodową, gdzie leżały szczęsliwe mamy. O śmierci Wojtusia dowiedziałam sie w ten sposób, że do sali weszła siostra i powiedziała do mnie ( była trzecia w nocy) i powiedziała : "syn zmarł dwie godziny temu" i wyszła. Tak po prostu. Obok mnie leżała dziewczyna, która ściągała pokarm dla swojej córeczki. Ja na to patrzyłam i umierałam z bólu ( tak na marginesie, pokarm lał się ze mnie), psychicznego oczywiście. Ale najgorsze słowa padły z ust mojej teściowej. Spytała mianowicie, czy widziałam TEN PŁÓD po porodzie i czy wyglądał JAK CZŁOWIEK? Teść zaś dobił mnie stwierdzeniem: "dobrze się stało, że umarł, co byśmy zrobili z niepełnosprawnym dzieckiem". To już tyle lat, a mnie te słowa ciagle dźwięczą w uszach. Odpowiedz Link
pullpecja Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 06.01.05, 23:42 To dotyczyło mojej pierwszej ciąży i było drastycznym przeżyciem. Byłam wtedy trzy miesiące przed osiągnięciem pełnoletności. Byłam już 9mieś po zaręczynach i w pierwszym trzymestrze ciąży, gdy nagle pojawiły się bóle krwotok. W strasznym szoku dotarłam na izbę przyjęć gdzie czekałam aż 40 minut na lekarza. Pani doktor po wnikliwym wywiadzie przystąpiła do badania... Powiedziała, że jest już po wszystkim... Na mój dziki płacz zareagowała zdziwieniem i w pierw usłyszałam: "Czego ryczysz, przecież nie masz trzydziestu lat!? Będziesz miała jeszcze nie jedno dziecko!". A za chwilę wydarła się w stronę położnych: "Dacie mi jakąś pęsetę -czy mam to długopisem wyciągać!?" To bolało... Z przerwami na krótki sen płakałam przez całe cztery dni pobytu w szpitalu, a potem jeszcze nie nie mało. Niestety na dokładkę dostało mi się ze względu na mój młody wiek, jeszcze na oddziale. Z izby przyjęć zostałam zaprowadzona na oddział, przez salową która niosła prze de mną niczym nie osłonięty słoiczek z poronnym materiałem. Przejełą mnie potem położna. Pobrała krew, zakładała kartę i naklejała podpisany plaserek na owy słoiczek. Dusząc się od płaczu zapytałam czy wynik badania histopatologicznego wykaże przyczynę poronienia. W odpowiedzi usłyszałam wredne: "wykaże czy to było samoistne poronienie...". Półtora roku od tego zdażenia znowu wylądowałam na tym samym oddziale, z tego samego powodu. Ale byłam już pełnoletnia. Byłam też mężatką. Inaczej mnie potraktowano. Niestety zachowanie lekarzy i położnych też nadal pozostawiało wiele do życzenia... Odpowiedz Link
wlekliczka Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 08.01.05, 12:31 Różni sa lekarze (oraz policjanci), ale zauważyłam, że młodsi potrafią się zachować bardziej "ludzko" niż starsi i doświadczeni. LEKARZE W trakcie reanimacji mojego synka, zapytałam głośno, czy go wezmą do szpitala. Na to usłyszałam od STAREGO lekarza: "Jakby było CO zabierać, to już byśmy wzięli" (mówił jak o przedmiocie) Poza tym zostawili go na podłodze, nagiego, w porozcinanej odzieży, pokrwawionego od wkłuwanych igieł, z rozrzuconymi na boki rączkami i nóżkami. Żaden z 7 facetów w pokoju nie potrafił go przykryć, położyc na łóżko czy podać mi, ciężarnej matce w ramiona. Dodam, że strasznym dla mnie widokiem było jak przyjechała policja i przykryli kocem całego mojego synka, łącznie z twarzą. Od razu ją odkryłam. Uważam, że powinno się oszczędzić rodzicom widoków zakrywania twarzy. MŁODY lekarz powiedział, że bardzo mi współczuje, ma syna w tym samym wieku, co mój. Przytrzymał mi rękę i wiedziałam, że chce mnie objąć. Ja nie chciałam, ale było to jak promień słońca. POLICJA STARY policjant wszedł do mojego domu jak do obory, nie zamknął drzwi. ZObaczył nas z ciałem synka w ramionach. Przytulałam go dopiero z 10 minut, żegnaliśmy się. A on ryknął: "No co tak siedzicie? Róbcie coś, dzwońcie do kostnicy" oraz "tylko sobie teraz czegoś nie zróbcie, bo będzie więcej roboty" (to o naszym przypuszczalnym samobójstwie). MŁODZI policjanci mówili "dzień dobry" i "do widzenia", zamykali drzwi naszego mieszkania, zapytali bardzo delikatnie, czy mogą wziąć ciało naszego synka i je sfotografować. Przesłuchujący nas policjant siedział w różku pokoju, nie chciał przeszkadzać, zapytał najpierw, czy chcę odpowiadac teraz na pytania (bo może przyjść później, a była północ) i czy może pytać przy całej rodzinie, bo to może sprawić im ból (lepiej wyjdźmy do kuchni). Przesłuchiwał z wielkim wyczuciem, współczuciem, bez zbędnych pytań. STARZY SĄ JUŻ CHYBA ZMĘCZENI LUDZKIMI DRAMATAMI I "WALĄ" NA SWOJĄ ROBOTĘ. W młodych lekarzy i policjantów powinno się inwestować, szkolić, jak rozmawiać z rodzicami. Jedno dobre słowo zaraz po wypadkach pomaga bardziej niż sztab psychologów. Boję się, że wkrótce i ci młodzi, wspaniali ludzie staną się rutyniarzami. Odpowiedz Link
kaaama Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 07.01.05, 13:44 Zdecydowałam się dopisać swoje dwa "kwiatki": Pierwszy - po poronieniu (11 tc)usłyszałam od pani doktor: "I po co te łzy, to się zdarza tysiącom kobiet - a pani przecież już ma dziecko. A zresztą może to i lepiej, że tak się stało, bo chyba zdaje sobie pani sprawę z tego, że w pani wieku ryzyko urodzenia dziecka obciążonego wadami jest duże." W drugim przypadku nie tyle zabolały słowa, ile forma i okoliczności. Pół roku po poronieniu zaszłam w ciążę, donosiłam i urodziłam synka. Leżałam na sali 3-osobowej. Zdarzenie miało miejsce w godzinach popołudniowych - pora odwiedzin - u każdej z nas byli goście. Do sali wkroczyła pani ordynator oddziału noworodkowego, zatrzymała się pośrodku i tonem jakby mówiła, że właśnie zaczął padać deszcz powiadomiła mnie, że w dniu następnym mój synek zostanie przewieziony do kliniki na oddział intentywnej terapii i patologii noworodka. Na wyksztuszone przeze mnie pytanie dlaczego - nie zmieniając tonu oznajmiła, że jest konieczny zabieg, bo dziecko ma niedrożność dróg żółciowych - jeśli mamy szczęście to zewnątrzwątrobowych. Po czym odwróciła się na pięcie i w głębokiej ciszy, która zapadła w sali w trakcie wygłaszania przez nią komunikatu opuściła pomieszczenie. Gwoli wyjaśnienia dodam, że dyżurka lekarska oddziału noworodkowego była zaraz obok sali, w której leżałam i nie było żadnych powodów, abym nie mogła się tam przemieścić. A smaczku całej sprawie dodaje fakt, że zdarzenie to miało miejsce w szpitalu, który zajął bardzo wysokie miejsce w rankingu drugiej edycji akcji "Rodzić po ludzku" (dwa dni wcześniej firma Pampers dostarczyła do szpitala nagrody rzeczowe z tym związane) - wydawałoby się, że w takim szpitalu i o chorobie dziecka można dowiedzieć się "po ludzku"... A tak na koniec wyjaśnię, że w klinice wykluczono niedrożność i stwierdzono żółtaczkę nasiloną na skutek niezgodności serologicznej w zakresie grup głównych. Prawidłowo prowadzona terapia rozwiązałaby problem w szpitalu, gdzie się synek urodził. kaaama Odpowiedz Link
malwes Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 07.01.05, 13:58 Jak znajdę chwilkę to dopiszę swoje....ale - pomyślałam o tym, że może warto by było jednak napisac w których szpitalach to miało miejsce i wysłać link do forum do dyrektorów/kierowników szpitali. Większość z nich już jest skomputeryzowana i nawet ma mail;) - wierzę, że niektórzy usiłowaliby coś z tym zrobić - większość pewnie nie - ale ciekawa jestm jakie i czy w ogóle byłyby reakcje. Myśleliście o podobnej akcji? aby przesyłać dyrektorom szpitali albo do Fundacji "Rodzić po Ludzku" te i podobne "profesjonalizmy"? Myślicie, że to by coś dało? Odpowiedz Link
mharrison do Malwes i pozostałych zainteresowanych 07.01.05, 15:16 Zachęcam Was do wysłania opisów Waszych porodów, poronień czy też formy przekazania informacji o wadzie dziecka zarówno do Fundacji "Rodzić po Ludzku" jak i do ordynatorów oddziałów/dyrektorów szpitali, w których opisywane przez Was zdarzenia miały miejsce. Ze swej strony dodam, że aniao3 i melka_x nawiązały kontakt z Fundacją Rodzić po Ludzku", której efektem jest broszura "Przykłady dobrych praktyk. Jak przestrzegać praw pacjenta? Wskazówki dla personelu oddziałów ginekologicznych, patologii ciąży i położniczych", z której 6 stron zostało poświęconych naszym problemom. "Nasza" część opracowana przez melkę, anię i przeze mnie zatytułowana jest "Jak postępować w sytuacjach trudnych?" i składa się z trzech części: - poronienie, narodziny dziecka martwego - narodziny dziecka chorego - gdy dziecko umiera. "Jak postępować w sytuacjach trudnych?" powstało zarówno na podstawie Waszych postów (próbowałyśmy wychwycić największe bolączki i najczęściej powtarzające się "nietrafione pocieszenia" na podstawie Waszych postów) - dziękujemy za Waszą pomoc - jak i naszych własnych przemyśleń. Niniejsza broszura została wysłana do wszystkich oddziałów ginekologicznych, patologii ciąży i położniczych w Polsce. Nie oczekiwałabym ekektów natychmiastowych (porody rodzinne też nie stały się powszechne w jeden dzień), ale ... kropla drąży skałę. Pozdrawiam serdecznie. magda Odpowiedz Link
amania Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 07.01.05, 20:06 Na USG w 23 tyg, lekarze między sobą: -A to serce to chyba przestaje bić... a nie, jednak dalej bije. -Chodźcie zobaczyć ten bałagan (do studentów) Ten sam lekarz na USG w 28 tyg. -Ten kręgosłup taki dziwny, chyba też z wadą (kręgosłup był ok) -I tradycyjne: Z tego już nic nie będzie I najlepsze, na porodówce, po odejściu wód: -Po co pani chce tą cesarkę, dziecko niewielkie, szybko pani urodzi dołem i jutro do domu -Ale ja wolę cc, bo nie chcę, żeby się męczyła... -Przecież i tak umrze, to po co pani blizna na całe życie. (krótko po tym przyjechał mój lekarz i zrobił cc) Dzień po porodzie Ali i jej śmierci, pani psycholog zapytała mnie o pozytywne strony ciąży z Alicją. Pewnie chciała dobrze, ale na to pytanie było zdecydowanie za wcześnie... Odpowiedz Link
anhes Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 20.02.05, 13:52 Lekarka prowadząca: "- skadś muszą się brać te statystyki..." Ponieważ oddział ginekologii był akurat remontowany leżałam na położnictwie (matki na salach z dziećmi)...ma moje prośby o jak najwczesniejszy wypis młody lekarz na obchodzie: "- popłacze pani w poduszkę i przejdzie" ale najgorszy koszmar nie przezylismy w szpitalu... najgorsze jest polskie prawo które nie pozwala ojcu uznać dziecka martwo urodzonego...znaleźlismy sie właśnie w takiej chorej sytuacji... Odpowiedz Link
veracrus Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 20.02.05, 21:25 Witajcie. O mojej historii najpierw napisalam na forum poronienie (wątek - slowa ktore nigdy nie powinny pasc), ale teraz wiem, ze i tutaj tez powinnam o nas opisać. W 32 tygodniu ciaży przestało bić serduszko mojej córeczce i trzeba było ratowac jej brata blizniaka. Malutka miala wady letalne, o ktorych wiedzielismy od 16tc, tylko dzieki profesjonalnemu USG dr. Kaczmarek - GAMETA Lodz. (W Warszawie nikt nic nie widzial). Przyjeto mnie w szpitalu na Madalinskiego (prywatnie - pacjentka Ordynatora, mowili na mnie "ta pacjentka z polecenia"). Czekam na cc, polozyli mnie na sali z 5 dziewczynami tuz przed rozwiazaniem, leze na lozku i wyje. Poprosilam oddzielna sale. Czekalam tam z mezem cala noc. Rano dostalam boli, nie bylo na co czekac. W trakcie porodu na szczescie ekipa byla powiadomiona, inteligentna, obylo sie bez wpadek (tego sie obawialam najbardziej). Synek w 15 minucie dostal sinicy, przewieziono go na Nieklanska dopiero po 2 godzinach, bo nie mogli znalezc dla niego miejsca. Przez te dwie godziny lezal w jakims przedpotopowym inkubatorze. Ja nie moglam ruszyc sie z lozka, ale wszyscy z mojej rodziny ktorzy chodzili go zobaczyc, wracali strasznie zaplakani. Eryk lezy na OIOMie pod respiratorem, ma RDS 3 st., zapalenie płuc, niedokrwistość (trzeba dodataczac krew), jest calu pokluty, ma wszedzie jakies rurki. Straszna bidka. A ja zostaje na Madalinskiego. Jest niedziela - po nocy na sali pooperacyjnej przenosza mnie na sale gdzie leza 3 szczesliwe mamy i karmia swoje dzieci. Leze na wznak nie moge sie ruszyc, ja sama, jedno dziecko w niebie, drugie na OIOMie walczy o zycie... i znowu wyje. Pielegniarka dala mi cos na uspokojenie, ale na pomysl zeby mnie przeniesc do sali gdzie nikogo nie ma, nie wpadla. W koncu wymusilam na niej zeby mnie przeniesli. Pacjentka, ktora sama zajmowala mala sale nie chciala sie zgodzic przeniesc do takiej gdzie bylaby z inna dziewczyna. W koncu ja uprosilysmy. Na moje pytania o podanie immunoglobiny - pielegniarki stwierdzily ze sie nie zakwalifikowalam, bo ja mam RH- ale moj synek tez, wiec nie potrzeba. Pytam sie wiec - ze przeciez mialam drugie dziecko i moja corka mogla miec inna krew, lekarz dyzurny odpowiedzial - "Hm, dobre pytanie". ALe nie moga zbadac krwi bo zapadly sie krwinki. Nie zakwalifikowalam sie i koniec. Proponuje ze zaplace, no ile moze kosztowac taki zastrzyk - stowe, piecset, tysiac, wszystko jedno, bylebym nie miala problemow przy nastepnej ciazy. Nie, nie zakwalifikowalam sie i koniec. To brzmi jak najgorsze zaklecie, nie i koniec. Jest akurat niedziela, nastepnego dnia moj lekarz kazal i po 5 minutach mi zrobili zastrzyk. Tego samego dnia ucieklam ze szpitala. Maz zabral mnie na rekach. Pojechalismy do naszego synka, popatrzec na niego, podotykac, pocalowac, pobyc z nim. A tam znowu jak zle zaklecie - jest lepiej ale prosze sie przygotowac na najgorsze. Ktos zasugerowal ze ma niedotlenienie. Lezymy w domu z mezem mocno przytuleni i placzemy. Nastepnego dnia zrobil mi sie zastoj w piersiach. U mnie w domu mama, dwie ciocie, ale nie daja rady. Dzwonie do LIMu (oglaszali sie ze maja poradnie laktacyjna). Pani mowi zebym zadzwonila pozniej, pytam sie jak pozniej, a ona ze za jakis miesiac. Tlumacze jej ze mam zastoj, dziecko jest w szpitalu, nie umiem obslugiwac laktatora, boli mnie brzuch, poruszam sie z trudnoscia. Pytam sie czy moga wyslac do mnie polozna. (W koncu mam tam wykupiona opieke i obejmuje mnie wizyta lekarska w domu). Pani grzecznie przelaczyla mnie do poloznej - bo moge sobie tylko z nia porozmawiac, a ta ze jak dopiero dostane goraczki to wysla karetke. Odlozylam sluchawke. Zadzwonilam do mojego lekarza, ten do szpitala, ze sie pojawie i maja mi pomoc. I faktycznie pojechalam na Madalinskiego, daly mi zastrzyk, cos tam do nosa i bylo w porzadku. Po paru dniach pochowalismy Joasie (to byl najgorszy koszmar w moim zyciu, nie bede opisywac pracownikow firmy pogrzebowej ani ksiedza, ktory za gruba kase "dal" nam miejsce na cmentarzu i odprawil msze w naszej i Eryka intencji). Na szczescie pielegniarka z prosektorium szpitalnego byla bardzo ciepla - malutkiej nie pozwolono nam pokazac, bo "bedziemy miec koszmary do konca zycia", ubrala wiec Joasie w ubranka, ktore dla niej kupilismy, dala ja mezowi zawinieta w kocyk do przytulenia i pozegnania sie, pomogla ulozyc w trumience razem z misiami i darami od rodzicow. Ja niestety czekalam na zewnatrz - nie potrafilam, nie moglam, nie gancie mnie za to. Zgubilam pokarm. Walczylam o niego - to dla mojego synusia, mimo, ze narazie karmia go sonda do zaladka, ale moze za pare dni dadza mu ze smoczka moje mleczko. Potem za kazdym razem kiedy jakis glupi lekarz wydawal wyrok na synka tracilam pokarm i znowu walczylam. Dzis. Maly spi (dzieki temu moglam to napisac). Ma prawie 8 miesiecy. Jest zdrowy,tylko troche sie rehabilitujemy. Nie myslalam nigdy, ze mozna tak mocno kochac, ze taka milosc istnieje. Ja jestem jedną wielką mleczarnią. ... A w oknie stoi ceramiczny aniolek i codziennie wieczorem zapalamy swieczke, ktora trzyma w dniolach, zeby Joasia potrafila odnalezc droge do domu, bo przeciez tylko sie zgubila. ______________________________ Adrianna, mama Eryka photos.yahoo.com/eryksosnowski i bliźniaczki aniołka Joasi Julii "...cyt, iskiereczka zgasła" Odpowiedz Link
anhes Re: słowa, które nigdy nie powinny paść z ust lek 20.02.05, 22:16 ...koszmar...zły sen... Odpowiedz Link