jjulita
29.12.04, 00:48
Moja córeczka urodzila się 1 Sierpnia tego roku.Rozwijała się niesamowicie, była wesoła, zainteresowana światem, gadatliwa . 16 września wpadła w głęboką śpiączkę. 8 Grudnia zmarła. Miała masywny krwotok podpajęczynówkowy z wklinowaniem migdałków- stąd śpiączka. W 6 tygodniu życia to się nie zdarza. Jestem na 6 roku medycyny i wiem, że to był wyrok od tego 16 września, ale przez cały czas miałam nadzieję na cud, chociaż cud życia- niekoniecznie uzdrowienia. Dostaliśmy z mężęm dość dużo -czas. Teoretycznie Zosia nie powinna była przeżyć nawet tygodnia po tym krwawieniu.
Miałam sie podzielić nadzieją... Mnie ogromną nadzieję i radość dają obce dzieci. Dziś byłam na lodowisku i było małżeństwo z dwójką dziewczynek- 2,5 i 5 latek tak na oko... Rodzice uczyli dziewczynki jeździć na łyżwach. Kradłam im wzrokiem to szczęście. Widziałam się też ostatnio z 0.5 rocznym synkiem mojej koleżanki i był taki wesoły, cieplusi, bił od niego taki wspaniały spokój.
Ksiądz w szpitalu w Międzylesiu, gdzie leżała Zosia w śpiączce powiedział nam coś takiego, cyt."Gdyby moja młodsza siostrzyczka nie zmarła, mnie by nie było". To chyba najmądrzejsza odpowiedź na pytanie "dlaczego?". Ja wierzę, że Bóg ma plan i jest to najlepszy plan życia dla nas jaki może być, choć często ciężko się z nim pogodzić.
Zosia ma niebo. Żeby się z nią kiedyś spotkać mamy dość wysoką poprzeczkę do pokonania.
Mam nadzieję, że kiedyś będę uczyć moje dzieci jazdy na łyżwach i mam nadzieję, że tego kochanego pierwszego buziaka kiedyś jeszcze zobaczę.