wróciłam i dziękuję ;)

24.01.05, 10:42
Wróciłam z urlopu. Serdecznie dziękuję za pamięć o Julci ;) zwłaszcza za
Aniołka na tabliczce.... Urlop się udał, ale od siebie nie da się uciec...
Próbujemy z mężem "spisać" rzeczy, które może dadzą nam jakiś sens...
    • j0204 Re: wróciłam i dziękuję ;) 24.01.05, 13:15
      Niech aniołek mocno się trzyma.....
      Dziś byłam u Julci i pogadałam sobie z nia, jak również odwiedziłam resztę
      dzieciaków.
      Dobrze, ze trochę odpoczęłaś, trzymajcie się ciepło.

      ----------
      www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec43.htm
      "Wszystko byłoby inne, gdybyś tu była ja wiem........"
    • karolinawieclawska1 Re: wróciłam i dziękuję ;) 24.01.05, 13:54
      Właśnie przeczytałam Twoje słowa,że próbujecie z mężem spisać rzeczy które mają
      jeszcze sens.Ja mam ten sam problem.3 tygodnie temu zmarł mój Wiktorek.Urodził
      się z wadą serduszka -hlhs.Walczyliśmy 6 miesięcy non-stop.W ostatnich
      tygodniach prosiłam Boga aby zabrałdo siebie moje maleństwo,żeby Wicia już nie
      cierpiał.Ja już się wypłakałam,teraz czuję taką wielką pustkę.Próbuje wyłączyć
      myśli.Nie chcę aby dotarło do mnie że już go nie przytulę.Zajmuję się wszystkim
      i niczym.Teraz jestem w pracy i piszę pokryjomu te słowa.Próbuję poukładać
      sobie w głowie rzeczy którymi mogłabym się zająć ,żeby nie mieć czasu na
      rozmyślanie.Ułożyłam sobie plan na najbliższe 5 miesięcy,ale co dalej?Jedni
      mówią zajmij się pracą, tylko że dla mnie ona się już się nie liczy.Drudzy
      mówią spróbujcie znowu,ale ja nie chcę mieć poprostu dziecka ja chcę mieć
      mojego Wiktorka.Nie wiem na co mam w życiu postawić.
      • anuszka_bishi_buluu Re: wróciłam i dziękuję ;) 24.01.05, 14:27
        Przytulam Cię z calych sił!!!!
        Mój synek odszedł już ponad 3 lata temu, w chwili śmierci miał prawie 5 mies. i
        tak samo jak Twój Wicia przez całe swoje krótkie zycie zwłaszcza cierpiał i
        chorował. Od chwili gdy się urodził i miał pierwszą opercaję jako 2 dniowa
        kruszynka cały czas niejako "czekałam" na jego smierć. Były lepsze i gorsze
        chwile, Marcinek był nawet w domu z nami przez 2 miesiące!!!Byliśmy z nim nad
        morzem. Ale cały czas bałam się że jego śmierć jest nieuchronna i że przyjdzie.
        I przyszła gdy się tego w ogóle nie spodziewaliśmy gdy wszystko wyglądało ok.
        Pustka, rozpacz, wszystko co najgorsze.
        Nie mogłam tego zapełnić pracą-zwolniono mnie od razu po maciezyńskim -chyba
        myśleli że będę zachowywać się jak pomylona i histeryzować.
        Nie miałam takiego "wypychacza" czasu jak Ty, poszłam za to do "nowego" klubu
        fitnes, zapisałam się na nagielski i rzuciłam się na robotę. Efekt? Zdane
        egzaminy FCE, CEA i sportowa sylwetka- a nie taka chudzina jak po pogrzebie.
        I jeszcze jedno kupiłam kota.
        Ja tu tak ciągle o tych kotach, ale nawet nie myślałam, że kot mnie wyciągnie z
        rozpaczy. Nie mogłam siedzieć w pełnej depresji i ryczeć, kot zawsze chciał
        jeść, pić i zawsze chciał się przytulać.Mam teraz trzy koty-całą rodzinkę i
        mogę poweidzieć, że uratowały mnie od wariactwa, coś żywego w domu, coś czemu
        trzeba poświęcić swój czas i uwagę. I do tego coś innego niż mały chlopczyk.
        Musisz kochana niestety się ze sobą zmierzyć, bardzo ciężki czas przed Tobą,
        czas żałoby i wspomnień. To musi potrwać, muszą się w Tobie wszystkie uczucia
        uleżeć,
        Będziesz miała lepsze i gorsze dni, rozpacz i chwile uspokojenia.
        Niegdy nie zapomnisz tej żałoby i swojego synka, ale z czasem, po latach
        troszkę to blednie. Łzy nie lecą już tak co sekunda, noce nie są takie straszne.
        Trzymaj się z całych sił, dużo rozmawiaj z mężem, płaczcie oboje i bardzo mocno
        się wspierajcie.
        Teraz Wasze małżeństwo jest dla Was najważniejsze.
        Dorota mama Aniołka Marcinka
        • karolinawieclawska1 Re: wróciłam i dziękuję ;) 25.01.05, 10:43
          Może to dziwnie zabrzmi ,ale co tam-Dziękuję Wam dziewczyny za to,że
          jesteście.Jakoś tak lżej na sercu jest kiedy ma się świadomość,że jest ktoś na
          tym świecie kto czuje podobnie jak ja.
          Napisałam Wam ,że zaplanowałam sobie najbliższe 5 miesięcy.Tak postanowiłam
          wrócić na uczelnię i obronić się w lipcu.Pozostaje tylko taki mały problem boję
          się tam iść.Wszyscy widzieli,że jestem w ciąży.Chwaliłam się naokoło,a teraz co?
          Jestem pusta i nie mam siły każdemu tam odpowiadać na pytania jak się czuje
          młoda mamusia?że czuję rozpacz bo Wiktorek jest w Niebie.Tak samo jest w
          przypadku rodziny mojego męża.Nie mam siły utrzymywać z nimi kontaktu.Siostra
          mojego męża właśnie urodziła maleństwo.Ja nawet nie wiem czy to chłopiec czy
          dziewczynka.Nie chcę wiedzieć.Poraża mnie ten kontrast.My dopiero co
          pożegnaliśmy Wicię,a tu rodzinka raduje się z urodzin nowego malucha.Nie chcę
          nawet widzieć tego maleństwa bo boję sie ,że w jakiś sposób będzie podobne do
          Wici i ,że będę jeszcze bardziej cierpieć.A może zwariuję i będę snuła plany
          jak zabrać im tego skarbusia?świruję na całego.Nie mogę patrzeć na dzieci,na
          kobiety w ciąży pomimo tego,że wiem ,że one niczemu nie są winne.Ostatnio
          poszłam do kościoła w południe na niedzielną mszę a tam....mnóstwo roześmianych
          dzieci ze swoimi rodzicami.Myślałam .że się popłaczę...ze złości? Nie wiem jak
          to nazwać.Było we mnie tyle zła w tym momencie.Zadawałam wyzywające pytania
          Bogu...I CO JESTEŚ ZADOWOLONY? To dziwne,że raz jestem przepełniona wiarą,że
          Bóg zabrał Wicie z miłości do Niego,a drugim razem jest we mnie same zło.
          • mamajulci2 Re: wróciłam i dziękuję ;) 25.01.05, 11:20
            Mamo Wici! ;)

            1. Kontakty z ludźmi będą trudne :( Ja przed powrotem do pracy zadzwoniłam i
            poprosiłam koleżankę o rozpuszczenie wiadomości pocztą pantoflową tak żeby nikt
            mnie o nic nie pytał po powrocie. I teraz otoczenie podzieliło się na dwie
            grupy - bliską, która ze mną rozmawia, podsyła lekarzy i pomaga się pozbierać i
            dalszą, która traktuje mnie jak trędowatą. I niestety tak będzie - być może
            nawet jakaś część rodziny Twego Męża będzie Cię omijać szerokim łukiem i temat
            Waszej tragedii. Olewaj ich - to biedni ludzie. Nie wiem tylko co poradzic Ci w
            kwestii "agresji" wobec otoczenia, zwłaszcza ciężarnego ;) Ja nie miałam w
            sobie takich uczuc, tylko smutek, żal i jakiś dziwny spokój. A w kościele
            płaczę w dalszym ciągu...

            Chyba potrzebujemy jeszcze dużo czasu....
            Mam nadzieję, że przynajmniej z Mężem radzicie sobie RAZEM ;)

            Całuję i ściskam mocno,
            Dorota

            Ps. jeśli chcesz pogadać napisz na priva. lub gg 5678312
            • mamawikusia Re: wróciłam i dziękuję ;) 25.01.05, 12:01
              Dziękuję.Napewno napiszę.Teraz robię to pokryjomu z pracy ,ale za dwa tygodnie
              podłączę internet w domu i mam zamiar być częstym gościem na forum.pa.
      • mamajulci2 Re: wróciłam i dziękuję ;) 24.01.05, 14:27
        Witaj Karolciu! ;)

        Ja dalej płaczę... też wróciłam do pracy, chodzę też po lekarzach (podejrzewają
        padaczkę lub nerwicę) bo ciągle źle się czuję, ale nie chce siedziec sama w
        domu. Podziwiam Cię, że ułożyłaś plan aż na 5 miesięcy. Brawo!
        Wiem, że nie tylko praca nie daje już motywacji... właściwie nic już się nie
        liczy :( i tylko przeczekujesz czas...
        My spróbowaliśmy od małych kroków - planów na weekend, planów na wieczory -
        budujemy dom, ale nawet to nie jest w stanie nas zająć...
        Mąż i lekarze też mówią o następnej ciąży, ale ja jeszcze bardzo długo nie będę
        gotowa. I napewno nie wiem "na co w życiu postawić", wszystko na co stawiałam
        straciło sens.

        Ściskam mocno i pozdrawiam,
        Dorota
        gg 5678312
        • anuszka_bishi_buluu sorry za te pierdy 24.01.05, 15:15
          Dziewczyny, znowu ja, chyba nie czytajcie moeje poprzedniej wypowiedzi, jak
          zobaczyłam ją w całości to pomyślałam sobie ,ze to jest dokładnie to czego po
          stracie dziecka NIE CHCE SIĘ CZYTAĆ. Bla bla bla, zapisz się na hiszpański, na
          lekcję tańca nowoczesnego a zobaczysz żałoba sama minie....Gówno prawda. Nie
          napisalam Wam tylko ile wypiłam wódy i jak zrobiłam listę przekleństw na
          lekarzy że "wykończyli" mojego robaczka i jak się kłóciłam w sądzie aż
          piszczałam dyszkantem i myśleli że zwariowałam i że ciągle powtarzam
          mężowi, "po co się ze mną żeniłeś nawet zdrowego dziecka nie potrafię urodzić".
          Ech do dupy to wszystko...
    • bunio1 Re: wróciłam i dziękuję ;) 24.01.05, 15:44
      Jak kiedyś będziesz potrzebowała kogos aby przyszedł na grobek JULCI to napisz.
    • pullpecja Re: wróciłam i dziękuję ;) 24.01.05, 21:03
      Witaj mamo Julci,
      pewnie wkrótce będziemy miały okazję się bliżej poznać ,gdy się spotkamy u
      naszych dzieciaczków...
      Pozdrawiam serdecznie
    • karolinawieclawska1 Re: wróciłam i dziękuję ;) 25.01.05, 10:49
      Acha dziewczyny.Postanowiłam zmienić mój ,tytuł, do logowania.Najpierw
      postanowiłam podpisywać się na forum poprostu imieniem i nazwiskiem ,ale teraz
      zmieniam to za waszym przykładem.Wy nie boicie się pisać np.mamajulci,a więc
      ija będę miała login jak należy: mamawici lub mamawikusia.Zależy jaki login
      będzie dostępny ale napewno mnie poznacie.Ściskam.
Pełna wersja