POCIESZENIE DLA TYCH KTÓRZY STRACILI DZIECKO

05.02.05, 10:01
Kochane kobiety,tak sie składa że w wolnej chwili naczytałam się historii z
Waszego życia,o nieszczesciu jakie Was spotkało.Chce Wam dodać otuchy w tych
trudnych dla Was chwilach,abyście wiedziały ze nie jesteście same w swoim
nieszczęsciu.Mnie również spotkało w zyciu wiele przykrości.Pierwszą ciąze
poroniłam,z drudą ciążą od samego początku było coś nie tak.Urodziłam w
terminie córeczkę z poważna wadą serca(ubytki
międzykomorowe,międzyprzedsionk owe,przewód bottala)i wiele wad
wrodzonych.Ważyła zaledwie 1600gr.Większosć swojego życia spedziła w
szpitalach,klinikach.Ciągła rechabilitacja ,która nie dawała rezultatów.W
swoim nieszczęściu poznalismy jacy ludzie potrafią być okrutni(męża zwolniono
z pracy),ale wtedy najwazniejsza dla nas była nasza chora córeczka
Natalka.Klinika stała sie dla nas naszym drugim domem.Tak ślepo wierzyliśmy
że kiedyś nasza córeczka będzie zdrowa.Kiedy skończyła 9 miesięcy lekarze
podjeli decyzje o operacji na otwartym sercu(ważyła zaledwie 4 kg).Niestety
los nie był dla nas zbyt łaskawy,po operacji wdała sie posocznica(ogólne
zakazenie organizmu)i po miesiącu Natalka odeszła.To co wtedy przeżywalismy
wiedzą tylko Ci którzy również stracili własne dziecko. W dniu pogrzebu
przyżekliśmy sobie z meżem że sie nie poddamy,że za rok znowu postaramy sie o
dziecko.Lekarz prowadzący skierował nas na badanie genetyczne do Warszawy
(wynik otrzymalismy po pół roku),badanie nasienia męża./To wszystko dla nas
trwało wieki.Dzisiaj jesteśmy najszczesliwszymi rodzicami pod słońcem,mamy
zdrowa śliczna córeczkę Weronike,która wkrótce skończy 4 latka.Kochani nie
poddawajcie sie ,nie stujcie w miejscu ,trzeba walczyc z przeciwnosciami losu
bo warto.To właśnie dzieci czynią nas szczęśliwymi ludżmi,one sa pieknym
dopełnieniem w naszym codziennym szarym zyciu.Życze każdej kobiecie tak
wspaniałego i kochającego męża jaki zesłał mi los.To dzięki niemu jestem
pełna optymizmu i nadzieii na lepsze jutro.Elzbieta z Tychów
    • mamawikusia Re: POCIESZENIE DLA TYCH KTÓRZY STRACILI DZIECKO 05.02.05, 12:09
      Witaj Elżbieto.
      Napisałaś wiele mądrych słów.Ja wiem,ze masz rację ,ze dzieci to sens naszego
      życia.Tylko dla mnie to nie takie proste,może potrzebuję czasu.Mój Wicia
      odszedł miesiąc temu.Walczyliśmy razem sześć miesięcy,dzień za dniem.W
      ostatnich tygodniach zycia Wiktorka prosiłam Boga jednocześnie o cud i o
      śmierć.To my zmężem poprosiliśmy lekarzy,aby dali już odejśc naszemu
      synkowi.Boze to tak boli.My poprostu nie chcieliśmy już żeby cierpiał.JEGO
      SMUTNYCH OCZEK NIE ZAPOMNĘ DO KOŃCA ŻYCIA.Ciężko mi nawet o tym pisać.
      Kiedy nieraz przemknie mi przez głowę myśl o dziecku czuję się podle,jakbym
      zdradzała Wiktorka.Gdybym wiedziała ,ze kiedy zajdę wciążę i urodzi się znowu
      Wicia tylko w zdrowym cieałku,od razu bym to zrobiła.
      Elżbieto ja nie chcę innego dziecka,ja chcę Wiktorka i tylko Jego.
      • kajka68 Re: POCIESZENIE DLA TYCH KTÓRZY STRACILI DZIECKO 05.02.05, 12:27
        mamowikusia...już to gdzieś kiedyś pisałam...ale niewazne ...kiedy osdeszła
        moja Sarenka...zawalił się swiat jak każdemu...pół roku później zaszłam w
        ciążę...myślałam tak jak Ty że zdradzam moje dziecko że to jeszcze nie koniec
        mojej załoby że jeszcze się nie wypłakałam do końca...nie umiałam z nowym
        dzieciątkiem rozmawiać kiedy było w brzuchu...nie umiałam śpiewać ...byłam
        pusta...z jednej strony to był cud..bo lekarze powiedzieli ze nie bede miała
        dzieci...a z drugiej przerazenie...urodził sie syn...pokochałam go od
        pierwszego spojrzenia(dopiero tak naprawde)...nigdy nie przestałam myslec o
        sarze...zawsze wyobrazała,m ja sobie jaka by teraz była...az po 12 latach
        zdecydowałam sie spróbowac jeszcze raz...mam dziewczynke...i jest zupełnie taka
        jak wyobrazałam sobie sare...ja mysle ze to sara do mnie wróciła...wierze ze to
        ona...choc w innym ciałku...juz nie mysle o zdradzie teraz sie ciesze ze dałam
        jej szanse...to moje myslenie...zbolałej mamy...ale dobrze mi z takimi
        myslami ...potrzebowałam na to 15 lat...ale warto było...pozdrawiam cieplutko
      • matilda2003 Re: POCIESZENIE DLA TYCH KTÓRZY STRACILI DZIECKO 07.02.05, 21:00
        Witaj Mamowikusia!
        Mój synek umarł 06.08.2002. Urodził sie zdrowy ,silny i duży. Żył tylko 23
        godziny. Okazało sie ze miał tylko połówke serduszka. (HLHS). To bardzo krótko,
        ale w tym czasie tuliłam go, karmiłam i pokochałam najbardziej na świecie.
        Kiedy o 5 rano lekarka przyszła mi powiedzieć ,że z Aleksiem jest coś nie tak,
        nie wierzyłam. Krzyczałam że napewno sie pomylili, ze to nie mój synek. Kiedy
        umarł, krzyczałam ,że podmienili mi dziecko, że to nie mój syn umarł, że pewnie
        jakaś inna matka wzięła sobie mojego pięknego Aleksia. To był koszmar. Jaki-
        nie muszę tutaj opisywać, bo wiedzą o tym wszystkie mamy, które straciły
        dzieci. Wiedziałam ,że chcę mieć kolejne dziecko, ale strach był ogromny i to
        poczucie że zamienię Aleksa na kogoś innego. Kiedy zaszłam w ciąże ,byłam
        bardzo szczęśliwa. Chodziłam na cmentarz i opowiadałam Aleksowi że będzie miał
        rodzeństwo. Opowiadałam mu wszystko. Całą ciążę. 15.12.2003 urodziła sie
        Matylda. Kiedy położyli mi ja na piersiach ,płakałam ze szczęścia, ale jak ją
        zobaczyłam okazało sie że jest podobna do Aleksa jak dwie krople wody. Wszystko
        odżyło. Lekarze znali moja historie, więc przebadali Matyldę z każdej strony ,
        po kilka razy. Ale ja sie bałam. Jak minęła noc, jak minęły pierwsze 23 godziny
        i Mała nadal była przy mnie ,powoli zaczynałam wierzyc ,że juz mi jej nikt nie
        odbierze.
        Bardzo mi brakuje Aleksa,mysle o nim codziennie. Ale jest Matylda. Gdyby żył
        Aleks nie byłoby Matyldzi, a ja nie wyobrażam sobie żeby jej nie było. To
        bardzo trudne.
        Mam poprostu dwoje dzieci. Jedno gdzieś tam patrzy na nas z góry i czuwa nad
        nami i Matyldzię blisko siebie.
        (Ale sie rozpisałam. Mogłabym tak godzinami)
        Pozdrawiam. Jowita.
        • mamawikusia Re: POCIESZENIE DLA TYCH KTÓRZY STRACILI DZIECKO 07.02.05, 21:47
          Jowitko.
          mój Wicia też miał hlhs.Tak jak Ty nie wierzyłam,że to się dzieje
          naprawdę.Przez pół roku walczył dziemie,całe jego życie spędziliśmy w szpitalu
          w Krakowie.Czasami dopadały mnie myśli,że po co to wzsystko.Dlaczego Wicia tak
          cierpi.Pod koniec Jego życia modliłam się o cud i śmierć zarazem.Boże ja nawet
          nie potrafię,nie chcę tego sobie przypominać.
          Wiem jedno.Dostałam na pół roczku Anioła,może jednak Bóg mnie kocha?
          Pewnie macie racje,że trzeba próbować i nie można żyć tylko wspomnieniami,ale
          ja chyba potrzebuję czasu.Sama nie wiem.
          Pozdrawiam.
    • ewelia5 beta 100 05.02.05, 14:40
      mam pytanie bowiem jestem w podobnej sytuacji. pierwszą ciąże poroniłam i drugą
      mam córcie z wadą serca. jakie robiliście badania? chciałabym mieć jeszcze
      jakąś dzidzi ale chcę wykluczyć co się da i zrobić wszystko żeby była zdrowa
      • mamawikusia Re: beta 100 05.02.05, 15:41
        Witaj.
        W moim przypadku tylko przed piewszym maleństwem,nie miałam robionych żadnych
        badań.Poprostu ciąża była nie planowana i nie miałam jak się do niej
        przygotować.Kiedy planowaliśmy spróbować z mężem jeszcze raz wykonałam
        wszystkie rutynowe badania-wszystko było wporządku.Kiedy poroniłam poprosiliśmy
        lekarza ,aby dał nam skierowanie na jakieś szersze badania.Lekarz powiedział
        cyt.Teraz jeszce wam się nie należą,to przypadki,tak się zdarza. i dodał,że da
        nam skierowania jak poronie trzeci raz-KRETYN.Po dwóch latach
        spróbowaliśmy ,udało się ,urodził się Wicia ,niestety bardzo chory
        (hlhs).Niedawno jk tu już raz pisałam poszliśmy z mężem po skierowania do
        ośrodka zdrowia na badania genetyczne.Niestety zostaliśmy potraktopwani jak
        intruzi,którzy próbują wyciągnąć kasę.Usłyszeliśmy,że to ,ze Wicia umarł to
        nasz problem.Szkoda opowiadać.Na szcęście znalazłam na forum,dla starających
        się, listę białych gonekologów,czyli takich polecanych przez kobiety.Odszukałam
        polecanego lekarza w swoim mieście,udałam się do niego a On sam zaproponował mi
        badania genetyczne.Pierwszą wizytę mamy 07,03 w celu zrobienia nam kariotypu.Co
        będzie dalej czas pokaże.
    • bieta100 Re: POCIESZENIE DLA TYCH KTÓRZY STRACILI DZIECKO 05.02.05, 18:26
      Apropo badań.Jeśli Wasz dotychczasowy lekarz nie chce was skierować na badanie
      genetyczne czy też jakiekolwiek inne to proponuje zmiane lekarza.W moim wypadku
      tak zrobiłam gdyż moj lekarz do którego chodziłam stwierdził że badanie
      genetyczne wykonamy ,cyt.
      :JEŚLI ZNOWU URODZE CHORE DZIECKO: Wiecie on chyba sam nie wiedział co
      mówi,być może nigdy nie zaznał takiego nieszczęscia jakim jest strata
      dziecka.Kochane kobiety szukajcie naprawde dobrych specjalistów którzy znaja
      się na rzeczy.Mamy prawo do badań i żaden lekarz nie powinienł nam tego prawa
      odbierać. Powodzenia. Elzbieta
    • lena1981 Re: POCIESZENIE DLA TYCH KTÓRZY STRACILI DZIECKO 07.02.05, 15:06
      Dziekuje Wam dziewczyny za wasze slowa, jestescie dla mnie blizsi od krewnych,
      od ktorych prawie nie mialam wsparcie, oni tego nie przezyli... Dziekuje
      wszystkim, kto stworzyl to forum, bardzo mi pomaga, i pewnie nie tylko mnie,
      jestescie kochane
      • ewa5005 Re: POCIESZENIE DLA TYCH KTÓRZY STRACILI DZIECKO 07.02.05, 17:28
        mam nadzieję,że i ja doczekam się dzieci, które ze mną tu zostaną.
        pozdrawiam i trzymam kciuki za wszystkie mamy
        • anuszka_bishi_buluu A ja rozumiem Mamęwikusia 08.02.05, 08:05
          Rozumiem Mamusię Wiktorka doskonale chociaż od śmierci mojego synka minęło pnad
          3 lata. Od tamtego czasu nie mam dzieci-najpierw bardzo chciałam tak w rozpaczy
          bo łóżeczko puste, bo co tu robić z cycami pełnymi mleka???
          Gdy zaczęły się schody, badania, jakieś testy, straszenie inseminacją
          odpuściłam sobie. Nie chcę być zmuszana do posiadania dzieci bo tak wypada. Bo
          trzeba zaleczyć ranę po stracie.Bo jak się jedno straciło to trzeba od razu
          nastepne. Bo generalnie dzieci mieć trzeba.
          Nie mogę mieć dzieci z własnym mężem jak pokazały nam badania genetyczne bo
          kolejne dziecko może mieć taką samą wadę jak mój zmarły synek.
          Nie mogę mieć dzieci z własnym mężem bo boję się że będą podobne do Marcinka,
          będą wyglądały podobnie.
          A ja tak nie chcę
          Ja też nie chcę nowego dziecka tylko mojego Marcinka
          Nowego dziecka nie potrafiłabym kochać tylko by mi przeszkadzało...
          Nie wyobrażam sobie kochania innego dziecka byłaby to chyba bardziej sumienna
          opieka, spełnianie rodzicielskiech obowiązków a nie miłość.
          To wcale nie przechodzi
          Chcę tylko mojego Marcysia
          Dorota mama Aniołka Marcinka
          • matilda2003 Re: A ja rozumiem Mamęwikusia 08.02.05, 12:45
            Witam Anuszka!
            Na tym forum mogłas juz przeczytać mój list, ale napisze jeszcze raz.
            Nie masz racji. Choć pewnie trudno ci teraz w to uwierzyć. Pomyśl gdybys miała
            dwoje dzieci, napewno kochałabys je tak samo. Nie rozgraniczałybyś tego,
            który jest mniej lub bardziej ważny.
            Kiedy zmarł mój synek, też myślałam tak jak ty, ale ja bardzo chciałam mieć
            klejne dziecko. Nie z poczucia obowiazku. Tylko dlatego ze moje zycie było
            takie puste bez dziecka. Teraz mam 14-sto miesięczna córeczkę. Jak sie
            urzodziła była identyczna jak mój synek. Codziennie kiedy na nia patrze
            dziękuje Bogu i światu że ją mam. Nie zapomniałam o Aleksiu. Jego zdjęcia stoją
            w kazdym pokoju mojego mieszkania. Matyldzi mówię ze to jej braciszek. I myslę
            sobie że Aleks nie chciałby żebym została sama i cieszy sie moim szczęściem.
            Ale też przyznaję ,że aby tak mysleć poterzebowałam dużo czasu.
            I myślę że Twój syn patrzy na ciebie i tak samo chciałby abys była szczęśliwa.
            • anuszka_bishi_buluu A ja rozumiem Mamęwikusia 08.02.05, 13:15
              No własnie-mój synek chciałby żebym była szczęśliwa.
              Po jego urodzeniu "popsułam się", mam bezowulacyjne cykle w ogóle jakaś
              beznadziejna sprawa zatytułowa w karcie:niepłodnośc wtórna
              Skoro mój synek chce być mój do końca i nie chcę żeby jakieś inne dzieci
              zajmowały jego miejsce w moim sercu to tak własnie jest.
              Może to zupełnie porąbane co teraz piszę ale zawsze się zastanawiałam że mój
              Marcinek może faktycznie chce być taki jedyny i dlatego tak się dzieje i nie
              mogę i nie będę miała już więcej dzieci.
              Chyba nawet nie mam co gdybać co by było jakbym miała więcej dzieci mam jedno
              ukochane leży w grobie i nic na to nie poradzę.
              A do adpocji nie jestem gotowa...
              Jeżeli nie potrafiłabym kochać urodzonego przez siebie dziecka adoptowane
              traktowałabym zupełnie jako substytut. To okropne!!!!
              Trochę jestem dzisiaj przybita.
              To przez te cholernie zbliżające się walentynki
              Dorota mama Aniołka Marcinka
    • alina30 Re: POCIESZENIE DLA TYCH KTÓRZY STRACILI DZIECKO 08.02.05, 15:32
      Bieta, twój list faktycznie niesie pocieszenie, dobrze że go napisałaś.
      Jednak (szkoda, że tak musi być) nie każdy TO czuje, jak Ty. Ja również nie i
      mam mieszane uczucia. Mój młodszy synek urodził się jeszcze jak żył Mateuszek i
      przez 6 miesiecy byliśmy szczęśliwą rodzinką w komplecie. Nagle komplet się
      rozsypał, a pustki po Mateuszku nie jestem w stanie niczym zapełnić. Nawet
      młodszym synkiem, choć na codzień to bardzo pomocna istota w stwianiu czoła
      rzeczywistości. Mijają trzy lata, a ja nadal nie chcę nikogo innego do naszego
      kompletu - tylko Mateuszka! I tylko o nim myślę. Nieustająco. Ale tęsknię też
      do rodzinnego kompletu. Miotam się:(
      Mam jeszcze jeden problem - poczucie stania w miejscu. Mija 6 lat odkąd
      urodziłam pierwszego synka, a ja nadal mam tylko 3,5 letnie dzieci! Nic nie
      idzie na przód. Kiedy zabrakło 3,5-letniego Mateuszka, cała opieka nad młodszym
      synkiem odbywała się na zasadzie filmu przewiniętego do tyłu. Wiedziałam, że to
      wszystko już kiedyś było. Tylko co się z tym stało? Od 6 lat jestem na etapie
      dziecinnym, a w zasadzie już powoli powinnam szykować synka do szkoły:( Myśl o
      kolejnej ciąży powoduje, że moje macierzyństwo ponownie cofa się do początku.
      Ile można????
      Nie wiem czy jeszcze kiedyś pomyślę tak ciepło, prawdziwie o nowym dziecku. Czy
      jeszcze kiedyś będę w stanie poczuć to poniecienie na wieść o ciąży?
      Teraz czuję tylko strach, gorycz, złość, niechęć...
Pełna wersja