i.n.f.i.n.i.t.y
09.02.05, 11:41
Czasami sobie myślę, że po stracie naszej Córeczki zaczęliśmy żyć z mężem w
dwóch różnych światach. Wiem, że to co się stało było dla niego również
wielkim szokiem i bardzo to przeżył, ale teraz zachowuje się jakby już o tym
zapomniał, jakby się z tym pogodził.
Czuje się taka samotna, bo on rzuca się w wir pracy i nie ma czasu myśleć o
tym co się stało, a ja cały dzień siedzę w domu i rozmyślam. Spędzamy ze sobą
czasami 3 godziny dziennie. Gdy on przychodzi z pracy jest zmęczony nie ma
siły by ze mną porozmawiać, a w dodatku strasznie się denerwuje gdy widzi, że
ja jestem smutna albo płacze, a gdy sama mówię mu, że jest mi smutno on
wzdycha i mówi: – ale co ja na to poradzę. Nie mogę spać, w nocy chodzę po
domu jak duch i płacze. Śnią mi się koszmary. Ciężko mi gdy on mówi: – że już
nie wie, co ma robić, jak ma ze mną rozmawiać, że już nie ma do mnie siły.
Dlaczego on nie rozumie, że ja cierpię, że nie mogę zachowywać się inaczej,
nie potrafię się uśmiechać, przecież to wszystko jeszcze takie świeże. Tak
bardzo denerwuje mnie to, gdy on ciągle powtarza: – uśmiechnij się. Gdy w
Święta nie chciałam iść w odwiedziny do jego kuzynostwa, obraził się, ale po
co miałam tam iść, chyba tylko po to by popsuć wszystkim humor, jak ja bym
się czuła patrząc na tych roześmianych ludzi, którzy nagle zaczęli mnie
traktować z dystansem udając, że nic się nie stało, że nigdy nie byłam w
ciąży.
Ja naprawdę chciałabym wierzyć, że będzie dobrze, że znowu zacznę się
uśmiechać, że jeszcze będziemy mieć dzieci, ale potrzebuję na to czasu. Nie
potrafię myśleć, że Ona żyła, umarła, trudno, bo razem z Nią umarły wszystkie
moje plany i marzenia, umarła jakaś cząstka mnie.
Chciałabym by mój mąż okazywał mi więcej zrozumienia, by w chwilach gdy jest
mi naprawdę ciężko był ze mną i choć raz powiedział mi, że jemu też jest
smutno. Komu się mam wyżalić, jak nie jemu. Staram się z nim rozmawiać, ale
to jest jak rzucanie grochem o ścianę.
Zastanawiam się czy Wy też macie takie odczucia względem swoich mężów,
partnerów? Czy oni rzeczywiście tak bardzo się od nas różnią? Czy tę tragedie
odbierają w zupełnie inny sposób niż my? A może jest na forum jakiś
mężczyzna, który by napisał o swoich odczuciach w tej sprawie.
Pozdrawiam gorąco!