Moja historia.

27.02.05, 01:03
Tak bardzo czekaliśmy na ciążę. Już baliśmy się, że coś jest nie tak. jednak
po pół roku udało się. Niezapomnę chwili gdy zobaczyłam dwie kreski na
teśćie. Nadal nie mogłam uwierzyć. Szybko popołudniu udaliśmy się do lekarza,
który potwierdził ciążę. Był to 4 tydz. Jacy byliśmy szczęśliwi. zresztą cała
rodzina. Wszyscy bardzo czekali na naszą kruszynkę. Na początku wszystko było
ok. Wyniki badań dobre, czułam się też dobrze. Miomo okropnych mdłośći byłam
najszczęśliwszą osobą na świecie. Strach przyszedł w 9 tyg. Zaczęłam
krwawić.Było to niewielkie krwawienie. Dostałam tabletki na podtrzymanie i
musiąłąm spędzić dwa tyg. w łóżku. Tak bardzo się bałam. Modliłam się żeby
wszystko dobrze się skończyło. Dziękowałąm za każdy kolejny tydzień. Minął 12
tydz. Trochę się uspokoiłam, bo niby najgorszy okres minął. Zaczęłam wierzyć,
że teraz już wszytko będzie dobrze. Na usg moje maleństwo wyglądało tak
cudownie. TAk fajnie było słuchąć jej serduszka.BAdania były w porządku.
Problemy zaczęły się znowu w 5 miesiącu. Okazało się,że mam wzw C. Znowu
chwile grozy co z moją córeczką. Od początku czułam ,że to dziewczynka.Wizyty
u lekarzy którzy zapewniali,że to nie ma wpływu na nasze maleństwo.Pobyt w
szpitalu, bo myśłałam żę wyciekają mi wody. Jednak fałszywy alarm. Za to
wykryto,że szyjka mi się rozwiera. nakaz odpoczynku. Dużo leżenia.Żadnego
stersu. JEdnak łatwo było mówić wszyskim,że mam się nie denerwować. Ciągle
się bałam. Stosowałam się do zaleceń lekarzy. Bardzo na siebie uważałam.
Byłam spokojniejsza z każdym tygodniem ciąży, bo wierzyłam ,że każdy następny
tydzień zwiększa szanse na przeżycia. W wielkanoc zaczął się 32
tydzień.Lekarze zapewniali mnie że z maleństwem jest wszysko dobrze. Była
bardzo ruchliwa. Nie mogłam się doczekać kiedy ją przytulę. Gdy już nie
miałam siły leżeć wyobrażałam sobie co będziemy razem robić.Jak cudownie
będzie nam razem. W drugi dzień świąt wielkanocnych od rana zacząły mi się
lekkie skurcze. O północy zostałam przyjęta do szpitala. Kroplówka i
zastrzyki na wstrzymanie skurczów i leki na rozwinięcie płucek maleństwa. I
tak spędziliśmy kolejne 4 tyg. CIągłe leżęnie pod kroplówkami. I ten paniczny
strach. W 36 tyg. po badaniu usg zadecydowano odłąćzyć mi kroplówki.
Stwierdzono,że dziecko jest duże i jak tak bardzo śpieszy się na świat to już
nic jej nie grozi. Skurcze się nasilały, ale rozwarcie nie. Wysłano mnie na
porodówkę i czekano na rozwój sytuacji. Kazano mi chodzić. Jednak skurcze i
rozwarcie były bez zmian. Nagle odeszły mi wody, które były zielonkawe.
Przyszedł do mnie lekarz z pytaniem czy się zgadzam na cesarkę, żę tak będzie
lepiej dla mnie i bezpieczniej dla dziecka. Zgodziłam się. Wszystko tak
szybko się działo. Znieczulenie w kręgosłup. Cięcie. I w końcu pojawiła się
nasza córeczka Wiktoria. Ciągle się zastanawiałam jak to będzie kiedy ją
zobaczę i usłyszę jej płacz. Gdy powiedzieli mi, że to dziewczynka i
usłyszałam jak płacze poczułam wielką ulgę. Poprostu wydawało mi się że teraz
już wszystko będzie dobrze. Powiedzieli mi że wszystko jest ok. Pielęgniarka
przyłożyła mi ją do twarzy. Mogłam ją pocałować. Jadnak nie mogłam ją dotkąć
rękami ani przytulić, bo wszędzie kroplówki i inne kable od różnych
urządzeń.Była taka śliczna i spokojna. Patrzyła na mnie swoimi dużymi
oczkami. Trwało to chwilkę, bo ją zabrali. Spokojnie czekałam jak skończą
mnie zszywać i już nie mogłam doczekać się chwili kiedy wezmę ja na ręce i
przytulę. Gdy zawieżli mnie na salę pooperacyjną nie przywieżli mi dziecka.
Powiedzieli, że muszę odpocząć i żę się nacieszę swoim malęństwem.
Zapewniali ,że z Wiktorią jest wszystko ok i ona też musi odpocząć. Spokojnie
zasnęła. Gdy tylko przychodziła pielęgniarka pytałam o to jak czuje się moja
córeczka. Oczywiście mówiono mi że dobrze. Nad ranem obudziłam się i poczułam
dziwny niepokój. Słyszałam płacz dziecka i miałam wrażenie że to moja
Wiktoria. Za chwilę przyszła do mnie lekarka i powiedziała, że jest jej
przykro ale nasz acóreczka jest w stanie krytycznym i czekają na karetkę aby
zabrać ją do innego szpitala.Potem przyszła drugi raz i powiedziała że jest
jeszcze gorzej i czy chcemy aby ją zabrali. Powiedziała, że nawet jak
przeżyje to będzie bardzo chora.Wydawało mi się,że chce usłyszeć od nas żeby
zaprzestali walczyć o jej życie. Niewiem jak mogła o to zapytać. Nie mogłam
uwierzyć w to co ona mówi. Nadal jednak myślałam że wszystko dobrze się
skończy. Strasznie płakałam i modliłam się żeby była silna i walczyła o
życie. Mój mąż pojechała razem z nią. Cały czas był przy niej jak próbowali
ją ratować.Ja miąłam wyrzyty że nie mogę być z nią w tych trudnych chwilach.
Popołudniu przuszedł do mnie mąż. Myślał że wiem, że nasza córeczka zmarła.
Nikt mi jednak nie powiedział. Jak tylko go zobaczyłam to się
domyśliłam.Myśląc o tym teraz wydaje mie się że wcześniej już czułam to, ale
nie dopuszczałam tej myśli do siebie.Kolejne dni to koszmar w szpitalu. Doba
spędzona na porodówce gdzie ciągle słyszałąm płacz innych dzieci i widziałam
radość innych kobiet. Potem kolejne dni na ginekologi wśród ciężąrnych.
Koszmar. Cały czas płakałam. Nie mogłam spać, jeść. Chciałam umrzeć i
dołąćzyć do mojej córeczki. Ciągle miałąm wyrzuty że coś zaniedbałam, że nie
widziałyśmu się długo, żę nie mołam być przy niej. Nie wybaczę sobie tego,że
nie nalegałam zaraz po cc o to żeby mi ją przywieźli. zobaczyłam ją dopiero
na pogrzebie w trumnie. Wyglądała jakby spała. Niezapomnę tych małych rąćzek
złożónych na brzyszku. Nie pozowlili mi jej przytulić, choć tak bardzo
chciałam ją choć przez chwilę potrzymać na rękach. Nie miałam siły nalegać.
Niewiem czy to lepiej. Być może nie potrafiłam bym jej tam spowrotem włóżyć,
a możę było by mi teraz lżej. Za kilka dni minie 10 miesięcy, a ciągle nie
potrafię żyć bez mojej kochanej Wiktorii.Nauczyłam się nie płakać przy
najbliższych i na cmentarzu. Płaczę wtedy gdy nikogo nie ma w domu, albo w
nocy, tak żeby nikt nie słyszał.Nie mam jej zdjęcia. Zostały ubranka,
łóżeczko, wózek i nne rzeczy których nigdy nie zdążyła używać i blizna na
moim brzuchu. Rodzina mnie wspiera, ale większość nie mówi o mojej córeczce.
To mnie boli, bo tak jakby o niej zapomnieli. Niektórzy mówią mi, że to
lepiej że to się stało zaraz po porodzie, bo nie zdążyłąm się przyzwyczić.
Ale co ja mam zrobić z tą pustką w sercu. Ja bym chciała mieć trochę
wspomnień ze wspólnie spędzonych chwil, zdjęci, cokolwiek co do niej
należało, coś co nosiłą, czy się bawiła. A tak nie mam nic.Tak boję się żę
zapomnę jak wyglądała, bo przecież widziałam ją tylko chwilę. Tak przykro
jest mi gdy patrzę na córeczki mojej siostry. Moja córeczka, byłby o 6 tyg.
strasz od jednej z nich. Zazdroszczę mojej siostrze i koleżankom, które mają
swoje maleństwa przy sobie. Ja mogę tylko chodzić na cmentarz i wyobrażać
sobie że kiedyś w końcu będziemy razem Nie mogę się tego doczekać.Niewiem
dlaczego nas to spotkało, czym sobie na to zasłużyliśmy. NA początku
chodziłam często do kościoła. Szukałam tam odpowiedzi.Teraz jednak ma żal do
Boga. Wierzę, że moja córeczka jest Aniołkiem i mam nadzieję, że jest jej
dobrze w niebie, ale ja mam żal do Boga,że mi ją zabrał a mnie zostawił. Kto
mi powie jak mam dalej żyć.Czasmi już nie mam siły. Czuję zazdrość patrząc na
wszyskie szczęślwie mamy i ich dzieci.Ciągle pytam dlaczego i nie słyszę
odpowiedzi.
Potrzebowałam się wyżalić. Nie potrafię już rozmawiać o tym z bliskimi. Nawet
z mężem jest mi trudno o tym mówić. Niewiem dlaczego ludzxie, którzy tak
bardo pragną dzieci napotykają na tyle terudności. Podziwiam wszystkie
dziewczyny, które ciągle próbują po tylu poronieniach.Ja niewiem czy się
odważe sprówbować raz jeszcze. Bardzo pragnę braciszka albo siotrzyczki dla
mojej Wiktorii, ale strach jest silniejszy.Niewiem czy podołam.Życzę wam
nadzieii i wytrwałości i dzięki że jesteście.
    • aga1610 Re: Moja historia. 27.02.05, 10:01
      Bardzo mi przykro, że straciłaś swoje ukochane dzieciątko. Czytałam Twoja
      historię i płakałam. Nawet nie wiem co Ci napisać, żeby Cię pocieszyć. Chyba
      żadne słowa nie ukoją tego bólu, który masz w sobie.
      Mam nadzieję, że Twoja Wiktoria, bedzie miała rodzeństwo i życzę Ci Tego z
      całego serca.
      Pozdrawiam i trzymaj się
      Agnieszka
      • zorka7 Re: Moja historia. 27.02.05, 10:22
        Tak bardzo cię rozumiem...

        Też czekałam na dziecko, gdy zaszłam w ciążę czułam, ze urodzę dziewczynkę. W
        ciąży miałam problemy, leżałam w szpitalu i walczyłam o nią jak lew - mimo to
        urodziła się w 27 tygodniu ciąży przez cc. Żyła niecałe 10 dni.
        Leżałam w 5-o osobowej sali - wszystkie mamy prócz mnie miały przy piersi
        dzieci.
        Nie mam żadnego jej ubranka, jak ty.
        Przyjaciele okazali się bezradni. Zamiast pomóc -odsunęli się z nadzieją, że za
        pół roku, rok będzie normalniej...
        Na początku chodziłam do kościoła i czułam, że to ta właśnie droga. Potem wiara
        minęła.
        Też wydawało mi się, ze nie podołam, że Martynka nie będzie miała rodzeństwa.
        Niecałe dwa lata po Jej odejściu urodził się Bartuś. Był w moim brzuchu tylko
        o... 10 dni dłużej niż ona. Teraz ma 16 miesięcy - jest cały i zdrowy, choć
        chętnie zapomniałabym o naszych początkach razem.
        Nie rozumiem tego, że mały po prostu jest, nie rozumiem Jej odejścia - tak samo.

        Chciałam ci powiedzieć, że życie może nas zaskoczyć - o dziwo - czasem
        pozytywnie. To piekielnie trudne: uwierzyć w szczęście po śmierci dziecka.

        Minęło 10 miesięcy - aż i tylko. Poczekaj, daj sobie czas, nie wymagaj od
        siebie zbyt wiele. Potraktuj siebie jak rekonwalescenta. Wiktoria jest przy
        tobie - bardzo chcę w to wierzyć. I wydaje mi się, ze będzie lepiej niż teraz
        myślisz...
        • mamawikusia Re: Moja historia. 27.02.05, 14:40
          Przytulam i rozumiem Twój ból.
    • beol Re: Moja historia. 27.02.05, 15:54
      Witam Cię serdecznie.
      Przykromi,ze tez zostałas doswiadczona przez zycie tak jak ja.
      Moja coreczka Olimpia 11 marca skonczylaby 10 miesiecy.Była naszym upragnionym malenstwem, bardzo oczekiwanym, chcianym... W 38 tyg. umarla we mnie (ciaza przebiegała bez problemow). Ciagle pytam, dlaczego ja, dlaczego wlasnie moje malenstwo... Cisza, brak odp. Rodzina, znajomi ciagle mowia, ze teraz juz bedzie tylko dobrze, bo zle juz bylo.Oni nawet nie wiedza jak to wkurza. Oni tego nie zaznali tak jak my, nie zdaja sobie sprawy, ze my do konca zycia mamy nasze aniolki na cmentarzu i tylko tam. Nie mozemy ich przytulic, chodzic z nimi na spacery.

      Przytulam Cie mocno.pa,pa
    • azjawusa Re: Moja historia. 27.02.05, 16:13
      Jestem z Toba.
      Przytulam mocno Asia
    • alina30 Re: Moja historia. 28.02.05, 09:42
      Przykro mi bardzo:( na prawdę trudno coś madrego w takiej chwili powiedzieć.
      Jestem z Tobą, trzymaj sie!
    • vinga_o Re: Moja historia. 28.02.05, 10:33
      Tak mi przykro ... Pewnie ból po stracie upragnionego dziecka nigdy nie minie,
      może kiedyś będzie tylko bardziej znośny. A milczenie rodziny i znajomych, tak
      jakby uśmierca nasze kruszynki ponownie, tylko dlatego, że nie zdążyły zaistnieć
      w pamięci innych.

      Życzę Ci, aby szczęście uśmiechnęło się niedługo do Ciebie. Nie możemy się
      poddać, ja również bardzo boję się ciąży i podziwiam dziewczyny, które walczą, a
      jednocześnie o niczym innym tak nie marzę ...

      Przytulam Cię mocno, trzymaj się i nie pozwól smutkom się pokonać :-)))
      Kinga
      • lena1981 Re: Moja historia. 28.02.05, 12:21
        Jestem z toba.
        Jest mi przykro, nie wiem co moge powiedziec, jak zmniejszyc twoj bol. Po
        prostu jestem z toba..
    • mamadasia5 Re: Moja historia. 28.02.05, 14:11
      Bardzo mi przykro, nie mam słów. Pomodlę sie aby było Ci choć o drobinę lżej.
      Agnieszka
    • matilda2003 Re: Moja historia. 28.02.05, 14:34
      Kochana Edziu!
      Czytałam Twój list i wszystko we mnie odżyło. Bo moja historia była dokładnie
      taka sama. Na swojego syna czekałam 7 lat. Odkąd pamietam miałam bardzo mocne
      pragnienie macierzyństwa. W wieku 20 lat usunieto mi cyste wielkosci piłeczki
      tenisowej z wiekszą cześcia prawego jajnika. Myslałam że nigdy nie bede miała
      dzieci. Zaszłam w ciąże w wieku 27 lat. Byłam taka szczęśliwa. Miałam ułożone
      życie, prace, mieszkanie. Alex był zaplanowanym i wyczekiwanym dzieckiem.
      Ciaża przebiegała znakomicie. Oprócz częstych stawiań macicy wszystko było w
      porządku. Chodziłam do pani ginekolog co 2, 3 tygodnie. Robiła mi USG, badała
      tetno synka. Pamietam ze zawsze płakałam gdy słyszłam bicie jego serca. Tak
      bardzo go pragnęłam. Wiedziałam że on mnie nigdy nie zostawi, że zawsze
      bedziemy razem.Ze zawsze mnie przytuli gdy bedzie mi ciężko. Urodziłam Alexa
      05.08.2002 przez cesarskie cięcie poniewaz mały był ułozony posladkowo.
      Pamietam jak sie urodził i wkładali go do takiego małego łóżeczka, on chwycił
      sie metalowych szczebelek i chciał ich puścic. Słyszałam zachwyty zespołu
      lekarzy ,jaki on silny , duzy i zdrowy. Był taki sliczny. Przytulałam go,
      karmiłam i wierzyłam że juz nigdy nie bede sama. W nocy połozne zabrały go do
      siebie zeby troche dokarmic, bo nie miałam jeszcze pokarmu. Zasnęłam szczęsliwa
      i spełniona. Spokojna o wszystko. Koszmar zaczął sie o 5 rano ,gdy przyszła
      pani neonatolog powiedzieć mi że z moim synem jest coś nie tak. Wtedy jeszcze
      nikt nie wiedził co mu było. Ja leżałam unieruchomiona po cesarce, a niedaleko
      moj syn walczył o życie. Nie było mnie przy nim. był mój mąż i moja mama.
      Przewieźli go erka do szpitala dzieciego, ale niestety nie udało sie go
      uratowac. Okazało sie ze miał tylko połowe serduszka(HLHS). To tylko ta połowa
      tak pieknie biła w moim brzuchu. Zył tylko 23 godziny. Tak jak ty chciałam
      umrzeć razem z moim synkiem. Nie mogłam znieść płaczu dzieci na oddzile nie
      mogłam znieść szczęsliwych matek i ich mężów którzy przychodzili z kwiatami.
      Myślałam ze dam sobie amputowac piersi, które szybko napełniły się mlekiem.
      Jak mnie wypisali ze szpitala, mój tata musiał mnie z niego wynieźć, tak bardzo
      płakałam,że wychodze sama a nie z moim synkiem. Przez miesiac nie umiałam
      wrócic do domu ,gdzie miałam dla niego wszystko przygotowane.Mieszkałam u
      rodziców. Żyłam jak w odrętwieniu. Spałam ,wstawałam, szłam na cmentarz i tak w
      kółku. Po miesiącu wróciłam do domu. Dom był taki pusty. Nie było płaczu
      dziecka ,nie pachniało oliwką, nie było sterty pieluch, nic nie było. Pokój
      zamknęłam i traktowałąm jak kaplicę. Po Alexie zostały mi zdjęcia,
      śpiochy,czapeczka i kaftanik w których umarł. I wielka pustka w sercu. Bardzo
      długo nienawidziłam świata ,Boga, szczęśliwych matek. Omijałam z daleka wózki z
      malutkimi dziećmi.
      Wiedziałam ze takie życie nie ma sensu. Wiedziałam że bez dziecka moje życie
      nie ma sensu. I choć bardzo sie bałam i choć na początku myslałam ze nie moge
      przeciez Alexa zastapic innym dzieckiem, postanowiłam szybko zajść w ciąze.
      Oczywiście ak to zwykle bywa w takich sytuacjach ,nie było łatwo.
      Ale udało się po ośmiu miesiącach od śmierci syna.
      Strach towarzyszył mi cała ciaże.
      Ale udało się. Teraz jestem szczęsliwą mama juz prawie 15-sto miesięcznej
      Matyldy. Ona dodaje mi energii do życia. Kocham ja tak jak nigdy nikogo na
      świecie. Nigdy nie zapominam o Alexie. Zawsze bedzie w moim sercu. Często
      patrze na moja córkę i myślę sobie, że szkoda ,ze nie m Alexa. Byłby juz duzym
      facetem. Z drugiej strony wiem,ze gdyby on żył nie byłoby Matyldy. To takie
      trudne. Teraz mam dwoje dzieci. Jedno gdzieś tam, czuwa nad nami. Mój Aniołek.

      Kiedy zmarł mój synek myslałam ze jestem sama na świecie. I krzyczyłam na Boga,
      dlaczego własnie mnie to zrobił, ze ja nie zasłużyłam. Teraz czytając to forum,
      wiem jak dużo mam, tatusiów i dzieci tak bardzo cierpi.

      Trzymam za ciebie kciuki. Wierzę ze i Tobie sie uda i bedziesz szczęsliwa Mama.
      Nie zamykaj sie przed światem. Myslę ,że Twoja Wiktoria bardzo chce żebys była
      szczęsliwa.

      Pozdrawiam Cię bardzo mocno.
      Jowita.Mama Aniołka Alexa i Małej Matyldzi
      www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec154.htm
    • matilda2003 Re: Moja historia. 28.02.05, 14:46
      Kochana Wikusiu - znajdź tam mojego synka Alexa. Zaprzyjaźnij się z nim. On sie
      Tobą napewno zaopiekuje.

      Jowita
    • aania25 Re: Moja historia. 28.02.05, 16:42
      Tak mi przykro i smutno z powodu Wiktorii. Nie wiem nawet jakie slowa dobrac,
      bo nie potrafie wyrazic swojego smutku a tym samym nie umie ukoic Twojego bolu.
      Zyj w nadzieji ze nadejdzie dzien kiedy ujrzysz swoja Kruszynke i bedziesz
      mogla ja tulic przez caly czas, a ona swoja malutka raczka dotknie Twojej
      twarzy. To bedzie wspaniala chwila. Trzymaj sie cieplo.
      Ania
    • i.n.f.i.n.i.t.y Re: Moja historia. 28.02.05, 18:41
      Kochana!!!
      Twoja historia jest moją historią!
      Ściskam Cię mocno

      Marzena mama aniołka Angeliki
    • maniakow Re: Moja historia. 28.02.05, 22:48
      Przytulam, bo nie wiem co napisać. Zawsze staram się czytac o Waszych Małych
      Aniołkach i zawsze płaczę. Modlę się za Nich i za Was. Wiktoria jest
      najpiękniejszym Aniołkiem, modlę sie za nią.

      P.S. Jestem tą szczęsliwą mamą której tak zazdrościsz - moja Emilka urodziła
      się 6.04.2004 - ale pomimo tego jestem z Tobą i Twoim Aniołkiem - na tyle na
      ile potrafię.
    • gandzia4 Re: Moja historia. 28.02.05, 22:57
      Twoja historia bardzo mnie poruszyła, moja mama ma WZW C, dlatego wiem jakie to
      jest podstępne i groźne choróbsko, a ja też straciłam dzieciątko (poroniłam w 12
      tyg.) i przeszłam załamanie. Jestem w stanie wyobrazić sobie jak strasznie się
      czujesz. Jeśli będziesz chciała to pisz na priv gazetowy.
    • ostsee Re: Moja historia. 28.02.05, 23:34
      piszesz,ze nie masz zadnych fotek,zadnych wspomnien.wiesz co dla mnie jest
      najgorsze.kiedy codziennie mijam miejsca w ktorych bywalem z moim
      zrebaczkiem,kiedy czuje jeszcze jego zapach pieluszek,kiedy w koncu otwieram
      dyskietke i widze jego rozesmiana buzie,dopiero teraz kiedy moja zona juz spi
      moge sobie pozwolic na lzy lecace potokiem z mych oczu...
    • blablatka Re: Moja historia. 01.03.05, 13:16
      Pamiętaj że skarbek patrzy na Ciebie z góry i musisz częsciej się
      uśmiechać...za każdym razem jak zaświeci słońce wiedz, że to znak od Twojej
      córeczki!!!

      gg4975740
    • mzk3 Re: Moja historia. 01.03.05, 15:35
      Kochana jest mi tak bardzo przykro.Przytulam Cię mocno.Czytając twój list łzy
      same spływały mi po policzkach.Przed oczami miałam również swój dramat,który
      przeżyłam... Mój scenariusz jest podobny do Twojego,też straciłam mojego synka
      w 8 mies.,miałam cesarkę.W tym roku miną 2lata jak go nie ma z nami...Nie
      potrafię powiedzieć dlaczego,dlaczego! nas to spotyka!!!Ból i cierpienie
      zostanie w nas,ale z czasem będzie lżej,uwierz...Na początku człowiek ma żal do
      Boga,do siebie,do całego świata.Teraz po tym czasie cierpienia i smutku staram
      się myśleć pozytywnie,chcę spróbować jeszcze raz.Wiem,że następna ciąża będzie
      trudna,każdy brak ruchów dzidzi będzie napawał mnie stresem.Niewiem jak
      będzie,nie chcę teraz o tym myśleć.Co tydzień odwiedzam grób mojego synka
      Dawidka,rozmawiam z nim i wiem,że jest mu tam dobrze i ze kiedyś spotkamy
      się...Musimy znalezć w sobie siłę i żyć dalej dla rodzeństwa naszych
      Aniołków.Niewiem Edzia czy pomogłam Ci chociaż troszkę tymi słowami,jestem
      całym sercem z Tobą.Leczenie ran wymaga czasu,czasem więcej, czasem
      mniej...Życzę Ci aby przyszedł czas,kiedy będziesz mogła powiedzieć,że jesteś
      gotowa spróbować ponownie.Jeżeli będziesz miała ochotę pogadać napisz na
      priva,chętnie odpiszę.Pozdrawiam.
      Mzk3.
    • edziawz Re: Moja historia. 01.03.05, 16:18
      Dziękuję Wam za słowa otuchy. NAwet nie myślałam,że tyle osób do mnie napisze.
      Pozdrawiam Was serdecznie.
    • darwina Re: Moja historia. 02.03.05, 10:47
      Płaczę,tak strasznie mi ciebie żal! Z całego serca życzę ci wszystkiego
      najlepszego. Żebyś urodziła jeszcze dzidziusia zdrowego i mogła się nim cieszyć.
    • 1megan Re: Moja historia. 02.03.05, 17:04
      bardzo mnie poruszyła twoja historia, bardzo ci współczuję trudno mi teraz coś
      sensownego napisać życze ci ciepełka na serduchu
Inne wątki na temat:
Pełna wersja