ivonne2
25.04.05, 11:36
Witajcie. Dzisiaj są drugie urodziny mojej córki Ninki. Ninusia miała wade
serduszka HSHL. Zmarła po siedmniu dniach od urodzenia.( MÓJ NAJDROŻSZY
UKOCHANY ANIOŁECZEK)
"Cudowni" lekarze wykryli wade ją jak już zarósł przewód Botalla i dziecko
zrobiło się sine, umierało... Niby dwa lata, to okres z którym można uporać
się z żałobą, na co dzień wydaje mi się, że mam to już za sobą. Jednak w
takich dniach jak ten nie mogę sobie znaleźć miejsca. Powracają pytania
Dlaczego? I żal do siebie, że nie było mnie przy niej kiedy odchodziła, była
sama w tym ogromnym inkubatorze z tymi wszystkimi rurami, kablami i igłami..
Boże co ze nie za matka!!!!!! Mąż i lekarze mówili mi, że tak będzie lepiej,
ze moje serce nie znisie tego widoku. Wtedy dałam się zwieść, namówić, byłam
oszołomiona. Zresztą tak było też wygodnie, nuie musieć patrzeć jak
cierpi "krew z mojej krwi" i "ciało z mego ciała"...
To jest największy wyrzut sumienia mojego zycia. Ninka chyba mi nigdy tego
nie wybaczy. Kilka miesięcy po pogrzebie, kiedy przestałam brac antydeprechy,
zaczęło do mnie docierać co zrobiłam, że nie pożegnałam się z moją córeczką.
Chciałam nawet.., a moze lepiej o tym nie pisać. Coś mnie powstrzymywało, po
kilkunastu dniach już wiedziałam. Pod moim serduszkiem rosła nowa istotka.
Musiałam moje potrzaskane w proch serce, zebrać i cierpliwie poskładać,
kawałek do kawałeczka...
Michasia urodziła się zdrowa, jest promykiem światła w moim ciemnym zyciu. I
choć moje małżeństwo prawdopodobnie się rozpadnie, wiem, ze musze być dla
niej dobrą matką, żeby wyrosła na porządnego człowieka.
Teraz kiedy śpi i oddycha spokojnie, ufnie, mam jeszcze większy scisk w
sercu. Pewnie wy wszyscy, którzy byliście ze swoimi dziećmi w tych ostatnich
chwilach nie zrozumiecie mnie, nawet tego nie oczekuje. Bardzo żałuję..
wreszcie z siebie to wyrzuciłam.