aagnieszek
05.05.05, 19:43
Bardzo rzadko tu się odzywam, raczej czytuję niż piszę. Jednak dzisiaj muszę
sobie gdzieś "ulżyć" bo już nie mogę:(
Choroba mojego dziecka(autyzm) nie jest śmiertelna, nie przybrała też na
szczęście najciężej jej postaci. Jednak nieustanny stres i napięcie związane
właśnie z kłopotami Małej doprowadziły mnie do takiego stadium nerwicy
(depresji..?) że sama kwalifikuję się już do leczenia. Rozsądek
mówi: "konieczny psychiatra!" a równoczesny brak siły i jakaś straszna
inercja nie pozwala mi tam dojść. Wiec nie idę:( I z dnia na dzień coraz
bardziej ginę zadręczając się wszystkimi moimi fobiami, obawami i rozszalałą
somatyką. Najbardziej chyba by mi pasowało by taki psychiatra przyszedł do
mnie do domu i w dodatku sam wiedział(bez rozmowy) jak mi pomóc. Wiem,
jednak, że to nie realne i że ten ruch należy do mnie. Wiem i nic nie
robię... A za chwilę przestanę być w stanie zajmować się dziećmi, domem,
czymkolwiek.
Ratunku:(