Jak radzicie sobie ze stresem?

06.05.05, 23:45
18 lat temu pracowalam w naszym polskim LOCIE jako stewardessa
pokladowa.Bylam twarda i odporna na wszelkie stresy zwiazane z
tym zawodem.Zycie bylo dla mnie niustajaca przygoda.Chcialam zyc
ale rownoczesnie nie balam sie smierci.Dzis po wielu latach jestem
klebkiem nerwow.Po urodzeniu chorej coreczki jeszcze jakos dawalam
rade.Dobila mnie smierc nienarodzonego synka w 2000 roku.Chcialam
odrazu przejsc na leki antydepresyjne ale maz mnie przekonal zeby
z nich zreygnowac bo uzalezniaja.Dzis widze ze to byl blad-trzeba bylo
odrazu zaczac brac leki.Jest ze mna coraz gorzej.Rece mi sie trzesa,
miewam stany glebokiej depresji coraz czesciej i czesciej.Czuje ze
dlugo juz nie pozyje.Chyba ze zdecyduje sie na te leki. A jak u Was
pod tym wzgedem?Macie moze jakies "tricki"pomgajace sie uporac ze
stresem?
    • mamawikusia Re: Jak radzicie sobie ze stresem? 07.05.05, 09:12
      Kiedy Wicio żył i każdy dzień, każda godzina była walką o Jego zycie nie
      radziłam sobie sama ze sobą.
      ZAmiast cieszyć się każda chwilą spędzoną z Wicią, mój stres sięgał zenitu.
      nawet wtedy kiedy aparatura wskazywała ze wszytko jest pod kontrolą ja
      doszukiwalam sie jej błędu.
      i tak prze 6 miesięcy i 1 dzień.
      codzienna walka przeplatana z bluźnieniem Bogu i na przemian proszeniem Go o
      cud.
      tak strasznie sie bałam,żadne słowa nie są w stanie opisac tego strachu i bólu
      jaki wtedy czułam.
      poznałam sens powiedzenie że "żal ściska serce"
      ja to ściśnięcie czuje nadal tak głeboko fizycznie kiedy przypomną sobie niemoc
      jaka mnie ogarniała kiedy Wicio cierpiał.

      Może to wydać się wileu Wam dziwne, ale dopiero kiedy wróciłam do domu 3 dni po
      śmierci Wici odetchnęłam ze spokojem.
      tak odetchnełam ,pomimo niezliczonego bólu jaki czułam i poczucia ze nigdy
      więcej tutaj na ziemi nie wezmę Go na ręce nie przytulę, nie dotknę Jego
      delikatnej skórki i nie poczuję Jego zapachu.
      odetchnełam bo powiedziałam sobie " nie bądz egoistką najważniejsze ze Wicia
      już nie cierpi"
      i kiedy jest mi tak bardzo źle powtarzam sobie te słowa.

      a kiedy dogania mnie stres związany z tym naszym przyziemnym życiem , myślę
      sobie i co to za problem i co to za powód do stresu
      Wicio nauczył mnie rozróżniac sprawy ważne i błahe, oprzewartościował mój
      świat,a ja musze się tylko pilnowac by nie zboczyć gdzies w bok.
    • leksheygyatso Re: Jak radzić sobie ze stresem i stratą? 07.05.05, 09:28
      WITAM,

      jak słusznie Pani zauwazyła długo "twardym" być nie można.
      Warto szukac mądrego wspracia i pomocy.
      Polecam rozejrzeć się za psychologiem/psychoterapeutą.
      W Warszawie BARDZO DOBRE warsztaty antystrsowe organizuje Laboratorium
      Psychoedukacji do którego mam pełne zaufanie.

      JAK SOBIE RADZIĆ ZE STRESEM

      Warsztat wyjazdowy poświęcony indywidualnej diagnozie sytuacji stresowych
      uczestników i praktycznym ćwiczeniom technik antystresowych.

      Prowadzący: Ewa Chalimoniuk
      Terminy: 22 - 24. 04. 2005 r.
      24 - 26. 06. 2005 r.
      16 - 18. 09. 2005 r.
      25 - 27. 11. 2005 r.

      JAK PRZEŻYĆ STRATĘ, JAK TOWARZYSZYĆ BLISKIEJ OSOBIE W PRZEŻYWANIU STRATY

      Tematy warsztatu to:

      śmierć jako naturalna kolej życia

      pomoc w przeżywaniu uczuć w różnych fazach żałoby

      empatyczne współodczuwanie straty a jednocześnie prawo do zadbania o siebie i
      swoje uczucia

      Prowadzący: Ewa Chalimoniuk
      Terminy: 11 - 12. 02. 2005 r.
      22 - 23. 10. 2005 r.


      KONTAKT:
      Laboratorium Psychoedukacji
      03-932 Warszawa
      ul. Katowicka 18

      TELEFONY:
      (022) 617-61-64
      (022) 616-13-72
      0501-201-490

      FAX
      (022) 617-24-52

      pozdrawiam i życzę dużo zdrowia
      OM MANI PEME HUNG
      NAMO BODHISATTWA KSITIGARBHA
      NAMO BUDDHA UZDRAWIANIA-TATHAGATA PROMIENIUJĄCEGO LAPIS LAZULI

      lekshey



    • agablues Re: Jak radzicie sobie ze stresem? 07.05.05, 21:16
      Nie wiem od czego zależy, jak kto sobie radzi. Wychowanie? Nastawienie do
      życia? Wsparcie bliskich i otoczenia? Wiara? Chyba wszystko ma wpływ.

      Mogę powiedzieć za siebie. Ja czuję, ze jestem pod opieką Opatrzności. Od
      samego początku nie byłam sama. Miałam wsparcie męża, potem, kiedy poznaliśmy
      diagnozę - czyli wyrok na Igę, mielismy opiekę hospicjum. Czulismy się
      bezpieczni, bo mielismy zapewnionego lekarza, pielęgniarki. Potem wsparcie
      Księdza. A w lutym, czyli 3 mies po urodzeniu Igi, powstało to forum. Nie
      czułam się już całkiem wyizolowanym wyrzutkiem. Zobaczyłam, ze są też inni
      rodzice po "tej stronie", którzy też się borykają ze swoimi problemami,
      nierzadko dużo powazniejszymi niż moje. Poznałam tu ludzi, którym nie musiałam
      wiele tłumaczyć, rozumieliśmy się bez zbędnych słów. Pisałam tu swobodnie o
      swoich lękach i nadziejach, inni forumowicze poznali i chyba polubili moją
      chorą ( a dla świata bardzo upośledzoną ) córeczkę, kibicowali nam każdego
      miesiąca, zachwycali się nią jak ja. Kiesyś uświadomiłam sobie, ze większa
      część mojej licznej, dalszej rodziny nie wie nic o Igusi, nigdy jej nie
      widzieli, a forumowicze tak. To było mi bardzo potrzebne. a kiedy umarła, wiem,
      ze nie tylko ja po niej płakałam, wiedziałam, że sporo osóbo niej bedzie
      pamiętało, ze nie odeszła w zapomnienie. Tutaj nadal mogłam o niej pisać, o
      swojej tęsknocie i czarnych dziurach. Dla mnie to była najlepsza terapia. Forum
      było ( i nadal jest) dla mnie grupą wsparcia. Na bieżąco mogłam wylewać swoje
      myśli i uczucia, nic nie musiałam tłumić. No i wiedziałam, ze inni przeżywają
      to samo, że moje reakcje są normalne.

      Pewnie na pogodzenie się z losem, miało też wpływ moje wychowanie. Mówiła mi
      często, ze od życia trzeba przyjmować wszystko, i te dobre chwile, i te smutne.
      Dużo tez pomogło hospicjum. Poznając historie innych dzieci, często dużo
      bardziej cierpiących, zrozumiałam, ze najważniejsza jest jakość życia Igi, nie
      tylko jego długość.

      Czasami jestem zdziwiona, ze tak łagodnie przeszliśmy przez chorobę i smierć
      Igi. Boję się, czy kiedyś nie powróci jakaś potwornie czarna dziura. Mam
      nadzieję, ze nie.

      Pozdrawiam, aga

      • azjawusa Re: Jak radzicie sobie ze stresem? 08.05.05, 16:09
        Dziekuje Wam bardzo
        Ja niestety nie mialam wsparcia bliskich osob,a rodzinka meza
        niezbyt sie wszystkim przejela.Mieszkam w Stanach a moja mama
        i siostra(jedyne osoby ktore mnie rozumialy) w Polsce.Wasze forum
        tez jeszcze nie istnialo a grupy wsparcia nikt mi nie zaoferowal.
        Najbardziej mnie bolala reakcja tesciowej (a raczej brak jakiejkolwiek
        reakcji)Wiec nie moglam na nikogo liczyc(wszyscy znajomi tez w Polsce)
        Minelo kilka lat i moge stwierdzic ze najwieksza przyczyna tych moich
        depresji nie byl tyle brak zainteresowania ze strony krewnych co nienawisc
        do samej siebie za to co sie stalo(sama sie non stop obwinialam za wszystko)
        Rodzinka nazwala mnie histeryczka i odwrucila sie odemnie.Ale jestem osoba
        wierzaca i wlasnie ta wiara tez bardzo mi pomaga.Jesli chodzi o najblizsza
        przyszlosc to bede musiala chyba zaczac uzywac antydepresanty bo chce normalnie
        funkcjonowac jako mama dla mojej 10letniej coreczki i 4 letniego synka.
        Pozdrawiam serdecznie Asia
    • agab51 Re: Jak radzicie sobie ze stresem? 09.05.05, 21:26
      najgorzej jest zimą. gdy brak słońca, całe tygodnie w domu, bez możliwości wyjścia na podwórko, do sklepu po chleb, cztery ściany. a stan dziecka jest taki sobie.
      i kiedy nie ma na leki.
      najbardziej dla mnie stresujące było, jest, i będzie, że wiem, jak leczyć dziecko- jest tyle wspaniałych preparatów pomagających w leczeniu, witamin, odżywek, nowoczesnych antybiotyków, szczepionki, tylko, że nie mam do nich dostępu, lub są za drogie.
      co mi pomaga w przezwyciężeniu tego stresu to na pewno dostęp do internetu, to forum, inne fora, poGGadanie z rodzicami, którzy mają chore dziecko. wymiana doświadczeń; zdobywanie nowych, coraz nowszych informacji.
      teraz także zbieranie różnych papierów do fundacji, żeby założyć subkonto dla małej, szukanie pomocy finasowej- gdzie się da. to, że walczę o kazdy pieniążek daje mi siłę, i to dużą. bo wreszcie czuję, że mam na coś wpływ, że skoro nie mam na czym już oszczędzić, to może czas zacząć gdzieś zdobywać. ale do tego musiałam dojrzeć, naprawdę.
      poza tym zaczęłam pomagać w pracy mężowi. biegiem do firmy, potem biegiem do domu, i tak biegam w te, i we te. z jednej strony to fajnie, że praca jest na miejscu, ale z drugiej strony, to okropnie męczące. w kazdym razie próbuje pracować, a jak juz coś robię, to całą sobą, jakbym chciała się wyżyć w tej robocie.
      kiedyś też byłam silna, przebojowa. teraz czuję sie sklapciała, jakby to nie było moje życie, tylko jakbym ja była obserwatorką swoich poczynań. depresja, brak woli walki. muszę przyznać, że mam wsparcie w mężu, w rodzinie, ale gdybym nie karmiła piersią, to na pewno wspomogłabym się lekami. nie tylko dla siebie bym je brała, dla moich bliskich przede wszystkim, bo bardzo trudno wytrzymać ze mną.
    • alexxja Re: Jak radzicie sobie ze stresem? 10.05.05, 14:01

      Było to dosyć dawno temu.Miałam już syna -planowałam, że jak skończy 6 lat
      będę miała drugie dziecko -niestety 3x poroniłam 6,9,17 t.c.Nie umiałam sobie
      poradzić sama.Musiałam skorzystać z pomocy specjalisty.Cała rodzina pocieszała
      mnie: przecież masz już jedno dziecko - ale ja przecież chciałam być jeszcze
      mamą.Były to dla mnie bardzo ciężkie lata.Czułam,że jak będę miała dziecko to
      będę zdrowa, będę sie dobrze czuła a naprawdę źle było.No i po 3 latach udało
      się- urodziłam córeczkę i wszystkie stresy minęły,byłam cała szczęsliwa i
      jestem do tej pory - nie mam zadnych kłopotów nerwicowych.Myślę, ze w
      krytycznych sytuacjach można szukać pomocy u specjalistów.Czasami nie potrafimy
      sobie sami pomóc.Po następnych 14 latach - cud- urodziłam następna
      córeczkę.Jestem szczęśliwa ale ciągle nie mogę uwierzyć że to szczęście będzie
      juz zawsze, bardzo boję się o moją córeczkę mimo,ze jest zdrowa.Często mam złe
      sny, w których ją szukam.Może słuchajac Was i znajdując tyle nieszczęscia
      instynktownie boję się, że i mnie coś takiego moze spotkać.Mam takie chwile żze
      lecę do niej i mocno ja całuję i przytulam.
      No wreszcie się trochę wygadałam, przepraszam ze tak długo ale też nie mam z
      kim na ten temat porozmawiać .Pozdrawiam
      • azjawusa Re: Jak radzicie sobie ze stresem? 12.05.05, 16:32
        Dziekuje Wam serdecznie za wypowiedzi.Ja tez niestety czesto bywam nie do
        wytrzymania.Kloce sie czesto z mezem,robie awantury bez powodu.Czasem
        nawet aby zwalczyc depresje kupie sobie pare puszek piwa i... .No coz,
        nie musze konczyc.Potem tesciowa roznosi plotki po rodzinie.Zreszta wiem
        ze alkohol to tylko chwilowy poprawiacz nastroju.Potem jest jeszcze gorzej.
    • ela2225 Re: Jak radzicie sobie ze stresem? 12.05.05, 17:16
      kiedy zmarł Pawełek i gdy się z nim żegnaliśmy mąż powiedział do niego ostatnie
      słowa już nie będą cię męczyć- wtedy patrzyłam na to inaczej i teraz wiem że
      miał rację bo teraz jest mu tylko dobrze
Pełna wersja