Żyję...

30.08.05, 18:34
Odmeldowuję się że żyję.
Bardzo dawno nie pisałam, Jakoś dziwnie nie miałam ochoty. Dla wszystkich,
którzy twierdzą że czas leczy rany: To bzdura, największa jaką słyszałam.
Minęło już tyle czasu, a mnie boli. Boli jak cholera, z dnia na dzień coraz
bardziej. Boli wszystko, począwszy od matkach w ciąży, a kończywszy na
znajomej pani Gosi.
Wszystko boli, każde wstanie rano boli, a każda bezsenna noc obfituje w coraz
więcej łez. I żaden cholerny czas nie leczy ran.
Dobra wiadomość: Schudłam 14 kilo.
Chociaż może nie jest to dobra wiadomość.
Czy pisałam już kiedyś ze nic nie ma sensu? To napiszę jeszcze raz: Bez
Małgosi nei am sensu nic, idealnie nic.
Wiem że zanudzam, wiem że takich jak ja są tysiące i każdą boli tak samo, to
zapewniam że mnie boli najcholerniej na świecie!
Nie chce mi sie żyć, nie chce wstawać codziennie rano! Nie chce!
Najgorsza jest taka fala, która zalewa tuż po obudzeniu się...takie zimne coś
co spływa przywołując wszystkie wspomnienia...i łzy...ja nie wytrzymam...nie
jestem taka silna jak Wy!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jestem słaba i nie daję rady!Czy
to kogoś obchodzi? Bo mi się zdaje że nikogo.
Czy jest ze mną lepiej? Bo mi się zdaje że codziennie rozpadam się na
1000000000000 kawałeczków i nikt, ani nic ni9e jest w stanie mnie pozbierać...
    • edycia11 Re: Żyję... 30.08.05, 20:56
      Ja tez zyję,ale czy lepiej? mądrzej? a może doceniam to co mi zostało dane? że
      przynajmniej Jacus był przez 9 miesięcy w moim łonie? że mam kochającego
      męża,wspaniałych rodziców i całe mnóstwo przyjaciół którym zależy na tym żebym
      żyła i żebym jeszcze kiedyś była szczęśliwa "na maksa"? Spróbuj,walcz,nie
      poddawaj się, nasze dzieci chca usmiechać się widząc nasze szczęście.
      Na zakoncznie ładny tekst: "Wyprostuj się, nie rezygmuj. Nie ciężar cię
      przygniata,ale sposób w jaki go niesiesz.".Siły,siły siły ci zyczę:))
      • vitalia Re reniumałgosiu 30.08.05, 21:13
        A ja wierzę w każde Twoje słowo. Nie, nie napiszę że wiem co czujesz bo nie
        wiem.
        Czy Cię pocieszę ? Nie bo nie potrafię.Mogę jednak w myślach Cię przytulić,,to
        mogę napewno.
    • agablues Re: Żyję... 30.08.05, 21:13
      reniamalgosia napisała:
      Jestem słaba i nie daję rady!Czy
      > to kogoś obchodzi? Bo mi się zdaje że nikogo.

      Mnie obchodzi.
      Cieszę się, ze jesteś i bardzo mi przykro, ze cierpisz.
      Mimo wszystko, trzymaj się jakoś.
      Pozdrawiam serdecznie, aga
    • ememsy Re: Żyję... 30.08.05, 21:42
      Mnie też obchodzi...
      Wiem, że teraz w to nie wierzysz, ale wbrew pozorom czas leczy rany... tyle, że
      każda z nas porzebuje swoją wielkość tej jednostki czasowej. Dla jednej to
      kilka dni, inna będzie potrzebowała tygodnia, jeszcze inna lat. W końcu jednak
      nauczysz się żyć na nowo... bo do tego to się sprowadza... ułożenia priorytetów
      od początku, wyznaczania najpierw małych a potem większych celów (na początku
      każdy dzień jest wyzwaniem).
      Kiedy trzy lata temu mój eks mąż stwierdził, że wypisuje się z naszego
      małżeństwa, bo chce zmienić życie o 180 stopni, też walczyłam o kolejny
      spokojny dzień i nie wierzyłam,iż jeszcze kiedykolwiek poczuję się dobrze z
      samą sobą. Minął rok i powróciła wiara w szczęście.
      Może dlatego kiedy straciłam w 5 m-cu ciąży naszego synka łatwiej przyszło mi
      poradzić sobie z tym bólem. Po początkowym szoku zaczęłam skupiać się na myśli,
      że człowiek może się odrodzić jak Feniks z popiołu. Trzeba tylko odnaleźć w
      sobie i otoczeniu coś co daje nam choć odrobinę radości i poświęcać temu jak
      najwięcej uwagi. Ja nadal próbuję. I Ty też się postaraj. Tylko o to Cię
      prosimy...
      Trzymam kciuki
      Monia
      • kasiunia.fm6 Re: Żyję... 31.08.05, 13:19
        Nie jestes sama, obchodzisz wielu ludzi! Kazda z nas ból po smierci dziecka
        przezywa inaczej i żadna z nas nie może Ci powiedziedzieć że rozumie co
        czujesz. Nikt inny nie rozumie oprócz nas samych. Jedynie co możemy to mocno,
        mocno Cie przytulić do naszych serc i nic nie mówić, pozwolic Cię wypłąkać tyle
        ile bedziesz potrzebowała.
    • ewunia19-89 Re: Żyję... 29.08.06, 13:21
      Ja uważam ,że czas nie leczy ran ,tylko przyzwyczaja do bólu i trzeba nauczyć
      się z nim żyć ,a bardzo dobrze wiem ,że nie jest łatwo:-(
    • aania25 Re: Żyję... 29.08.06, 18:42
      Masz racje, czas nie leczy ran. Troche je zabliznia ale nie dokonca. Pamiec o
      naszych dzieciach zawsze bedzie czastka nas. Nie napisze Ci ze cie rozumie, ze
      rozumie twoj bol. Byloby toklamstwo czy raczej podlizywanie sie aby wygladac na
      super wspolczujaca osobe. Moj bol byl i jest inny mimo iz moje dziecko ktore
      odeszlo bylo wyjatkowe jedyne a swiecie i wydawalo mi sie ze nikt nie potrafi
      mnie zrozumiec, nikt tego nie przezyl co ja. Moge tylko pchyba powiedziec, ze
      bol ktory przezywasz jest czasem teudny do sprecyzowania i wtedy wydaje sie ze
      nikt o to nie dba ze nikomu nie zalezy na Tobie na twoich uczuciach. Nie
      prawda, tutaj nie jestes sama. Pozdrawiam i zycze duzo sil.
      Ania
    • magapi Re: Żyję... 29.08.06, 19:10
      tak,jakbym siebie widziała.czas nie leczy,czas daje nam tylko szanse na życie z
      bólem.nikt tego nie rozumie,oprócz nas,tych,którzy stracili część
      siebie,wyczekiwaną,kochaną,niewinną,często cirpiącą.ja najchętniej
      podzieliłabym zycie pomiędzy wizyty na cmentarzu,spanie i odpisywanie na
      forum.mogłabym tak żyć,gdyby nie żyjąca córka i mąż...gdyby nie to,ze trzeba
      iść do pracy,że trzeba coś ugotować.nigdy już nie będzie łatwo,ale żyć
      trzeba...z tego nikt nas nie zwolni...

      Małgosia-mama Anielskiej Nadusi,Weroniki(9 lat)


      • kasia19812 Re: Żyję... 29.08.06, 21:36
        Czy czas leczy rany i czy ból jaki nosimy w sobie kogos obchodzi?? Ciężko
        odpowiedziec na te pytania. Od śmierci mojego synka mineło 4,5 miesiąca. Żyję
        (??) nie wiem, wiem że mam poczucie obowiązku wstać rano bo musze iśc do pracy,
        gdy mijam kobiete w ciązy nieśmiało na nią spogladam i myśle jak ja bym
        wyglądała np w 9 mce do którego nie donosiłam ciąży. Czas nie leczy ran czas je
        zalecza ale każda kobieta w ciąży, każda wiadomość, że ktoś urodził zdrowe
        dziecko, każde napotkane Malństwo otwiera we mnie tą zabl8iżniona juz być może
        ranę.
        Co do tego kogo obchodzi twój, mój, nasz ból to powiem jedno mnie ochodzi, ja
        Ciebie rozumiem, my siebie na wazajem rozumiemy i całe szczęście że jest
        jeszcze kto nas rozumie. Trzymajcie sie cieplutko dziewczyny.
    • reniamalgosia Re: Żyję... 30.08.06, 11:47
      Wiecie co, jesteście kochane...
      Dawno tu nie wchodziłam, nie umiałam, chciałam zapomniec. Ale to nie sposób.
      Myślałam, że moje posty to przeszłość, że nikt już nie pamięta mnie ani
      Małgoni. Myliłam się...
      Dałyście mi coś super, wiarę, że jest na świecie ktoś, komu moje uczucia nie są
      obojętne. Kto nie uważa, że dramatyzuję i nie ma mnie dość.
      Wciąż jest ciężko, ale trochę lepiej. Może kiedyś, za kilkanaście lat będę
      mogła spać spokojnie?
      Ale teraz wiem, że nawet gdyby się waliło i paliło mam WAS tutaj.
      I za to dziękuję Wam, nawet nie macie pojęcia jak.
      • magapi Re: Żyję... 30.08.06, 19:44
        Jesteśmy i wiemy,że są rózne dni.Takie,kiedy już prawie jest nieźle,takie,kiedy
        jest fatalnie i takie kiedy własciwie nic nie
        wiadomo...wątpiące,tęskniące...Jesteśmy by rozmawiać o lękach,niepokojach,pytać
        o to co jeszcze nas dręczy,milion razy przypominać sobie nasze maleństwa,o
        których wszyscy inni chcą zapomnieć.Jesteśmy...Pozdrawiam!

        Małgosia-mama Anielskiej Nadusi
    • doro20 Re: Żyję... 30.08.06, 13:09
      Chciałam dodać, że oprócz tych wszystkich osieroconych Mam, które piszą tu
      codziennie, są tu jeszcze inne mamy. Takie jak ja. Moje dzieci są przy mnie,
      zupełnie zdrowe. Mimo to bardzo często zaglądam do Was, czytam, myślę w dzień o
      Waszych Aniołkach, a wieczorem proszę Boga o spokój dla nich.
      Takie mamy też tu są i nasze myśli też są z Tobą. Ściskam. Dorota
Inne wątki na temat:
Pełna wersja