Dodaj do ulubionych

Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat

08.10.05, 21:56
Mój bilans "wywiadu ginekologicznego" jest brutalny. Ciąż :3. Dzieci żywo
urodzonych :1. Dzieci martwo urodzonych:1. Poronień:1. Dzieci żywych:0. Lekka
Q przesada, Panie B. "Co cię nie zabije, to cię wzmocni"? Mam dosyć.....
Poroniłam ...w 7 t.c. i nie wiem, śmiać się, czy płakać. Mój najstarszy Synek
miałby teraz 9 lat,gdyby nie zabił go Chrzestny w wypadku.....
Drugi.....gdyby urodził się o czasie i żywy....3 lata, i byłabym w ciąży...
Nie mam nic. Chcę zwariować. Nawet nie wiem, czy to Córka czy Trzeci Syn
Obserwuj wątek
    • zorka7 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 09.10.05, 08:23
      Wiesz co, wymiękam.
      Nie mam odwagi cię pocieszać aniołkami i spotkaniem po tamtej stronie, zresztą
      nie tego chcesz, prawda?

      Tak sobie tylko myślę, że w twoim życiu może się coś dobrego wydarzyć, że w to
      trzeba wierzyć i spróbowac na to czekać.

      No i warto może przytrzymać tę myśl:
      nie jesteś wyjątkowa.

      Mi pomogła.
      • ihaha6 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 10.10.05, 12:57
        ...nie , nie tego. Mój Synek w wieku 5,5 roku poprosił, by Go ochrzcić..."bo
        nie wie,kiedy umrze i to dla niego ważne"...pamiętam, jak tłumaczył księdzu.
        Chrzestny 2 tyg. później spowodował wypadek, z głupoty, brawury? Brak fotelika.
        Wbrew mojej woli, bez mojej wiedzy.... Synek konał 13 dni...miesiąc po chrzcie
        zmarł...dziękuję Bogu, że miałam czas Go pożegnać, przeprosić za wszystkie
        swoje "nie teraz" "później" "nie przeszkadzaj".......Byłam w 4 mcu ciąży,
        musiałam życ, oddychać, odebrać Synka z prosektorium ....ubrać go w rzeczy ze
        chrztu...pochować...Miesiąc później, przy rutynowej kroplówce...na
        upał...zakazili mnie gronkowcem złocistym. Krwotok...Odeszły wody.Lekarze
        robili wszystko, łącznie z samolotem do Centrum MP w Łodzi...Po 2 mies.
        straciłam przytomność, Synkowi stanęło serce. Urodziłam Go po 2 dniach.
        Pochowałam po tygodniu obok Brata. Teraz....próbowałam żyć...poroniłam przed
        sądem, przed rozprawą z ex, Ich ojcem-psycholem....Paranoja? Wiem, są gorsze
        historie, tylko...ja czuje się wyklęta...żal mi moich Dzieci....wolałabym
        zamiast nich leżec na tym cmentarzu....To wszystko. Przyjaciele juz nie maja
        słów, tylko klną...Mój...milczy, nie wie, jak mi pomóc...lekarze...eh.
        Dzięki....
        • renata_mr Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 17.05.06, 09:55
          witam
          wiem że twoja sytuacja jest bardzo przykra i wiem co czujesz
          mój bilans to : ciąza-4,dzieci żywych-1, dzieci zmarlych-1, poronień-1, jestem
          znowu w ciąży ale co będzie niewiem. wiem tylko że ostatni raz prubujemy bo nie
          mam już sily, a tak bardzo bym chciala mieć jeszcze jedno dziecko. dlatego
          tobie również wspólczuje
          • aneta429 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 19.05.06, 21:10
            Witam. Tak mi strasznie przykro,ze musimy przez to przechodzic.Moj bilans to 2
            ciąze w tym jedno poronienie i dziecko martwo urodzone w 40 tygodniu,mialo to
            miejsce 30 marca tego roku,ma na inie Kinga. Ból jest straszny a pustka nie do
            zniesienia.Tak bardzo na nią czekalismy z mezem.Najstraszniejsze jest to ze na
            ulicy widzimy mamy na spacerach ze swoimi skarbami, a my niewidoczne,smutne mamy
            naszych kochanych anniołków.Pozdrawiam.
    • tokitg Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 09.10.05, 10:30
      nie ma słów które potrafią pocieszyć po stracie kogoś kogo kochasz. Jeszcze nigdy nikt nic mądrego w takiej chwili nie powiedział. Dlatego jedyne co to możesz się tu wyżalić a my po to jesteśmy żeby słuchać a nie opowiadać głupoty że na pewno jeszcze będzie dobrze. Bo nie będzie... Ale jesteś z nami i to się liczy.
      • ihaha6 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 10.10.05, 12:45
        Dziękuję...Wiem, nie ja jedna, nie ja pierwsza , nie ostatnia.....ale tak jakos
        bywa,że gdy dotyka cie tragedia....nagle wszyscy wokół traktuja cie jak
        trędowata, niby "współczuja" ale nie chcą byc za blisko..."nieszczęście bywa
        zaraźliwe"? Czasem świadomość, że Inne też...pomaga...
    • joamol Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 10.10.05, 09:20
      Nie ma słów pocieszenia.
      Mogę tylko się domyślać, jak się czujesz.Trzymaj się.Jakoś.


      "...czemu mnie do niebios bram,
      Prowadzisz drogą taką krętą
      I czemu wciąż doświadczasz tak,
      Jak gdybyś chciał uczynić świętym.
      Nie chcę się skarżyć na swój los,
      Nie proszę więcej niż dać możesz
      I ciągle mam nadzieję, że,
      Że chyba wiesz co robisz Boże? ..."

    • ihaha6 Skoro chcecie posłuchać.... 10.10.05, 13:09
      Dziękuję Wam wszystkim... Moje Anioły...cała trójka...są przy mnie, wiem, czuję
      to. Wiecie, czemu nie popełniłam samobójstwa? Proste. Mój Synek w wieku 5,5
      roku poczuł...obecność Boga. Ja Go nie zauważałam. Dziecko było mądrzejsze.
      Więc to tak, jak z "zakładem Pascala"...lepiej nie ryzykować. Jeśli Synek miał
      rację....to zabijając się, tracę szansę na spotkanie z Nimi.....byłabym
      egoistką. Muszę "dać radę"....Nie wiem, po co? Ale....warto mieć nadzieję. Co
      nie zmienia, faktu...że co dzień boli. Czas nie leczy ran...nie. Po roku było
      gorzej.....Po trzech....straciłam kolejne Dziecko....Mam nadzieję,
      że ...wybaczyły mi. Że ja kiedyś sobie wybaczę, że nie zdołałam Ich uchronić
      przed cierpieniem i śmiercią. Dorian, Aleksander, i ty Nienazwana....
      przepraszam
    • alina30 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 10.10.05, 14:43
      Siedzę wbita w krzesło:( po przeczytaniu Twojej historii. Po raz kolejny
      zastatawiam się ILE jeszcze cierpienia może znieść jeden człowiek? Chce mi się
      krzyczeć. Przepraszam, nie umiem Cię pocieszyć. Nie wierzę, że to, co teraz
      rani, może kiedyś wzmocnić. Bo niby jak?
      Piszę, żebyś poczuła naszą bliską obecność myślami. Spróbuj uwierzyć chociaż w
      jutrzejszy dzień, że będzie fajniejszy od dzisiejszego. Mi to pomaga.
      trzymaj się kochana i pisz!
      • ihaha6 Wasze słowa są prawdziwe.....kondolencje to banał. 11.10.05, 13:18
        Rzeczywiście, moja "historia" jest wręcz nieprawdopodobna, wiem...szkoda
        tylko,że jest moja:/ Wolałabym ją przeczytać, zamyślić się i zamknąć
        książkę/gazetę. Nie wiem , czy czytacie wszystko co piszę...piszę do Was, Matek
        Doświadczonych przez Los. Świadomość, że kogoś jeszcze to wzrusza..pomaga.
        Dziekuję. Tutaj mieszkam od niedawna i raczej nie mówię na wejście "Cześć,
        jestem Agnieszka, mam 31 i troje Dzieci...ale nie żyją"...rozumiecie? Nie mówię
        o Nich i źle mi z tym, jakbym udawała że Ich nie ma, że Ich nigdy nie było. A
        jak mówię...to ...ludzie szybko zmieniają temat. Jakbym nie miała prawa
        pamiętać o tym,że Dorian umiał zrobić naleśniki i zawsze spał w skarpetkach,
        Aleksander w ciąży był bardzo "żywy" i miał się urodzić Bratu na 6te
        urodziny...a trzecie Dziecko odeszło zbyt szybko, bym mogła się nacieszyć choć
        nadzieją. Jakby to było passe. Nieuprzejme wobec żywych. A ja nie chcę
        zapomnieć. Nie mam pretensji do innych Matek, że ich Dzieci żyją...ale proszę o
        prawo do pamięci. I dzięki Wam, będę tutaj pisać o wszystkim. Dziekuję.
        Agnieszka, Mama Doriana *22.12.1996 +13.06.2002 , Aleksandra *+21.08.2002
        i...Darii Aleksandry +* 26.09.2005
        • pasik Re: Wasze słowa są prawdziwe.....kondolencje to b 11.10.05, 13:44
          Siedzę ze łzami w oczach i głęboko wierzę, że znajdziesz kogoś w zyciu, kto
          będzie Ciebie naprawdę wart...
          Los mnie nie doświadczył jak forumowe mamy(rzadko piszę, boję się ze urażę, nie
          zrozumiem), wiedzę ile smutku przewija sie w postach- chciałbym aby ludzie,z
          którymi się spotykacie po odejsciu dzieci mieli więcej odwagi,dawali możliwość
          takiego zwykłego wygadania i pamiętali o tych dzieciatkach w niebie.

          Wiem to jest trudne bo nieraz najbliższa rodzina nie staje na wysokości zadania.
          Mocno przytulam
        • elzbieta1111 Re: Wasze słowa są prawdziwe.....kondolencje to b 27.10.06, 23:09
          Nie zapominaj o swoich dzieciach. Czytając to wszystko zalewam się łzami, wprost
          nie mogę pisać. To są najstraszniejsze chwile jakie kobieta może mnieć do
          zniesienia na tym świecie. Każda rada wydaje się bezsensowna. Nadal próbujcie
          mieć dzieci, nawet na przekór Panu B. Jeśli się nie poddasz Wszechświat ci
          pomoże. Czytaj Paulo Coelho - pisze mądre książki. Pomodlę się dzisiaj za
          ciebie, a ja mam trochę szczęścia w życiu. Mocno cię przytulam i twoje
          dzieciaczki. Pa
    • karina66 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 10.10.05, 18:24
      Mój wywiad.Ciąż:2 Dzieci żywo urodzonych:0 Dzieci martwo urodzonych:1
      Poronień:1. Wiek:24

      Wiem co czujesz i łączę sie z Tobą w bólu.Żadne słowa nie dadzą
      pocieszenia.Wiem to.Będę wiec myślami z Tobą.A nasze dzieciaczki są teraz
      razem.Szczęśliwe.

      Opiszę Ci tylko sen jaki miałam kilka dni po urodzeniu Oliwki.Śniła mi grupka
      dzieci.Wśród nich dziewczynka.Ciemne włoski,oczy.Niosła ogromną misę z jakimś
      płynem.Podeszła do mnie i powiedziała "Widzisz mamo gdybyś tyle nie płakała
      nie musiałabym tak dźwigać twoich łez." Od tamtej pory wiem,że ona jest i
      będzie ze mną.Zawsze.

      Karina
        • ihaha6 Cierpienie uszlachetnia? jestem baronową;/ 12.10.05, 12:14
          ...właśnie dostałam maila z wynikiem histopatologii...ciąża pozamaciczna to
          była..pocieszające? Wątpię. Dziś mam spotkanie z endokynologiem, za tydzień z
          ginekologiem. Nie wiem, zrobię badania...ale nie mam siły "próbować"
          teraz...znowu. Mój partner, ojciec 3ciego dziecka...boi się o moje zdrowie,
          chyba psychiczne. Z moim jednym jajnikiem...zrostami po guzach itp..mam coraz
          mniej szans...Pamiętam siebie rok temu, gdy rozmawiałam z Moim o "ewentualnym"
          Dziecku..."boje się, nie przeżyłabym pogrzebu 3ciego Dziecka"...o ironio, tego
          nie pochowałam...nie było czego...zreszta po zabiegu lekarz skwitował "pani wie
          co To było" i poszedł sobie..nie było mowy o pochówku. Żyję więc, jestm
          silna...gorycz, żal, złość...niemoc. Bezsilność. Szlachetna...? Osiwiałam do
          końca...Pozdrawiam.
    • ihaha6 Znowu ja... 17.10.05, 17:07
      wasze odpowiedzi na mego posta są tak różne, ale wszystkie szczere i ciepłe.
      Dziekuję. Zaczęłam czytać i pisać na innych forach. Wyrzuciłam z siebie trochę
      żalu..pomogło. Wrócę tu, zapewniam. Mam jeszcze dużo do opowiedzenia, do
      powspominania...nie tylko tragedii. Teraz powoli dochodzę do siebie. Wizyta u
      endokrynolożki była porażką, miałam ochotę jej przywalić. Nieczułość? Chamstwo?
      Nie wiem, to jej problem. Teraz pierwsza wizyta u ginekologa po poronieniu.
      Ciekawe, czym on mnie zaskoczy. Twarda jestem, dzielna. Szkoda,że muszę.
      Pozdrawiam.
      I pytanie...czy w ogóle wchodzicie na czat? czy wszyscy uciekają, jak ja się
      loguję? heh . pa
      • karina66 Re: Znowu ja... 17.10.05, 19:56
        Cieszę sie,że już optymistyczniej.Pisałam już do Ciebie.Wiem co to ból po
        śmierci dziecka i poronieniu.Ale wiem też,że można po takich tragediach jeszcze
        żyć szczęśliwie.

        Karina
        • ihaha6 Re: 17.10.05, 23:41
          ...nie twierdzę, że nie można. Żałobę mamy w sobie, w nagłym płaczu w środku
          zdania, bo obok ktoś zawołał swoje żywe Dziecko imieniem Twojego...W takiej
          tęsknocie za dotykiem malutkiej dłoni, za tą miłością i zaufaniem...Mnie <do
          czasu> ratowało dziecinne przeświadczenie, że jak będę dzielna i wytrzymam
          trochę, jeszcze dzień, miesiąc, rok...to to wszystko okaże się złym snem,
          koszmarem...a tu...porażka...z każdym dniem Dorian coraz bardziej nie
          żył,....coraz mocniej mi Go brakowało...Śmierć Aleksandra była dla mnie
          potwierdzeniem śmierci Doda...takim...repley...a teraz...poronienie...kropką
          nad "i"...Dorian umarł 3 razy... Nie pogodziłam sie z Jego śmiercią...nie, ja
          ja po prostu przyjęłam do wiadomości...A to różnica.
          A, ktoś tu na forum stwierdził,że podejrzewał mnie o "prowokację", że moja
          historia jest nieprawdopodobna...hmmm..Wiem, śmierć 1 Dziecka w wypadku, potem
          2 w ciąży i 3 w poronieniu...tworzy filmowy dramat. Niestety, to mi życie
          napisało te rolę "potrójnej Matki Bez Dzieci"...sorry, to wszystko prawda.
          Pozdrawiam, jestem zmęczona, idę położyć się w nadziei na sen...tam spotykam
          Dorianka i rozmawiamy o baaardzo ważnych rzeczach;) pa
          • beatak78 Program telewizyjny 08.01.07, 11:40
            Dzień Dobry!

            Jestem dziennikarka telewizyjną - wlasnie przygotowujemy program o kobietach,
            które odczuwają strach przed macierzyństwem. Przeczytałam Pani pełne bólu
            posty. Współczuję bardzo, historia jest wyjątkowo smutna. Moze jednak chciałaby
            Pani porozmawiać o strachu, własnych przeżyciach. Jeśli tak to bardzo
            prosiłabym o kontakt - jeśli poda mi Pani numer telefonu - zadzwonię i objaśnię
            wszystkie szczegóły.

            pozdrawiam serdecznie

            Beata Kaczmarek
    • ihaha6 Przygotowania do Święta Zmarłych. 21.10.05, 08:11
      ...co do wizyty u gine...zachorował. Moje nerwy, cały dzień "nastawiania się"
      bez sensu. Za tydzień? Może. Po wstępnej rozmowie z pielęgniarką (uwielbiam te
      kolejne wywiady ginekologiczne, te miny niedowierzania, pytania o szczegóły i
      doprowadzanie mnie na granicę łez...) mam wrażenie, że ostatnie poronienie
      to "wyłącznie moja wina, choć nie mam tak myśleć" (słowa piel.). Taaa, słowa
      otuchy. Nieważne.
      Na sąsiednich forach przewija się wątek 1. listopada. Jak juz pisałam, dla mnie
      Dzień Dziecka i ten dzień wymieniły się symboliką. Toteż podchodzę do
      najbliższych dni ze spokojem. Po ostatnich kradzieżach muszę kupić nowe
      latarenki na groby moich Dzieci, tym razem z kamienia, by złodziejowi nie
      starczyło na wódkę (jak przy ostatnich z mosiądzu). Uprzatnę też letnie kwiaty,
      które juz dawno straciły swą biel. Dosadzę kolejne tuje, by ktoś mógł je sobie
      ukraść na wiosnę (gdy podrosną i się zakorzenią), obsypię ziemię korą. Umyję
      dokładnie kamień nagrobków. Zamówię wiązanki ze świeżych kwiatów. Postaram się
      zdążyć przed "akcją znicz". Nie ta strona przygotowań jest ważna...Wcześniej,
      przed Ich śmiercią nie uczestniczyłam w tym święcie, nie miałam grobów bliskich
      na tyle blisko, by o nie dbać. Teraz drażni mnie ten tłum "zapobiegliwych"
      krewnych szorujących raz do roku (no, może 3, są jeszcze zasuszone wiązanki z
      Wielkanocy;) )nagrobki, licytujących się na ilość i wielkość zniczy czy
      oryginalność wiązanek. Zakłady kamieniarskie na wyścigi postawią "zaległe"
      pomniki...Po mszy krewni przejdą się na cmentarz, spotkają ze znajomymi,
      porozmawiają o ostatnich wyborach, porównają nowe płaszcze i oceny dzieci na
      studiach, pośmieją się....spacerując alejkami wśród grobów. Wiem, nie wszyscy
      tacy są...ale niestety, większość. Ja wolę późnym wieczorem posiedzieć przy
      moich Aniołkach, zapalić im kadzidełko, zaśpiewać kołysankę. Popłakać sobie
      cicho. Ta atmosfera setek , tysięcy światełek...unoszących się jak dusze w
      ciemnościach przemawia do mnie najbardziej. Pięknie, smutno ale pięknie się
      robi wokół. To są dla mnie obchody Świeta Zmarłych. I w żaden sposób nie
      przekonam się do Halloween, maskarady, cukierków i innych takich komercyjnych
      bzdetów. Przepraszam, dla mnie to pseudobarokowa kpina ze śmierci. Nie nauczy
      Dzieci szacunku dla Zmarłych. Ale to wybór każdego z nas. Nie każdy przeżył
      tragedię, nie wszyscy muszą czuć to, co ja. Przepraszam za moralizatorski ton.
      Mieszkam teraz 200 km od cmentarza, niestety. Jeżdżę do Dzieci raz na miesiąc.
      Mam poczucie winy, źle mi z tym. Moi przyjaciele zapalają Im lampki, matka
      podleje kwiaty. Mam nadzieję, że nie mają mi tego za złe moje Dzieci. Przez dwa
      lata byłam u Nich co dzień, teraz co wieczór zapalam im latarenkę z ikei
      (Dorian zawsze chciał, by w nocy się paliła) w sypialni, pamiętam. Mój
      najstarszy Synek często mi się śni i jest spokojny. Ma przy sobie już dwójkę
      rodzeństwa, nie jest sam. Czasem śni mi się moja ukochana Babcia, która zmarła
      tydzień po narodzinach Doriana, nie zdążyła Go nawet zobaczyć. Wiem, że
      opiekuje się Nim. Ale o snach innym razem.
      Ostatnio przywiozłam Im anioła, siedzi na kuli między grobami i pilnuje Ich
      spokoju. Żeby juz nikt nie ograbił Ich, nie zbeszcześcił, nie powyrywał krzyży,
      nie zabrał tui do swego ogródka, nie traktował niegodnie. Ich Anioł Stróż...
      • beciakoz Re: Przygotowania do Święta Zmarłych. 21.10.05, 22:52
        Siedze czytam płacze, nie moge uwierzyć że to spotyka jedną osobę. Ja 3
        poronienia 2 nieudane invitro teraz szczęśliwa matka chorego wcześniaka. Boje
        się że może go zabraknąć w nocy sprawdzam czy oddycha a ma 10 miesięcy. Ta
        niepewność będzie mnie prześładować. Łącze się z Tobą w bólu to mi się nie
        mieści w głowie.
        • ihaha6 Re: Przygotowania do Święta Zmarłych. 22.10.05, 08:36
          Strach o Dziecko...pamiętam to. Irracjonalny. Ja przez całe życie Doriana
          miałam wrażenie, że coś Mu się stanie...że muszę Go chronić. Mówiłam, że wolę
          dwa razy przesadzić z opieką, niż trzeci raz płakać...Byłam zawsze obok,
          nauczyłam Go rozsądku wcześniej od chodzenia, zawsze wiedział "dlaczego nie
          wolno". Nie lubiłam, gdy spał za daleko. Budziłam się, zanim On obudził się na
          nocne "siusiu". Wiedziałam, kiedy zachoruje, że ma złe sny, że Mu smutno. On,
          taki mały facet, wiedział to samo "w drugą stronę". Śmiałam się, że ktoś
          zapomniał przeciąć pępowinę. Mieliśmy swój własny świat, w którym nie było
          miejsca na kłamstwa niedojrzałego ojca, złośliwe dzieciaki zafascynowane
          pokemonami czy babcię próbującą kupić miłość wnuczka za kolejną zabawkę i
          czipsy. Co wieczór robiliśmy podsumowanie dnia, przepraszaliśmy się za złe
          słowa czy gesty, wyjaśnialiśmy coś i planowaliśmy kolejny dzień. Szanowałam Go,
          by on szanował mnie. Potem czytałam Mu zawsze 3 bajki (zapisał się do
          biblioteki w wieku 4,5 roku), zapalałam lampkę i powoli usypiał. Czasem jeszcze
          spytał o coś "baaardzo ważnego". Parę miesięcy przed wypadkiem był w szpitalu,
          po urazie brzucha (przedszkole), zapaleniu wyrostka i ospie (stwierdzonej na
          stole operacyjnym). Wtedy myślałam, że to To, to co miało się stać. Po szpitalu
          spytał mnie pewnego wieczora "Mamo, czy tam u góry jest niebo czy atmosfera?",
          poprosił potem o zapisanie na religię, a wkrótce o ochrzczenie.To była Jego
          decyzja, Jego wola, potrzeba. On wiedział...i był spokojny.
          Rozumiem Twój strach, obawę. Masz prawo do martwienia się o swoje Dziecko, to
          ty decydujesz, jak bardzo trzeba o Nie dbać . Ale to nie znaczy, że musi się
          stać coś złego. Rozumiesz? Nie czekaj,aż coś się stanie. Ciesz się, z tego co
          jest tu i teraz, czerp z tego siłę i wiarę. Przeznaczenie czy przypadek to
          ślepe siły, nie będą oglądały sie na twoje "proszę". Nie zwracaj na nie więc
          uwagi, ignoruj je też, rób to , co nakazuje ci sumienie i instynkt matki. Nie
          zapominaj o tym... Życzę ci szczęścia i zdrowia dla twego Dziecka. Powodzenia.
    • marcjanna2 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 25.10.05, 10:48
      Nie śmiałambym się odezwać z "dobrymi radami", gdybyś nie wspomniała o
      wybaczaniu. Może to przypadek, a może że weszłam na ten watek i przeczytałam
      własnie Twój post. Napiszę tylko, że mni bardzo pomogła ksiązka Colina Tippinga
      "Radykalne wybaczanie". Właściwie zmieniła moje zycie, a uwierz, że niełatwo
      daję sie porwać cudzym koncepcjom. Można napisać, że to kolejna teoria
      psychologiczna, kolejny poradnik, ale przeczytałam ich wiele i mimo wszystko ten
      wydaje mi się wyjatkowy. Chyba dlatego, że zakłada istnienie duszy i własnie na
      wierze w inny, niecielesny wymiar opiera założenie, że wszytsko co nas spotyka
      ma głeboki sens, a naszym zadaniem, tu na ziemi, jest jego odczytanie, choc
      czasami ciężar tego zrozumienia wydaje nam się to nie do udźwignięcia. Ale jesli
      spróbujemy, przestajemy być "ofiarami", zmieniamy optykę. Właściwie tylko o
      to chodzi, o spojrzenie na wszytsko z innego, duchowego punktu widzenia. Więcej
      nie będe pisac, bo te ksiązke po prostu tzreba przeczytac, wszelkie opowieści
      chyba jej nie służą. Organizowane sa też jednodniowe warsztaty, jest płyta do
      słuchania. Pozornie nic wielkiego, a jednak jakiś czas temu byłam przy ścianie,
      nie widziałam światełka. W tym roku przypadkiem, turystycznie byłam w
      Częstochowie. należę raczej do osób "pragnących uwierzyć" niż wierzących.
      Poprosiłam o jedno - żeby coś się zmieniło. Cokolwiek, bo nie mam juz siły. I
      dostałam, to o co prosiłam. A ptem wpadła mi w ręce książka Tippinga. Dzięki
      niej zaczęłam uważnie przygladac się swojemu życiu, po raz piewrszy nie
      oskarżając losu, ludzi, okoliczności. Przyjrzałam się spokojnie swoim wyborom,
      decyzjom. Powoli, bardzo powoli zaczęłam wybaczać. Innym i sobie. Chociaz to
      najtrudniejsze. Teraz, na zewnątrz nic się nie zmieniło, nie było
      spektakularnego cudu, grzmotów, objawień. Ale nic już nie jest takie samo jak
      było, bo ja się zmieniłam. Jest we mnie spokój, głebokie poczucie sensu i chyba
      siła, że sprostać życiu. Przestałam się miotać. Tylko tyle, aż tyle...
      Pozdrawiam Cie bardzo, bardzo serdecznie
      Marcjanna
    • marcjanna2 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 25.10.05, 10:57
      Nie śmiałabym się odezwać z "dobrymi radami", gdybyś nie wspomniała o
      wybaczaniu. Może to przypadek, a może wcale nie, że weszłam na ten watek i
      przeczytałam własnie Twój post. Napiszę tylko, że mi bardzo pomogła ksiązka
      Colina Tippinga "Radykalne wybaczanie". Właściwie zmieniła moje zycie, a uwierz,
      że niełatwo daję sie porwać cudzym koncepcjom. Można napisać, że to kolejna
      teoria psychologiczna, kolejny poradnik, ale przeczytałam ich wiele i mimo
      wszystko ten wydaje mi się wyjątkowy. Chyba dlatego, że zakłada istnienie duszy
      i własnie na wierze w inny, niecielesny wymiar opiera założenie, że wszytsko co
      nas spotyka ma głęboki sens, a naszym zadaniem, tu na ziemi, jest jego
      odczytanie, choc czasami ciężar tego zrozumienia wydaje nam się to nie do
      udźwignięcia. Ale jesli spróbujemy, przestajemy być "ofiarami", zmieniamy
      optykę. Właściwie tylko o to chodzi, o spojrzenie na wszystko z innego,
      duchowego punktu widzenia. Więcej nie będe pisac, bo te książkę po prostu trzeba
      przeczytac, wszelkie opowieści chyba jej nie służą. Organizowane są też
      jednodniowe warsztaty, jest płyta do słuchania. Pozornie nic wielkiego, a
      jednak... Jeszcze całkiem niedawno byłam przy ścianie, nie widziałam światełka.
      W tym roku przypadkiem, turystycznie byłam w Częstochowie. Należę raczej do osób
      "pragnących uwierzyć" niż wierzących. Poprosiłam o jedno - żeby coś się
      zmieniło. Cokolwiek, bo nie mam juz siły. A potem wpadła mi w ręce książka
      Tippinga. Dzięki niej zaczęłam uważnie przygladac się swojemu życiu, po raz
      piewrszy nie oskarżając losu, ludzi, okoliczności. Przyjrzałam się spokojnie
      swoim wyborom, decyzjom. Powoli, bardzo powoli zaczęłam wybaczać. Innym i sobie.
      Chociaz to najtrudniejsze. Teraz, na zewnątrz nic się nie zmieniło, nie było
      spektakularnego cudu, grzmotów, objawień. Ale nic już nie jest takie samo jak
      było, bo ja się zmieniłam. Jest we mnie spokój, głębokie poczucie sensu i chyba
      siła, że sprostać życiu. Przestałam się miotać. Tylko tyle, aż tyle...
      Pozdrawiam Cie bardzo, bardzo serdecznie
      Marcjanna
          • mmmmmm2 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 25.10.05, 15:22
            ihaha,
            Twój wątek czytam od początku, nie piszę, bo do tej pory nie wiedziałam po
            prostu, co napisać?
            Ja straciłam córeczkę, Ty trójkę dzieci. Wiem, że nie można stopniować
            tragedii, bo ja "tylko" jedno, a Ty aż troje.
            Ale bardzo Ci współczuję, mam nadzieję że los się w końscu odwróci, i płakać
            będziesz już tylko ze szczęścia.

            Temat: WRÓŻKA - ja się często czepiam (taka się zołzowata zrobiłam przez tych
            kilka lat:) i po prostu jak weszłam na stronę polecaną przez marcjannę, jakoś
            mi się z sektą skojarzyło - (wpisowe 100 zł) i jeszcze ten napis WRÓŻKA mnie
            zaintrygował.

            Pozdrawiam ihaha!!!

            • ihaha6 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 25.10.05, 16:05
              Fakt, nie ma co się licytować...każda ma swój ból, nieważne, czy z powodu 1 czy
              5 Dzieci... Co do "zołzowatości", znam to . Na mnie co niektórzy
              mówią "Wiedźma". Zrobiłam się twarda, przestałam wszystko i wszystkich wokół
              tłumaczyć na swoją niekorzyść. Dojrzałam boleśnie jako człowiek, kobieta.
              Wymagam więcej od siebie, od innych też. Nie podkładam się tępawym pannom,
              chamskim tekstom i bezmyślnym "ojej...ja bym tego nie przeżyła". Skończyło się.
              Nie szukam zemsty. Nic nie wróci mi Dzieci ale i nic nie zabierze mi wspomnień
              o Nich. A reszta niech się buja. Czasem jestem ironiczna aż do granic
              przyzwoitości, czasem samą siebie porażam czarnym humorem, czasem milczę by nie
              przeklnąć kogoś w rozpaczy.
              Co do sekciarstwai książeczek o cierpieniu...znam to.
              Sama zgłosiłam się do szpitala wojskowego na oddział depresyjny po 10 mies.
              od Ich śmierci. Nie spałam albo tylko spałam, nie pamiętałam po co i dokąd idę,
              robiłam proste błędy (polonistka) w pisaniu, myliłam ludzi. Wariowałam.
              Powolutku znikałam. Umiałam tylko jechać na cmentarz i wrócić z niego do domu.
              W snach przeżywałam śmierć Doriana, nosiłam Jego zmaltretowane ciałko na rękach
              i szukałam pomocy. Nie mogłam krzyczeć...więc wyłam. Budziłam sie i byłam sama.
              W szpitalu oczywiście rozpoznali depresję, nerwicę itp. "popełnia pani
              samobójstwo na raty". Bez leków, na twardo i sucho mnie przemaglowali...Bolało,
              żyję. Ale napiszę o pani, która tam spotkałam (dość elitarny oddział, dla
              wyższych rangą). Pani B. straciła 5 lat wcześniej też jedynego Synka,
              13letniego, w bezsensownym wypadku (gdzie i co pominę, nie mam prawa). Cały
              czas na silnych psychotropach, roztrzęsiona, załamana. Rodzina i przyjaciele
              zarzucali Ją książkami typu "Gdy odchodzą najbliżsi..." itp (nie pamiętam,
              spora kolekcja). Wszyscy Ją utwierdzali w czarnej rozpaczy. Oddychała swoją
              tragedią, spała z nią i jadła, o ile... Starsza ode mnie, wychudła, pół-żywa,
              uzależniona od leków. Szlag mnie trafił. Gdy na wejście obie wyjęłyśmy z bagaży
              najpierw oprawione zdjęcia Synków...poryczałyśmy się. Oczywiście,
              opowiedziałyśmy sobie wszystko, pokazałysmy i obgadałyśmy każde ze zdjęć,
              wzajem pocieszałyśmy. A potem poprosiłam, by schowała te masochistyczne książki
              i opisała mi jak i gdzie poznała ojca Dziecka, jakie lubi drinki, filmy itp.
              Śmiała się. Odstawiła te olerne leki. Przestała leżeć w łóżku w oczekiwaniu na
              śmierć. Ja z Nią chodziłam do kaplicy, ona ze mna na fajkę. O ile wiem, już nie
              czyta tych poradników. Nadal pamięta, dba o grób Synka, czasem płacze i cierpi.
              Ale żyje.
              Co było do udowodnienia.
              Pozdrawiam.
              Zapraszam czasem na czat.

              agnieszka od 3 Aniołów.
      • ihaha6 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 25.10.05, 13:19
        Dziękuję za chęć pomocy. Rozumiem Twój pkt widzenia. Nie ukrywam,że mam żal do
        kilku osób...żal ale nie nienawiść... Wiesz, ks. Tichner powiedział coś baardzo
        mądrego (wiele mówił, ale to pamiętam najbardziej): "NIE MOZNA WYBACZYĆ KOMUŚ,
        KTO SAM NIE POCZUWA SIĘ DO WINY.... Nie można Go ani ukarać, ani Mu
        wybaczyć...Bo ktoś taki musi najpierw poczuć się do winy, przyznać, chcieć
        zadośćuczynić jakoś.....prosić o wybaczenie..."
        W moim przypadku takiej "skruchy" nie było, nie było przepraszam...były
        kłamstwa od chwili wypadku, fałszywe zeznania...ratowanie własnej
        przyszłości...Czuję do sprawcy wypadku żal za szafowanie życiem mego
        Synka, ...obrzydzenie za tchórzostwo i rozpacz...,że zrobił mi to własny brat.
        Wiem, wypadki się zdarzają, ale on zrobił wszystko, by ten zakończył się tak
        tragicznie dla Doriana. Zabrał Go bez mojej zgody, bez wymaganego fotelika,
        wbrew Dziecku , nie zachował warunków bezp. (Dziecko samo z tyłu a oni z moją
        matką z przodu, w pasach), pędził w deszczu po zakrętach pełnych krzyży jak
        idiota, .. by obejrzeć inaugurację mistrzostw piłki nożnej 2002... 100 km/h,
        poślizg...im nic się nie stało...a Dodo konał... Brat załatwił sobie dobrego
        adwokata i ma mnie gdzieś. Wyraźnie to powiedział, pokazał parę razy..i
        obarczył winą mnie "bo to twój zasrany obowiązek, by dać ten fotelik, gdy do
        mnie jechał, a ja nie wiedziałem że musi mieć...a zreszta i tak by nie przeżył"
        (cytat..., inne ci oszczędzę). Rozumiesz? Nie każ mi wybaczać.
        Druga śmierć też "przypadkowa"..., w wyniku zakażenia gronkowcem w szpitalu,
        obierności lekarzy w oczekiwaniu na niewiadomo co...potem próby ratowania w
        innych szpitalach. Nie mówię o bólu fizycznym....mówię o rozpaczy i szoku...ta
        ciąża uratowała mnie od szaleństwa przy śmierci Doriana. Wkrótce musiałam
        rodzić martwego Aleksandra... miałam (słuszne czy nie) poczucie winy, że nie
        podołałam. Komu wybaczać?
        Teraz, poronienie, przyczyny bada...lekarz. Trudno sobie wytłumaczyć kolejną
        śmierć.
        Nie uważam, że to wszystko spotkało mnie za karę..bo co bym musiała zrobić, by
        tak dostać?
        Mam poczucie winy, bo jestem Matką, która pochowała Dzieci...
        Nie wiem, czy tam zajrzę na tę stronkę.....czasem takie "Żałobne" publikacje są
        placebo dla duszy. Ale dziekuję za dobrą wolę... Może?
        Nie znienawidziłam świta, że nie skończył się wraz z moim macierzyństwem.

        Pozdrawiam.
        Agnieszka, Matka od 3 Aniołów.

        "Bóg zsyłając na ludzi nieszczęście, powinien najpierw zanurzyć ich w
        szaleństwie i łasce niepamięci. "
        • r.kruger Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 25.10.05, 22:17
          Wierzę że matka natura wynagrodzi ci straty, wierzę że nikt nie znika tylko
          odchodzi "gdzieś".
          Kiedy opłakiwaliśmy maluszki w rodzinie ktoś powiedział że "zmarli muszą
          dźwigac nasze łzy" może śmieszne, może niezrozumiałe ale przestaliśmy płakać.
          Ja osobiście często myślę o tych co odeszli jakby byli w dalekiej podróży,
          niedostępni tylko dla mnie. Nadal pozostaje ból, ale staje się inny.
          Ciocia 7 aniołków i jednej królewny
          • ihaha6 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 26.10.05, 13:48
            Ja też twardo wierzę, że One...cała Trójka... Tam gdzieś są i czekają na mnie.
            W snach Dorian opowiada mi czasem o tym miejscu, bawi się...umie już zawiązać
            buty. Jest mądry, wie, że nie żyje, wie więcej ode mnie. Jest Tam.
            Dzięki tym rozmowom w nocy nie oszalałam. Dzięki Niemu przeżyłam śmierć
            Aleksandra. Gdy starciłam przytomność po miesiącu walki z gronkowcem i odpływem
            wód płodowych...przyszedł do mnie i powiedział "Mamusiu, nie martw się, On już
            jest ze mną". Po reanimacji wiedziałam, że Dziecko we mnie zmarło, powiedziałam
            lekarzom "Mój Synek umarł" a oni z konsternacja..."nooo tak, wiemy, w wypadku,
            2 mies. temu" ..."nie, drugi Synek, ten we mnie"...popatrzyli zamilkli,
            zawieźli na usg i ktg...stanęło Mu serce, płeć nie do rozpoznania. Po 2 dniach
            gdy urodziłam martwe maleństwo, powiedziałam "proszę mi pokazać Synka".
            Wiedziałam. Dzięki Dorianowi. Z godnością przyjęłam kolejną śmierć. Nauczyłam
            sie jej od umierającego Dorianka. Dziękuję Synku.

            Mam w sobie spokój. Pielęgnuję go jak Dziecko.
            Ciepłe wspomnienia. Kilka strasznych obrazów.
            Tęsknotę i strach, by nie zapomnieć niczego z życia moich Dzieci.
            (...)
            Łzy też. Jeszcze nie wypłakałam wszystkich.


            Będę w żałobie do końca życia, ale zamierzam je z sensem przeżyć.
            Tylko tyle na razie potrafię.

            Dziekuję za dobre słowo.
            Agnieszka od 3 Aniołów.
        • ihaha6 bałagan... 27.10.05, 12:01
          ...trochę się zrobił bałagan na wątku...post "Dziękuję za chęć pomocy" jest do
          marcjanny a "Fakt, nie ma sie co licytować" do mmmmmm2. Jakby nie wynikało z
          treści. Co do innych postów, odpowiadam zbiorowo albo pod każdym z osobna.
          Pozdrawiam wszystkie piszące do mnie.
          Agnieszka.
          • ihaha6 Za daleko by móc Je przytulić... 30.10.05, 23:37
            Jutro jadę do moich Dzieci.
            Wyprowadzając się w styczniu z rodzinnego miasta, wiedziałam,że będę musiała
            przyzwyczaić się do dzielącej Nas odległości. Wcześniej miałam na cmentarz 20
            minut drogi, którą mogłam przejść z zamkniętymi oczami, na poczatku mej żałoby
            nawet nie pamietałam, jak tam dochodziłam. Mogłam przynieść Im świeże kwiaty,
            błyszczące kasztany, zatknąć piórko za ramkę zdjęcia, na który Dorian oparty o
            starą walizke, spogląda mądrymi oczami w swoją krótką drogę życia... przytulić
            kamień nagrobków, nagrzany ostatnim jesiennym słońcem...
            Teraz mam aż 200 km drogi w jedną stronę. Nie mogę sobie z tym poradzić. W tych
            dniach tym bardziej.
            Nienawidzę niedzieli, to taki "rodzinny" dzień. A ja nie mogę pójść chociaż na
            spacer do moich Dzieci, zapalić Synkom aniczy, ułożyć symboliczne serduszko
            pomiędzy Ich grobami, dla Trzeciego Nienarodzonego.
            Czuję się z tym strasznie.To nie tylko poczucie winy matki, która pochowawszy
            własne Dzieci, nadal żyje. Nie tylko tęsknota, potrzeba zaopiekowania się
            chociaż tym skrawkiem ziemi, gdzie leży moje serce. To także strach, obawa.
            Dwa lata temu, 1go grudnia Ich ojciec połamał białe krzyże i rzucił je w pokoju
            Doda "za karę". Odeszłam od niego, jego samczej radości życia i braku
            skrupułów, by w 2 dni po pogrzebie Dziecka robić hiphopowy festiwal. Rok temu,
            1go czerwca tępy facet pociął na kawałki mosiężne lampiony z Ich nagrobków, by
            zarobić na wódke. Niedługo wyjdzie z więzienia. Co jeszcze spotka te groby???
            Chcę zabrać Dzieci do siebie, złożyć Ich szczątki na tutejszym cmentarzu pod
            lasem, gdzie nikt nawet nie zdmuchnie Im zniczy a zabłąkana biedronka z uwagą
            przestudiuje każdą z liter Ich imion. Gdzie zawsze będę mogła przyjść,
            przykucnąć, pogłaskać biały kamień, posadzić niezapominajki i lobelie. Z
            godnością być Osieroconą Matką.
            Rozmawiałam o tym z Moim. Nie uważa tego pomysłu za fanaberie, histerię czy
            chora przesadę. Pokochał mnie wraz z moją zrozpaczoną przeszłościa, z moimi
            łzami, smutnym milczeniem. Nie widzi problemu, by złożyć moje Dzieci w nowym
            grobowcu, położyć na nim Ich płyty z "cudzym" nazwiskiem. Dbać o pamięć o moich
            Dzieciach. Ostatnio, po stracie naszego wspólnego Dziecka, martwi się o mnie,
            widzi jak cofam się przed życiem. Pomoże więc spełnić to "marzenie"...
            Jak to zrobić? Kogo prosić o pozwolenie? Czy ksiądz zrozumie moje obawy,
            tęsknotę, matczyną troskę? Czy muszę prosić o pozwolenie ojca Dzieci? Wiem,że
            nie zgodzi się. W kwestii formalnej to ja czuwałam przy konającym Synku,
            pochowałam Doriana i Aleksandra. wykupiłam 3 miejsca na cmentarzu, sprowadziłam
            Ich ciała z Gdańska i Łodzi, postawiłam Im nagrobki. To ja lub moi bliscy dbamy
            o nie.
            Ojciec dał Im tylko nazwisko. Zabrał zdjęcia Synka, gdy odeszłam od niego, bez
            skrupółów 2 dni po pogrzebie Dziecka zorganizował hiphopową imprezę, na której
            świetnie się bawił z nowymi "partnerkami". Od 2 lat walczę w sądzie o zrabowane
            pamiątki po Dzieciach. Może się zemścić. Wie, że tylko w ten sposób może mnie
            zranić.
            Czy mam prawo, moralne i to ludzkie, zabrać Dzieci tutaj, gdzie sama odzyskałam
            spokój i poczucie godności?
            Nie potrafię tak żyć, ze świadomością, że zostawiłam Dzieci tak daleko...
            Jutro jadę tam. Ale już teraz wiem, że tak ciężko będzie mi odejść od grobów,
            pożegnać się "do zobaczenia" i wrócić tutaj.
            Muszę coś zrobić, zanim będzie za późno.
            Aniele Stróżu mój, ty zawsze przy NICH stój...

            Agnieszka .
            Dorian(*) Aleksander(*) i Aniołek Daria Aleksandra(*)
            "Bóg zsyłając na ludzi nieszczęście, powinien najpierw zanurzyć ich w
            szaleństwie i łasce niepamięci. "
            • katrin6 Re: Za daleko by móc Je przytulić... 31.10.05, 15:09
              Przeczytałam Twoją historię bardzo uważnie z zapartym tchem i ze łzami w
              oczach. Ale nie o łzach chcę pisać, choć czytając dzieliłam Twoje cierpienie.
              Chcę napisać, że Cię podziwiam. Nie będę wymieniać za co, bo musiałabym długo
              wymieniać. Za całokształt. Chciałabym tylko wesprzeć Cię w Twojej decyzji o
              przeniesieniu swoich Aniołków. Dzieci powinny być blisko mamy, zwłaszcza Takiej
              Mamy. Dla Ciebie przecież też jest to bardzo ważne i myślę, że nie powinnać
              rozpatrywać tu kwestii moralnej, bo pod tym względem masz do tego pełne prawo.
              Niestety nie doradzę Ci jak to wygląda od strony formalnej. Ale jesteś mądrą
              kobietą, więc na pewno wszystkiego się dowiesz.
              PS. Chcę jeszcze dodać, że chciałabym wychowywać swoją córeczkę, tak jak Ty
              wychowywałaś Doriana. Mam nadzieję, że nie obudziłam tym zdaniem Twoich
              cierpień. Tyle napisałaś o Dorianku, że wydaje mi się, że potrafisz już o Nim
              rozmawiać bez bólu. Jeśli się mylę, to proszę popraw mnie. Jestem z Tobą całym
              sercem. Jutro, tzn. 1 listopada na pewno o Tobie ciepło pomyślę, aby dodać Ci
              sił i zapalę trzy światełka dla Twoich Aniołków.
              • ihaha6 Re: Za daleko by móc Je przytulić... 07.11.05, 14:17
                Przepraszam za milczenie. Nie uraziłaś mnie niczym, po prostu miałam konkretne
                problemy z netem.
                Co do nagrobków, fakt, samej udało mi się ustalić, że partnerem do rozmów jest
                nie tyle kościół co Sanepid, ponieważ ekshumacja leży w ich gestii. Pozostaja
                nadal wątpliwości natury moralnej...
                Co do podziwiania...wiesz, ja sama siebie czasem "podziwiam", wiele rzeczy
                wtedy robiłam intuicyjnie, bez zastanowienia, po prostu. Nie dałam sobie czasu
                na histerię, bezmyślność i inne takie. Niestety, tym samym niejako zagrałam
                sama przed sobą twardszą niż jestem. Potem przyszła zwierzęca rozpacz, czarna
                pustka i koszmarna cisza. "Kto kazał pani być dzielną?" spytał znajomy
                psycholog....Nikt. Ja sama.
                Wiem, że wychowałam Doriana na wspaniałego, wrażliwego, mądrego człowieka.
                Częściowo to moja zasługa, byłam z Nim cały czas, "poświęciłam" inne Bardzo
                Ważne Sprawy, by nie uronić nic z Jego Dzieciństwa. Jednak, jak każdy,
                popełniałam czasm błędy, skrzyczałam Go za głupstwo, niecierpliwiłam się po
                kolejnym Pytaniu Dnia, szturnęłam Go w pogoni za pociągiem...To boli jak
                cholera. Nie byłam najcudowniejszą z Mam.
                Pamiętam 1 z Jego filozoficznych zdań " Momo, ty <potemujesz> i <potemujesz> i
                nic z tego nie wynika..."
                Czasem w nocy przypomnę sobie, że coś Mu obiecałam, nie dotrzymałam słowa, nie
                zdążyłam.
                To nie ja jestem wyjątkowa.
                To Dorian był wyjątkowym Dzieciakiem. Wielu ludzi móiło "jak aniołek"...
                Wykrakali? Było w Nim coś takiego ulotnego, miał nie tylko słownictwo
                10ciolatka ale i świadomość całkiem dużego człowieka. Wiedziałam, że będzie
                Inny, ale w najgorszych snach nie przypuszczałam, że w ten sposób się
                rozstaniemy. Żałuję każdej zmarnowanej chwili.
                Bądź dobrą Matką, po swojemu. Jeśli moje wspomnienia czy przemyślenia Ci jakoś
                w tym pomogą, to dobrze. Dorian zawsze dbał o inne Dzieci.
                Jadę na rozprawę z ojcem Dzieci. Jak wrócę, to będę dalej pisać.
                Dziękuję.
                Pozdrawiam.
                Agnieszka, Mama od 3 Aniołów.
                • ihaha6 Re: Za daleko by móc Je przytulić... 07.11.05, 14:29
                  ...a jeśli chcesz poczytać o Dorianku, zajrzyj na inne wątki, np. "Cztery pory
                  roku" ach41. Pewnie sama wiesz lepiej, jak znajdować moje posty. Wszystkie są o
                  tym samym, choć w różnych tonacjach. Zastanawiam się, czy nie napisać o Nim
                  książki. O Jego życiu, marzeniach, narodzinach i umieraniu, o rodzeństwie i
                  Matce dojrzewającej do samotności. Może komuś by pomogła, zamiast tych "
                  żałobno-naukowych" amerykańskich edycji? Może? Mnie na pewno.
                  Pa.
                  • impia Re: Za daleko by móc Je przytulić... 04.07.11, 15:55
                    Myślę, że powinnaś na poważnie pomyśleć o napisaniu książki. Mogłoby to podziałać na Ciebie terapeutycznie i pomóc wielu matkom. Historie takich silnych kobiet jak ty wzruszają, zadziwiają i dają nadzieję. Wypowiedzi Doriana, które przytaczasz, są niezwykłe. Czytam twoje posty ze ściśniętym sercem, bólem, ale i z achwytem nad tym cudownym chłopcem.
                    Bardzo pięknie piszesz, więc myślę, że to naprawdę dobry pomysł.
                    Gdybyś potrzebowała pomocy redakcyjnej czy korektorskiej, to chętnie pomogę.
    • martek40 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 12.11.05, 02:32
      • Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat
      ihaha6 10.10.05, 12:57 + odpowiedz
      (...)miesiąc po chrzcie
      zmarł...(...)Byłam w 4 mcu ciąży,
      musiałam życ,(...)Miesiąc później, przy rutynowej kroplówce...na
      upał...zakazili mnie gronkowcem złocistym. Krwotok...Odeszły wody.(...)Po 2
      mies.
      straciłam przytomność, Synkowi stanęło serce. Urodziłam Go po 2 dniach.(...)

      ihaha6 11.10.05, 13:18 + odpowiedz
      Rzeczywiście, moja "historia" jest wręcz nieprawdopodobna, wiem(...)
      Agnieszka, Mama Doriana *22.12.1996 +13.06.2002 , Aleksandra *+21.08.2002
      i...Darii Aleksandry +* 26.09.2005

      Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat
      ihaha6 26.10.05, 13:48 + odpowiedz
      (...) Gdy starciłam przytomność po miesiącu walki z gronkowcem i odpływem
      wód płodowych(...)
      zawieźli na usg i ktg...stanęło Mu serce, płeć nie do rozpoznania. (...)

      Będę w żałobie do końca życia, ale zamierzam je z sensem przeżyć.
      Tylko tyle na razie potrafię.

      Przykro mi... Naprawdę...
    • ihaha6 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 13.11.05, 20:39
      Dobry wieczór.
      Byłam dziś na łąkach za wsią. Pochodziłam sobie godzinę wśród mgieł, w ciszy,
      przemyślałam ostatnie dni. Podjęłam decyzję, dla mnie słuszną. Dam bratu szansę
      na rozmowę, spróbuję wybaczyć. Od czasu, gdy tu mieszkam, w obcym miejscu,
      gdzie jedynym bliskim jest Mój Facet..., poukładałam w sobie wiele spraw. Moja
      żałoba "uspokoiła się", więcej jest wspomnień niż rozpaczy. Gdybym nie poroniła
      we wrześniu...może teraz siedziałabym na innym forum, dla oczekujących.
      Przestaję szukać winnych moich tragedii (brat, lekarze, ślepy los?), staram się
      pogodzić ze stratą, z każdą z nich.
      Może jeszcze nie jestem gotowa na Dziecko, może dlatego po Dorianie straciłam
      kolejne Dzieci? Kocham Go i tęsknię za Nim fizycznie, za przytuleniem,
      śmiechem, marudzeniem w kąpieli. I brakuje mi Jego mądrych zdań, tego dobra,
      ufności, poczucia "bycia Matka mojego wspaniałego Synka". Nie potrafię oddać
      kawałka tych uczuć Innym, czułabym się, jakbym zdradzała pamięć o Dorianie.
      Mój Facet jest wierzący. Jest wielkoduszny, cierpliwy, współczujący. Wierzę,
      że z Nim pokocham kiedyś inne Dziecko, nasze czy przysposobione.
      Ostatnio czyta to forum. Przejął się sprawą "o której juz nie mówimy".
      Dziękuję Lucek.

      Dziękuję też moim Przyjaciołom (szkoda,że zniknęli za karę z wątku "Przyjaciele"

      Dziękuję Doriankowi za te 5,5 roku szczęścia.
      Gdybym miała raz jeszcze wybierać ścieżki życia, weszłabym na tę, na której
      spotkałam mego Synka, chociażby na te kilka lat.
      Warto było.

      Dziękuję Tym z Was, które mnie wspierały od początku i nie przestały pomimo...
      Przepraszam Was za tą "zaciekłą obronę", to dla mnie jedyny i najważniejszy
      powód, by się bronić. Pamięć moich Dzieci.

      Jak wkleić zdjęcie Dorianka?

      Pozdrawiam.
      Agnieszka, Matka 3 Aniołów.
    • ishin Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 14.11.05, 09:24
      ihaha6
      Ja jestem w żałobie o 6 lat, wtedy zmarła moja 5 letnia córeczka po ciężkiej operacji serca. Patrzyłąm 10 dni jak umierała, jak każdy nrząd przestawał kolejno funkcjonować... 5 lat szpitali, walki, nadziei...
      Pół roku później mąż mnie zostawił dla innej, maja już dwoje dzieci, mieszkają w tym samym małym miasteczku, widuje ich. Skończyłam 37 lat, próbuje ułożyć jeszcze sobie życie, ale nie wychodzi. Zaczął się okres przekwitania (tak wcześnie!!!). To depresja i ogromna nadzieja, że jeszcze urodze. Ratuje się jak mogę, leczę się wszędzie gdzie się da, psychike u psychatry, "kobiecość" u ginekologa, duszę w Kościele. Ale czy się uda? Przecież brak naważniejszego, ojca dla dziecka. Takiego, który by nas nie zostawił. Są chwile, że nie mam ochoty żyć, że sie poddaje, następnego dnia chwytam sie nadziei, że może... Ale tak naprawdę, czuję, że zaczynam być wrakiem, najgorsza jest samotność...
      Chciałabym z Tobą bliżej się zapoznać, jeżeli nie jest dla Ciebie to "zbyt trudne" podam mój mail (ishin@wp.pl)
      • ihaha6 do ishin 14.11.05, 11:24
        Witaj.
        Widzisz, dlatego mówię, że są gorsze "historie" od mojej, że nie jestem
        najnieszczęśliwsza. Ojciec Dorianka i Aleksandra też "nie popisał się" podczas
        agonii Doriana, potem i jeszcze później. "Odreagowywał" wśród ponętnych 19latek
        z płaskimi brzuchami, wypierał w sobie śmierć Dzieci, okrutnie żartował ze
        swojej żałoby "mam najlepiej ułożone dzieci w X., jedno koło drugiego".
        Nieważne, niech się wstydzi, ten co robi....
        Teraz mam Mojego Faceta, który bez słowa "na pewno?" przyjął moją podwójną
        tragedię, dba wraz ze mną o groby Synków, dzięki Niemu się uśmiecham poprzez
        łzy. Chyba było już "za dobrze", bo straciliśmy we wrześniu nasze wspólne
        Dziecko. Ale jest ze mną, nie jestem sama. Nie muszę katować się ironicznymi
        spojrzeniami ex, nie muszę żyć wśród jego znajomków i koleżanek (nie możesz
        wyjechać?). Jestem na tyle daleko, by o nim zapomnieć i na tyle blisko, by dbać
        o Dzieci.
        Nie do końca wiem, co zdążyłaś przeczytać, część postów zniknęła na zawsze.
        Napisz na priva.
        Jestem tu po pomoc i by pomóc komuś.
        Pozdrawiam.
        Agnieszka, Matka 3 Aniołów.
        • ishin Re: do Matki 3 Aniołów 14.11.05, 19:23
          Pisz do mnie prosze na maila, bardzo chetnie z Tobą porozmawiam. Jedziemy prawie na tym samym wózku. ishin@wp.pl

          pisze wiersze...

          ***
          W moim sercu jeszcze
          ciagle cichutko mieszka
          śmiech małej dziwczynki
          bogatsza o smutek i łzy
          w zaciszu samotności
          układam puzzle życia
          jednak wciąż
          nie potrafię odnaleźć
          tej najważniejszej
          części siebie...
          • ishin Re: do Matki 3 Aniołów 14.11.05, 19:38
            Dziękuję...Wiem, nie ja jedna, nie ja pierwsza , nie ostatnia.....ale tak jakos
            bywa,że gdy dotyka cie tragedia....nagle wszyscy wokół traktuja cie jak
            trędowata, niby "współczuja" ale nie chcą byc za blisko..."nieszczęście bywa
            zaraźliwe"? Czasem świadomość, że Inne też...pomaga...

            To co napisałaś, to święta prawda. dokładnie to samo przechodze, nie mam juz znajomych, bo mają tyle ważnych spraw, kariery, nowe samochody, domy... A ty właśnie jesteś trędowata i nie nadajesz sie do ich srodowiaska. Na razie nie mam sie gdzie wyprowadzić, ale jeżeli mój obecny "związek" powiedzie się, to pewnie to zrobię. Dziś u ginekologa był dramata, ostani dzwonek aby zajść w ciążę, bez leczenie sie nie obejdzie. Depresja i żal na przemian z nadzieją. 12 grudnia ostania sprawa rozwodowa, po miesiącach walki poszłam na ugode, bo nie wytrzymywałam napięcia i Jego kłamstw i wywlekania kłamliwych brudów. niech to się juz skończy. Na Wszystkich Świętych nie przychodzi... bywam tam sama.
                • ihaha6 Re: do Matki 3 Aniołów 17.11.05, 10:48
                  Dziękuję.
                  Niestety dostałam też takie recenzje :

                  "8729*** (16-11-2005 22:02)

                  niezla sciema, photoshop pewnie az sie wieszal jak przerabialas zdjecia, cos
                  nikt nie komentuje zdjec".

                  Nieważne.
                  Dorian opiekuje się swoim rodzeństwem. Czas powiedziec, dlaczego z takim
                  przekonaniem nazwałam 7 tc. Dziecko dziewczynką o imionach Daria Aleksandra.
                  Dorian, wieczorem naszego ostatniego Dnia Matki snuł opowieści, jak to będzie
                  wspaniale mieć rodzeństwo "Mamo, ty tylko urodź a ja zajmę się wszystkim".
                  zaproponowałam, by to On wybrał imię dla mającego narodzić się Dziecka.
                  Stwierdził: "Wolałbym, żeby to była siostrzyczka, żebym był prawdziwym Starszym
                  Bratem. Dostała by imiona Daria Aleksandra. Daria bo podobnie jak ja i wiem,
                  jak napisać, a Aleksandra, bo ładnie".
                  Niestety, odszedł i On i to Dziecko we mnie, Aleksander Maria. (Maria po św.
                  Kolbe, tak jak Dodo).
                  Teraz więc, przez pamięć mojego Synka, 3ciego Aniołka nazwałam tak a nie
                  inaczej. Jego upragniona siostra.
                  Dziękuję za dobre słowo.
                  Pozdrawiam.
                  A.
                  • dobiesia Re: do Matki 3 Aniołów 17.11.05, 11:52
                    Nie przejmuj sie Kochana złymi uwagami. Bądź ponad wypociny tych, co to tak się
                    chwalą swoim instynktem i dodatkowymi zmysłami. Nie dla nich to forum.
                    Pozdrawiam serdecznie, na pewno jeszcze będziesz szczęsliwa, potrzeba czasu i
                    spokoju. Dzieciaczki w niebie pomogą Ci na pewno. Fajnie jest mieć taką mamę,
                    są z Ciebie dumne i może szykują jakąś rozbeczaną, łysą niespodziankę? Może juz
                    niedługo?
                    • ihaha6 Re: do Matki 3 Aniołów 17.11.05, 12:11
                      Dzięki.
                      Ja narazie nie planuję, nie zabiegam, myślę, że Dziecko pojawi się we właściwym
                      czasie. Gdy ja będę gotowa, gdy Ono będzie chciało. Może brzmi to naiwnie, ale
                      tak czuję.
                      W sierpniu, 13go pojechaliśmy z Moim na miejsce wypadku Doriana, (Horniki
                      Górne, gm. Nowa Karczma, droga między Gdańskiem a Kościerzyną). Czułam, że moim
                      obowiązkiem jest postawić Synkowi tam krzyż, obiecałam to sobie i Jemu. To
                      miejsce widziałam tylko w policyjnych notatkach z miejsca zdarzenia, ale znałam
                      namiary i wiedziałam, jak bardzo poobdzierane jest drzewo, które spotkał na
                      swej drodze samochód. Krzyż (za zgodą i z pomocą strzażaków z OSP Nowa Karczma)
                      przykręciłam do drzewa, zatknęłam białe różyczki. Obiecali pomalowac na biało.
                      Ja byłam zbyt roztrzęsiona, chwilę wceśniej widzieliśmy ciężkie zderzenie
                      czołowe 2 zakręty dalej, staliśmy w korku i widzieliśmy za dużo, przeszłość
                      stanęła mi przed oczami. Mój stwierdził wtedy "Chcę mieć z Tobą dziecko, jesteś
                      wspaniałą Mamą, ale...nie będę Cię zmuszał, dopóki nie przebaczysz sobie
                      śmierci swych Synków. Nie chcę płakać z Tobą nad kołyską naszego Dziecka, nie
                      chcę byś była nieszczęśliwą Mamą". Wtedy (prawdopodobnie) zaszłam w ciążę z
                      3cim Aniołkiem. Chyba z ulgi, że spełniłam obietnicę...
                      Niestety, za wcześnie.
                      Może nigdy nie będzie "w czas"?.
                      Boję się. Moje Dzieci umierają.
                      A.
                      • dobiesia Re: do Matki 3 Aniołów 17.11.05, 13:26
                        Ee tam!
                        Umarła trójka, wystarczy! Los, Bóg Przeznaczenie nie moze byc okrutne! Teraz
                        juz żadne nie umrze! Dałas radę, podniosłas się, pocieszasz innych, jesteś
                        silna, jak tur, umiesz zbudowac dom na zgliszczach, mało kto by to potrafił.
                        Jesteś wielka, i jeszcze tyle dobrego przed Toba, ja to wiem! dajesz rade tak,
                        że byłabyś wzorem dla rycerzy! Masz serce dla innych na całą klatkę, miej też
                        trochę dla siebie. Spójrz za okno i popatrz na świat, tyle tam złego, tyle
                        okropieństwa, ale ile dobrego? jeszcze więcej!!!! Tylko w to uwierz, będzie
                        dobrze! Juz jest coraz lepiej! Kochana, nie każdy ma takie doświadczenia jak
                        Ty, niektórzy załamują sie przy najmniejszych porazkach, ty trwasz! Jesteś
                        wzorem, opoką i skałą! I tak trzymać!
                        • ihaha6 Re: do Matki 3 Aniołów 17.11.05, 14:34
                          Trudno mnie zawstydzić, Tobie się udało. Gruba przesada z tą skałą i turem, ale
                          fakt, czasem sama siebie zadziwiam swoją wytrzymałością psychiczną. Po prostu,
                          cokolwiek zrobię czy powiem, zastanawiam się, co by powiedział na to mój Synek,
                          mądraliński Dorian. Czy byłby dumny z mamy czy raczej zawstydzony.
                          Miał 2,5 roku, gdy obserwując ze mną i sąsiadką wykopy, zakładanie rur kanalizy
                          przy naszym domku, popatrzył i stwierdził spokojnie do tej Pani:
                          "Wiesz, pani Szuchoń (Suchoń, lekko seplenił), to życie jest takie nuuudne,
                          cieknie jak ta woda z luly (rury)..."
                          Ten to zawsze miał rację;)
                          Dam radę, nie mam wyboru. Nie zawiodę swojego Synka.
                          Dziękuję za lawinę pocieszeń.

                          Pozdrawiam.
                          A.
                          • ihaha6 Re: do Matki 3 Aniołów 17.11.05, 14:38
                            ihaha6 napisała:


                            > Miał 2,5 roku,

                            ...przepraszam, oczywiście Trzy i PÓŁ (to te zdjęcia z kombajnem, podlewaniem
                            ziemniaków, kopcem zboża i jabłkiem w sadzie).
                            Niby szczegół, ale wolałam poprawić.
                            A.
                            • dobiesia Re: do Matki 3 Aniołów 17.11.05, 14:57
                              To nie żadne tam pocieszenia! To prawda. Szczera prawda. Z turem i skałą to
                              Tylko i Aż prawda! Uwierz Dobiesi, ona zawsze mówi prawdę. :)))))Prosto w
                              wirualne ucho i oko :)))))
                              Zmień ten świat, bo wiem, że potrafisz.
    • ihaha6 Do mojej Mamy 14.11.05, 16:09
      Podobno weszłaś na forum, zobaczyć dlaczego znowu dostałam po głowie.
      Przeczytasz tu o rzeczach, o których Ci nie mówiłam, które zamknęłam w
      sobie. "Twarda jestem, dzielna, sama dam radę. Zostawcie mnie do... w
      spokoju"...pamiętam, może chciałaś mi pomóc a ja nie potrafiłam tego przyjąć.
      Wiesz sama, jaka jestem, co przeżyłam. Mieszkałyśmy znowu razem przez rok, gdy
      odeszłam od ojca Dzieci. Nie pozabijałyśmy sie a to juz coś ;). Próbujemy
      rozmawiać, nie wymieniać argumentów. Razem postawiłyśmy pomniki, dbasz o groby
      Wnuków.
      Wiem,że Ty także cierpiałaś, że NA PEWNO nie chciałaś, by doszło do wypadku.
      Pamiętam Twoją rozpacz w szpitalu, gdy reanimowano Doda.
      Dorian Cię kochał.
      Dziękuję, że tak się teraz przejęłaś.
      Przepraszam za swój żal i złe słowa.
      Do zobaczenia.
      Agnieszka, Matka 3 Aniołów i córka swojej Matki.
    • ihaha6 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 14.11.05, 22:26
      Kama dziękuję za pomoc, udało się.
      (...)
      Oto link do galerii zdjęć Dorianka. Trochę tam bałagan, ale z czasem sie
      poukłada:

      voila.pl/agbsq
      Oczywiście nie wiem jeszcze, jak go uaktywnić...

      Najważniejsze,że poznacie Doriana.
      Byłam i jestem z Niego dumna, jak każda Matka.

      pozdrawiam.
      Agnieszka, Matka 3 Aniołów.
        • ihaha6 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 15.11.05, 09:46
          Dziękuję. I przepraszam,że tak porozrzucane, wklejałam po kolei, w folderach, a
          zrobił się kalejdoskop. Przepraszam zwłaszcza za zdjęcia z pogrzebu, miały być
          osobno, jeśli ktoś by chciał zajrzeć, znalazł by. Uczę się powoli.
          Nie wiem, czy wkleić zdjęcia usg Aleksandra, mam kilka.
          Daria nie na nic, tylko wypis z rozpoznaniem "missed abortion" i moją pamięć.
          PS. Właśnie o resztę zdjęć walczę, jest ich z 300. I kasety video z przedszkola
          itp. Odzyskam, mam prawo jako Matka.
          Dziękuję za wsparcie. Reszta na priv.
          Agnieszka, Maka 3 Aniołów.
          • joamol Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 18.11.05, 20:47
            Agnieszko,
            Dorian to prześliczny chłopiec. Z ciekawości zajrzałam na stronkę z jego
            zdjęciami. wspaniałe dziecko. Widać, jak bardzo go kochasz. Te zdjęcie wiele
            oddają. Mogę tylko wyobrażać sobie, co czujesz. Jesteś swtorzona do kochania
            dzieci i mam nadzieję, że jeszcze komuś tę miłość oddasz.

            Jest w tobie wiele bólu, czytając twoje posty czuje się tę drogę od złości do
            uspokojenia, może nie pogodzenia (to chyba niemożliwe przyjąć taki stan rzeczy
            tak po prostu i z pokorą), ale chęci rozróżnienia bolesnej przeszłości od
            przyszłości, która może się okazać jasna.
            Oby była jasna.

            Pozdrawiam
            Asia

            (*) Dla twoich Maluchów
            • ihaha6 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 19.11.05, 07:30
              "(...)drogę od złości do uspokojenia, może nie pogodzenia (to chyba niemożliwe
              przyjąć taki stan rzeczy tak po prostu i z pokorą)"
              Tak, okres wściekłości na ślepy los, kierowcę, i innych winowajców śmierci
              Doriana mam już za sobą. Nie rozpisuję się nt. zagrożonej ciąży Aleksandra,
              kolejnych złych wyników, decyzji lekarzy...(po co, w dokumentach nie napisali o
              moim bólu). Przecież to Mu życia nie wróci. Krótka obecność Darii uświadomiła
              mi ,że słowa "no teraz to już musi być dobrze, nic złego Cię nie spotka"...są
              jedynie pobożnym życzeniem moich Przyjaciół. Niestety. Staram się podejść do
              tragedii mich Dzieci z szacunkiem, to One zbyt wcześnie odeszły, ja nadal żyję
              i moim matczynym obowiązkiem jest dbać o Ich pamięć. Płaczę z tęsknoty, z
              poczucia winy, z żalu za utraconymi Dziećmi. Ale doceniam czyjąś opiekę,
              życzliwość, pomoc. Jeśli nie dla siebie, to chociaż dla innych trwam. Nie wiem,
              czy odważę się świadomie na Dziecko. Myślę, że to Ono mnie znajdzie, może już
              jest na świecie , skrzywdzony kilkulatek i czeka. Nic na siłę.
              Stworzona do kochania Dieci? Nigdy (dziewczyna 19-21letnia lubi to słowo) nie
              sądziłam, że będę mamą, świadomość macierzyństwa przyszła nagle 9 lat temu i
              zmieniła całe moje życie, zmieniła mnie. Teraz Dzieci nie żyją, a ja nigdy nie
              przestanę być Ich matką, na pewno nie idealną i bez skazy.
              Dziękuję za dobre słowo,
              pozdrawiam.
              A. Matka 3 Aniołów
      • bczapska1 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 16.11.05, 13:19
        Wiatj Agnieszko ,
        często odpisujesz na mój post , Ja jestem mamą aniołka Kacperka ( 14 lat ).
        Przegladałam zdjecia Dorjanka , sliczny , kochany , musisz byc dumna z niego .
        Ja jestem bardzo wzruszona Twoją troską o mnie i moje pisanie tu na tym forum .
        Teraz muszę poswięcic czas na szukanie mojego Kacpra , może go gdzieś znajdę ,
        pójdę tam gdzie często bywał , może da mi jakiś znak .........

        Pozdrawjam Cię bardzo mocno , i odezwę się jak znaję mojego syneczka
        całuski przez łzy , ale całuski

        Basia , razez z Kacprem aniołkiem
        • ihaha6 do Basi 16.11.05, 13:28
          bczapska1 napisała:


          > Teraz muszę poswięcic czas na szukanie mojego Kacpra , może go gdzieś
          znajdę ,
          > pójdę tam gdzie często bywał , może da mi jakiś znak .........



          Basiu, na pewno nie raz poczujesz Jego obecność, nie tylko w pełnych tęsknoty
          snach. Ja wierzę, że nasze Dzieci nigdy nas nie opuszczają do końca, ze
          spokojem spoglądają Stamtąd, trzymając kciuki za nas, Osieroconych Rodziców.
          Nie musisz Go szukać, sam Cię znajdzie.
          Moja "troska" jest szczera, po prostu też przechodziłam przez te piekielne
          kręgi rozpaczy, osamotnienia i trudnych pytań.
          Czas nie goi ran, czas pozwala nauczyć się z nimi żyć.

          Trzymaj się ciepło.
          A.
          • bczapska1 Re: do Basi 16.11.05, 14:06
            Agniesiu , postaram sie trzymać i na pewno później się odezwę , Twoje słowa
            dodaja mi otuchy .
            Zapomniałam dodać ,że na wtorek 22 listopada ( 3 miesiące od dnia gdy Kacper
            odszedł ) zamówiłam na 18 mszę za duszę mojej Kacurki , może to pomoże mi
            odnaleść moje słoneczko .

            przytulam Cie mocno Basia
    • ihaha6 Chciałam się pożegnać... 21.11.05, 02:02
      ...na pewien czas, oczywiście. Różnie to było (adminko, co do ost. maila masz
      rację), ale to na tym Forum znalazłam kilka pokrewnych dusz i mnóstwo dobrych
      słów.
      Dziękuję Wam, Osierocone Matki, Matki z Dziećmi i "Sympatyczki" Forum
      (tatabunia i inni też). Za cierpliwość, za nerwy i za (*) dla moich Aniołów.
      Za posty i maile (a zwłaszcza te ostatnie;) ),
      za zamartwianie się moimi smutkami,
      za współ-czucie,
      za pytania i odpowiedzi.
      Za wszystko.
      (...)
      Kilka z Was już wie, że wyjeżdżam do Irlandii. Już dziś, za 20 godzin
      przekroczę samochodem z Moim pierwszą z granic. Musimy zdążyć na czwartkowy
      prom z Cherbourg do Calafort ros Lair...(już się cieszę na podróż morską)
      Bardzo proszę, trzymajcie kciuki za naszą spokojną podróż.
      Gdy już się zadomowię w Portarlington, znajdę jakieś łącze z siecią i
      Polską...wrócę do Was. Oby w tym roku ;)
      Więc do "przeczytania"...
      Trzymajcie się ciepło.
      Moja poczta, Doriana album i moje serce są nadal dla Was otwarte.

      Agnieszka, trochę zołzowata Matka 3 Aniołów.

      PS. Z Dziećmi pożegnałam się dziś popołudniu. Zapalcie Im czasem światełko
      na "dlaczego"..., gdy natkaszczerbatka je założy.
      Dziękuję.

      Nie, nie znikam na zawsze. Macie tak na 1/2 roku spokój;)
      Ja tu jeszcze wrócę.
      A.
      • martek40 Re: Chciałam się pożegnać... 21.11.05, 02:58
        ihaha6 napisała:
        > Gdy już się zadomowię w Portarlington, znajdę jakieś łącze z siecią i
        > Polską...wrócę do Was. Oby w tym roku ;)
        (...)
        > Macie tak na 1/2 roku spokój;)
        > Ja tu jeszcze wrócę.
        > A.

        I znów zaprzeczasz
        sama sobie...
        A twoje ostatnie zdanie
        brzmi jak groźba...

        Powodzenia.

        • ihaha6 Re: Chciałam się pożegnać... 21.11.05, 03:13
          martek40........a Tobie się nie znudziło?
          1. "oby w tym roku", bo nie wiem, jak tam z kawiarenkami internet...a do końca
          roku zaledwie miesiąc;)..więc pewnie tylko Was poczytam w biegu
          2. "na 1/2 roku" bo zamierzamy wrócić za tyle czasu do kraju, wrócić m.in. do
          normalnego dostępu do sieci, do pisania (byś mogła szukać "nieścisłości";) )
          3. "Ja tu jeszce wrócę" prosta parafraza cytatu z kultowego filmu (zgadnij
          jakiego):

          (...)
          - "Wróć pieniążka do fontanny, to wrócisz tu...
          - Ale ja tu wcale nie chcę wracać".
          Jak nie wychwytujesz, trudno. To się nazywa "skróty myślowe".
          W prostym tłumaczeniu: "wrócę, bo chcę".
          Masz Kobieto ze mną używanie...

          Dobranoc.

          A.
              • martek40 Re: Chciałam się pożegnać... 21.11.05, 10:21
                Czy ostatnie, jak piszesz,
                to się rychło okaże.
                Co do mojej wierności
                to jesteś w błędzie.
                Czytałam tylko
                Twoje początkowe
                intrygujące opowieści.
                No i końcówkę ;).
                A Twoje wierne czytelniczki
                to...nowopowstałe nicki.
                Dziękuję za pozdrowienia
                i mówię vice versa.

                • anetuchap Re: Do martek40 22.11.05, 13:59
                  Witam
                  Zarzucasz Agnieszce,że wymyśliła nowe nicki,które ją bronią.Na pewno masz też
                  na myśli mnie.Czytam was od bardzo dawna,ale bałam się odezwać,gdyż nie
                  przeżyłam tragedii straty dziecka.Nikogo nie chciałam urazić.
                  Odkąd Was znalazłam jestem z Wami całym sercsm i modlę się za wasze Aniołki.
                  W sprawie Agnieszki nie mogłam zachować milczenia,musiałam napisać w obronie
                  jej a przede wszystkim jej dzieci.I tak pojawił się jedan z nowych nicków.
                  Ja naprawdę istnieję!!! Wejdź na Wcześniaki tam się trochę udzielam,acha
                  i na Rechabilitacja dzieci,tam też parę razy napisałam.
                  Pozdrawiam i życzę wiary w ludzi.
                  Aneta
      • bczapska1 Re: Chciałam się pożegnać... 06.12.05, 14:56
        Trzymam kciuki aby tam było Ci lepjej a może przynajmniej dobrze , powodzenie ,
        cały czas pamietam o Tobie i Dorjanku , będe czekac na Twój powrót .
        A dla Dorjanka (*)(*)(*)(*)(*)............(*)

        Całusy
        Basia mama Kacpra aniołeczka
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka