Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat

    • ach41 Wczoraj w TVN Style w programie 22.11.05, 12:10
      "Miasto Kobiet" o 22 wieczorem Agnieszka opowiedziała swoją historię. W studiu
      była też Kasia - Mama Misi.
      Oglądał ktoś może?
      • ihaha6 Re: Wczoraj w TVN Style w programie 29.11.05, 21:29
        Pozdrawiam z Ire. Wiem o programie (ach41 pozdr.), moja Matka go nagrala, ja
        wtedy akurat przekraczalam granice....
        Pozdrawiam serdecznie wszystkie Forumowiczki, dziekuje za maile i swiatelko na
        dlaczego (szczerbatko)
        Odezwe sie jeszcze
        pa
        Agnieszka
        • martek40 Re: Wczoraj w TVN Style w programie 29.11.05, 23:10
          Agnieszko!
          Oglądałam.
          Przyjmiesz
          moje gorące
          przeprosiny...?
          Pozdrawiam.
          • konwalka Agnieszka, odezwij się 30.11.05, 11:06
            Co? Podobno Irlandia jest taka zielona? :)
            Agnieszka,daj znać, jak jesteś na gg, ok? Czekam na jakakolwiek wiadomość od
            Ciebie :)
            • ihaha6 Re: Agnieszka, odezwij się 04.04.06, 18:23
              Odzywam sie. Jak dotre do Polski za tydzien, wlacze gg. Znajdziemy sie.
              Pozdrawiam.
              A
    • dobiesia Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 30.11.05, 12:57
      A widzicie?
      Ona mówi prawdę!
      I po co niesłusznie oskarżać?
      • ihaha6 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 13.12.05, 16:12
        ................witam ponownie.
        Dziekuje za pamiec i cala reszte. Przeprosiny przyjete od Tych, ktore napisaly.
        Koniec tematu linczu, ok?
        ...Co do Miasta Kobiet, moja Matka ma do mnie zal o jedno zdanie, nie wiem
        ktore, nie widzialam programu. Ja juz Jej wybaczylam. Poza tym jest chora.Musze
        o Nia dbac.
        W Ire jest dziwnie, specyficznie. Dzieciaki w kolanowkach na golych nogach
        (sic!) biegna do katolickich szkol, snieg tylko sztuczny na wystawach a
        balwanki z plastiku strasza na zielonych trawniczkach. Swieta to czas promocji
        i obzarstwa...Caly miesiac szaleja, maja 2 tyg. wolnego. Ciezkie to beda
        chwile...urodziny (rocznica) Doriana, choinki, itp...Znowu. Niecierpie swiat.
        Ogolnie jest ok, mam duuuzy dom, niestety bez kompa, a net kosztuje 5 euro za
        godz! Biblioteka otwarta czasami...lunchtime jest swiety.
        Tutejsze cmentarze mnie zauroczyly. Na pionowych postumentach wypisuja takie
        zdania "postawiony ku pamieci Johna....i jego kochanej zony Mary....i ich synow
        Seamusa i Patryka...i synowej Ingreen..." A najpiekniejsze jest to, ze Irole
        nie udaja, ze nie ma tych Dzieci, ktore odeszly w dziecinstwie...Zawsze o Nich
        mowia ...nawet na nagrobkach jest "i ich synka Infant Joela...". To
        pocieszajace. Rozumiecie, nie musze udawac, ze nie bylo moich Dzieci.
        Poza tym ok.
        Jeszcze sie odezwe.
        Pracuje w hotelowym barze, ach, ta znajomosc jezykow...heh, niewielka ale za to
        kilku. Tak latwo sie nie poddaje.
        Zartuje. Dobrze nam tutaj.Wlasnie mija rok od czasu, gdy opowiedzialam po raz
        pierwszy Mojemu swoja historie.
        Polakow mnostwo, kilku nas oszukalo, reszta ok.
        Brak mi tu polskiego chleba, Przekroju, ksiazek, itp, itd.
        Irlandczycy sa wielkoduszni, czasem az zenujaco.
        Ale wroce do P., Tam sa moje Dzieci.
        Co do sadu...dost. info., ze odroczony wczoraj, brak obroncy...niewazne.
        Pozdrawiam raz jeszcze.
        Spokojnych Swiat i troche lepszego nastepnego Roku
        zyczy
        Agnieszka
        • posso Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 13.12.05, 23:33
          ciesze sie, ze odezwalas sie.
          nie pisalam na tym forum nigdy ale czytam co piszesz od samego poczatku to tak
          dla wyjasnienia kim jestem. wlasciciwe to chcialam tylko napisac ze ciesze sie
          ze dojechalas do IRL...a tutaj ciemno, glucho i troche pada snieg:))
        • bczapska1 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 15.12.05, 10:35
          Witaj ,
          to miło że się odezwałaś , fajnie że podoba Ci sie w IRE , ja mam odmienne
          zdanie co do wysp , ale to może dlatego ,że Kacperek tam właśnie od nas
          odszedł ,i po trochu to za to co się stało obwiniam te miejsca .
          Wczoraj przyjechał mój mąż do domu , będzie ze mną do 15 stycznia czyli cały
          miesiąc a pózniej musi wrócic do Angolandi na dalsze leczenia .Może bedzie
          troche lepjej jak będziemy razem .
          Pozdrowjenia i wszystkiego naj

          Basia mama aniołka Kacperka (14 lat)
          • ihaha6 5 minut na forum 15.12.05, 15:31
            Basiu, Ire a Anglia to co innego. Rozumiem Twa niechec do Wysp, ja tez nie
            tensknie za Gdanskiem...
            Wczoraj bylam na polskiej mszy w Portlaois, ks.Janusz ujal mnie swoja
            normalnoscia. Nie czas jeszcze na przyjmowanie komunii, nie bylam u spowiedzi
            wieki...ale woda sw. sie nie zagotowala, a to juz cos. Nieprawdaz???
            Zamowilam, jak co roku, msze w urodziny Doriana, to juz 9...byly by:/// (i 3cie
            Alka).
            Msza odbedzie sie w sr., 21go grudnia o 20stej (u Was 21ej), jesli ktoras z Was
            dolaczy sie w myslach do modlitw, dziekuje. Zapraszam do Portarlington;)
            Msze robie 22.12., a nie w rocznice smierci moich Dzieciakow, bo bylo ich za
            duzo. To taka moja matczyna pamiatka, prezent dla Dzieci.
            Nie jest latwo, ale zycie tutaj jest proste.
            ...zamykam oczy na ta swiateczna euforie, tesknie za Dziecmi i zyje dalej.
            Dziewczyny, za Wami tez tesknie;) Zawsze jak mam chwile czasu, wchodze tu. To
            musi byc sympatia, co nie?
            Pozdrawiam raz jeszcze cieplo.
            Agnieszka, Matka 3 Niekwestionowanych Aniolow
            • konwalka Re: 5 minut na forum 16.12.05, 11:23
              Agnieszka, witaj
              wylatuję dzisiaj na dwa tygodnie do Wlk Brytanii, jeśli masz ochotę, podaj
              mailowo namiar na siebie :)
              U nas, w Loughborough też jest polska msza, pewnie pojdziemy na pasterke w
              wigilię :)))
              Jeśli się sie "spotkamy" - po prostu przyjmij ode mnie życzenia spokoju i
              normalności, na ile ona jest możliwa.
              Tego tez chciałabym życzyć wszytskim wspaniałym Osobom z tego forum
              • anetuchap Re: 5 minut na forum 17.12.05, 00:29
                Witaj Agnieszko!!!
                Dobrze, że się odezwałaś, bo już się martwiłam, czy w tej Irlandii wszystko ok.
                Nie wiem, czy mnie pamietasz, ale ja zawsze wiedziałam, że Twoja historia jest
                prawdziwa. Nie mogłam zrozumieć tej nagonki na Ciebie. A zarzucanie Ci, że się
                za ostro bronisz był szczytem!!! Na Twoim miejscu broniłabym się równie
                zaciekle. NIKT nie ma prawa beszcześcić pamięci Twoich dzieci. NIKT
                Podczas tego linczu zastanawiałam sie, co Ty czujesz? Nie dość, żę przeżyłaś
                tragedię śmierci własnych dzieci to teraz ktoś Ci zarzuca, że to sobie
                wymyśliłaś. Płakać mi się chciało. No jak tak można!!!

                Ja też oglądałam ten program z Twoim udziałem.
                Jesteś wspaniałą mamą i bardzo dzielną kobietą.
                Ja płakałam razem z Tobą.

                Aga, ja z całego serca życzę Ci, aby w twoim sercu zagościł spokój.
                Wiem, że nigdy nie pogodzisz się z tym co się stało, ale życzę Ci siły abyś
                żyła dalej.
                Agnieszka, Twoje dzieci żyją...w Twoim sercu i w sercach wszystkich życzliwych
                Ci ludzi.
                Ja wiem, że słońce zaświeci dla ciebie, że być może znów będziesz potrafiła się
                uśmiechać. Tak, że oczy też się śmieją, nie tylko usta.
                Masz wspaniałego mężczyznę obok siebie to już są pierwsze promienie słońca,
                które wkrótce Cię ogrzeje.

                Przepraszam, że tak długo i chaotycznie.
                Pamiętaj, że tu są ludzie, którzy ciepło o Tobie myślą i noszą w sercach pamięć
                o Twoich dzieciach.

                Bądź kochana i kochaj. Zawsze. Tego życzę Ci najbardziej.

                Pozdrawiam z bardzo pochmurnego Gdańska. Na razie nie wracaj, poczekaj na
                wiosnę. A może właśnie tam znajdziesz szczęście????
                Twoje dzieci są zawsze tam gdzie Ty jesteś. Tu w Polsce są tylko ich groby.
                Ich dusze są przy Tobie.
                Wszystkiego dobrego.

                Aneta
                • ihaha6 Jestem... 18.12.05, 19:14
                  Naprawde na chwile...
                  Pozdrawiam, czytam z doskoku.
                  Znalezlismy normalnych ludzi...Polakow w ortlaoise, no i jeszcze maja internet...cud, kolejny.
                  Dziewczyny, bede pisac, czytac i myslec o Was.
                  Agnieszka.
                  • bczapska1 Re: Jestem... 19.12.05, 09:38
                    Agnieszko ,
                    bardzo sie cieszę ze bedziesz z nami w kontakcie , ze u Ciebie wszystko ok .
                    Pozdrawjam i przytulam mocno , za wszystko co dla mnie zrobiłaś

                    Basia
                    • ihaha6 hmm... 22.12.05, 17:19
                      Basiu a co ja takiego dla Ciebie zrobilam? Nie mam (niestety)takiej mocy, by
                      przywrocic Ci Syna...wiec w gruncie rzeczy nic nie zrobilam. Cala ta reszta,
                      dobre slowa, gorzkie mysli i strzepki wspomnien sa tak samo dla Ciebie, jak i
                      dla mnie. Jak to Ktoras z Was madrze napisala mi "(...)nie jestes wyjatkowa".
                      Wszystkie cierpimy, kazda inaczej. Ale potrafimy zrozumiec sie nawzajem.
                      Basiu, mam nadzieje, ze dasz rade, ze podolasz, ze przetrwasz.
                      Swojemu Synkowi jestes winna "tylko" milosc, pamiec i bezgraniczna tesknote...a
                      nie ofiare ze swojego zycia. On by tego nie chcial. Rozumiesz?
                      Trzymaj sie kobieto!

                      Agnieszka, matka 3 Aniolow.
                      • iorek Nie mam słów. 30.07.06, 00:10
                        Nie mam siły już płakać. Po stracie Małej, nie mam już sił... Czytam coraz to
                        różniejsze historie, o chorobach, o smierciach...
                        Pan B. bywa bezlistosny...
                        Jedyne, co nam zostaje to wiara w Niego...
                        Bardzo Ci współczuję. Nie mam słów. Żadne nie będą odpowiednie.
              • niezapominajka_4 Re: 5 minut na forum 17.02.11, 22:53
                witaj agnieszko
                glowa do gory , ja stracilam pierwsze a niewiedzialam ze jestem po prostu wypadlo teraz mam synka zdrowego bog da ci dziecko tylko badz cierpliwa
    • trishamm Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 21.12.05, 17:22
      Jest tyle porzuconych dzieci na świecie!! Może któreś czeka na Twoją miłość? Czy
      nie warto stworzyć mu dom i samej sobie rodzinę?! One naprwdę potrafią rozjaśnić
      życie!! I sprawić że ma się dla kogo żyć........ Zresztą sama nie wiem, co Ci
      napisać, bo rzeczywiście to jest dobijające i barzdooo przykre!!!
      • ihaha6 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 22.12.05, 17:27
        Masz racje.
        Pisalam juz o tym kiedys, ze moze dorosne do bycia Mama dla Cudzego Dziecka.
        Powaznie o tym mysle.
        Tutaj w Ire...wrecz moralnym obowiazkiem jest zaadoptowanie samotnego Dziecka,
        nie tylko irlandzkiego, ale i z kazdej innej czesci swiata. Nikt nie wtraca
        sie w przyczyny adopcji, mam wrazenie nawet ze sie tego "oczekuje po
        sasiadach", rozumiesz? Co krok spotykam kwestujacych ludzi (dla Dzieci chorych,
        smutnych, samotnych, zdolnych, wesolych, katolickich, zoltych i zielonych),
        charytatywnosc jest chyba cecha narodowa Irlandczykow, taka caloroczna Wielka
        Orkiestra Swiatecznej Pomocy;)
        Poki co, jestem dobra Ciocia dla kilku kochanych Dzieciakow moich Przyjaciolek.
        Zazdroszcze Im jako Matkom, ale bez zlych intencji(oczywiscie).
        Ucze sie byc Mayka bez Dzieci...
        Pozdrawiam.
        Agnieszka, Matka 3 Aniolow.
        • agakoza1 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 23.12.05, 08:55
          Podziwiam Cie, szczerze.
          zycze Ci spokoju i wielu radosnych chwil.

          tez Agnieszka, tez 31 lat
          mama rocznej Eli
          • dorisek3 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 23.03.06, 09:16
            mam 38 lat, nie mogę zajść w ciążę, adoptowałam dziecko, które zmarło 3
            tygodnie temu po ciężkiej walce o życie.....
            Nie moge powiedzieć,że wiem co czujesz, bo to nieprawda...
            Ale różne myśli kotłują mi się w głowie......i wiem co to bunt i ból...
            Jedyne co mi pozostaje to pogodzić się z tym co się stało....choc to trudne...
            i bolesne...a ja jestem taka niespełniona i czuję się wadliwym towarem na
            rynku... żal i walka jest naturalnym odruchem na to co nas spotyka...
            ale, żeby z tego wyjść musisz wybaczyć sobie i byc dla siebie dobra, bo cię
            smutek i cierpenie zniszczy.......a tego bym nie chciała.....
            Ja wierzę, że jest dla nas jeszcze szansa, zebyśmy były szczęśliwymi mamami...
            Jeśli mogę Ci w czymś pomóc to napisz do mnie......
            Jestem z Tobą.......
            dorota
            • karolimy Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 29.03.06, 18:23
              Dorotko!
              Przez te kilka miesiecy bylas dla Antka najwspanialsza mama! Bartek byl jego
              nawspanialszym tata!

              Jak Dorian Agnieszką tak Antos Toba i Bartkiem opiekuje sie i tak juz bedzie do
              konca!Wasz Anioł Antek!Do niedawna towarzysz niedoli Karola - Wasz Anioł Antek -
              towarzyszy mu teraz nieco inaczej;-) Wiem, bo zgodnie z Twoja sugestia
              poprosilam go o pomoc.Pomaga:-)

              Wiem ze ani ciebie ani Agnieszke to nie pocieszy czy doda nadziei, ale dla
              innych rodzicow jestescie bardzo wazna -ze sie tak wyraze - lekcja
              rodzicielstwa.

              Modle sie o odmiane Waszego losu - stesknieni rodzice.

              Pozdrawiam goraco, Ania Ka(mama Karolka:-))
          • brunetkazreflekxami Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 16.05.06, 21:04
            Agnieszko zawsze czkeamy na wiesci od Ciebie..
            pozdrawiam
        • pati12344 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 25.12.05, 00:25
          czytając to co napisałaś wyłam jak wariatka.W wieku 18 lat straciłam dziecko w
          dwunastym tygodniu i chociaż minęło już pięc lat,mam prawie czteroletnią córkę
          i drugą czteromiesięczną nie potrafię o tym zapomniec.Jest to dla mnie bardzo
          ciężkie, i mimo,że o tym nie mówię to bardzo często myślę.Pozdrawiam i już nic
          nie piszę bo nie wiem co mam Ci napisac.
        • w1paula Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 02.05.06, 08:35
          Nawet nie wiem co powiedzieć ...
          (*)(*)(*)(*)(*)
    • ihaha6 W Nowym Roku...niekoniecznie lepiej 04.01.06, 11:13
      Dzis mam pierwszy wolny dzien od tygodnia i specjalnie przyjechalam 20 km do Portlaoise, by wejsc na forum.
      Pozdrawiam Was serdecznie.
      Jak juz wiecie, przezylam jakos kolejne "bezsensowne" swieta, w sylwestrowa noc po prostu duzo wypilam i probowalam odpowiedziec na wszystkie cieple smsy z Polski (mamy przesuniecie czasu- tutaj byla 11 pm) i nie plakac za duzo. Pracowalam w sb i w nd od 9am do 7.30 pm., wiec mimowolny kac byl sluszna pokuta...;/ Teraz Irlandczycy wracaja do normy, nie musze juz patrzec na setki lampek, zapakowanych "na gotowo" prezentow i zyczyc wszystkim wokol "merry ch.". Moge przestac sie usmiechac.
      W "moim" 5***** hotelu szal rodzinnych podrozy. Widok szczesliwych Rodzicow z trojka uroczych Dzieciakow, gramolacych sie do luksusowej windy, okrzyki "maaammmiii!" i porzucone w poscieli zabawki....bolesnie kluja w serce. Mysle sobie cichutko, czy moje Dzieci tez by zdezerterowaly do pralni, schowaly sie za choinka w holu czy zamowily na sniadanie kilogram lodow z czekoladowa polewa? Nie zazdroszcze tym ludziom ich widocznego bogactwa, ich niefrasobliwego prosperity....zazdroszcze im Dzieci, Ich szczescia, piskow i slonecznych usmiechow. Staram sie "nie zauwazac" Szkrabow, niektore z nich zreszta rzeczywiscie mnie ignoruja (coz, obsluga hotelowa to sluzba nie druzba)...ale i tak nie jest latwo. Wciaz lapie sie na wypatrywaniu wsrod rozesmianej gromadki mego blond Skarbu, 118 cm, prawie 20 kg, wlosy poldlugie, proste, rozswietlone niczym aureola, znamie na lewej skroni, blizna po wyrostku, niesamowite szare oczy i wielkie serce 5,5latka....Szukam Doriana wszedzie, chociaz logika puka sie w zmartwione czolo.
      Wiele Dzieci robi cos, mowi, wyglada,.... jak moj Synek, takie migawki dorianopodobnych kadrow, jakby usmiechal sie poprzez inne, Zywe Dziecko, jakby wysylal mmsa "jestem". To boli ale i tak szukam Go w kazdym z nich.

      (...)Dwa dni temu mielismy wypadek. Bezsensowny, prosta droga, 80 km/h, pekla nam nowiutka opona w naszym polskim samochodzie...Lucek mimo wszystko opanowal samochod, skonczylo sie "tylko" na kompletnym rozbiciu seata, cala lewa strona jest do wyrzucenia, tylna szyba rozprysnela sie po zywoplocie (chwala Irlandczykom, ze nie sadza wzdluz swoich wasklich drog smiercionosnych drzew tylko szpalery krzakow). Nam nic, kompletnie nic sie nie stalo (siniaki itp,. to szczegol), udalo nam sie wygramolic z wraku, z rowu i z pomoca przyjaciol doholowac czarny wrak na podworko Znajomych. Teraz bardzo droga naprawa (jest podobno sens kupic drzwi itp. w Polsce- bo tutaj oplaca sie go sprzedac na recycling;///), bo przeciez musimy czyms wrocic do Polski. Nasi wspaniali Irl. Przyjaciele "sprzedali" nam poobijanego Nissana (z kierownica po prawej stronie, paranoja) na czas remontu (raczej rekonstrukcji), dali kawy i w ogole podtrzymali na duchu. Moj L. jest w lekkim szoku, ja po zaciagnieciu Go do wanny i pod kocyk twardo pojechalam do pracy...innym samochodem. Musialam gesto sie tlumaczyc z 3godz. spoznienia, coz, tu takie "drobne" kraksy to normalka, polowa samochodow jest poobijana.
      Ale dlaczego tutaj o tym pisze? No bo... po tym calym zdarzeniu Irlandczycy zatrzymywali samochody i usilnie starali sie nam pomoc. W chaotycznych pytaniach i odpowiedziach, wsrod kawalkow samochodu i porozrzucanych rzeczy nie potrafilam otrzasnac sie z wrazenia dejavu. Oczywiscie, nie bylo mnie przy Dorianie w momencie Jego wypadku...ale mimowolnie te dwa samochody (czarny i bialy) nalozyly sie na siebie...czulam dziwne przeniesienie.... na tyle bylo to rzeczywiste...ze na pytanie jakies Pani "Nikomu nic sie nie stalo?" odpowiedzialam spokojnie "Nie, dziekuje, moj Synek j u z zginal w wypadku 3 lata temu, t e r a z nic Mu sie nie stalo" (tak jakos, moj angielski w tym momencie podupadl, ale sens/a raczej brak sensu wypowiedzi byl jak cytuje)...
      Trauma?
      Moze bolesna swiadomosc, ze t e r a z to juz nic sie nie stanie ani Doriankowi, ani Alkowi czy Darii...nie zyja, nie umra wiec drugi raz.
      Dziekuje tylko Bogu, ze nic sie nie stalo Lucjanowi.
      Przepraszam, ze pisze tu o sobie, ale w pewien sposob czuje w tym zdarzeniu obecnosc i opieke Doriana. Dwa dnim wczesniej Synek przysnil mi sie, mowil o wypadku (...) wspomnialam o tym Memu, ostrzegalam, niechetnie patrzylam na plany weekendowego wyjazdu do Galaway...slowem: wiedzialam.
      Dziekuje Synku.

      Pozdrawiam Was w Nowym 2006 Roku.
      Agnieszka, matka 3 Aniolow
      • bczapska1 Re: W Nowym Roku...niekoniecznie lepiej 04.01.06, 13:56
        To dobrze Anieszko ,ze nić Wam sie nie stało , często mysle o Tobie i czekam na
        Twoje wiadomości .
        Ja tez ciesze się że skończył sie okres świąt , choć muszę przyznać że
        sylwester był dla mnie najgorszy , nie mogła patrzec jak ludzie się cieszą jak
        strzelają , KAcper zawsze bardzo czekał na to strzelanie a ja bardzo bałam sie
        żeby nie zrobił sobie krzywdy , wpadłam w jakąs dziurę i strasznie ryczałam .
        Czeka mnie jescze 6 styczeń pierwsze imieniny Kacpra bez Kacpra , tez będzie
        ciężko
        Dla Ciebie uściski w nowym roku 2006

        Basia , mama aniołka Kacpra ( 14 lat )
        • ihaha6 Do Basi...i nie tylko (Dzien Babci i Dziadka) 09.01.06, 16:05
          Pozdrawiam raz jeszcze.
          U nas prawie polska pogoda, zimno, buro i bez sensu. Znowu mam dzien "off", no to zajrzalam do Was.
          Basiu, rozumiem Twoj smutek i niepotrzebne juz (niestety) obawy w zw. z petardami... Mam nadzieje, ze pierwsze imieniny Kacpra "po Jego tragicznym odejsciu" byly tylko troche straszne, ze znalazlas w sobie cieple wspomnienia innych, poprzednich, radosnych...
          Nie boj sie, ze zapomnisz...obiecuje Ci, ze z czasem bedziesz pamietac coraz wiecej, kazdy z Waszych wspolnych szczesliwych dni.
          (...)
          Pozdrawiam przy okazji ach41 i dziekuje za smsa na moj polski nr kom.(zostal w P.!)- Tato mi go przekazal.
          Pozdrawiam tez mamamisi, polka33 i inn. Dobre Dusze tego wspanialego forum.

          Ps. wczoraj bylisMy na polskiej mszy w Newbridge...niestety, podobno ostatniej, bo polska kuria nie przysle nikogo do pomocy ks.Januszowi. Paranoja, tylu potrzebujacych "strawy duchowej" Polakow zostanie pozbawionych tej cotygodniowej wspolnoty? Tutaj jest mi "latwiej" prosic Boga o wsparcie, o sily, o spokoj dla moich sp.Dzieci..., coz, moze na irlandzkiej mszy tez mnie zrozumie:/ Gorzej z planowana spowiedzia...nie podolam bez tlumacza...

          Coraz trudniej jest mi tutaj bez mozliwosci odwiedzenia grobow moich Synkow. Jeszcze 2-3 miesiace. Niedlugo Dzien Babci i Dziadka, wspolczuje Tym wszystkim Babciom i Dziadkom, ktorzy stracili wyczekiwane, ukochane Wnuki...Zal mi moich Rodzicow, ktorzy przezyli swoje Wnuki (oczywiscie, maja jeszcze Wnuczka Krzysia,
          synka mego brata) i na pewno z zalem w sercu czekaja na laurki. Prosze, dodajcie otuchy swoim Rodzicom, Oni tez cierpia...
          Trzymajcie sie.
          Agnieszka, matka 3 Aniolow.
          • polka33 Re: Do Basi...i nie tylko (Dzien Babci i Dziadka) 10.01.06, 10:16
            Jestem myślami z Tobą Agnieszko, choć rzadko piszę , czytam i przesyłam Ci
            dobre myśli,ciepłe słowa..pamiętam..........
            • ihaha6 do polka33 i nie tylko... 19.01.06, 16:51
              Dziekuje za pamiec i pozdrowienia. Tutaj deszczowo, i az nie chce sie wierzyc,
              ze w Polsce nawet - 26 stopni mrozu. Nastroj mam takze nienajlepszy, troche po
              ostatnim finale W.O.S.P (w Dublinie tez kwestowalismy, a co)...bo w tym roku
              zbiorka byla na Dzieci Poszkodowane W Wypadkach...wiec i niejako na Doriana.
              Takie gorzkie pytanie sie rodzi: czy w t e d y lekarze zrobili wszystko??? Czy
              mieli dostatecznie dobry sprzet??? Czy gdyby ratowano Go gdzies indziej, mialby
              wieksze szanse na przezycie??? Wiem, teraz to (niestety) nie ma rzadnego
              znaczenia, ale ta (skad inad) pozyteczna impreza przywolala we mnie
              niezaleczone watpliwosci. Tak wiec, mam w gardle wielka "gule" zalu, tesknoty,
              bolu. Przepraszam, czasami nie potrafie pocieszac- ale i nie chce pocieszen od
              Innych, wygadam sie, wypisze...i juz mi troche lzej. Wiecie, co czuje.

              Tesknie...
              po prostu, niezmiennie, na zawsze

              A., matka 3 Aniolow
              • ihaha6 o Dorianie i Jego folderze:((( 19.01.06, 17:09
                (...)no i wlasnie dowiedzialam sie (klikajac po prostu na aktywny link), ze
                folder ze zdjeciami Doriana "jest juz niedostepny"!!!!! Jak to mozliwe? Wiem,
                ze rzadko mam czas i dostep do netu, ale ostatnim razem dostalam powiadomienie
                na poczte i zblizajacym sie wygasnieciu folderu...a teraz po prostu (?!)
                zniknal. Paranoja. Nie mam wiec nawet zdjec Synka... Tak to chociaz zajrzalam,
                powspominalam, wierzylam, ze nie przepadna, nie zniszcza sie...I nie ma ich.
                Moj komp, a wiec i archiwum skanow - zostaly w Polsce.
                Nie wierze, ze mogl tak po prostu zniknac, bez jednego "uwaga, masz 2 dni na
                przedluzenie"...
                Przedwczoraj dowiedzialam sie, ze zakonczono definytywnie sprawe ojca Dzieci,
                ma byc wyrok 31.01.06 i (byc moze) odzyskam zrabowane zdjecia Synka. Moze wiec
                dla tej niezrozumialej "rownowagi w przyrodzie"...stracilam cenny plik w sieci?
                Oby nie bylo to zla wrozba.
                Rozbilo mnie to koooooompletnie.
                Pewnie jest to "nieodwracalne", jak wszystko w moim zyciu.
                Przepraszam, rozzalilam sie.
                A.
                • malgosiks Re: o Dorianie i Jego folderze:((( 21.01.06, 23:27
                  moj wywiad polozniczy lat 28,5 ; ciaz 4 dzieci zywo urodzonych 2 poronien 2
                  dzieci zyjacych 0, ostatmiego Synka Nikodemka pochowalam 3 tyg temu, juz
                  zwatpilam w obecnosc boga, nie popelnilam samobojstwa bo tak jak ty boje sie
                  minac z dziecmi, zyje czekajac na smierc...zyjez czekajc by jak najszybciej do
                  nich dolaczyc...:(
                  zbyt dobrze wiem co czujesz....
                  • ihaha6 Czarne mysli... 23.01.06, 09:27
                    malgosiks napisała:
                    > zbyt dobrze wiem co czujesz....

                    Witaj w krainie wiecznego smutku. Ktos madry napisal kiedys:
                    (...)"Wszystkie szczesliwe rodziny sa takie same, kazda nieszczesliwa jest nieszczesliwa na swoj sposob"
                    Hmm, chyba zapomnial o Osieroconych Matkach.
                    Nie wiem, dlaczego takze Ciebie los tak okrutnie doswiadczyl, wiem za to (moze to niewlasciwe slowo) jak Ciebie to moze bolec. Wspolczuje Ci.
                    Ostatnio uzupelnialam nowy kalendarz na 2006 rok- nowe wpisy, nr kont, pps i paszportu, wazne daty. Niestety, wsrod tych ostatnich wiecej bylo tych "na czarno"...rocznica wypadku Doriana, Jego smierci, narodzin i smierci Aleksandra, straty Darii, nieistniejacych juz imienin i kolejnych urodzin... Taka czarna lista. Przytlaczajace...
                    Ostatnio lapie sie na tym, ze (w bardzo rzadkich wolnych chwilach) zagapiam sie w piekne irlandzkie chmury i marze o wechikule czasu, ktory przeniosl by mnie chwile "przed" ostatnim pozegnaniem z Dorianem, ktory zatrzymal by pociag, zablokowal wszystkie drzwi, zgubil kluczyki od wszystkich samochodow...
                    Nieodwracalne.
                    Kiedys straszne wrazenie zrobila na mnie powiesc S. Kinga (chyba) "Smetarz dla zwierzakow". Kto czytal, wie dlaczego. Momentami bardzo bym chcviala ["po prostu" wskrzesic Synka, ale wiem, ze to niemozliwe. I to nie tylko po seansie "Godsend". Po prostu, nie wolno.
                    Taaak, takie mam smetne mysli, buntownicze czasem, zalosne tez, obramowane koronka lez. Staram sie nie plakac publicznie, ale czasem o prostu zrasam drogie dywany i rozmazuje lustra w windzie. I co tu odpowiedziec na zyczliwe "What's happend, Agnes???". Po prostu "Thank You, just...nothing important"...
                    No bo jak w 3 zgrabnych angielskich zdaniach zmiescic swoj bol???????????
                    Nie da sie.
                    (...) Pozdrawiam.
                    Agnes, matka 3 Aniolow.
                    • ihaha6 Proba swiatelka;) 23.01.06, 09:52
                      Raz jeszcze ja
                      Po stracie folderu sprobuje wkleic swiatelko dla moich Aniolow, zrobione przez wspaniala natkaszczerbatka.
                      Daj Boze, zeby dzialalo... tepa jestem.
                      A.
                      • ihaha6 Re: Proba swiatelka;) 23.01.06, 10:00
                        ihaha6 napisała:

                        > Raz jeszcze ja
                        > Po stracie folderu sprobuje wkleic swiatelko dla moich Aniolow, zrobione przez
                        > wspaniala natkaszczerbatka.
                        > Daj Boze, zeby dzialalo... tepa jestem.
                        > A.
                        >
                        :/// proba druga
                        • ihaha6 Re: Proba swiatelka- nie wiem, jak to zrobic!!!!! 23.01.06, 10:04
                          cos namieszalam, przepraszam:/// jakies bzdury wyszly, niby adres ale nieaktywny...
                          Jakby ktos mogl pomoc, prosze pomysly.
                          Dziekuje z gory.
                          A.
                          • gruchotka Re: Proba swiatelka- nie wiem, jak to zrobic!!!!! 23.01.06, 10:54
                            Dorian

                            Wzór
                            <a href="HTTP://republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec272.htm"
                            target="_blank">Dorian</a>
                            HTTP musisz napisać małymi literami.

                            • ihaha6 Re: Proba swiatelka- nie wiem, jak to zrobic!!!!! 23.01.06, 11:03
                              Dziekuje Ci gruchotko za tak szybki odzew!!!
                              Miejmy nadzieje, ze zadziala.
                              Pozdrawiam serdecznie.
                              A.
                        • bczapska1 Re: Proba swiatelka;) 05.02.06, 21:03
                          Agnieszko , weszłam na stronę światełka , wszystko działa i jest piękne
                          Pozdrawiam Cię bardzo mocno i musze powiedzieć ,że 9 lutego lecę do męża do
                          Anglii , boję sie bardzo , muszę przełamć swój strach , ale może odnajdę gdzieś
                          tam moje słoneczko . Wiesz dobrze jak mi sie kojarzy Anglia , do końca życia
                          nie będzie to kraina szczęśliwości dla mnie , ale Kacper tam spędził swoje
                          ostatnie dni , musze pojechac na cmentarz gdzie odbył sie angielski pogrzeb i
                          kremacja, może mnie to uspokoi .
                          Wiem że przede mną jeszcze dużo barjer do pokonania ...

                          Pozdrwiam
                          • aqua696 Re: Proba swiatelka;) 06.02.06, 02:29
                            Zycze znalezienia sil i spokoju w podrozy, emocje beda napewno ogromne ale
                            niestety zyje nas nierozpieszcza
                            dla mnie straszna emocjonalnie jest podroz do warszwy z synem na badania oj
                            boje sie wynikow strasznie
                            niestety na tym foeum kazdy ma taka swoja "anglie"

                            Agnieszko moze jednak kiedys zawitasz......a moze gdzies indziej znajdziesz
                            ukojenie
                            czego wamd ziewczyny i chlopacy jak i sobie zycze znalesc ukojenie
                            oj marzy mi sie takie miejsce-choc chyba na obozie latem kiedy lina i wiatr
                            byly czastke tego znalazlam.....
    • marek.k72 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 26.01.06, 19:18
      Niedawno urodziła mi się martwa córeczka w siódmym miesiącu ciąży żony, długo i
      radośnie wyczekiwane pierwsze dziecko. Lekarze tyle czekali z cesarką aż się
      udusiła. Dla mnie świat się zawalił i jestem zdryzgotany.
      Nie będę Pani pocieszał, bo nie weim co napisać
      Ojciec ś.p Juleńki
    • marek.k72 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 26.01.06, 19:24
      Mam wrażenie, że większość piszących to kobiety i to jest naturalne ale proszę
      pamiętać, że ojcu też może krwawić serce nawet gdy uścisnął rączkę "tylko"
      martwej córeczki...
      Byłem bardzo ciekawy jak może wyglądać dziewczynka podobna do mnie. Teraz już
      wiem...
      • ihaha6 Odp. dla marek.k72 27.01.06, 16:09
        ...przepraszam, jesli odniosl Pan wrazenie, ze rozrozniam Rodzicow na: Matki Po
        Stracie i Ojcow Bez Uczuc...przepraszam, nie mialam zamiaru nikogo urazic...
        Zdaje sobie sprawe, ze kazdy cierpi w takiej chwili, kazdego boli, kazdy ma
        prawo do rozpaczy. Przypadek ojca Doriana i Aleksandra...jest ponizej
        jakiejkolwiek sredniej ludzkich zachowan, i nie sadze aby Pan czy inni Ojcowie
        byli rownie obojetni! Nie uwazam, ze wszyscy sa tacy sami, czyli nieludzcy!!!
        Wspolczuje Panu i podziwiam jednoczesnie, bo (niestety dla Nich, potem mieli
        straszny zal do siebie) kilku znanych mi Niedoszlych Ojcow nie potrafilo zdobyc
        sie na kontakt ze zmarlym (urodzonym niezywo) Dzieckiem. Pomimo czystych uczuc,
        pomimo wszystko- nie pozegnali sie z Nim/Nia.
        Nie bede zasmiecac tego forum formulkami "to straszne, co Was spotkalo", bo
        wszyscy wiemy, ze doswiadczenie Straty Dziecka jest nieporownywalne do niczego
        innego i bolu nie da sie wyrazic slowami. Kazdy z Nas ma swoje prywatne Pieklo,
        w ktorym dreczy sie pytaniami i nieutulonym poczuciem winy.
        Zycze Panu i Panskiej Zonie- obojgu po rowno- duzo sily, wzajemnego wsparcia i
        wiary, ze Wasza Ukochana Coreczka i tak Was kocha i zawsze bedzie z Wami.

        Agnieszka, matka 3 Aniolow
        • aqua696 Agnieszko 29.01.06, 04:41
          Pozdrawiam serdecznie
          Trzymam kciuki i prosze pomysl ze zaswieci slonce
          Jak wrocisz do trojmiasta chetnie przejde sie z toba na spacer w milczeniu lub
          wygadaniu
          trzymaj sie cieplutko choc cieplej u Cebie niz tu kiedy zatoka zamarzla
          • ihaha6 Re: Agnieszko 02.02.06, 21:19
            witaj...do Trojmiasta raczej nie wroce, nie mam po co, choc kilka milych
            wspomnien (spacery z doriankiem po parku oliwskim, do zoo itp.) by sie
            znalazlo. Niestety, najbardziej pamietam OIOM w szpit.wojew. i kaplice i
            prosektorium...:///
            przepraszam, ze tak krotko, duzo i dlugo tu pracuje i wlasnie zamykaja
            library...
            pozdrawiam wszystkich
            odezwe sie.
            pa
            Agnes, matka 3 Aniolow
            • anetuchap Re: Agnieszko 02.02.06, 23:32
              Trzymaj się ciepło, kochana.
              Teraz już musi być dobrze, innego wyjścia nie ma.
              Powoli Twój świat się rozjaśnia, chociażby dlatego, że spotkałaś
              fantastycznego mężczyznę, On cię ochroni.
              Musisz się uśmiechać. Zrób to dla swoich dzieci. Pomyśl, jak one bardzo
              martwią się o Ciebie kiedy Ty pogrążasz się w rozpaczy.
              Twoje aniołki proszą Boga o dobry los dla Ciebie i aby znowu
              pojawiło się światło w Twoich oczach.

              Pozdrawiam
              Aneta

              ps. a swoją drogą to mogłabyś w Trójmieście zagościć, ja też bym chętnie
              się z Tobą spotkała. Oczywiście jeśli Ty będziesz miała na to ochotę.
              • golami Re: Agnieszko 05.02.06, 10:50
                Cześć Agnieszko i wszystkim innym! Od momentu, gdy przeczytałam Twoje posty
                myślę dużo o Tobie. Pozdrawiam Cię kochana bardzo gorąco. Czekam na dobre
                wieści od Ciebie.
                • bach28 Re: Agnieszko 05.02.06, 13:40
                  przeczytałam twoje posty i własciwie nie wiem po co pisze bo tak naprawde nie
                  wiem co napisać...bo wszystko co napisze może byc banalnie puste...ja też
                  przezyłam smierc dwójki moich dzieci (choć maleńkie 8tc i nie przez wszystkich
                  uważane za dzieci) to mnie też boli ta strata...
                  Zycze ci spokoju mam nadzieje że kiedyś go znajdziesz
            • karolimy myślałaś kiedyś o książce... 11.02.06, 12:04
              Witaj Agnieszko

              Przede wszystkim chciałem Ci napisać, że jesteś wspaniałą, dzielną, bardzo
              mądrą kobietą. Kiedyś z moją kochaną żoną urządziliśmy sobie wieczór czytania
              Twojej historii. Od tej pory zabieramy się do napisania do Ciebie, ale jest
              praca, dom a przede wszystkim Karol. Nie ma natomiast czasu.
              Karol to nasz synek. Jest "tylko" chory. Ma już ponad pół roku, a jeszcze nic
              poza szpitalnym łóżkiem, nieznośnie białym sufitem, swoim respiratorem i innymi
              szpitalnymi urządzeniami nie widział. Więcej o nim i o nas można dowiedzieć się
              na wątku "agenezja ciała modzelowatego". Ale przecież miałem pisać do Ciebie.
              Wspomniałaś w którymś momencie, że chcesz napisać książkę. Ty sama najlepiej
              wiesz o czym (o kim). Chcieliśmy Cię zachęcić do powrotu do tego pomysłu.
              Pewnie nie masz czasu, może również sił i ochoty. No cóż, nie mamy zamiaru
              argumentować "za". Po prostu uznaliśmy to za dobry pomysł i chcieliśmy Ci o tym
              powiedzieć.
              Uważajcie na siebie, pozdrawiamy
              Ania i Zbyszek
              • ihaha6 Do Wszystkich i Kazdego z Osobna;) 22.02.06, 15:06
                Straaasznie sie za Wami wszystkimi stesknilam.
                Czekalam na ten dzien off w mojej pracy jak na swieto narodowe...i od 20 min.
                warowalam przy klamce Library, by wreszcie skonczyl sie lunchtime;)

                tyle tytulem wstepu, zaraz dopisze wiecej, tylko sprawdze dla Mego poczte,
                konta itp.
                pozdrawiam.
                Agnes, matka 3 Aniolow
                • ihaha6 Re: Do Wszystkich i Kazdego z Osobna;) cd 22.02.06, 16:00
                  wrocilam...

                  Otoz....bardzo Wam wszystkim dziekuje za pamiec, slowa otuchy, dobre mysli i w
                  ogole. Obawialam sie, ze po tak dlugim czasie "nieusprawiedliwionej
                  nieobecnosci" moj watek zniknie , (jak folder Dorianka:/) jednak Wasze posty
                  nie daly mu wsiaknac w Niebyt. Wielkie Bog zaplac!
                  Coz u mnie? Oczywiscie, pare klopotow ale i kilka calkiem dobrych informacji.
                  Za kilka dni zmieniamy adres i dom o pare ulic dalej, jednak (o historio
                  Irlandii!!!) nasz adres pocztowy zmieni sie o cale counrty (cos jak
                  wojewodztwo) z Laois na Offaly, bo przekroczymy rzeke Barrow;) Zapraszam do
                  mapy albo Pascala.
                  Moj wspanialy, wyrozumialy i dobry Facet nadal mnie znosi, dostalam nawet na
                  tzw. Walentynki nowa komorke 3G (bo stara/nowo zgubilam, taka zdolna) i w
                  ogole....zapelnia mi w jakis sposob pustke po zmarlych Dzieciach. jest i to
                  wystarczy.
                  Samochod maMy (kupiony na spolke) nowy, wieeelki, legalny, bezpieczny, z
                  kierownica po prawej stronie- planujeMy w marcu przyjechac do Polski, i wrocic
                  w 1 kawalku.
                  Nasze Portarlington przyjazne jak zawsze, w pobliskim Portlaoise (a dokladniej
                  w kolejce w Bank of Ireland) spotkalam dawno nie widzianego Kolege z ulicy
                  obok. Jest Tu od roku, ma ze swoja wspaniala Dziewczyna 3 mies. Coreczke. Tez
                  swoje przeszli, totez ciesze sie tym bardziej z Ich pomyslnosci.
                  Coraz wiecej Tu Polakow, kilku znalazlam dobrze platna prace, lokum itp. Latwo
                  nawiazuje kontakt z ludzmi, wyczuwam Tych Wlasciwych i pomagam. (btw. Mam
                  nadzieje, ze Tam u Gory Gdzies to skrzetnie notuja.) Wszyscy maja Zony i Dzieci
                  w kraju, tesknia za Nimi okrutnie i planuja jak najszybsze sprowadzenie Ich do
                  lepszegoi Kraju. Panowie politycy, zostaniecie sami w naszym porabanym swiecie
                  podatkow i zusow!!! I dobrze wam tak. Amen.
                  Ok, bez polityki.
                  Ja rozgladam sie za inna praca, tyle ze dla siebie samej to ja wiele nie
                  potrafie zdzialac. Robie sie dziwnie niesmiala itp. Paranoja:///

                  Czasami wieczorem rycze w poduszke, patrze na zdjecia Dorianka i aniolki i
                  lampke i zaciskam oczy, by obudzic sie znow 26.05.02, zacalowana przez
                  rozespanego Synka, ktory zapomnial otrzasnac konwalie z wody i ukradkiem poluje
                  na pilota "Maaaamo, Kuba Guzik!!! Musimy kooooniecznie zobaczyc, czy sobie
                  radzi w zyciu".

                  Moze to egoizm, ale jestem coraz blizsza decyzji o nie posiadaniu kolejnych
                  Dzieci. Dlaczego? Bo boje sie panicznie, ze gdy znow zapragne za duzo...strace
                  wszystko. Irracjonalne, nieprawdaz? Mam mego Lucka, i strasznie boje sie
                  jakichkolwiek Jego podrozy beze mnie. To, ze Go mam (dzieki Doriankowi, w co
                  uparcie wierze) to i tak cud, nie chce kusic Losu. Glupie, co nie? Kupilam Tu
                  niedawno zatopionego w niby-szkle Aniola Stroza od Dobrej Podrozy... wczoraj
                  odpadl od kluczy i potrzaskal sie. Skleilam Go, tak jak i moje zycie. Nie
                  wyrzucilam, nie kupilam nastepnego. Nie traktuje zycia, ludzi i symboli
                  jednorazowo. Moze jest ze skaza, ale za to Na Pewno moj.
                  Chaotycznie, wiem, pisanie w library to nie jest szczyt intymnosci.

                  ps. Ex- Ojciec wniosl apelacje, urazony wyrokiem 6 mc w zawiasach. A niech mnie
                  3ci rok wzywaja do Gdanska (tym razem), placa koszta przelotu i drecza do
                  upadlego szczegolami wspomnien, cierpien i zalu. Prawo w P. kocha przestepcow,
                  a Sprawiedliwosc jest slepa i glucha.
                  Kiedy i czy w ogole odzyskam zdjecia Dorianka???????????????????????
                  Nie wiem, wyc mi sie chce.

                  Ostatnio snil mi sie, caly szczesliwy, bo Dziadek (moj ojciec) kupil Mu stroj
                  pirata na bal karnawalowy. Taki "prawdziwy", nawet z papuga. Ulga, widziec
                  Synka usmiechnietego. Chocby tylko we snie.

                  Niestety, musze konczyc.

                  Odezwe sie wkrotce i odpowiem na posty ( a zwlaszcza na ten od karolimy)

                  Pozdrawiam Was serdecznie i zycze jak najlepiej.
                  Agnieszka, matka 3 Fantastycznych aniolow.
                  • ihaha6 Z doskoku 02.03.06, 18:22
                    Witam serdecznie.
                    Dzis mam troche wiecej czasu, wiec poczytalam inne watki, dopisalam kilka
                    swoich mysli i zastanawiam sie, ile dla mnie znaczy kontakt z Wami, chociazby
                    taki, przez monitor?
                    Duzo. Bardzo duzo i jeszcze troche.
                    Przy Was, Waszych Dzieciach i Ich historiach czuje sie "normalna", tzn. nie
                    Odmieniec, nie Zona Lota, nie Histeryczka. Pomoaga mi wypisanie sie Tu,
                    przeczytanie Waszych slow, czeso bardzo bolesnych, zrozumienie, ze ja Pierwsza
                    i (niestety) nie Ostatnia stracilam Dziecko. Jestescie moja psychoterapia.
                    dziekuje wam za to.

                    Z kronikarskiego obowiazku dodam, ze moj Lucek od 2 dni ma jakies niedobre
                    klopoty z sercem. Lezy w domu i udaje, ze nie boli:/ Musze zaciagnac Go do
                    lekarza i niejako zmusic do leczenia, albo chocby przebadania. Mam nadzieje, ze
                    irlandzki lekarz nie wykryje u Niego np. drugiego serca;) Choc czasem wydaje mi
                    sie, ze On musi miec co najmniej dwa, bo jest stanowczo za dobry wobec i dla
                    swiata. Zupelnie jak moj sp. Dorian.
                    Boje sie o Niego.
                    Wiem, ze to nie miejsce, ale prosze o ciepla mysla dla Niego. Jest teraz
                    Wszystkim, co mam.
                    Pozdrawiam.
                    Agnieszka, Matka 3 Aniolow
                    • patapi Re: Z doskoku 03.03.06, 09:20
                      witam ! od kilku miesięcy czytam twoje posty..... jestem zawsze wzruszona
                      Twoimi rozmyślaniami.... jestem mamą 3 Muszkieterów .Twoje pisanie jest
                      z "głębią " i bardzo pomaga mi w codzienności ....dziekuję Ci za to że
                      piszesz ... pozd . i zyczę Ci podejmowania samych dobrych decyzji.patopi
                    • asieek Re: Z doskoku 03.03.06, 13:53
                      Witaj, dobrze, że się odezwałaś, bo już się troszkę martwiłam o Ciebie.
                      Podobnie jak Ty znajduję ukojenie i zrozumienie na tym forum. Twoje posty są
                      dla mnie o tyle cenne, że odnajduję w nich swoje myśli.... Myśli, których nie
                      umiem sama czasami ubrać w słowa... Życzę dużo zdrowia i spokoju Asieek
                      • ihaha6 Minuta 10.03.06, 17:24
                        Pozdrawiam, dziekuje.
                        Ciagle nie mam czasu...:/
                        Ale po 24 marca wybieraMy sie do Polski i moze Tam znajde czas, by wejsc na
                        Forum na dluzej, ze o gg nie wspomne.
                        ZyjeMy.
                        A to juz cos.
                        Tesknie.
                        Wiecie.

                        Agnieszka, Matka 3 Aniolow
    • anida63 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 11.03.06, 01:01
      Bardzo współczuję.Miałam 4dzieci.dwie dziewczyny 26 i 20lat.które mam oraz
      dwóch chłopców.Jeden zmarł 3dni po urodzeniu-miałby 19l. a drugiego straciłam
      w sierpniu 05r.nie dożył 17 urodzin-utonął w jeziorze.Też mi nie chce się żyć i
      przykro mi ,że nie umiem cię pocieszyć.3maj się.
      • ihaha6 Przemyslenia. 22.03.06, 16:47
        Witaj.
        Witajcie zreszta i Inni.
        Przepraszam, ze tak rzadko odpisuje. Niedlugo wybieram sie do Polski, mam
        nadzieje, ze przywioze swoj komputer, zaloze internet i bede mogla czesciej z
        Wami "porozmawiac".
        O tesknocie wspominalam nie raz, teraz chcialabym opisac Wam swoj sen.
        Snie czesto, chyba co noc. Po smierci Doriana nie byly to "marzenia senne" a
        raczej koszmary...Nie bede wspominac, wystarczy, ze ja bylam przerazona.
        Teraz, po tzw. czasie, spotykam Doriana w moich snach niejako mimochodem, jest
        Tam z zalozenia, po prostu. Gdy juz zauwazam, ze to (niestety) tylko jakis sen,
        usmiecha sie i stara sie bezbolesnie odejsc.
        ...Ostatnio jednak snilam , ze odzyskalam Syna. Pisze "odzyskalam", bo
        trzymalam Go kurczowo w ramionach, przytylalam, nie moglam sie nacieszyc
        zapachem Jego delikatnych wlosow, cieplem ufnych dloni. Wiedzialam, ze Ktos mi
        Go oddal, zwrocil, zrozumial, ze Jego odejscie bylo Koszmarna Pomylka. Ze teraz
        juz zawsze razem, nigdy wiecej rozpaczy itp.
        I przenikalo mnie jedno dziwne uczucie: Duma.
        Bylam strrrrrasznie dumna, ze Go mam "z powrotem", ze wytrzymalam, ze
        doczekalam, ze "zasluzylam" (?) na cudowne odzyskanie.
        (...)tym wiekszy byl zal i rozczaowanie, gdy obudzilam sie, widzac ukochana
        twarzyczke w ramce zdjecia, ktore zawsze stoi przy moim lozku. Blisko, ale
        nieosigalnie. Za szybka, delikatna, ale nieprzenikniona.
        ***
        Moze jeszcze nie nie teraz, moze musze poczekac jeszce troche???????????
        Postarac sie?
        Odpokutowac?
        Prosic bardziej, mocniej, zarliwiej???
        Nie wiem.
        Pewnie Nikt z Was nie wie, ale musialam napisac o tej dumie Matki.


        A propos:
        Tutaj w Irlandii obchodza Dzien Matki 26 marca.
        To dla mnie straszne swieto.
        Przepraszam, Mamo, ale od smierci Doriana juz go nie obchodze, w zadem sposob.
        Nie chce Cie karac, po prostu nie potrafie.
        Wiesz.

        I na koniec napisze jeszcze o niesamowitej atmosferze irlandzkiej mszy.
        ZdecydowalisMy, ze bedziemy chodzic do Kosciola tu na miejscu, w Portarlington.
        Moze i inaczej, moze po ang...ale Bog rozumie przeciesz wszystkie jezyki,
        nieprawdaz? Pominawszy roznice w liturgii, zaangazowanie Ksiedza i rzeczywisty
        udzial wiernych w uroczystosci (o tym innym razem), wspomne jedynie
        niejako "anielski" spiew irlandzkich Chlopcow, uczniow miejscowej (katolickiej)
        szkoly, pelen ufnosci, zadziornosci i wiary. Mozna bylo kolysac sie w takt
        piosenek. I potem grali na "fletach" (takie malutkie, typowo irl.instrumenty).
        I poplakalam sie.
        Z zalu.
        Z tesknoty.
        Z poczucia osamotnienia.

        Mija irlandzka przyjaciolka prowadzi od kilku dni batalie pt. "Agnes, can You
        thinking about a next child? pleeease?"
        Nie wiem.

        Pozdrawiam.
        Agnieszka, matka 3 Aniolow
        • bemilkaa Re: Przemyslenia. 23.03.06, 00:09
          Jestem pod wrażeniem tego co przeczytałam.
          Jesteś wspaniałą kobietą i wiem, że napewno nadejdzie taki moment że usłyszysz
          słowo MAMA!!!!!
          Życzę Ci tego z całego serca.
          Pozdrawiam Cię serdecznie.
          Dzisiaj byłam w wielkiej rozpaczy i dzięki Tobie uspokoiłam się.
          Dziękuję za to!!!!!
          Masz takie samo imię jak moja nieżyjąca córeczka.
          Pozdrawiam Cię jeszcze raz.
          Wszystkiego najlepszego.
        • maretta111 Re: Przemyslenia. 24.03.06, 08:58
          Pozdrawiam panią serdecznie. Jestem mamą dwójki szkrabów, których miałam nigdy
          nie urodzić.
          • ihaha6 Podroz do Polski 04.04.06, 17:57
            Witam.
            Nie bede po raz kolejny przepraszac,ze tak rzadko pisze itp.-wiadomo, pracuje,
            do Library chodze nie za czesto. Ale- uwierzcie mi- czekam na kazde kolejne
            spotkanie z Wami. Denerwuje sie, gdy z tzw. "powodow" nie mam na to czasu. Wrrr.
            U nas wiosna rozszalala sie na dobre. Slonce ocknelo sie z deszczowego letargu,
            wiatr wieje jak na molo w Sopocie...ale pomimo wszystko jest zielono. To niby
            czas nowych planow, marzen, optymizmu.
            Ja z optymizmem patrze w najblizszy piatek, kiedy to wsiadzieMy w Rosslare na
            prom StenaLine i wyruszymy w podroz o Polski. Po ponad 4 miesiacach
            nieobecnosci. Oczywiscie, maMy tam cale mnostwo "spraw" do zalatwienia, spotkan
            z Przyjaciolmi, Rodzina i Urzedem Skarbowym;)...ale moim glownym powodem tej
            podrozy jest spotkanie z Dziecmi. Mam nadzieje spedzic z Nimi jak najwiecej
            czasu, posprzatac Im biale nagrobki, nasadzic (jak co roku) bialych,
            niebieskich i fioletowych kwiatow. Biale i niebieskie laczy jedna cecha- moj
            Dorian jakos nie potrafil rozroznic tych 2 barw. Ogolnie bardzo dokladnie
            okreslal kolory i odcienie (szarokoperkowy albo bananowy....albo wiosenny
            groszek z maslem;))...jednak co do bieli i blekitu- twierdzil, ze to to samo.
            Mowilam "Dodo, niebo jest niebieskie" a On "ale jak jest zachmurzenie to jest
            biale albo szare..." wiec ja "a snieg?" odpowiedal rezolutnie "snieg to
            przewaznie jest brudny". Slowem- to dla Niego, ten bialo-niebieski kobierzec. A
            fiolet? Zawsze go nie lubilam, kojarzyl mi sie z zaloba, jakims smutkiem. Za to
            Dodod- uuuwielbial. Mowil "Moge miec pioletowy pokoj mamo?"...
            Tak "pioletowy"... wiec teraz ma. Pioletowa tapete w swoim niebie.
            Tak bardzo czekam na to spotkanie, przy Ich grobach. Boje sie, ze nie bede
            potrafila odejsc, wrocic Tu...
            Od wczoraj mieszka z nami 5 letni Dawid. PrzywiezlisMy go w nd z dublinskiego
            lotniska wraz z jego rodzicami. Jest....dosc podobny do Dorianka, maly filozof
            w okularkach. Staram sie byc dla niego mila, ale zachowuje dystans. Gdy na
            wspolnym spacerze lacie mnie za reke...to boli. Oczywiscie, lubie go, sama
            zaproponowalam, by z nami zamieszkali, chce im pomoc odnalezc sie w tym
            kraju...ale nie chce byc zbyt blisko.
            Rozumiecie?
            Mam nadzieje.
            Ostatnio czesto placze wieczorami.
            To z bezsilnosci.
            Nie moge zmienic nic.
            Nic z tego, co dla mnie najbolesniejsze.
            To juz prawie 4 lata, niedlugo dluzej nie bedzie Doriana, niz byl... wiecie, o
            czym mowie...ale to i tak co dzien boli.
            Nasza ostatnia rozmowa z L. nt "ewentualnie" Dziecka, kolejnego, zywego,
            naszego...skonczyla sie moimi lzami.
            Strachu, zalu, poczucia winy?
            Nie jestem gotowa, jeszcze.
            Watpie, czy kiedys bede.
            Ani czas, ani odleglosc nie zatra tego bolu.
            Wspomnien.

            Pozdrawiam Was barrrdzo cieplo.
            Do zobaczenia w Polsce.
            Agnieszka, matka 3 Aniolow.
            • ihaha6 W kraju 17.04.06, 23:29
              A wiec jestem od tygodnia w Polsce.
              Spotkalam Przyjaciol, wypilam Lecha Pilsa, kupilam glany. Poscieralam kurze
              w "panienskim pokoju", zjadlam wiejski twarozek z rzodkiewka, porozdawalam
              prezenty. Dalam sie soba nacieszyc i cieszylam sie obecnoscia Innych.
              Oczywiscie.
              Ale najwazniejsze bylo dla mnie pojscie na cmentarz. Specjalnie nie zrobilam
              tego zaraz po przyjezdzie, przemeczona, nieswieza, ziewajaca. Dopiero pozniej,
              z bialymi tulipanami poszlam odwiedzic moje Dzieci. Przywiozlam Im irlandzkie
              muszelki i kamyki. Schowalam pod plytami grobow. Zeby sie nie pogubily.
              Aniolek dobrze pilnowal Ich spokoju, bo nikt nic nie ukradl i nie zniszczyl.
              Dziekuje. Przez 5 godzin sadzilam kwiatki, wyrzucalam "zimowa" kore i mylam
              bialy kamien nagrobkow. Teraz Chlopcy spia w kolderce niezapominajek, bratkow,
              stokrotek, lobelii i bakopy. Bialo-niebieski kobierzec. Wszystkie roslinki, jak
              co roku, przyjely wdziecznie swoj los. Pilnuja spokoju, pachna, kwitna.
              Pamietacie te bajke o niezapominajkach?
              Ja tez. Dzis snilo mi sie, ze znowu ja opowiadam Dorianowi. Pytal o smierc i o
              to, czy mozna kogos do konca zapomniec. "Nie Synku, to niemozliwe". Obudzilam
              sie splakana. Cala moja radosc z "holidays" minela. Jestem znow soba.
              Smutna, jak te nasze spotkania na cmentarzu.
              (...)
              Dzis pozegnalam sie z Dziecmi.
              Plakalam.
              Wiedzialam, ze tak bedzie.
              I teraz juz wiem, ze nie zostane na zawsze w Irlandii.
              Nie potrafie.
              Musze Tu wrocic do Nich.
              Milosc i tesknota zawsze byly irracjonalne.
              Dlatego tak bardzo je przezywamy.
              Jeszcze sie odezwe, przepraszam, koncze.
              Dobranoc Wam.
              ps. ach41 pozdrawiam
              Agnieszka, matka 3 Aniolow
              • konwalka Witaj Agnieszko 18.04.06, 11:40
                przypominam Ci mój nr gg - gdybyś miała ochote porozmawiać 5239758
                Pozdrawiam Ciebie i Twojego Mężczyznę
                • ihaha6 Re: Witaj Agnieszko 18.04.06, 13:36
                  Konwalko, dziekuje, wlasnie probowalam odnalezc kogos w kraju przez gg, ale
                  chyba wcielo mi cala liste kontaktow. Zapisze sobie i odezwe sie wkrotce.
                  Pakuje kompa do samochodu i nareszcie bede miala internet w moim irlandzkim
                  domu. Wtedy poggadamy. Pozdrawiam serdecznie.
                  A, matka 3 Aniolow.
                  ps. Dostalam plytke z tym programem z TVN Style, gdzie z mamamisi probowalysmy
                  nie utopic sie we lzach i rozpaczy. Ciagle nie mam smialosci jej obejrzec...:/
                  Pani Odwazna? eh.
                  • justin301 ihaha 20.04.06, 20:14
                    Powinnaś napisać książkę.
                    Życzę z całego serca wszystkiego dobrego.
                    • ihaha6 Re: ihaha 30.04.06, 21:58
                      cos w tym jest...
                      Od paru dni znowu w Ireland. Po drodze stracilismy kolejny samochod...itp,itd. Kolejna @przygodowka@:/ Poza tym pada dzisiaj i ja-tak do pary-poplakalam sobie za Dorianem.
                      Pozdrawiam cieplo i obiecuje dluzsza wizyte.
                      Agnes, matka 3 Aniolow
                      • martusia81 Re: ihaha 09.05.06, 23:45
                        Agnieszko jestesmy z Toba .....
                        • maretta111 Re: ihaha 14.05.06, 12:27
                          przytulam wirtualnie
                          • ihaha6 sekunda 14.05.06, 17:16
                            Pozdrawiam.
                            Nie moge znalezc czasu na internet (moze to i dobrze?) a jak juz czas mam, to nie mam dostepu do kompa. Paranoja. Obiecuje sobie i Wam, ze w tym tyg. sie znajde. mam o czym pisac. Troche strasznie, troche melancholijnie...cala ja;/
                            Do odczytania!
                            A. matka 3 Aniolow.
                            ps. Wlasnie iunela 4ta rocznica chrztu Doriana, smutna bo bez Jubilata. Teraz same gorsze daty: 22- Jego imieniny, 26- dzien Matki, 1- dzien Dziecka i Jego wypadku, 13-.............bedzie ciezko, ale o tym pozniej.
                            pa
    • an555 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 14.05.06, 19:55
      Dla Twoich Aniołeczków (************)

      Ania mama Aniołka Kubusia
      • ihaha6 chwila 19.05.06, 12:42
        witam
        widze tu wazny watek o snach,przeczytalam i mysle.... ostatnio mialam straszny
        koszmar...nie wiem, czy nadaje sie (nawet) na to forum. Oczywiscie, nt.
        Doriana. Zastanowie sie i podejme decyzje...ale chyba lepiej bym sie poczula,
        wyrzucajac z siebie Tutaj caly ten strach i krzyk...bo gdy opowiedzialam
        (ryczac) go Lu....popatrzyl na mnie i pow. "To nie Twoja wina, wiesz to, ja
        wiem, kazdy wie....czemu wiec tak rozpaczasz, to tylko sen". Ma racje...ale ja
        mam emocje. Na szczescie kilka dni pozniej moj madry Synek ukoil ten strach i
        placz. Tez we snie, bo tylko Tam mozemy sie spotkac. Opisze je Wam po pracy. A
        narazie- pozdrawiam serdecznie i zycze spokoju ducha w najblizszych dniach
        (...Matki).
        ag., matka 3 Aniolow
    • ihaha6 Kilkanascie mysli... 29.05.06, 10:08

      witam Was.
      Nareszcie mam dobra godzine na spotkanie z forum. Przyjechalam do Portlaoise, do Przyjaciela, z rana, w deszczu i mgle;) ...tyle mam do napisania, ze nie wiem jak i od czego zaczac? Moze w podtytulach:

      *** sny
      Miewam sny, jak kazdy, (mam je codziennie) i jak wiekszosc z Nas Tutaj, czasem sa to koszmary zwiazane ze strata Dziecka. Jednakze ten jeden, sprzed kilkunastu dni byl szczegolny. Lojalnie ostrzegam, ze...koszmarny ten koszmar...
      "(...) obudzilam sie (w tym snie, oczywiscie) w szpitalu. Cala mokra ze strachu, splakana, przerazona. Lekarz spokojnym glosem przekonuje mnie, ze t e r a z juz nic mi nie grozi, ze juz wszystko w i a d o m o ...??? Slysze, jak monotonnym glosem tlumaczy komus procedure przesluchania. Szukam goraczkowo we wspomnieniach jakiegos zdarzenia, wypadku? Nic. Chyba zasypiam. Budze sie znowu w tym samym snie i z rozmowy z lekarzem dowiaduje sie, ze w jakis tam sposob (hipnoza? nieistotne) udalo mu sie zmusic mnie do p r z y p o m n i e n i a sobie calej prawdy o smierci Doriana. Ze nigdy nie mialam brata, nie bylo zadnego wypadku samoch., ze nie bylam w ciazy itp. ???????????????? Ze to j a i tylko ja jestem winowajca. Ze wmawialam sobie to wszystko, by uchronic sie przed poczuciem winy, przed kara, przed szalenstwem. Pod wplywem slow tego lekarza zaczynalam sobie <<przypominac>> cala sytuacje. <<Wrocilam>> pamiecia do jakiegos domu, do letniego wieczoru, gdy moj Synek kapie sie w lazience na pietrze, a ja - z jakis powodow- wychodze z niej i robie cos na dole, w kuchni. I potem <<widze>> siebie wchodzaca po schodach, skrzypia w tej naglej, niepokojacej ciszy... i wolam Doriana, i troche (ale tylko troche) zaniepokojona wchodze do lazienki..a tam...moj ukochany Synek lezy nieruchomo w wannie, pod woda, blade cialko pograzone w jakims strasznym snie...i wyje, i krzycze, wyszarpuje Go z tej wody, z piany i zabawek i probuje uratowac, obudzic, wytracic z tego bezwladu smierci... i potem <<widze>> policje, lekarzy, wszyscy krzycza i ja krzycze i slysze to jak przez sen, jak pod woda, nierealnie, daleko. I potem, gdy juz u s w i a d a m i a m sobie, ze moj Synek zginal z mojej winy, z glupoty, z zaniedbania, ze ucieklam przed sama soba w urojenia, pseudo-ciaze, oskarzenia nieistniejacych ludzi, ze w koncu w y d a l o sie, ze wszyscy wiedza, ze to ja....Jakas wija lokalna, policjant, ktory kaze mi wchodzic po tych drewnianych schodach bokiem, po zewnetrznej stronie balustrady, bym nie zatarla s l a do w w o d y (...) i opowiadac, co widzialam, co robilam, przezywac raz jeszcze chwile smierci Synka... I ta cisza wszystkich wokol, bo <<spowiadam sie>> z grzechu nienalezytej opieki. Kleczalam w tej lazience, przy wannie bialej jak trumna Dorianka, ciagle pelnej wody...i lkalam..."
      (...) obudzilam sie naprawde, i w pierwszym odruchu chcialam zadzwonic do Lu, by spytac sie, jak zginal Dorian... Ale spojrzalam na Jego zdjecie przy lozku, w te Jego madre, wiedzace oczy i ....z u l g a stwierdzilam, ze zginal w wypadku sam., ze moj brat byl tym nierozwaznym kierowca, ze obok Niego lezy na cmentarzu Aleksander, ze, ze, ze...to nie ja jestem winna smierci mego pierwszego Dziecka i ze stracilam tez Drugie i Trzecie.
      Ulga?
      Ten koszmarny sen jeszcze dlugo chodzil za mna jak cien. Gdy opowiadalam go Lu, plakalam, trzeslam sie ze strachu, ze to prawda. W pracy co chwile ocieralam lzy, z uporem odpowiadalam "I'm ok, nothing, it's just an alergie for a life" i inne bzdury. No bo jak wytlumaczyc szefowi, ze placze z rozpaczy po koszmarze nocnym??? Straszne.
      (...) Ktorejs z nastepnych nocy, a raczej juz na ranem otworzyly sie biale drzwi w naszej sypialni. Wszedl Dorian w pizamie, z kilkoma kredkami w reku i kartka papieru. Przykucnal przy lozku i rysowal cos ze skupieniem na zaspanej buzi. Nie chcialam Mu przeszkadzac, sploszyc z poscieli tych marzen. Cichutko zawolalam Go "Dorian?" Spojrzal na mnie, z usmiechem, roztargniony i powrocil do rysowania. Powtarzalam wiec tyko "kocham Cie Dorianku, kocham, Cie ...", jak mantre, jak modlitwe, jak zaklecie, by zostal ze mna. I wtedy wykonal ten swoj "slynny" gest "oj, maaamo, nie przesaaadzaj", te oczy wzniesione do gory, to omdlewajace wzruszenie ramion i przekorne przechylenie glowy...
      Obudzilam sie.
      To tez byl sen, ale jaki piekny, spokojny, taki "na otarcie lez".
      Synek podarowal mi ten sen jakby w "zadoscuczynieniu" za ten koszmar sprzed kilku dni. Moj Aniol Stroz.
      ***
      Wiem, brzmi to strasznie ksiazkowo, ale niedawno takie wlasnie mialam dwa sny.
      zaraz do Was wroce.
      Pozdrawiam.
      Agn.
    • ihaha6 cd 29.05.06, 10:57

      ***ciaze
      Moja Przyjaciolka jest w ciazy... (ma juz cudowna Coreczke, ponad 2 lata, aniolek z malenkimi rogami w blond loczkach;)) szczesliwa, spokojna, zdrowa. chodzi na joge, pozera straszne ilosci jedzenia, z roztargnieniem myli Irlandie z anglia...Gdy bylam ostatnio w Polsce, spedzilysmy razem troche czasu. Podarowalam Jej zaskoczonej piekny komplecik dla 6mies, bobasa (skad wiedzialas? to miala byc niespodzianka)..."Nika, ja wiedzialam i juz, i obiecuje Ci tym razem Synka, podobnego do Ciebie, Twojego w 99%;)))". jestem spokojna o Jej ciaze, choc ta pierwsza wywolywala we mnie mieszane uczucia- zaszla w nia niespodziewanie w rok po smierci moich Synkow, bezwolnie "skazujac" mnie na udzial w swojej radosci. Potem przekazalam Jej prawie wszystkie zabawki i ubranka Doriana, bo wiedzialam, ze zadba o nie i byc moze da swojemu Dziecku.

      Moja Przyjaciolka jest w ciazy. Tak, to nie powtorzenie, to inna Kobieta w ciazy. Ot, moje Przyjaciolki zaszly sobie razem w ciaze;) Ona takze (jak ta wyzej) 3 lata temu byla w ciazy...ale stracila to Dziecko, nota bene dokladnie 13.06.03, w rocznice smierci Dorianka. Nie bede pisac o Jej uczuciach...nie musze nikogo Tu przekonywac, ze cierpiala i cierpi. Teraz jednak jest w stanie blogoslawionym, w innym kraju, w innym zwiazku, ciagle jednak taka sama, moja kochana Tru. Bylam u Niej w drodze z Polski do Ire, cos mi wygladala za ladnie, jakos tak uduchowiona, swietlista...i brawo, to ciaza! Zycze Jej i Jej Dzieciaczkowi duuuzo zdrowia, szczesliwego rozwiazania i duuuzo sil na zapas.

      Ja...ja nie jestem w ciazy. Chociaz po tym "napatrzenou sie" na brzuchy, w rozanielone twarze...prze chwile czulam, jakbym i ja zaszla;) Nagle odnajdowalam w sobie setki "znakow", bolace piersi, jakies spuchniecia, nastroje, symptomy. Oczywiscie, o wiele prosciej byloby zrobic test;/// ale co tam, marzenia nie kosztuja. Wlasciwie, jak juz wiecie, jakos nieszczegolnie "staram sie" o kolejna ciaze. Ale tak z przypadku, mimochodem, to mogla by sie przydarzyc??? Zadziwiam sama siebie ta niekonsekwencja, nastrojami, glupota.
      No wiec, ja n a p e w n o nie jestem w ciazy.
      I kropka.
      A.
      • ihaha6 cd 29.05.06, 11:03
        ***Dzien Matki
        ...moglby nie istniec dla Nas, prawda? Ale jest, uporczywie czerwieni sie z kalendarza, jakies "merci", nalewki sojowe w aptekach po promocjach, kwiatki, laurki w przedszkolach i smsy w akademikach. W Ire obchodza go 26 marca, wiec ominela mnie ta euforia macierzynstwa w tym roku. Wieczor wczesniej przegladlam te kilka zdjec Synka i wylam.
        I zlozylam, pierwszy raz o d smierci Dzieci zyczenia mojej Mamie.
        Dorastasz Dziewczyno do prawdziwego wybaczenia?
        Pa. Agn.
        • brunetkazreflekxami Re: cd 29.05.06, 20:55
          Agnieszko powinnas napisac ksiazke.....pomogla bys wielu kobietom,ktore
          potrzebuja pomocy osoby,ktora jest Matka Aniolow....
          • ihaha6 ...dzisiaj straszniej niz co dzien:/// 01.06.06, 22:42
            Dzien Dziecka, raczej tego zywego....
            Jakby na przekor i wbrew slodkosci tego dnia (dzieki Ci Boze za brak tego
            swieta w Ire, choc Tu co dzien jest swieto Dzieci) mam w sobie gorycz. Wiecie,
            oczywiscie czemu: 4 lata temu Dorian jechal samochodem...i nie dojechal juz
            Nigdy i Nigdzie, chyba ze do samego Nieba... Totez, wybaczcie, ale powyje sobie
            nad tym wspomnieniem:
            (...) 1.06.2002. Rano, o 10tej zadzwonilam do Gdanska, do domu brata, by zlozyc
            cieple i stesknione zyczenia mojemu Synkowi. Przez chwile posluchalam o
            wspanialych wakacjach, i ze teskni i "jak sie czujecie z Brzuchem, Mamo
            moja?"...i probowalam nie plakac w sluchawke. Obiecalam Mu, ze zadzwonie do
            Niego pozniej i opowie mi, jak spedzil ten cudowny dzien. Nigdy nie spelnilam
            obietnicy....
            ***
            Dosyc na dzis, ryczenie w internet cafe jest troche bez sensu...
            Dokoncze innym razem. Mam olernie za duzo czasu na wspomnienia.

            Zycze Wam, osieroceni Rodzice cudownej pamieci dobrych chwil i amnezji tych
            strasznych.
            ps. Ide sie napic. Jak to mowia w Ire "Wypij wszystkie swoje lzy, malenka"...

            pa
            ://////////////////////////////////////////////
            Ag.
            • ihaha6 no i przezylam kolejny straszny dzien:/ 03.06.06, 19:47
              (...) Witam ponownie. Wracajac do tematu rozpaczliwego przezywania Dnia Dziecka-
              plakalam sobie, smucilam, wsciekalam sie, pilam kolejne pinty "Bullmersa",
              taki irlandzki cider- piwo jablkowe. Spic sie tym nie da, ale rozmowa z
              Wyspiarzami do 1wszej w nocy pomogla. Jak na granice jezykowe- cholernie dobrze
              mnie rozumieli. Dzieki Im za to.
              Przeszukuje siec, by zabukowac bilety na lot do Polski i Z Powrotem. Hobbit?
              (kto zna Tolkiena, ten zrozumie, kto zas nie- nie szkodzi). Bede, musze, chce!
              Pozdrawiam
              Agn.
              • ihaha6 Tam i Z Powrotem... 16.06.06, 19:26
                Bylam w Polsce na dni kilka, w locie (Aerlingusie, wlasciwie) w biegu, ale
                bylam. I jesli mozna to tak ujac, jestem szczesliwa. Tzn. spokojniejsza. Po
                prostu, spelnilam swoja powinnosc. Groby moich Dzieci sa moja mekka.
                Przynajmiej raz do roku musze Je odwiedzic.
                Zamykaja internet cafe://
                Wroce.
                O ile ktos jeszcze czeka na Forum.
                Pozdrawiam Was.
                Agnes, matka 3 Aniolow
                • brunetkazreflekxami Re: Tam i Z Powrotem... 16.06.06, 20:35
                  czekamy Agnieszko zawsze na Twoj powrot do nas i z ciekawoscia czytam co
                  napiszesz...
                  3maj sie dzielnie!:)
                  • kasia285 Re: Tam i Z Powrotem... 20.06.06, 20:09
                    Czekamy oczywiscie ze czekamy na Ciebie AGn...
                    • ihaha6 Puzzle, nadzieja i cala reszta... 06.07.06, 18:00
                      Witajcie. Ja nadal w Irlandii, nadal oczekuje na zalozenie internetu i nadal
                      czas przecieka mi przez palce. Ciezko tak zbierac mysli i slowa, pakowac w
                      kieszen i potem, tak przy okazji, przelewac je na forum. Po pracy, w drodze do
                      lub z pubu. Obiecuje sobie solennie, ze juz wkrotce to sie zmieni. A poki co:


                      ***

                      (...) Jak juz wspominalam, moje Przyjaciolki sa w ciazy, tzn. w obu dwoch;)
                      Jednej z Nich (wspomnialam o tym na watku Przyjaciele, daaawno temu)
                      podarowalam, podczas przymusowej ewakuacji z mego domu prawie wszystkie rzeczy
                      Dorianka. Byla wtedy w ciazy, urodzila wprawdzie coreczke...ale wydawala mi
                      sie "godna" tego spadku. Przy okazji dostala takze kilkanascie zabawek mego
                      Synka itp. Inna dostala Jego rowerek itp. Wtedy to cholernie bolalo, i teraz
                      bolec nie przestaje. Wiekszosc Jego "osobistych" zabawek pieczolowicie
                      przechowuje w "moim" pkoju u Rodzicow, w piwnicy i przy sobie.
                      Podczas ostatniej wizyty u Ciezarowki (Nika, sorry za okreslenie;)),
                      postanowilam przekazac Jej tez ksiazeczki Doda. Mial ich spora kolekcje,
                      zapisal sie tez do biblioteki...piekne bajki, czytanki, elementarze.
                      Oczywiscie, ucieszyla sie, i wspomniala, ze Jej Mala niedlugo zacznie tez bawic
                      sie puzzlami Doda... Moze to paranoja, ale nie pamietam, bym je tez oddala.
                      Bylo wtedy spoooore zamieszanie, pelno lez, chaotyczne "dziekuje" i
                      przekonywanie samej siebie, ze dobrze robie.... Moze ten karton z
                      kilkudziesiecioma pudelkami ukladanek i gier tez oddalam. Nie wiem. I nie pisze
                      tu, by oczerniac, skarzyc sie czy kombinowac, jak odebrac podarowane....
                      Uderzylo mnie tylko jedno:
                      Latwiej (o ile to slowo jest na miejscu) mi bylo wydac rzeczy, z ktorych moj
                      Synek i tak j u z b y w y r o s l ...niz te, ktore n a d a l mogly by Mu
                      sie przydac....... W razie???????? Po co Mu rowerek na 4 kolkach i spodenki na
                      116 cm.... Ale za to kolekcja matchboxow na pewno jeszcze sie przyda. I puzzle.
                      To sa nie tyle pamiatki (jak Jego rysunki, kilka odratowanych zdjec itp.) ile
                      Jego "prywatne skarby", ktore powinnam Mu przechowac do konca swiata.
                      Rozumiecie?
                      Nadzieja?
                      Naiwnosc?
                      Czasami, gdy sni mi cudowne odzyskanie Dorianka...moim glownym problemem
                      (oczywiscie w e snie) jest...jak i w co Go ubrac??? Przeciez juz w y r o s l
                      ze wszystkiego...ma teraz 10 lat.
                      Inne zabawki moglam oddac, Dodo sam czesto bez wiekszego bolu dzielil sie swoja
                      wlasnoscia, pakowal za male na Niego ciuszki dla Wiktorynki czy innego
                      Dziecka...
                      To nie to samo.

                      Ja wiem, to nie ma sensu, ta nadzieja, to oczekiwanie na cud...
                      Jak milosc Matki.
                      Bezgraniczna, nielogiczna, ponadczasowa.

                      I nadal boli.

                      Mam ze soba jedno pudelko puzzli, to Doriankowe zdjecie z przedszkola "a la
                      malarz z paleta", troche kiczowate, ale bezcenne. Jedno z ostatnich. Drogie
                      bylo, ale tak prosil o ta wersje "puzzlowa", ze uleglam zachciance. I gdy juz
                      wyjechal w podroz Bez Powrotu...wieczorem przed, bezwiednie zaczelam ukladac te
                      kilkanascie kartonikow. Sama, bez Niego. Pierwszy raz. Nie poczekalam na
                      Niego. ...
                      Teraz ukladam je z mysla o Nim.
                      (...)

                      Odezwe sie jeszcze.
                      Ciezko mi pisac dalej.
                      Pozdrawiam Was serdecznie.
                      Agnes, matka 3 Aniolow
                      • brunetkazreflekxami Re: Puzzle, nadzieja i cala reszta... 08.07.06, 15:04
                        Agnieszko zawsze tu na Ciebie czekamy.Pamietaj.

                        Agnieszka
                        • kinada Re: Puzzle, nadzieja i cala reszta... 09.07.06, 08:25
                          Agnieszko..

                          Czytam Twój wątek, ale nigdy nie odzywałam się,
                          sądząc,nie mam prawa, bo nie przeżyłam 'podobnej'tragedii..
                          Chcę Ci tylko powiedzieć, że myślę o Tobie i Twoich maleństwach..
                          Gdyby tylko istniała możliwość żeby Ci ulżyć w cierpieniu..
                          Niestety nie ma takiej możliwości.
                          Pozdrawiam Cię gorąco
                          • ihaha6 Chwilowo... 14.07.06, 20:24
                            Chwilowo zyje polowicznie, spie niespokojnie i (jak to okresla krotko moj
                            Lu) "rycze". Z powodu, bez powodu, poniewaz. Jest to z pewnoscia meczace dla
                            wspollokatorow, dla Meg w pubie, dla mnie samej tez. Wygladam podobno codzien
                            jak ciezko skacowana nieszczesnica. Tlumaczenie wszystkim wokol, opowiadanie
                            swojej prawdziwej historii" nie ma raczej sensu. Totez staram sie usmiechac i
                            czasem mi wychodzi. Ale przewaznie nie.
                            Kolejne "przesilenie". Czas lez, rozpaczy i obwiniania sie.
                            Pewnie minie, przycichnie, ostudzi sie.
                            I poczeka na kolejna "sprzyjajaca" okolicznosc, jakis strzepek rozmowy, film,
                            sen...
                            Tym razem fale placzu rozpoczal film. "Zycie, ktorego nie bylo". Krotko mowiac
                            o smierci Synka, o "co by bylo gdyby", o niemoznosci zapomnienia, o
                            szalenstwie, nadziei i cudzie. Wiem, pytanie "po co ona sie tak katuje
                            podobnymi fabulami?" jest olernie na miejscu. Odpowiedz brzmi : nie mam
                            pieprz...pojecia. Przyciaga mnie do tragedii. Szukam wytlumaczenia, ukojenia,
                            podobienstw. A potem rycze:///
                            I moje ironiczno-masochistyczne usposobienie podszeptuje znienacka " a ilu by
                            wylo na filmie o Dorianie???". Fakt, Oskar, Grammy i Nobel w jednym. Historia
                            gotowa na nieprawdopodobny scenariusz.
                            "(...)Nie doszukuj sie, droga Agnieszko w ludziach zrozumienia. Dadza Ci albo
                            niezdrowa ciekawosc albo znienawidzona litosc..."- powiedzial mi kiedys Bardzo
                            Madry Facet.
                            Totez moze czas napisac ksiazke albo po prostu przestac o Tym pisac.
                            Bazpieczne "polotwarcie" jest prowizorka.
                            Co strace?
                            Tajemnica Smierci nadal pozostanie ukryta.
                            A intymnosc Straty jest doswiadczeniem nas wszystkich, predzej czy pozniej.
                            Musze to przemyslec.

                            ***
                            Rzadko pisze cokolwiek o Aleksandrze czy aniolku Darii. Nie, zebym zapomniala.
                            Dla mnie sa Oni po prostu kolejnymi wcieleniami Doriana. Takimi zgaslymi
                            nadziejami "moze jednak nie calkiem...umarl?". Sa takze wazni, ale to Dodo
                            nadal sens memu zyciu, byl ze mna 5,5 roku. Tesknie za Nimi "w komplecie",
                            wspolnie. Tak, jak nie kocha sie bardziej jednego swego Dziecka od drugiego,
                            tak samo nie teskni sie bardziej za jednym Zmarlym niz za drugim. Tylko w inny
                            sposob. Inaczej.
                            Tak mysle. Moze sie myle.

                            ***
                            Z kolekcji chwil magicznych:
                            Kilka dni temu zapukal do naszego domu koles z kartka "Im from Poland, bla bla
                            bla" i wydukal, ze sprzedaje za cale 5 euro kopie rysunkow swojej kolezanki.
                            Pachnialo swieza sciema, ale zeby nie bylo, zaposilam do srodka i przejrzalam.
                            Wsrod "losi na rykowisku", pseudopolskich krajobrazow i slodkich psiaczkow
                            trafilam na zreczna kopie pocztowki pt "Ona i On, lata 30te, wiek
                            przedszkolny". Wiecie, o co chodzi? Niby nic, ale Chlopiec tam przedstawiony do
                            zludzenia przypominal Dorianka. Moja mina na tyle ugodzila w serce Sylwka
                            (mieszka z nami, przyjaciel Lu, typowy poznaniak, bardzo...oszczedny;)), ze bez
                            slowa wyjal owe 5 euro i wcisnal kolesiowi w lape. I odprowadzil do drzi.
                            Wiec mam teraz rysuneczek "zza snow".
                            Ciarki przechodza.
                            Dorian.
                            Moj.
                            ...dziekuje Ci Synku za kolejne "nie martw sie Mamo".

                            Pozdrawiam Was.
                            Agnes, matka 3 Aniolow.
                            • ihaha6 Porazka??? 17.07.06, 17:52
                              Witajcie. Dziekuje za maile, obiecuje, ze odpisze...w tym miesiacu;)
                              Pogoda u Nas polsko-letnia, jakies upaly sie przypetaly, slonce omdlewa i
                              wakacjami zapachnialo. Tylko zapachnialo, bo praca przede wszystkim. Zbieram
                              punkty u Szefowej, by na przyjazd Matki urwac sie ...
                              zaraz wroce...
                              • ihaha6 Re: Porazka??? 17.07.06, 18:13
                                sorry, telefon z Polski.
                                (...) no wlasnie, zaprosilam wlasna swoja Matke do Irlandii. Na wizyt(acj)e...,
                                by poznala moje nowe "miejsce na Ziemi". By odpoczela, wydala bez zalu 100 euro
                                na duperele, zobaczyla klify Moheru i krzyze w Clonmacnoise. Zeby uwierzyla, ze
                                z wlasnej woli chce z \nia spedzic troche czasu. I jesli poklocimy sie tylko 5
                                razy w ciagu tych 10 dni wrzesnia...to i tak bedzie sukces. Postaram sie nie
                                plakac, nie patrzec Jej zbytnio w oczy i "nie zaczynac". Moze sie uda.
                                Trzymajcie kciuki.
                                Moze to nie jest Pojednanie, ale jakas tam Normalnosc.
                                I to juz jest cos, co nie?
                                Skad wiec tytul "Porazka"?
                                Otoz moj Dobry, Madry i W ogole Lu po mojej kolejnej kilkudniowej ulewie lez
                                stwierdzil, ze to (cytat) " Jego osobista p o r a z k a...", bo mial nadzieje,
                                ze bedac z Nim " zrobie ten krok w przod, a ja stoje w miejscu i newet sie
                                cofam"...
                                Jezu! Lu! Gdyby nie Ty, to w ogole malo bym miala powodow do usmiechu, do chwil
                                zapomnienia, do nadziei itp, itd.
                                Co mam zrobic, by tym razem Lu nie obwinial siebie za moje poczucie winy???
                                To nie jest pytanie retoryczne...
                                Prosze o odpowiedz, podpowiedz, cos madrego.
                                Pozdrawiam.
                                Agnes, matka 3 Aniolow.
                                • ihaha6 ..cisza 29.07.06, 17:44
                                  Wlasciwie to nie dzieje sie nic. Przez kilka dni szukalam slodkich (ale z
                                  charakterem) ubranek dla Dzieci mojej Przyjaciolki, wspominalam juz o Niej.
                                  Synek tuz tuz a Coreczka calkiem duza jak na 2,5 roku. Piekny mis nie zmiescil
                                  sie w babelkowa koperte, ale wyprawka i owszem. Dobra Ciocia ze mnie. Tak...
                                  bezpieczniej, starac sie dla Cudzych, Zywych Dzieci.
                                  Niedlugo 4ta rocznica narodzin/smierci Alexa, no i 1wsza mojego ostatniego,
                                  niezbyd udanego Poczecia.
                                  Jestem ostrozna albo zbyt... przewrazliwiona.
                                  Omijanie tematu tez jakiis sposob na swoje problemy? pzdr.
                                  Agnes
                                  • venla Agnieszko... 31.07.06, 15:48
                                    wczoraj przeczytałam całą Twoją historię, poryczałąm się przy tym nie raz...
                                    To prawda, że jesteś silna, że mimo tego co Cię doświadczyło dostrzegasz
                                    innych, dajesz im to możesz i potrafisz. Żałuję, że nie udało mi sie zobaczyć
                                    galerii zdjęć Dorianka, życzę Ci bardzo, bardzo mocno, żebyś odzyskała pamiątki
                                    po Nim, na ile to tylko możlwie znalazła choć trochę spokoju w sercu, ciszy,
                                    która pomoże Ci odnaleźć się na nowo oraz żeby w stosunku do ojca Dorianka
                                    zrealizowało się powiedzenie "trafiła kosa na kamień" (choć nie życzę nikomu
                                    źle). Czekam na wieści od Ciebie, mam nadzieję, że pozytywne, wierzę że tak
                                    będzie. Trzymaj się ciepło

                                    Światełka dla Twoich Aniołków (*)(*)(*)
                                    • ihaha6 Re: Agnieszko... 05.08.06, 17:41
                                      Dziekuje za list. Poczawszy od konca, najmniej waznej "kwestii"...znowu mam
                                      zaproszenie do sadu w Polsce, na kolejna rozprawe apelacyjna, bo...przez 3 lata
                                      trwania sprawy "zapomniano" przesluchac mnie w obecnosci bieglego
                                      psychologa...a ze (cytat) "stwierdzona depresja po smierci dzieci mogla wplynac
                                      na reakcje poszkodowanej" (ha, ha:////////////) to...trzeba mnie obwachac,
                                      powyprowac ze mnie raz jeszcze lzy, zal i bol. I koniecznie stwierdzic, czy
                                      naleza mi sie pamiatki po Dorianku...
                                      Nota bene, o terminie dowiem sie tydzien przed i nikt nie ma zamiaru zwrocic mi
                                      za bilety lotnicze, itp.cdn
                                      Agn.
                                      • venla Re: Agnieszko... 05.08.06, 19:24
                                        Wierzę Ci, ale to brzmi jak absurd! Dlaczego matce nie należą się pamiątki po
                                        jej dziecku? A niby komu się należą?! Dlaczego ta sprawa tak długo trwa, czy to
                                        wszystko jest takie trudne i niejednoznaczne? Czy ojciec Dorianka udaje takiego
                                        wspaniałego i nieskazitelnego ojca, że wszyscy dają się nabrać? Bardzo Ci
                                        współczuję, że znów będziesz musiała przez to przejść. Jestem jednak pewna, że
                                        te wszystkie trudne chwile pomogą Ci zachować zimną krew, nie pozwolisz że te
                                        łzy, starania, modlitwy pojdą na marne.
                                        Dzisiaj właśnie o Tobie myślałam, cieszę się, że napisałaś, choć nadal jest to
                                        walka. Dorian jest ślicznym chłopcem, jak na niego patrzę to ryczeć mi się
                                        chce. Wiesz, że On jest cały czas z Tobą, teraz, wczoraj i potem, gdy będziesz
                                        zeznawać przed psychologiem. Jest Twoim cichym Aniołem, który podnosi Cię,
                                        kiedy Twoje skrzydła zapominają jak latać. Nie bój się Agnieszko, nie jesteś
                                        sama i nie będziesz
                                        • maretta111 Re: Agnieszko... 06.08.06, 17:08
                                          dlaczego nie msz prawa do pamiatek po nim , co przeoczyłam, co za podłość
                                        • ihaha6 no wlasnie... 11.08.06, 19:49
                                          Dziekuje Wam za odzew. Przepraszam za to, ze tak czesto przewija sie watek pana
                                          Ex, ale to wylacznie w kontekscie tejze walki o pamiatki, zdjecia, czesc i
                                          spokoj Dzieci. Przeraza mnie kolejna rozprawa, odpowiadanie na pytania
                                          typu "jak czesto bila pani oskarzonego????" itp. bzdury. Dla Wysokiego Sadu
                                          kwestia "zdjec i in." jest o tyle dyskusyjna. ze:
                                          1. wlasciwie mam tylko 1 swiadka, ktory potwierdzil zaginiecie pamiatek, gdy
                                          wrocilam z policja do domu i zobaczylam powyrywane ramki, poprzewracane zabawki
                                          itp., i nijak nie moge udowodnic, ze Ex je zabral, schowal zniszczyl...
                                          2. takze tylko 1 czlowiek (moj Ojciec) widzial je potem wszystkie w albumie,
                                          gdy Tatus chcial sprzedac kopie za 2 tys.zl...bo niby "rozumie moj bol"...a
                                          moj Ojciec...coz, moze dla mnie klamac...
                                          3. a poza tym jako rodzice Dziecka nie powinnismy sie klocic o takie drobiazgi,
                                          dogadac w tej kwestii itp. i....
                                          4. nawet jakby Sad wyrokiem nakazal mu zwrot zdjec to nijak nie mozna tego
                                          dokonac bez jego dobrej woli...bo moze zlosliwie zniszczyc, zjesc itp...wiec
                                          nijako polskie prawo zaklada martwosc paragrafu.
                                          Te wytlumaczenia sa bardziej lub mniej doslownymi cytatami z
                                          policyjno/prokuratorskiej/adwokackiej argumentacji...
                                          Rozumiecie moja bezsilnosc???????????
                                          Mam nie marudzic i sobie powspominac albo prosic go na kleczkach o litosc.
                                          Bzdura.
                                          Czy jest wsrod Was madra glowa, ktora pomoze mi sie w tym polapac???
                                          Moj pelnomocnik z urzedu od 3 lat powtarza, bym sie nie martwila, ze skaza go,
                                          juz, juz, za chwileczke, a pamiatki, coz....radzi powalczyc o dom, to jest
                                          wymierna wartosc.... Slowem, wspolczuje, nie widzi szans...
                                          Nadal czekam na internet...takie notki w kafejce nie oddadza problemu...
                                          Tyle na temat...
                                          ***
                                          U moich 2 Ciezarnych wszystko okej, Synkowie sie szykuja na piekne narodziny...
                                          Modle sie o to dla Nich i Ich Rodzicow. Sa wspaniali.
                                          ***
                                          Zaczelam tzw. "powazna rozmowe" (ktora to z kolei?) z Lu nt. Ciazy. Nawet nie
                                          wymawiam w tym kontekscie slowa D z i e c k o , bo sie boje..
                                          Agn, matka 3 Aniolow
                                          Pzdr!
                                          • venla Re: no wlasnie... 11.08.06, 22:18
                                            Nawet nie myśl, że zbyt często piszesz o "ex", przecież doskonale wiadomo, że
                                            chodzi Ci o dzieci, o zachowanie namacalnych dowodów na to że Dorian był, bawił
                                            się, czytał, uśmiechał sie na zdjęciach. W sercu zawsze widzisz Go przed swoimi
                                            oczami, kochasz Go tak samo mocno, a może i mocniej...
                                            To straszne co piszesz - człowiek zupełnie pozbawiony uczuć, jakichkolwiek
                                            wartości, godności. Masz rację, że sprawa ta jest bardzo trudna i niemal
                                            wygranie jej graniczy z cudem, ale zawsze jest szansa. jest mimo wszystko
                                            szansa na to, że ojciec Twoich synków dabrowolnie zwróci Ci utracone pamiątki.
                                            Może czas jakoś na niego wpłynie, może jakieś wydarzenia w jego zyciu
                                            przyczynią sie do tego, że spojrzy inaczej na pewne sprawy? Tak bardzo Ci tego
                                            życzę.
                                            Agnieszko, napisałaś, że rozmawiasz z Lu o ciąży. Nie znane są plany wobec nas
                                            i nic nie jest przesądzone, Bóg nas nie karze, ale stawia przed nami czasem
                                            bardzo duże przeszkody. Wierzę, że tym razem Twoja droga jest jasna i
                                            bezpieczna. Życzę Ci jak najszybszego rozwiązania problemu w sądzie a
                                            potem...hmm, potem już tylko błękitnego nieba
                                            • ihaha6 hmm 14.08.06, 17:35
                                              Dziekuje za slowa otuchy. Co do dobrej woli Ex..."cuda sie zdarzaja, ale nie
                                              radzilibysMy na nie czekac", jak mawiaja w pewnej utopijnej reklamie... Moge
                                              tylko miec nadzieje, ze moja propozycja : prawa wlasnosci do 1/2 domu itp w
                                              zamian za kilkaset zdjec Doriana...mu sie "oplaci". I tyle. Udostepniony przeze
                                              mnie folder (ktory byl i zniknal ;/) zawiera jedynie nikla czastke
                                              zeskanowanych zdjec- i to nie tych "najwazniejszych", ale raczej przypadkowych,
                                              robionych nijako "od konca" albumu. Oryginalow mam niewiele, dzieki zyczliwosci
                                              Krewnych i Przyjaciol. Wiem, zdjec nie da sie przytulic, poglaskac,
                                              powachac...ale swiadomosc, ze leza gdzies pod zwalami "muscle&fitness", czy
                                              jeszcze gorzej...doprowadza mnie do bezsilnej rozpaczy.
                                              Oczywiscie, staram sie byc obiektywna...ale w tej kwestii jestem przede
                                              wszystkim Osierocona Matka, ktora ma swiete prawo do wspomnien. Cyniczne
                                              podchody "kopie za kase" wrecz mnie powalily. Proba rozmowy przez telefon z
                                              nim...nic nie daly. "Nie to nie". szczegoly pomine, niecenzurowalne. I tak nie
                                              wierze, bym dostala te kopie. Naiwnosc minela mi z wiekiem.
                                              *** nie potrafie rozmawiac o ciazy. Placze, po 2 czy po 20 zdaniach...ale
                                              placze. Trudno. Mija niedlugo rok od ostatniej "proby"...
                                              Nigdy nie bedzie ten "wlasciwy czas".
                                              I musze sie z tym pogodzic.
                                              Pozdrawiam i raz jeszcze dziekuje za cieple slowa zrozumienia.
                                              Ag, matka 3 Aniolow
                                              • maretta111 Re: hmm 14.08.06, 19:04
                                                jeszcze i dla ciebie kiedys zajaśnieje słońce, czekam z tobą
                                              • venla Re: hmm 21.08.06, 20:25
                                                Mam nadzieję, że jakoś sie trzymasz, ja trzymam kciuki za Ciebie, wierzę, że
                                                czas Ci pomoże, choć przecież nie upłynęło go tak mało, ale wierzę, że będzie
                                                dobrze. To zrozumiałe, że rozmowa na temat kolejnej ciąży kosztuje Cie sporo
                                                emocji, masz jednak kochającą osobę obok siebie, która jest z Tobą. Oby to
                                                spotkanie z psychologiem było jak najszybciej, obyś odzyskała te zdjęcia, które
                                                należą Ci się jak nie wiem co i obyś mogła w spokoju zamknąć kolejny rozdział
                                                swojego życia. Może wtedy nadzieja, spokój wewnętrzny i Lu, pomogą Ci sie na
                                                tyle wyciszyć, żebyś mogła inaczej spojrzeć na świat, na siebie, na... fasolke
                                                w brzuszku. Życzę Ci tego Agnieszko z całego serca, a Dorianek na pewno też Ci
                                                tego zyczy, przecież Jego marzeniem jest uśmiech na twarzy Jego ukochanej mamusi
                                                • ihaha6 Re: hmm 22.08.06, 22:03
                                                  Wczoraj minela kolejna z moich "smutnych rocznic"...4 lata temu urodzilam
                                                  Aleksandra. slowo "urodzilam" w tym przypadku brzmi smutno.
                                                  nawet nie potrafie sobie wyobrazic, jak by dzis wygladal....jakim bylby
                                                  mlodszym Bratem dla Dorianka....
                                                  Nie potrafie, ale pamietam.
                                                  Zapalilam swieczki w kosciele w Portlaoise...a tutaj te symboliczne, dla 3ki
                                                  moich Aniolow

                                                  (*)(*)(*)
                                                  ...
                                                  Agnes, matka 3 Aniolow
                                                  • venla Re: hmm 23.08.06, 12:54
                                                    Dla Twoich Aniłeczków (*)(*)(*)- czuwajcie nad mamusią, ona teraz bardzo mocno
                                                    Was potrzebuje
                                                  • ihaha6 Lzy nie wskrzesza umarlych... 08.09.06, 19:29
                                                    ...uslyszalam to zdanie w jakims filmie i tak jakos utknelo we mnie.
                                                    ...fakt, chocbym wyla, ryczala i szlochala 24 na dobe...nie zmieni sie nic w
                                                    kwestii smierci moich Dzieci.
                                                    Zyje, powoli, przwie ze normalnie, codzienne obowiazki, jakies drobne
                                                    przyjemnosci, wielkie tesknoty, sny rozpaczliwe lub pogodne. Jakby nic sie nie
                                                    stalo??? Nie, to tylko cieniutka zaslona, zza ktorej wyglada moja
                                                    rozpacz. ...ktos mi powiedzial, ze nawet jak sie usmiecham, to w oczach
                                                    mam "tragiczne spojrzenie", smutek wielki i zastygniete lzy. Bo chocbym nie
                                                    wiem, jak sie starala, jak bym nawet pragnela...nie bede szczesliwa. Jest
                                                    dobrze, tylko albo az. I za to chociaz dziekuje Bogu i memu Lu po trochu.
                                                    Tylko prosze, niech niky nie wymaga ode mnie, bym zapomniala, bym smiala sie
                                                    glosno, marzyla i "zyla na nowo".
                                                    Zyje dalej, pomimo.
                                                    I czasem chce przeprosic Doriana, ze nie umarlam wraz z Nim.
                                                    Byloby sprawiedliwiej.
                                                    Pozdrawiam.
                                                    Agnes, matka 3 Aniolow.
                                                    ps. Moja Matka jutro przylatuje do Irlandii. Do nas. Postaram sie byc mila i
                                                    autentycznie cieszyc z tych odwiedzin, bo to w koncu moj pomysl. Agnieszko,
                                                    trzymaj fason. Ok, dam rade.
                                                    Pa.
                                                  • ihaha6 ...Matka odleciala 22.09.06, 19:34
                                                    ...witam ponownie na naszym forum.
                                                    Jestem juz po wizycie Matki. Staralam sie bezkonfliktowo pokazac Jej moja
                                                    Irlandie, chodzilam z Nia na guinessa, jezdzilam na zakupy, Klify Moheru itp.
                                                    slowem, zwyczajnie bylo. Unikalam tematu Dzieci, zarowno tych, ktore odeszly
                                                    jak i tych, co mogly by pojawic sie kiedys. Bylam "poprawna politycznie" az do
                                                    bolu. Wprawdzie Matka z entuzjazmem podkreslala, jak to dobrze teraz w zyciu
                                                    mam i ten moj Lu i ten domek itp itd.... wydaje mi sie, ze tanczylysmy
                                                    przedziwnego, rodzinnego manueta. Byleby sie nie dotknac, nie zblizyc...
                                                    Zdjecia typu "my w pubie" byly dlugo ustawiane i krytykowane za zbyt/za malo
                                                    szeroki usmiech, fryzure itp.
                                                    Zmeczylam sie.
                                                    Czulam, ze udowadniam Jej, ze zyje.
                                                    I te przejete opowiesci o braciszku, ktory szczesliwie rozwiedziony boryka sie
                                                    z wychowaniem Synka (mego chrzesniaka) ze swa Nowa, swa Ex i Jej Nowym.
                                                    Szczerze? Te problemy rodem z telenoweli mnie niezbyt obchodzily. A jesli
                                                    mialam sie wzruszyc czy solidaryzowac....sorry, nie czulam nic.
                                                    Matka dowiozla mi wyrok i apelacje nt. Wiadomej sprawy. Mam napisac pismo o
                                                    nowy termin...bym mogla na Swieto Zmarlych polaczyc zadume z przesluchaniem.
                                                    Jeszcze nie zajrzalam do tego steku oskarzen, nie mam sily.
                                                    A poza tym strasznie tesknie.
                                                    Zmeczylam sie ta zyczliwoscia i "wlasciwie to dobrze Ci sie Corko ulozylo..." i
                                                    pochwalami na wyrost i entuzjazmem bez powodu.
                                                    I to "posadzilam takie czerwone azalie, pieknie zakwitly, pani mi dala za
                                                    darmo...blablabla..." na ogrodku uzyznionym trumnami moich Dzieci.
                                                    No to super.
                                                    ...
                                                    10 dni nie plakalam.
                                                    Mam brzuch pelen lez, spuchlam cala.
                                                    Przepraszam, nie za bardzo mi to wszystko wyszlo.
                                                    Nie powiedzialam Jej, co czuje, jak mnie boli to wszystko.
                                                    Nie bylo kiedy i jak.
                                                    Ps. Za 4 dni kolejna (moja chyba tylko?) rocznica, gdy stracilam Aniolka Darie.
                                                    Poplacze sobie pewnie, chociaz nikt nie zrozumie dlaczego nie omijam tych Dni
                                                    szerokim lukiem.
                                                    Dziwna jestem. Niby zyje ale wole rozmowy z Umarlymi.

                                                    do nastepnego.
                                                    Agnieszka, uparta matka 3 Aniolow
                                                  • maretta111 Re: ...Matka odleciala 24.09.06, 13:39
                                                    trzymaj się Agnieszko!!!!!!
                                                  • venla Re: ...Matka odleciala 27.09.06, 22:55
                                                    (*)(*)(*)dla Darii, Aleksandra i Doriana - Twoich wspaniałych Aniołów, których
                                                    pamięć tak czule pielęgnujesz w sercu...
                      • kobietka25 Re: Puzzle, nadzieja i cala reszta... 23.11.06, 11:16
                        Czytam wątek od kilku dni. Po mału, po woli, uważnie. Jestem silną kobietą. Łzy
                        pojawiły się dopiero teraz... Ja straciłam dziecko jeszcze w 1 miesiącu... ale
                        i tak boli nadal...nieprzerwanie...

                        Cieszę się że was znalazła, bo do tej pory wydawało mi się że jestem
                        nienormalna. Przecież nie można tak tesknić z powodu tak krótkiej
                        ciąży...Nikomu o tym nie mówiłam, bo nikt by tego nie zrozumiał...

                        Od tamtej pory temat dzieci nie istniał... poprostu go nie było...Od niedawna
                        znowu zaczełam myśleć...wierzyć... pragnąć... Chyba dorastam do tego by być
                        znowu w ciąży...
    • rebeka77 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 28.09.06, 00:05
      Myślę czasem o Tobie , o Twoich Dzieciach ...Pierwszy raz zostawiam swój
      ślad ...|
      Agnieszko , życzę Ci spełnienia we wszystkim .
      • ihaha6 Wiele sie nie zmienilo...Mam 32 lata 29.09.06, 19:34
        Dzis sa moje urodziny, dzien zwyczajny, moze tylko bardziej smutniejszy..bo bez
        Dzieci. Jak co roku staram sie znalezc kilka powodow do usmiechu, ale od rana
        dlawi swiadomosc, ze nie doczekam sie tych Najwazniejszych zyczen, od Doriana...
        Totez poryczalam sie juz wczoraj wieczorem, rozzalona, ze zyczenia urodzinowe
        sie nie spalniaja, ze to dmuchanie swieczek na torcie to blamaz i w ogole,,,
        Moj Lu z uporem godnym lepszej sprawy chce jakos uczcic ten dzien, jakby na
        przekor mojemu dziecinnemu "nie chce". Moze Mu sie znowu uda? Pamietam, rok
        temu przeciez dopiero co poronilam przed urodzinami...a jednak widok peku
        bialych roz, ozdobnej bombonierki i cudownego slomianego Aniola...skruszyly we
        mnie odrobine lodu. Terez jest o tyle "lepiej", ze ciaze mam tylko urojone, co
        miesiac (wiem, moja autoironia jest ...wlasciwa) i nie przezywam kolejnej
        straty...
        Teraz po pracy czekam na mego Lu, odczytuje cieple smsy (Tato, byles
        pierwszy...zeby o 6tej rano budzic mnie dzwonkiem smsa....u nas jest godzina do
        przodu i tego dnia moglam pospac i do 11.45...haha). Od "staffu" w pubie
        dostalam torcik i swieczki, od litewskiej kolezanki Aniola ze szkla..
        dziekuje Wszystkim i przepraszam za brak entuzjazmu...
        Wiecie, w takie dni bardziej niz zwykle czuje sie Matka bez Dzieci...
        Jutro urodziny mojej Matki, poslalam kartke z zyczeniami.
        Ten dzien mija, na szczescie.
        Za miesiac bede w samolocie do Polski, udalo mi sie wyrwac, by zadbac o groby
        Dzieci i jakos "uczcic" Ich Dzien...moich Zmarlych Dzieci...
        Czy moge zapalic Im lampki na bialych pomnikach i zgasic je jak swieczki na
        torcie z Zyczeniem:
        W R O C C I E !!!
        ???

        Agnieszka, matka 3 Aniolow...o rok starsza.
        • maretta111 Re: Wiele sie nie zmienilo...Mam 32 lata 29.09.06, 19:43
          życzę ci samych miłych chwil w życiu choć bez Twoich aniołków, ale one czuwają
          na Tobą i zrobią wszystko , żeby ich mama była szczęśliwa(wierzę, ze zaświeci
          Tobie słońce
          • magapi Re: Wiele sie nie zmienilo...Mam 32 lata 29.09.06, 19:47
            Wszystkiego...wiesz czego...
        • venla Re: Wiele sie nie zmienilo...Mam 32 lata 29.09.06, 20:43
          Czas płynie, wierzę, że spełni się Twoje marzenie, życzę Ci radości w sercu,
          opieki Twoich Aniołków (choć wiem, że masz ją stale), prawdziwej miłości i
          wiary, która naprawdę czyni cuda
          • kinada Re: Wiele sie nie zmienilo...Mam 32 lata 30.09.06, 23:24
            Wszystkiego... i choć odrobiny ukojenia...
        • kasia19812 Re: Wszystkiego najlepszego..... 01.10.06, 13:29
          Nie wypowiadam się ale podczytuje to co piszesz.....
          dzis napisałam bo chciałam ci życzyć w dniu urodzin wszystkiego najlepszego a
          tknęlo mnie chyba to że podobnie jak ja jesteś zodiakalną wagą:) ja swoje
          urodziny mam za tydzien, jeszcze raz wszystkiego najlepszego...
          • papuzka_gda Re: Wszystkiego najlepszego..... 01.10.06, 17:59
            Ja rowniez przylaczam sie do zyczen...powinnas pisac,pisac, pisac, wydac
            ksiazke, ktora pomoze wielu kobietom, wspaniale sie Ciebie czyta Agniszko.

            Swiatelka dla Twoich Aniolkow {*}{*}{*}{*}{*}{*}{*}{*}{*}{*}{*}{*}{*}
            • mama-rybki Re: Wszystkiego najlepszego..... 02.10.06, 12:07
              Tak Agnieszko ... powinnaś wydać książkę!Wspaniale się ciebie czyta.Poradnik,pamiętnik...
              Jesteś bardzo mądą kobietą.

              Całuję Ciebie Agnieszko.
              • ihaha6 Re: Wszystkiego najlepszego..... 03.10.06, 17:37
                Dziekuje...z braku netu to chyba rzeczywiscie zaczne pisac te ksiazke.
                Pozdrawiam
                Ag
                • venla Re: Wszystkiego najlepszego..... 19.10.06, 21:05
                  Agnieszka, dawno nie pisałaś ...
                  • papuzka_gda Re: Wszystkiego najlepszego..... 21.10.06, 20:28

                    Agnieszko,co u Ciebie?
                    Czy piszesz juz ksiazke?:) Czekamy:)
                    • ihaha6 Jestem;) 23.10.06, 17:27
                      Witam.
                      Niestety moj dostep do netu na Wyspie nadal jest ten sam, czyli prawie zaden...
                      Wpadam po pracy do internet.kafejki i pospiesznie wklepuje mysli i lzy.
                      Ten eircom gorszy od naszej tp;)
                      A tak powazniej: w te sobote wylatuje do Polski, do Poznania dokladnie. W pn
                      rozprawa (ktora to juz i po co ?), potem oczywiscie nasze swieto Wszystkich
                      Zmarlych (udalo mi sie polaczyc z sadem), kilka pospiesznych spotkan (w tym
                      podobno z zorka7 w spr. bransoletek, oby!)... i w czw. z powrotem do Irlandii.
                      Moze w Polsce napisze , co u mnie.
                      Jest pewien plan, ale o tym pozniej.
                      Pozdrawiam i dziekuje za pamiec.
                      Agnieszka, matka 3 aniolow.
                      • maretta111 Re: Jestem;) 24.10.06, 11:31
                        pozdrawiamy i czekamy
                      • szczepanka2 Re: Jestem;) 24.10.06, 23:41
                        witaj, śledzę Twój wątek i tak bardzo chciałabym poznać Twojego synka choćby na
                        zdjęciach, ale nie można już uruchomić galerii, czy będzie jeszcze taka
                        mozliwość? trzymaj sie!
                        • papuzka_gda Re: Jestem;) 30.10.06, 23:55
                          Milo Cie widziec...myslami jestem z Toba;)
                          Pozdrawiam cieplutko
                          {*}{*}{*}
                      • venla Re: Jestem;) 11.11.06, 23:27
                        Agnieszko, byłaś w PL? Od dawna nic nie pisałaś.
                        Dorianku, Aleksandrze i Dario, dla Was [*][*][*]
                        • papuzka_gda Re: Jestem;) 14.11.06, 20:04
                          Agnieszko....co u Ciebie?

                          • ihaha6 wrocilam 14.11.06, 22:46
                            Witajcie
                            Mam od wczoraj wlasny internet z karta sieciowa z Vodafonu...dzieki Ci
                            telefonio komorkowa. Bede mogla czesciej do Was przychodzic na wypominki,
                            chwile zalu, sesje z chusteczka i inne takie potrzebne terapie grupowe.
                            Obiecuje.
                            No coz, bylam w Polsce. W sadzie 4 godz. odpowiadalam na bardziej lub mniej
                            sensowne pytania, potem 2 godz. u bieglego psychologa porozmawialm o
                            moim "zyciu po zyciu".... i tyle. Niby juz nie beda mnie niepokoic ale....wole
                            nie zapeszyc. Widzialam tate Dorianka, przezylam.
                            U ginekologa bylam na tzw. "przegladzie"... o ironio, jedyny w okolicy gabinet-
                            laboratorium posiada lekarz, ktory tak niechlubnie przyczynil sie do martwego
                            porodu Aleksandra. Prawie, ze przeprosil a raczej subtelnie spytal o ciag
                            dalszy historii, ktorej poczatek tak zbagatelizowal....

                            Niby duzo o mnie wiecie, ale szczegolow ze smierci Dzieci jeszcze nie opisalam.
                            Mowilam o tym tak duzo i tak czesto...przewaznie niewlasciwym osobom, ze mam
                            wrazenie....ze czytam jakas ksiazke na wyrywki. Sorry, kiedys sie wyleje na tem
                            temat i zrozumiecie nieustajaca zalobe. Ale nie dzis.

                            Wiec poddalam sie badanim wszelakim i dostalam zielone swiatlo...tylko na co?
                            Krwi mi ublo sporo, na jakies badania i proby (caly zestaw, jak przyjda wynki
                            to sie dowiem, na co i po co). Pan D. byl caly kontent, ja...raczej obojetna.
                            Nie mialam jakos ochoty analizowac plodnosci mego zwiazku ani przyjmowac
                            komplementow nt. wlosow itp. bzdety. Bylam, rozlozylam nogi i tyle. Zeby nie
                            bylo. Przyjda wyniki, to sie bede martwic. hahaha
                            O swiecie Zmarlych napisze jutro, o wazniejszych sprawach i przemysleniach tez.
                            Dziekuje Wam za pamiec i troke, teraz to juz sie nie zgubie.
                            ps. Sorry na ironie, jest auto- i nieszkodliwa dla postronnych.
                            Pzdr. serdecznie
                            Agnieszka, matka 3 Aniolow
                            • maretta111 Re: wrocilam 15.11.06, 11:20
                              Aga pozdarwiam, a to Twoim aniołkom(*)*(*)(*)
                              • mari40 Re: wrocilam 20.11.06, 17:23
                                )*(*)(*) dla twoich aniołków,a dla ciebie wiele wytrwałości i nadzieji
                            • venla Cieszę się, że wróciłaś 20.11.06, 18:52
                              Cieszę się, że masz dostęp do internetu, że masz juz za sobą spotkanie z
                              psychologiem i wizytę w sądzie, że jakoś to prztrwałaś. Mam nadzieję, że uda Ci
                              się odzyskać zdjęcia Dorianka, wierzę w to. Gorąco pozdrawiam, myślę o Twoich
                              Aniołkach i zapalam im światełka [*][*][*]
                              • ihaha6 Re: Cieszę się, że wróciłaś 20.11.06, 23:01
                                Witam.
                                Wrocilam i z miejsca sie rozchorowalam. Nie trzeba bylo sie chwalic swoim
                                zdrowiem na prawo i lewo...irlandzka grypa to paskudztwo... Niewazne, juz mi
                                minelo.
                                Za miesiac znowu wybieram sie do P. , tym razem samoch. z moim Lu. ChceMy
                                zdazyc na urodziny Doriana, juz 10te:///, chocby po to, by zapalic Mu 10 zniczy
                                na nagrobku. Swieta nie maja znaczenia same w sobie. Przeciez "robi sie" je
                                wlasciwie dla Dzieci, tych zywych, czekajach na Gwiazdke z Nieba i kolorowe
                                prezenty i na snieg, taki bialy.... Wiec ja swietowac bede troche wczesniej i
                                ciszej na cmentarzu.
                                ***
                                Mialam kolejny sen. Pomimo wrodzonej pogody ducha, ciezko przezylam emocje zw.
                                z sadem i 1wszym Listopada... Totez, jakby w sennej psychoterapii moj madry
                                Synek poukladal strachy i zale "po swojemu":
                                (...) bylismy w N., w Biedronce, Dodo nalegal na kupno plastikowej zabawki,
                                dziwnej troche, ponurej, z kolekcji sredniowiecznych broni...Byly tam imitacje
                                takich kul z kolcami itp. "Bartek ma taka, proooosze, bede uwazal, nikomu nic
                                zlego nie zrobie, maaamooo"...Coz, zgodzilam sie na coz w rodzaju halabardy, za
                                20 zlp. siedzielismy na dworcu PKP, Dodo ze swoim skarbem opartym o kolana. Z
                                pociagu wysiadl ex z jakas panna, niewazne. Przejety, tlumaczy jej co ma mowic
                                w sadzie. zmartwialam. A moj madrala na to:
                                "Ah, ten moj tato i te jego ciemne sprawy...I czemu Tys ie tak martwisz, Mamo,
                                przeciez ja mam swoja halabarde, ja Cie obronie!!!", wzruszyl ramionami i sie
                                usmiechnal....
                                Obudzilam sie, jeszcze ciepla od tego usmiechu....
                                Dziekuje, wiem, obronisz mnie, Dorianku.
                                Martwie sie mniej i prawie nie boje...

                                ***

                                Tegoroczne Sw. zmarlych uplynelo mi w owarzyskiej atmosferze. wiem, zabrzmialo
                                dziwnie...ale skoro jedynym pewnym miejscem, gdzie mozna spotkac "Agnieszke, co
                                juz tutaj nie mieszka" jest cmentarz....totez wszyscy bardziej lub mniej
                                znajomi przychodzili nie tylko zapalic lampki moim Dzieciom, ale i przywitac
                                sie, zapytac i opowiedziec, o tym co wazne i niekoniecznie. Co chwile wiec
                                cmentarz rozbrzmiewal radosnym: "Jezu, juz myslalam/em, ze nigdy sie nie
                                spotkamy? A gdzie Lu? i ????" Oczywiscie, milo mi bylo, ze tak o mnie
                                pamietaja, ze kogos jeszcze interesuje, gdzie, jak i dlaczego zyje....ale
                                dziwnie sie czulam, jak na jakies kampanii wyborczej Matki po Stracie.
                                Tylko gdy podeszla cicho kolezanka- inna Mama z Przedszkola- z Chlopcem, takim
                                duuuuzym i powaznym...i dotarlo do mnie, ze to Bartek, ten sam co uparl sie
                                pjsc na pogrzeb Doriana, i ze ma 10 lat, bo On zyje i rosnie i.....nadal
                                amieta...to rozryczalam sie jak syrena, zagluszajac polityczno-religijna
                                perrore Ksiedza, zatrzeslam sie z zalu i caly ten nastroj" majowki" minal...
                                Obie tak plakalysmy, lkalysmy bezglosnie ...ze az zaczelo padac i moglam ukryc
                                lzy...
                                ***
                                Po moim powrocie Lu tylko lakonicznie podsumowal entuzjazm ginekologa i mojej
                                Matki: "Fakt, gdzybys urodzila Dziecko, to bys nie zapomniala o Dorianie, ale
                                nie miala bys czasu na codzienna rozpacz". I dodal "mimo to nie nalegam,
                                rozumiem Twoj strach i zal".
                                Dziekuje, balam sie logicznych wywodow i argumentacji "powinnas, nie
                                mozesz...blablabla".
                                Totez zyjeMy sobie powoli, we dwoje, sami ze soba, ja mam swoje dobre Duchy,
                                swoje Anioly, Lu ma mnie.
                                To musi wystarczyc.
                                I tak mam duzo.
                                Serce moje jest juz pelne.
                                ...

                                Odezwe sie jeszcze.
                                Pzdr. Was serdecznie.
                                Agnieszka, matka 3 Aniolow
                                • mari40 Re: Cieszę się, że wróciłaś 21.11.06, 11:13
                                  Agnieszko trzymaj się i nie daj się tej paskudnej grypie
                                  ania
                    • 1igulka2 Re: Wszystkiego najlepszego..... 08.02.08, 13:03
                      Szkoda że już nie wiemy co słychać u Agnieszki
    • anajka Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 20.11.06, 01:40
      zryczalam sie jak bobr...
      ja mam 36 lat, dwojke fajnych dzieciaczkow przy sobie (kubus ma 5,5 roku a jula
      za 2 dni skonczy 11 m-cy) i jedno w niebie (+04.02.2000r - jak powiedzieli
      lekarze: "dobrze, ze tak sie stalo, bo pewnie urodziloby sie chore". wtedy nie
      pytalam, dla kogo dobrze, bo nie mialam na to sily. teraz nieraz sie
      zastanawiam... czy dobrze dla mnie, czy dla mojego maluszka).
      pozdrawiam cie serdecznie i trzymam kciuki za przyszlosc
      zapalam tez swiatelko twoim wspanialym maluchom [*][*][*]
      • kinada Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 24.11.06, 00:31
        Agnieszko, myślę często o Was..
        (*)(*)(*)dla Twoich Aniołeczków...
        • papuzka_gda Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 02.12.06, 08:11

          Agnieszko, mysle o Tobie cieplutko...

          Dla Twoich Anioleczków {*}{*}{*}
    • ihaha6 ...po cichu 10.12.06, 01:31
      Witam po nocy, gdy wiele z Nas nie potrafi zasnac i uklada do snu jedynie swoje
      marzenia
      Od pewnego czasu wchodze na Forum i tylko czytam...nawet sie nie loguje, by
      zbyt latwo nie wpisac jakichs slow, waznych i blachych.
      Wiec jestem.
      Ostatnio troche choruje, na wszystko po trochu. Taka moja reakcja na smutek?
      Mozliwe, gdy Psyche sie martwi, Soma lapie infekcje, od grypy po zeby.
      Taki czysto fizyczny bol czasem pomaga, jest oderwany od myslenia, po prostu
      obejmuje i nie pozwala myslec o niczym i Nikimm.
      (...)
      Czy Wy tez odczuwacie niepokoj przed kolejna Gwiazdka? Czy jak oblakane lazicie
      po dziale z zabawkami, bezwiednie wybierajac prezent dla Zmarlego Dziecka???
      Czy nienawidzicie tych zyczen przy dzieleniu sie oplatkiem, bo To Najskrtysze
      jest niemozliwe do spelnienia???
      Jestem na etapie pakowania sie, i to podwojnego- od stycznia mamy nowy, wlasny
      domek, wsrod irlandzkich lak, obok ruin sporego zamku....- i tego zwiazanego z
      podroza do Polski. Wlasciwie, to dopiero przygotowuje sie do przygotowan, tzn.
      nie robie nic. Kolekcjonowanie prezentow dla obu Rodzin i wszystkich Przyjaciol
      jest mile, ale juz (bierny) udzial w swiateczno-marketingowej goraczce- srednio
      przyjemny:/
      Po pracy siedze w domu przy ksiazce/kompie/tv i kontempluje paskudna pogode.
      Szukanie sensu zycia czy pensjonatu w gorach na swiateczny wypad...jakos nie
      pociaga. Tkwie we wspomnieniach i z uporem wyszukuje zapomniane gesty, zapachy
      i slowa.

      Jak ja sie boje, ze zapomne Dorianka.

      Trafiam ostatnio na filmy, w ktorych umieraja Dzieci. Nie robie tego z
      masochistycznym zacieciem, uwierzcie mi lub nie. I w nich to znajduje swoje
      leki i swiadomosc uwiezienia w zalobie.
      Zacytuje moze:

      "(...) zmarli tesknia za nami bardziej, niz my za Nimi"

      "(...) twoj Synek chce, zebys zapomniala Jego smierc a pamietala Jego zycie".

      ***
      Mialam niepokojacy sen, jeden z niewielu, w ktorym Dorian nie jest szczesliwy.
      BylisMy razem w N., moim polskim miescie. Pokazywal komus caly zeszyt starannie
      pokolorowanych sylwetek zwierzat, kartka po kartce. Na czyjes pytanie:
      - czemu nie zabralas Dorianka ze soba? odpowiedzialam, ze ja tylko na 3 mies.
      wyjechalam, ze oczywiscie teraz Go zabiore do Irlandii...
      A Dodo zrobil taka strasznie rozzalona mine, podkowke wrecz i dodal:
      - o b i e c u j e s z, ze o mnie nie zapomnisz???
      Zrobilo mi sie okropnie przykro, wstyd i w ogole.
      (...) pozniej (w tym snie) zastanawialam sie z Lu, w jaki sposob przewiezc
      Dziecko przez caly kontynent, tyle km i godzin w podrozy. Fotelik, koce,
      poduszki? A On zapinal sam swoje pasy bezpieczenstwa i szeptal:
      - wezcie mnie ze soba...
      ***
      Wiesz, ze nie moge!!!
      tesknie, Synku, tak samo mocno jak Ty.
      [*]
      • agap26 wbrew wszystkiemu..... 14.12.06, 16:44
        Po raz n-ty pisze pierwsze słowa i je kasuję. Cokolwiek bym nie napisała będzie
        bez sensu. Agnieszko strasznie Ci współczuję, strasznie! Wiem, że nie
        potrzebujesz ani nie oczekujesz współczucia, jednak wątek powstał i czuję
        nieodpartą potrzebę odpisania na Twojego posta.
        Nie jestem w stanie wyobrazić sobie Twojego cierpienia, jednak w pełni Cię
        rozumiem i najchętniej przytuliłabym Cię mocno i przegadała całą noc.
        Czytając uważnie wszystkie posty w tym wątku płaczę, płaczę za każdym razem jak
        tu zajrzę.

        6 lat temu straciłam w wypadku samochodowym męża, byliśmy razem prawie 6 lat,
        po ślubie zaledwie 2 miesiące. Myślałam że oszaleję, nie wierzyłam że można żyć
        dalej bez Niego. W ogóle nie widziałam sensu żyć dalej, oddychać.
        Wtedy poznałam kto jest moim przyjacielem a kto nim nigdy nie był.
        Słowa „jesteś młoda, ułoży się, musisz żyć” działały na mnie jak czerwona
        płachta. Byłam wściekła na pocieszające mnie ciotki, babcie i znajomych.
        Ból wraca przy każdych Świętach, przy rocznicy naszego ślubu, zaręczyn, Jego
        urodzinach czy imieninach. Pamiętam i pamiętać będę zawsze. Zatraciłam jednak
        Jego zapach, głos, dotyk. Pamiętam za to doskonale zapach lilii na grobie.

        Człowieka nie można zastąpić drugim człowiekiem, jednak ja w pewnym momencie
        poczułam potrzebę bycia z kimś. Ponownie wyszłam za mąż, urodziłam syna. Jestem
        szczęśliwa. Na tyle ile potrafię... z wypaczoną psychiką, trzęsąca się ze
        strachu przy każdym wyjeździe męża poza miasto. Staram się jednak czerpać
        radość z życia. Muszę!!!

        Aga jesteś niesamowicie inteligentną dziewczyną.
        Przeszłaś w życiu już tak wiele że teraz już musi być tylko lepiej!
        Życzę Ci kochana Świąt spokojnych, pełnych ciepła. Żeby, wbrew całej otoczce,
        przyniosły Ci ukojenie, żeby wesoły Dorianek śnił Ci się tak często jak Go
        potrzebujesz. Bądź na zawsze szczęśliwa z Lu i stwórzcie rodzinę pełną i
        szczęśliwą. Jest na to czas.
        Jeśli będziesz miała kiedykolwiek ochotę pogadać z kimś nie na forum publicznym
        napisz do mnie na priva.
        Trzymaj się cieplutko, ściskam Cię mocno
        Aga
        • ihaha6 Re: wbrew wszystkiemu..... 03.01.07, 21:10
          ...Jutro wracaMy do Irlandii...
          BylisMy Tu w Polsce na swieta, chociaz jakie to swieta....
          Msza na 10te urodziny Doriana, 5 wizyt u chirurga szczekowego, chirurg w
          Karpaczu dla mego Lu....i ogolnie jedzenie przez slomke no i brak netu. Odezwe
          sie do Was i pozdrawiam serdecznie...
          Agnes, matka 3 Aniolow.
          • papuzka_gda Re: wbrew wszystkiemu..... 07.01.07, 10:44

            Agnieszko, wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, szczescia, miosci i spokoju.
            papuzka
    • ihaha6 ...szczesliwego nowego roku??? 22.01.07, 11:37
      Po 3 tygodniach Nowego Roku wwiem juz jedno: to nie bedzie bajka dla grzecznych
      Dzieci. Kilka zdarzen sprowadzilo mnie z oblokow pelnych planow na ubita ziemie.
      W zeszlym tygodniu zmarla moja Babcia Maria:/ Miala 83 lata, piekny wiek,
      chorowala, byla po prostu zmeczona zyciem...ale Jej odejscie pomimo to
      pozostawilo we mnie kolejny zal, pustke i poczucie nieodwracalnosci.
      Do Ire wrocilismy 6go stycznia, 10go bylam na firmowym Christmas Party, atu
      sms: "Babcia przed chwila zmarla".
      Rzucilam palenie juz dawno, ale w tamtej chwili wzielam najblizsza paczke i
      zapalilam.
      Z tlacym sie papierosem jakos latwiej sie placze, nieprawdaz???
      Chaotyczne szukanie biletow lotniczych do Poznania, zrozumienie szefa, w pn
      pogrzeb, zmeczenie, przeziebienie pod wplywem emocji przeszlo momentalnie w
      zapalenie tchawicy....zamilklam.
      Pogrzeb, msza i cale spotkanie rodzinne odbyly sie w Czestochowie, czesciowo w
      Domu Pielgrzyma, na Jasnej Gorze.
      Babcia byla taka malutka, jeszcze 2 lata temu, gdy wiedziona impulsem
      odwiedzilam Ja z poznanym przed tygodniem Lu...byla inna, zywa, usmiechnieta.
      Do trumny wlozylam Jej aniolka Swietego Spokoju i poprosilam o opieke nad moimi
      Dziecmi. Troche Jej zazdroscilam, ze nie musi juz czekac na niewiadome "po
      zyciu". Ucieklam z wszelkich zdjec "przy grobie", dosyc mam tych z pogrzebu
      Dorianka. Czas smutku wykorzystalam na calonocne rozmowy z moja Ciotka, rozmowy
      o kobiecie, Dziecku, nadziei, przeznaczeniu, pokucie, zwiazku partnerskim,
      przebaczeniu. Pracowala wiele lat na dzieciecym OIOMie, potem w Hospicjum, wiec
      choc troche wiedziala, co ja czulam "wtedy", jak bardzo bolal mnie widok mojego
      brata na ostatnim pogrzebie, wyluzowanego, z nowa panna u boku, z zarozumiala
      ironia w kazdym zdaniu. Widok, bo dzwieku w moja strone nie wydal zadnego. I to
      naiwne pragnienie Matki "zeby Artur i Agn. p o g o d z i l i s i e przy
      trumnie Babci". Czy ja sie z nim pokocilam???????????????????
      Przepraszam, za duzo na raz w tym poscie.
      Wczoraj byl Dzien Babci. Teraz juz tylo moja Mama ochodzi to swieto, z ostatnim
      Wnukiem, moim Chrzesniakiem lat 5, ktory nigdy nie dowie sie, dlaczego jest
      taki wyjatkowy.

      pzdr, jak sie pozbieram, dopisze reszte.
      pzdr
      Agnieszka, matks 3 Aniolow, ) Babc, 0 Dziadkow.
      • wronka30 Re: ...szczesliwego nowego roku??? 22.01.07, 17:43
        Trzymaj sie Aga.. Jakis miesiac temu trafilam na Twoje posty, poczytalam ,
        poplakalam i podziwiam Cie bardzo.. U mnie tez nie kolorowo 8.10.2002 smierc
        babci, 16.03.2003 ciocia zmarla na raka, 2.03.2004 coreczka mojej siostry w
        wieku siedmiu lat odeszla od nas po dlugiej chorobie.. Obecnie moj brat ma
        podejrzenie raka kosci :((((((( Cala sie trzese bo go kocham nad zycie i serce
        mi peka widzac jak stara sie trzymac i cieszyc z kazdego dnia.. Jakos jednak
        zyje, liczy sie dla mnie tylko moja rodzina, moj caly swiat sie kreci wokol
        niej...Pozdrawiam
        • ihaha6 Re: ...szczesliwego nowego roku??? 24.01.07, 17:53
          Witaj. Ten, kto powiedzial, ze nieszczescia chodza parami..chyba nie bral pod
          uwage prawdziwego zycia. Tego juz nie mozna nazwac pechem, jakims splotem
          niefortunnych zdarzen, fatum czy przeznaczeniem...Przykro mi, ze Ty takze
          uczestniczysz w swoim wlasnym koszmarze. Wspol-czuje Ci.
          Kiedys moj Przyjaciel madrze stwierdzil, ze "nie ma Qwa pojecia co ja czuje i
          nie jest w stanie zrozumiec mojego bolu, zaloby, snow i marzen". No bo jak
          moglby wiedziec, co czuje, jesli nie przezyl tego co ja? Tego samego.
          Nikomu nie zycze naszego o s i e r o c e n i a przez wlasne Dzieci,
          bliskich, przyjaciol. Nawet najgorszemu wrogowi:/
          Obiecalam, ze napisze wiecej o moich nocnych dyskusjach o smierci.
          Zaczne moze od pytania: czy ktos z Was odbiera swoj los jako p o k u t e ??
          Nie jako kare, jako zlosliwosc losu, krzywde, nieszczescie...ale jako...dana
          mozliwosc z m i a n y samego siebie, swego zycia, postepowania??
          Mam nadzieje, ze zrozumiecie moje pytanie i ktos z Was odpowie.
          Bo pytan jest wiecej.
          Jak to powiedzial mi kiedys mlody Ksiadz: "Kiedys odnajdziesz s e n s tego,
          co sie stalo".
          Nie powod, ale sens.
          Nie dlaczego? ale po co?
          No wlasnie.
          Do zobaczenia na forum.
          Agnieszka, matka 3 wspanialych Aniolow.


          ps. Postaram sie odtworzyc galerie ze zdjeciami Doriana. Moze macie jakis dobry
          adres netowy na ten szczegolny album, taki, co nie zniknie znienacka jak ten
          ostatni.

          pzdr.
          Agn.
          • annanow261 Re: ...szczesliwego nowego roku??? 04.02.07, 18:40
            rozumiem Twoje rozgoryczenie i ból, gdy to czytam też to czuję i jeszcze
            bezradność, wielką bezradność, wiem, że nie mam prawa ale spróbuj jeszcze raz
            zostać matką, jesteś wspaniałą matką. Przepraszam jeśli uraziłam, Twoje Dzieci
            miały Wspaniałą Matkę.
    • kisssek20 stracilam pierwsze dziecko...mam 21 lat... 23.01.07, 14:42
      Pomimo tego,ze niemam jeszcze 21 lat takze zostalam mama aniołka...bardzo
      cieszylismy sie z tego,ze zostaniemy rodzicami,ze bedzie z nami taka malutka
      slodka istota,ktora dopelni naszego szczescia...niebyla to ciaza z zadnej
      wpadki,co moglby sugerowac moj wiek,ale to mialo byc dziecko
      wyczekiwane...jestem od dwoch lat w zwiazku z facetem starszym odemnie o 10
      lat,razem wychowujemy jego 3letniego synka z pierwsego malzenstwa...mama go
      niepotrafila pokochac...nierozumialam jej nigdy i nigdy juz
      niezrzumiem...kocham dziecko,ktore wydawaloby sie byc dla mnie zupelnie obca
      osoba...jest dla niego mama,a on moim ukochany synkiem...miala tu byc z nami
      jeszcze Tosia- ukochana coreczka...ciaza przebiegala planowo...znosilam ja
      wyjatkowo dobrze jak na pierwsze ciaze...wszyscy tak bardzo sie
      cieszylismy,moze za bardzo...malutka miala pojawic sie na swiecie w polowie
      sierpnia...natomiast w polowie lipca wybralam sie nabadania kontrolne do
      lekarza prowadzacego...ufalam mu,jak bardzo to zaufanie mnie zwiodlo...zostalo
      mi zrobione usg,poinformowal mnie,ze wszystko jest w jak najlepszym
      porzadku,prawdopodobnie niebedzie potrzebna cesarka...wyszlismy od lekarza
      szczesliwi,niemoglismy doczekac sie naszej malutkiej coreczki...mielismy juz
      przygotowane wszystko co bylo potrzebne...czekal na nia pokoik z rozowymi
      scianami,piekne lozeczko z baldachimem...dwa dni po wizycie u lekarza,obudzilam
      sie nad ranem z potwornymi bolami w podbrzuszu...obudzilam spiacego obok mnie
      meza...bol stawal sie coraz to silniejszy,odeszly mi wody,zaczynalam
      krwawic...niewiem kiedy znalazlam sie w szpitalu,na sali porodowej...zrobiono
      mi cesarskie ciecie,ktore mialo uratowac mi zycie...dzidzia pojawila sie na
      swiecie 23 lipca...dostala tylko 2 punkty w skali A...zobaczylam ja dopiero po
      przebudzeniu,kiedy lezala w inkubatorze...byla najpiekniejszym dzieckiem na
      swiecie...miala piekne ciemnie wlosy...byla taka malutka i bezbronna...odeszla
      w dniu moich urodzin...dzien wczesniej zostala ochrzczona...zostala nasza
      Antonina...byla z nami siedem dni...bylismy z nia przez caly czas...maz opuscil
      nas tylko na chwile w ciagu tego tygodnia,po to,aby ojechac kupic ubranko,w
      ktorym odejdzie od nas Tosia...bylam na niego zla,wsciekla,kiedy przyjechal z
      wyprawka,w ktorej miala byc pochowana nasza coreczka...
      pozwolono mi wziasc ja na rece pierwszy i ostatni raz...byla taka malutka
      laleczka...w slicznej rozowej sukieneczke,koronkowej czapeczce i koronkowych
      butkach...byla malutka slodziutka krolewna...
      niewiem jak i czy juz tak do konca pozbieralam i otrzaslam sie z tego
      wszystkiego...chcialam zwariowac...winilam wszystkich za to co sie stalo...
      dzis nasza Tosia mialaby juz polroku...pewnie mialaby juz zabki,siedzialaby juz
      sama...byla by slodka dziewczynka...pewnie jest nia,tylko nie z nami,lecz z
      innymi rownie slodkimi aniolkami jak Ona...
      Mam 21 lat,kochanego mezczyzne przy boku(coraz czesciej zastanawiam sie nad
      druga ciaza),moj starszy ukochany synek ma ponad 3latka a moja mlodsza ukochana
      coreczka odeszla majac zaledwie siedem dni...tak wiec jestem mamusia
      aniołka...mojego najukochanszego aniolka w calym niebie;-)
      • oyate Re: stracilam pierwsze dziecko...mam 21 lat... 12.02.07, 11:40
        Przytulam Cię mocno i wierzę,że będzie lepiej.
        (*)(*)(*)(*) dla Twojej córeczki.
    • izunia.denisz Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 11.02.07, 19:28
      moje wspojczucia ja bym sie nie pozbierala bo kocham dzieci
      powodzenia
      • szczepanka2 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 11.02.07, 20:47
        Cholera, szlag mnie trafia, jak czytam takie posty... Wynika z nich, że że inne
        matki, które straciły dzieci ich nie kochały. Litości, zastanów sie co piszesz,
        a jak nie wiesz co napisac to lepiej nic nie pisz!!!
      • hania731 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 12.02.07, 11:03
        Niestety są różne rodzaje miłości,kochasz dziecko żywe usmiechające i kochasz
        anioła.
        ta druga miłość jest nieco inna , Ty jej nie zaznałaś, więc nie oceniaj.
        Czasem miłość pozwala odejść.I pozwala żyć dalej.I uśmiechnąć się na myśl o
        swoim aniele.
        Nie potrzebujemy Twoich współczuć.
        Mam nadzieje,że nigdy nie bedzie Ci dane zobaczyć,że choć chciałabyś umrzeć nie
        umierasz,żyjesz dalej.
        Piszesz, że "kochasz dzieci" w liczbie mnogiej, a co nam doradzisz w
        momencie,kiedy jedno dziecko nas opuściło,a drugie zostało? Które wtedy
        bedziesz kochać?
        masz jakąś prostą receptę?
        Bo zgodnie z tym co napisałaś, to nie dasz rady.
        Bo jeżeli kochasz to co odeszło to się nie pozbierasz ( tak jak nam
        napisałaś ) to co z tym drugim? Przeciez je kochasz.
        A jeżeli to co zostało to jak się pozbierasz,skoro kochasz to odeszło?
        Nie sądź nas w ten sposób,choć zdaję sobie sprawę z wielkiego prymitywizmu
        twojego postu, to i tak boli.
        • ihaha6 Ciiiiicho, Dziewczyny;) 12.02.07, 23:47
          ...ale sie dostalo izuni;///
          Bardzo Wam dziekuje za zywy odzew na niefortunne wyrazy wspolczucia, ale nie
          trzeba, takie slowa juz dawno przestaly bolec.
          Pamietam dobrze, jak zaraz po smierci Doriana obce Baby, totalnie nieznane mi i
          z zalozenia malo zyczliwe wobec swiata i ludzi...nagle oblapialy mnie znienacka
          na ulicy, wolajac z uniesieniem "taaaakie nieszczescie!!! taaaka tragiedia!!! J
          A bym n i e p r z e z y l a!!!" No i? Czekaly, przepraszam za ironie, az
          (zgodnie z logika czy fatum) w tejze chwili umre, tam, na chodniku, z grabkami
          w jednym reku i kwiatkami w drugim??? A one beda mialy o czym opowiadac?
          Dobrze, dobrze, chcialy jak najlepiej, ale sorki, dzieki za takie wspol-
          odczuwanie. Nie potrzebuje, nie mam ochoty, dziekuje.

          do izuni:
          Ja takze kocham Dzieci, moje Dzieci, te zmarle ale nie zapomniane.
          Inne Dzieci lubie, niektore nawet bardzo, choc nie okazuje im czulosci.
          Zyje, chociaz czasem to boli jak olera.

          Totez prosze Was, drogie Wspolforumowiczki, nie rzucajcie na izunie gromow i
          ciezkich wspomnien.
          Nie wie, co czuje ja i co Wy czujecie, nie ma pojecia.
          I niech tak zostanie.
          Amen.

          Agnieszka, matka 3 Aniolow.

          ps.Poza tym sobie pomilcze jeszcze, poczytuje forum, nie chce pisac.
          U mnie nie dzieje sie nic.
          Wiadomosci o moich planach sa nieco przesadzone;)
          pzdr. serdecznie.
          Agn.
          • vandikia Re: Ciiiiicho, Dziewczyny;) 17.02.07, 13:52
            ihaha.. z Ciebie jest bardzo fajna babeczka
            nie masz ochoty napisac ksiazki? zamkniesz emocje w 1 miejscu (nie chodzi
            oczywiscie o to, zeby sie ich pozbyc), jestes jak napisalas polonistka. masz
            bardzo trzezwy stosunek do swiata, ironiczny. ale nie jestes przy tym
            wyrachowana, zła.
            i przede wszystkim piszesz o szczesciu jakie Cie spotkalo.
            ja jestem 3 dzieckiem rodzicow a jednoczesnie pierwszym, które przeżyło i nigdy
            nie rozmawialam z nimi na temat smierci rodzenstwa. mam jeszcze 2 mlodszego
            rodzenstwa. jezdzimy razem na grob kilka razy do roku.
            • ihaha6 Re: Ciiiiicho, Dziewczyny;) 22.02.07, 00:29
              witaj, odpisalam na prv.
              pzdr.
              Agnieszka
      • agafa30 ????? 03.04.07, 12:41
        ..co to ma być?! jakiś żart! wiem, że powinnam sobie odpuścić komentowanie, ale
        nie pamiętam,żebym kiedykolwiek słyszałam lub czytałam tak chorą wypowiedź.
        • agafa30 pisałam o wypowiedzi izuni..."jakiejśtam" 03.04.07, 12:43
    • tusia911 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 17.02.07, 14:37
      (*)(*)(*) dla Twoich Aniołków.

      Przepraszam, że nic więcej nie napiszę, ale niepotrafię.

      Mama Filipka (31.07.2000) i Aniołka Kubusia - 23tc (25.01.2007-4.02.2007)

      • ihaha6 Prosba 27.03.07, 00:03
        Witam Was po dluzszym milczeniu.
        Rozpisze sie jutro, dzis byl za dlugi dzien.
        Mam pytanie jedynie: jak moge zalozyc cos w rodzaju bloga, z archiwum
        zdjec...ale zebym mogla rzeczywiscie stworzyc z tego jakas ksiazke? Pytanie
        moze i glupie, ale nie znam mozliwosci netu w tym zakresie. I co z prawem
        autorskim np. Widzialam taka e-ksiazke kolezanki z Forum, nie wiem, czy to
        najlepszy pomysl.
        Mam gleboko [potrzebe "dokonczenia" swej historii wlasnie w ten sposob.
        Niedlugo 5ta rocznica smierci Doriana.
        Rozumievie?
        Pzdr. i do jutra, rozwine watek.
        Agnieszka, matka 3 Aniolow
        • monikarz Re: Prosba 31.03.07, 08:09
          Aga nie wiem jak się tworzy e-kciążkę
          Potrafię stworzyć bloga, tzn wiem co i jak założyć
          Jak chcesz to daj znać
          z resztą możesz zobaczyć jak wygląda blog mojego Aniołka link w podpisie
          • ihaha6 Re: Prosba 01.04.07, 22:39
            Witaj.
            Zajrzalam na bloga Twojego Aniolka...i sadze, ze jestes ta "wlasciwa" osoba o
            rozmowie o tworzeniu bloga;) Jesli znajdziesz czas, odezwij sie na
            prv.....niedlugo imieniny Doriana 22 maja, potem 5ta rocznica Jego tragicznej
            smierci. Chcialabym to jakos uczcic....
            Nadal jestem w Ire, Mama wydzwania, pyta, jakie kwiaty posadzic u Dzieci,
            lobelie, bakope....kolory, ulozenie.....wiem, stara sie, ale takie planowanie z
            dala wcale nie rozgrzesza mojej nieobecnosci przy Nich:///
            I jeszcze urlopy mi poprzekladali, niewazne, na 13tego na pewno bede, musze,
            nie wyobrazam sobie inaczej...
            Pisanie na forum bardzo mi pomoglo, ale chcialabym stworzyc cos bardziej
            trwalego, ze zdjeciami, maam ich kilkanascie (skany, ale zawsze), z anegdotkami
            nawet radosnymi z zycia Dorianka, bo przeciez byl szczesliwym Dzieckiem!!!
            Czasem mam wrazenie, ze tu na forum to nie przystoi.
            Musze "sie wypisac", tyle wspomnien umyka, nikt tu Go nie znal, nikt nie byl
            wtedy ze mna.....
            Tyle mam snow, takich przeblyskow, czuje, ze sa wazne.
            Ucze sie zyc osobno, z Dziecmi po drugiej stronie, niedostepnymi, ale nadal
            istniejacymi.
            Zamknelam sie w sobie, tylko co niedziela zaczynam bezwiednie plakac, nawet
            podczas robienia kawy czy rozmowy o niczym.
            Skoro jeszcze nie zwariowalam, to moze moj "sposob" na zalobe nie jest taki
            bezsensowny, moze pomoge komus w jego rozpaczy, odpowiem na pytania czy
            watpliwosci, uprzedze zlosc i zal......?
            Chociaz to moglabym zrobic.
            Wydaje mi sie, ze jest to czescia mojej pokuty.
            Nie moge zamknac za soba "tamtego" zycia, jak wielu by chcialo....nie moge bo
            NIE CHCE. Nigdy.


            Kocham Was, moje Aniolki.
            Dobranoc.
            Agnieszka
    • ihaha6 Dobry czas.... 08.04.07, 00:43
      ...swieta Wielkiej Nocy to dobry czas na cuda, czyz nie???
      Otoz wczoraj w nocy zupenie przypadkiem obejrzalam powtorke programu Uwaga na
      TVNie. To material o Bartku, 5-letnim bardzo dzielnym i pogodnym Chlopcu, ktory
      jest sam i w dodatku niepelnosprawny, pewnie znacie ta historie...
      uwaga.onet.pl/1403608,archiwum.html
      Jak tylko spojrzalam na Niego, po prostu sie poplakalam, wzruszylam, cos mnie
      kopnelo w serce. Cala noc myslalam, czytalam po raz kolejny i kolejny watek na
      necie.
      Rano opowiedzialam Mojemu o tym wszystkim...
      Zadzwonilam Tam, do Krakowa...
      We wtorek mamy dzwonic, bedzie rozmowa z Pania Dyrektor....
      Moze nic z tego nie wyjdzie, moze jednak to cud???
      Tu od stycznia mieszkamy obok Irlandczykow, ktorzy (przypadkiem?) maja wiele
      wspolnego z opieka nad niepelnosprawnymi...w domuk bez schodow i progow, za
      duzym dla nas Dwojga....W Ire rehabilitacja jest realna, sa systemy pomocy
      finansowej itp., itd. Integracja Dzieci, tych "standard" i tych "with a little
      problems" jest faktem i widac to na przyslowiowej ulicy...

      I jeszcze jedno. Gdy zobaczylam Bartka, uswiadomilam sobie- chyba pierwszy raz
      tak mocno i bolesnie- ze gdyby Wtedy Dorian cudem sie obudzil, gdyby
      przezyl...to jezeli bylby choc tak sprawny jak Bartek teraz, na wozku ale
      swiadomy zycia- to bylabym najszczesliwsza Matka.
      Nam nie chodzi o poswiecenie sie, to po prostu potrzeba wewnetrzna pomocy
      Komus, kto tak bardzo jej potrzebuje.
      A ze w pewien sposob historie Doriana i Bartka sie lacza- Dodo zginal w czerwcu
      2002, Bartek urodzil sie w maju 2002...obaj sa podobni, maja w oczach ta
      madrosc, ten urok, to dobro....
      Czuje, ze w ten sposob pomoge nie tylko Bartkowi, ale i sobie samej i
      Doriankowi Tam w Niebie.
      Nie potrafie tego racjonalnie wytlumaczyc.
      Zajrze na forum adopcyjne, by poznac realia, poczekam do wtorku i....miejmy
      nadzieje, nie strace kolejnych marzen.
      W maju mamy leciec do Polski na dlugi urlop, nie tylko na 5ta rocznice smierci
      Dorianka....moze spotkamy sie z Bartkiem.
      Trzymajcie kciuki za Nas.
      Nie wierze w przypadki.

      Odezwe sie po wtorku.

      Pzdr. Was i zycze spokojnych Swiat, ukojenia i malych, chociaz malenkich cudow
      i glebokiej nadziei.
      Agnieszka, Matka 3 Aniolow.
      • anida63 Re: Dobry czas.... 08.04.07, 01:37
        Codziennie jestem na forum chociaz sie nie wypowiadam(nie mam sily).
        Czytalam wszystkie Twoje posty i calym sercem jestem z Toba.Trzymam kciuki i
        czekam na dobre wiesci wkrotce.
        Zycze pogodnych Swiat.
        mama 3dn.Aniolka+18.03.87
        i 17l.Aniola +15.08.05
        • danusia1958 Re: Dobry czas.... 08.04.07, 02:09
          Agnieszko...z wiosennym i swiatecznym pozdrowieniem, zycze Ci spelnienia
          tego "cudu" i wszystkich marzen...tych wielkich i tych malenkich...
          Agnieszko....wielki uklon w Twoja strone i serce...

          Dla Twoich Aniolkow (******)


          babcia Aniolka Natalki i rocznej Julki
          www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec410.htm
      • mysiam Re: Dobry czas.... 08.04.07, 12:37
        od bardzo dawna śledzę Twój wątek...nie piszę ,bo nie czuję sie do tego
        upoważniona...podziwiam .... mam nadzieje,ze kiedys napiszesz ,że jestes
        szczęśliwa......!
        Przeczytałam artykuł o Bartku...TRZYMAM KCIUKI i czekam na dobre
        wieśći!!!!!!!!!!
        • ihaha6 Re: Dobry czas.... 08.04.07, 16:13
          Witam.
          ciag dalszy: rozmawialam z sasiadami o calej sprawie. Okazalo sie, ze w naszym
          bezkolizyjnym domku mieszkala ciocia Roisin...wlasnie na wozku inwalidzkim,
          przypadek?? A Johny rzeczywiscie pracuje w stowarzyszeniu pomocy
          niepelnosprawnym. Oboje solennie obiecali znalezc dla mnie wszelkie info nt.
          realiow zycia w Ire dla "disabled", choc dla nich sprawa szkoly, rehabilitacji
          i opieki socjalnej jest...oczywista, po prostu "no problem".
          Zajrzalam na wszelkie stronki zwiazane z bartkeim, na czarodziejkach, DD itp. i
          widze, ze jest pozytywne nastawienie, wielu ludzi chce pomoc Chlopcu, to dobrze.
          Przerazil mnie ten caly program tesujaco/przygotowujaco/sadowny....w zwiazku z
          adopcja czy rodzina zastepcza. Ale z drugiej strony rozumiem, to nie cos, to
          Dziecko!!!
          Jesli My sie nie nadamy, to moze uda nam sie znalezc dla Bartka wlasciwa
          rodzine w Ire, oni sa bardzo otwarci na pomoc Dzieciom, juz wspominalam o tym
          kiedys.
          ...tak czy inaczej, podejmujemy sie dzialac w sprawie tego Babla.
          Oboje, bo Moj na poczatku naszej znajomosci powiedzial cos bardzo
          waznego: "wlasne Dziecko to marzenie, Dziecko adoptowane to zaszczyt i
          powinnosc dla ludzi, ktorzy sami maja dobrze a mogli by pomoc innym"..
          Sam zreszta ma niepelnosprawnego Brata, zna realia i jest odpowiednim
          kandydatem na takiego opiekuna.
          pzdr. i dziekuje za wsparcie
          Agnieszka, Matka 3 Aniolow
          • elapieczus1 Re: Dobry czas.... 09.04.07, 09:10
            niech się spełnią wszysttkie twoje marzenia trzymam kciuki i życzę wytrwałości
            w dążeniu do celu ,pozdrawiam świątecznie
            • aggelti Re: Dobry czas.... 09.04.07, 11:01
              Agnieszko, wzruszyłam się. To wspaniale, że chcecie pomóc Bartusiowi, ma
              szczęście, że zaistniał jakoś szczególnie w Twoim sercu. Dorianek zawsze był z
              Ciebie dumny, ale teraz... być może bedzie miał tu na ziemi brata, który w
              emocjonalny sposób zaopiekuje się Jego mamusią.
              • titicaka Re: Dobry czas.... 10.04.07, 19:12
                Trzymam Kciuki, zeby sie udalo!!!!
                • berberiska Re: czas.... 10.05.07, 20:43
                  Agnieszko odezwij sie,co u Ciebie...
                  • myszmar Re: czas.... 11.05.07, 02:45
                    Agnieszko, trafilam na Twoj watek juz ponad rok temu calkiem przypadkiem w
                    wyszukiwarce internetowej. Poruszyla mnie niezmiernie Twoja historia. Nigdy nie
                    smiem Ci nic napisac, ale przyznaje sie, ze zagladam czasami do Twojego watku.
                    Tak bardzo chcialabym , zebys znowu mogla byc szczesliwa. WIesz, ze o Bartku
                    czytalam juz pare miesiecy temu. To cud, ze "trafil" na Ciebie. Trzymam kciuki
                    za pomyslnosc sprawy! Jestem bardzo tym wszystkim wzruszona...
                    • monikarz Re: czas.... 11.05.07, 08:50
                      Agnieszko, jakiś czas temu przesłałam Ci na maila gazetowego informacje
                      odnośnie bloga, mam nadzieję że dostałaś
                      w razie czego mój adres mmilenka@op.pl
    • ihaha6 Rozczarowanie nie ma w sobie nic z czarow... 12.05.07, 10:34
      Witajcie.
      Zaczne od konca, czyli od Bartka. Nie, nie mamy szans na adopcje z trywialnego
      powodu- nie jestesmy jeszcze malzenstwem. I o ile dla polskich OA czasem to
      jest do przeskoczenia...to w Adoption Board dla adopcji zagranicznej to nie
      ma "ale". A sama legalizacja zwiazku dla naszej kochanej ambasady to kwestia co
      najmniej 2 moesiecy, bo maja za duzo spraw na glowie a ja im tu ze swoimi
      marzeniami;/
      O ile wiem, Bartkiem zaopiekuje sie polska rodzina rehabilitantow i wyjedzie do
      Anglii, maja spore szanse i tego im zycze, bo najwazniejsze jest dobro Dziecka.
      A my?
      A my juz ten slub 15minutowy wezmiemy i sprobujemy ponownie zapukac do drzwi
      AB, chociaz wymagany 5letni staz to dopiero na miestrzostwa Europy w pilce
      noznej...czyli ok. 2012 roku.
      Temat "cudownych odnalezien" zamkniety wiec, chociaz jestem gdzies tam
      rozczarowana rzeczywistoscia, nie pierwszy raz i nie ostatni pewnie.
      ***
      Moim Znajomym urodzil sie SYnek Mikolaj w 26 t.c. i zmarl po tygodniu. Wiem o
      tym tylko z wiadomosci od Przyjaciolki. Strasznie IM wspolczuje, tyle lat sie
      starali i teraz sa zalamani podwojnie:/
      Miki [*]


      A dzis mija 5ta rocznica chrztu Doriana...wiec mam kolejne powody do lez.
      Mam tylko kilkuminutowy filmik z tamtego poranka, jak zaspany Dodo zachwyca sie
      kilkumiesiecznym kuzynem, z ktorym obaj tego dnia mieli przyjac chrzest. Dorian
      jest taki zywy, uroczy, prawdziwy.
      Nie bylo ani cienia nad Jego plowa glowa, ani zlowrogiego szumu w tle.
      Nic nie mowilo, ze za miesiac zamilknie Jego zmeczone walka serce.
      Bylismy szczesliwi.
      A teraz spi w tej samiej niebiansko blekitnej koszuli, powaznych granatowych
      bojowkach i sandalach. Zawiazalam Mu nawet aksamitke, mial byc takim malym
      gentelmanem, I zostal Nim, Najgrzeczniejszym Aniolem w Niebie.
      Przepraszam, dzisiaj nie mam nic madrego do napisania.
      Dorianku, coroczna droga krzyzowa Twoich rocznic, dat i gasnacych nadziei sie
      rozpoczela. Wczoraj lalo, dzis swieci slonce, jaky nic sie wlasciwie nie
      stalo...
      [*][*][*]


      Agnieszka, Matka 3 Aniolow.
    • danusia1958 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 12.05.07, 10:52
      ...I znowu bezdusznosc ,glupota bezmyslnych przepisow urzedowych wziela gore
      nad sercem i miloscia...licza sie papierki, liczby...a gdzie dobro dziecka?...
      Dlaczego takie sprawy traktuje sie tak przedmiotowo ...
      Agnieszko , tak mi przykro...
      pozdrawiam

      www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec410.htm
      babcia Aniolka
      • kinada Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 12.05.07, 11:41
        Mi również jest bardzo przykro..
        Miałam nadzieję, że uda się Wam zaopiekować maluchem.
        Ehhh, życie...

        Trzymaj się..Pozdrawiam
        _______________
        • martek40 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 12.05.07, 23:38
          Agnieszko,
          ja także nie umiem nic mądrego napisać...
          Ale jestem z Tobą myślami...
          Trzymaj się cieplutko...mimo wszystko...
          • myszmar Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 14.05.07, 08:05
            Przykro mi, iz marzenia tak szybko zostaly rozwiane :-(
            Mysle cieplo o Tobie i Twoich Aniolkach, w TYCH dniach szczegolnie o Dorianku.
            Pozdrawiam
    • ihaha6 Coz... 14.05.07, 11:07
      Witajcie.
      Male sprostowanie: to nie do konca tak, ze "zle" urzedy podciely mi skrzydla...
      po prostu najpierw byly ogromne checi a potem powolne zderzenie z
      rzeczywistoscia. Dopiero teraz dowiedzialam sie, ile to staran i wymogow, by
      zostac "adoptowanym" Rodzicem;) Swoja droga, o ironio, na bycie biologicznym
      zadnych pozwolen czy testow psych. nie ma. Narzekam, no coz.
      Musze podkreslic, ze wiele wyrozumialosci okazaly mi wspaniale Dziewczyny z
      forum Adopcja [podziekowania dla Anety], przygladajac sie z boku Ich pracy
      (PATKUB i Czarodziejki) na rzecz cudzego szczescia- tylko jedno powiem:
      szacunek.
      Wiec teraz coz....za 2 tyg. lecimy do Polski, Moj ma maly zabieg chirurgiczny,
      potem 1. czerwca na cmentarzu u Dorianka, potem tydzien nad morzem na
      rehebilitacje nerwow...prawdopodobne spotkanie w sadzie (nie chce mi sie nawet
      o tym rozpisywac), 13. czerwca z Dorianem, msza, spotkanie z Przyjaciolmi,
      pakowanie i powrot do Ire.
      Wiem, jest duuuuzo Dzieci bez opieki, tyle ze jestem typem "ten albo zaden", co
      w zyciu nie raz pozbawilo mnie rozsadnych alternatyw...moze sie cos we mnie
      odblokuje na dobre???
      Nie obiecam nawet samej sobie.
      Pzdr. i dziekuje za dobre slowa.
      Agnieszka, Matka 3 Aniolow

      martek40...moze kolejny seans na gg...o ile wytrzymasz moj czarny humor;/
      • martek40 Re: Agnieszko! 14.05.07, 12:15
        Z Tobą zawsze. :)
        Tylko kliknij do mnie, bo...
        znów straciłam listę kontaktów.Buuuu.
        Pozdrówka cieplutkie, buziaczyska.
      • monikarz Re: Coz... 15.05.07, 10:14
        Aga, pisałam już wyżej, ale może nie zauważyłaś - wysłałam do Ciebie maila na
        gazetowy adres -dostałaś?
        mój mail - mmielnka@op.pl
        • katarzynabobak Re: Coz... 16.05.07, 08:14
          Aga, pozdrawiam Cię serdecznie. Mam nadzieję, że mnie pamiętasz jeszcze.
          • berberiska Re: Coz... 28.07.07, 17:31
            Agnieszko..dawno nie pisalas...
            (***)
            • ihaha6 Nie pisalam bo za duzo myslalam;/ 30.07.07, 11:56
              Witajcie.
              Nie, nie zapomnialam o forum, o Was i Waszych Dzieciach. O swoich takze nie.
              Staram sie zyc 'na codzien', bez wiekszych wzruszen, na spokojnie.
              Oczywiscie, mam chwile a nawet cale ciagi dni 'rozpaczy czarniejszej niz
              kawa'...wlasciwie, to staram sie ta bezsilnosc przerobic w jakas dobra energie.
              Czasami sie udaje, jednak rownie czesto zastepuje ja glupia zloscia, 'qr....ca'
              na wszystko i kazdego z osobna. Meczace to nawet dla mnie samej;/
              Ostatnio pobawilam sie w dobra 'ciocie z Ire' i zasponsorowalam wraz z MOim
              kilka karnetow na runde jesienna Lecha Poznan, repliki koszulek meczowych,
              szale i smycze dla Dzieciakow dobrych, ale po prostu biednych. Ot, takie
              regionalne 'spelniajmy marzenia';] Koledzy przeslali mi zbiorowa fotke
              uszczesliwionych Kibicow...13-15latkowie, niewiele starci od Doriana, gdyby
              zyl... Chyba bym tam sie poplakala Im w twarz, dobrze, ze te cieple gesty mogly
              zadzialac za posrednictwem Przyjaciol. Jakos mi lepiej w takich momentach.
              A poza tym? Praca w pubie, deszcz (wlasciwie od 1,5 miesiaca pada), jakies
              filmy, kwestia przytycia ('masssakra', jak mowil Dorian), wykupione bilety na
              sw. Zmarlych. Nie dzieje sie nic, moze poza snami.
              Od pewnego czasu sni mi sie Dorian TU w Ire, w tych miejscach, okolicznosciach,
              z Nami. Jakby sie TU przeniosl za moja tesknota.
              Jeden ze snow:
              '(...) dzien jak codzien w pubie, halas, scisk, irlandzki blues...nagle zza
              tlumu wybiega Dorian, taki 5,5latek, po swojemu, w poltanecznych krokach, z
              usmiechem, jak wtedy, gdy slyszal w przedszkolu, ze mama przyszla. Wzielam GO
              na rece, tak dlugo przytulalam, przyciskalam, culam ten ciezar, zapach,
              slyszalam smiech. POjechalismy do naszego domu za Port., LUcek wlasciwie nie
              zdziwiony, normalny wieczor, kolacja, spanie. Spokojne zasypianie, bez
              zapalania 'swiatelka' Synkowi, po co, przeciez wrocil nareszcie? W nocy slysze
              jak Dodo sie budzi, Lucek bez pytan idzie do Niego, slysze rozmowe polszeptem:
              - Czy moja Mama zyje?
              - Tak, oczywiscie.
              - ...bo snilo mi sie, ze umarla...
              Obudzilam sie we lzach, z zalu, ze sie o mnie martwi, ze sie przestraszyl, ze
              jak zawsze zadaje te swoje 'za madre' pytania.
              Ciezko mi, ale daje rade.
              Pzdr. Was serdecznie.

              Agnieszka.

              ps.Tatus Doriana ma coreczke, kolejna apelacje po kolejnym wyroku skazujacym i
              chyba juz do konca zapomnial o Synkach, nawet nie byl 13go na grobach.
              O tym kiedy indziej, co Tam sie dzialo.
              pa.
              • maniula1 Re: Nie pisalam bo za duzo myslalam;/ 01.08.07, 19:44
                (*)(*)(*)(*)
    • anusia1906 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 28.07.07, 21:10
      Bardzo, bardzo Ci współczuję. Nie poddawaj się.
      Ja też jestem osieroconą mamą...ale mam nadzieję,
      że będzie jeszcze kiedyś dobrze...
      Dla Was też zaświeci jeszcze słoneczko :)
      Światełko dla Twoich Aniołków (***)
    • danusia1958 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 05.08.07, 22:24
      Dla Aniolkow (*)(*)(*)

      babcia Aniolka Natalki i Julki 16 mcy
      natalkadanusia.blog.onet.pl/
    • maniula1 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 07.08.07, 19:02
      (*)(*)(*)Aniolki
      • ihaha6 Aleksander, 2gi Synek, dzis mija Vta rocznica [*] 22.08.07, 00:37
        ...rzadko wspominam o Nim, o Dziecku, ktore bedac wylacznie we mnie,
        uczestniczylo w tych ostatnich chwilach Doriana, w Jego strasznym
        wypadku, walce o zycie, konaniu, smierci, pogrzebie.
        Aleksander byl bardzo podobny do Brata, w ciazy mialam identyczne
        objawy, zaszlam w nia takze w tym samym tygodniu, po 6ciu latach.
        Zdjecia USG z ta samo data 22.05 wskazywaly ten sam tydzien ciazy,
        moj ginekolog smial sie, ze urodze Doriankowi blizniaka, ale
        mlodszego o 6 lat. Mial urodzic sie Bratu dokladnie na 6te urodziny,
        taki prezent na cale zycie.
        Gdybym nie zaszla wtedy w ciaze, moze zdolalabym odejsc od Ojca Doda?
        Na pewno Dodo nie wyjechalby na Dzien Dziecka z Babcia, bo ja
        bylabym przy Nim a nie w szpitalu na rutynowych badaniach i
        nieznacznym podtrzymywaniu ciazy (podobnie jak w 1wszej ciazy,
        duphaston itp., omdlenia, wymioty, lekka anemia). Wlasciwie, napisze
        ze wstydem, wcale nie potrafilam cieszyc sie na to Dziecko. Mialam
        juz dosyc zycia z panem S., same klopoty, jakies dlugi, komornicy,
        policja, imprezy, kolezanki, zero stabilnosci, swiadomosc, ze musze
        zaczac radzic sobie sama, coraz dluzsze przebywanie w domu moich
        Rodzicow, z Doriankiem, bo tam bylo cieplo, bezpiecznie, normalnie.
        Balam sie.
        Ale 22.05, w dniu imienin Dorianka, powiedzialam MU o ciazy, o
        rodzenstwie. Podjelam jedyna sluszna decyzje....bo tydzien wczesniej
        Moj wspanialy 5,5leni Synek postanowil z wlasnej woli sie ochrzcic.
        Bo wiedzialam, ze po tym zjednaniu sie z Bogiem nie moge postapic
        inaczej, bo wierzylam, ze to uchroni mnie i moje Dzieci przed
        wszystkim i wszystkimi, ktorzy by chcieli nas skrzywdzic. Naiwnosc?
        Nie, raczej poczatki wiary.
        Pamietam jak dzis rozmowe Doda z Ksiedzem, kt. na pytanie, czemu
        wlasciwie chce byc ochrzczony, odpowiedzial '(...)bo ja nie wiem,
        kiedy umre, panie Ksiadz, i to jest dla mnie wazne'. Pamietam te
        konsternacje ksiedza i pamietam takze, ze rowno miesiac pozniej Dodo
        przyjmowal, juz nieprzytomny, wlasciwie martwy...ostatnie
        namaszczenie. Pierwszy i ostatni sakrament.
        Pamietam takze dziwna rozmowe z Dodem o wyborze imienia dla
        Dzidziusia, wieczorem w Dniu Matki, naszym ostatnim razem. Otoz
        spytalam Synka, jak nazwiemy to Dziecko, ze On ma wybrac, bo ja
        wybralam Jego imie, takie nietypowe, wiec teraz On moze. Lekko
        zasugerowalam Dziewczynke, imiona Debora, Daria, Dagmara. Na to Dodo
        stwierdzil , ze chcialby byc Prawdziwym Starszym Bratem, miec
        siostre i zeby nazywala sie Daria Aleksandra, bo podobnie do Niego
        ale po chwili z powaga stwierdzil: 'to bedzie drugi Syn'. Troche sie
        posmialam, tlumaczac, ze to nie koncert zyczen, ze nie ma pewnosci,
        nie moge obiecac MU Brata. On jednak z uporem powtorzyl i jeszcze
        powiedzial cos, czego nigdy nie zapomne "i nazwiecie Go Dorian'.
        Zdziwilam sie, stwierdzilam, ze nie moze byc 2 Dorianow, jak mam ich
        wolac Dodo 1, Dodo 2? A On 'To bede 2gi ja, nazwiesz Go Dorian".
        Zaczelam sie niepokoic na dobre, jakis chlod przeszedl mi po sercu.
        Dodo czesto wyglaszal rozne filozoficzne teksty o sensie zycia itp.,
        czasem trafne, czasem bezsensowne....ale wtedy zignorowalam Go,
        zaczelam fukac, zmieniac temat, jakbysmy mowili o jakims koszmarze
        sennym, zlej bajce.
        Juz w Koscierzynie, gdy lkalam i modlilam sie do szyby w nowoczesnym
        szpitalu na OIOMie, na sugestie pielegniarki, ze musze sie
        polozyc....bo jestem w ciazy...musze na siebie uwazac, stwierdzilam
        z uporem: 'nie zamierzam stracic w tym szpitalu zadnego Dziecka,
        zadnego, slyszy mnie pani???' Mialam racje. Dorain umarl w Gdansku,
        Aleksander w Lodzi. W Koscierzynie zostala nadzieja, pierwszy szok i
        zyczliwi ludzie, ktorzy moze do dzis nie wiedza, jak sie skonczyla
        ta tragiczna historia.
        W Gdansku, podczas 13 dni walki o zycie Doriana bylam cala dobe
        obecna na OIOMie. Lekarze umiescili mnie 'incognito' na patologii
        ciazy, karmili, monitorowali, dawali czytac wszystkie wyniki,
        pielegnowac Doriana, czuwac, modlic sie, plakac, byc z Nim.
        Czasem wychodzilam z podziemi, rozgladalam sie z murka przed glownym
        wejsciem po upalnym Gdansku, glaskalam brzuch, bralam prysznic,
        jadlam cos, kladlam sie na chwile. Wszystko to dla tego 2giego
        Dziecka, jeszcze nienazwanego, ale uczestniczacego w tym koszmarze.
        Bylam zdyscyplinowana, bralam wzmacniajace kroplowki, myslalam
        spokojnie o rehabilitacji Doriana, o porodzie, o przyszlosci, moze
        nie rozowej (nie cierpie tego koloru) ale jednak z 2 Dzieci. Nie
        zlozeczylam Bogu, nie szukalam winnych, nie gdybalam. Zajelam sie
        konsekwentnie 'udzialem' w ratowaniu Doriana. Czytalam MU 'Kubusia
        Puchatka', obcinalam paznokcie u stop (nadal, mimo urazu, uciekal z
        palcami, ile wojen o to mielismy zawsze...), kremowalam Mu
        spierzchnieta skore, przemywalam zamkniete oczy. I opowiadalam, jak
        bedzie pieknie, gdy sie obudzi. Trzymalam jedna reke na brzuchu,
        druga obejmowalam palce Doriana i byla szczesliwa, spokojna,
        wierzylam. Mtaka Dwojga.
        Gdy odszedl Dorian, Aleksander zostal ze mna. I nic zlego nie dzialo
        sie z ciaza, wrecz odwrotnie, wszystko sie uspokoilo. Organizowalam
        pogrzeb Synka, lykalam no-spe i spokojnie mowilam do Dzidziusia we
        mnie, ze musze wytrzymac, urodzic Go dla Doriana, bo On wiedzial.
        Debilne, okrutne tekst rodziny i nieznajomych typu 'Urodzisz drugie,
        zapomnisz' pamietam do dzis. Jasne, pozapominane:/
        Miesiac po smierci Doriana wyladowalam w szpitalu na badaniach,
        parogodzinnych kroplowkach, z ksiazka w reku i kwiatami, bo przeciez
        szlam na cmentarz potem, bylo blisko. PO 2h kroplowki moj stan sie
        pogorszyl, zdretwiala mi lewa reka (ta od wklucia, bolal bark,
        goraczka osiagnela w krotkim czasie niebezpieczne 38 stopni. Lekarze
        wymyslali rozne teorie, pobrali krew do badan i na sile chcieli
        wcisnac mi relanium. Po 10 dniach braku jakiejkolwiek poprawy, przy
        plamieniu, goraczce zlewajacej mnie potami i ogrzewaniu i
        unieruchamianiu barku (stwierdzono, ze: mnie przewialo, spadlam z
        lozka, wpadam w histerie, przesadzam, zakazilam sie od trupa Syna
        (!), moze toksoplazmoza, moze hiv... itp.), przeslano mnie na
        siedzaco w karetce do Szpitala Woj. w Bydgoszczy, gdzie kiedys dbano
        o moja ciaze i gdzie rodzilam Doriana.
        Tam, po 1 wkluciu w bark chirurg stwierdzil ostry stan zapalny i
        natychmiast skierowal na oddzial. Ten sam doktor, ktory pare
        miesiecy wczesniej walczyl z Dorianem o zdjecie opatrunku po
        wycieciu wyrostka. Skojarzyl mnie, poplakal sie ze mna i zaopiekowal
        jak corka. Na izbie przyjec oschla ginekolog kazala mi sie rozebrac.
        W tym momencie peklam, zaczelam plakac, dusic sie lzami, w poczuciu
        jakiegos dejavu. Pekl takze pecherz plodowy, odeszly wody. Pani D.
        sucho stwierdzila, ze 'teraz to tylko na zabieg' i zadzwonila na
        oddzial. Zaczelam na nia wrzeszczec, ze nie dam usunac, ze mnie g...
        obchodzi Jej zdanie, ze stracilam Doriana, ze musze uratowac to
        Dziecko'. Chyba by mnie zwiazala, gdyby nie wpadl szef ginekologii,
        prof. Sz., ktoremu ktos przekazal wiesc o Dorianie i mojej chorobie.
        Zjechal pania doktor, zabral mnie na oddzial i walczyl. Nigdy nie
        obiecal mi, ze bedzie dobrze. Oboje wiedzielismy, ze szanse na
        utrzymanie takiej ciazy sa znikome (nalezalam sie przeciez kiedys na
        patologii, naogladalam, nasluchalam). Ale nie pozwolil mi sie
        poddac. Gronkowiec zlocisty 3ciego stopnia, ketonal podawany do
        barku poprzez kregi szyjne, chlodzenie reki, zaciskanie zebow,
        antybiotyki, modlitwa, tlen,kroplowki, wszystko, bysmy oboje
        przezyli. Niestety, zero reakcji na leki, na przeciwbolowe,
        majaczenie, jakis stan pomiedzy pieklem a lozkiem szpitalnym. I
        zaklinanie Dziecka, by jeszcze troche wytrzymalo, ze bedzie lepiej.
        Maly wiercil sie dosc zwawo, na usg nadal rosl, wiec profesor podjal
        karkolomna decyzje o pzreniesieniu na Matczyno-Plodowy CZMPw Lodzi.
        Zadzwonil, prosil, przekonywal. Zalatwil tez samolot sanitarny z
        warszawy, bym jak najszybciej i najbezpieczniej dotarla do miejsca,
        gdzie 'zdarzaja sie
        • ihaha6 Re: Aleksander, 2gi Synek, dzis mija Vta rocznica 22.08.07, 00:45
          Zadzwonil, prosil, przekonywal. Zalatwil tez samolot sanitarny z
          warszawy, bym jak najszybciej i najbezpieczniej dotarla do miejsca,
          gdzie 'zdarzaja sie cuda i Ty Agniecha takiego cudu potrzebujesz'.
          Bydgoszcz zegnala mnie z zaplakana Matka na wojskowym lotnisku,
          Lodz przywitala wredna ginekolog, dla ktorej bylam chyba tylko
          kolejnym 'przypadkowym przypadkiem'. Na szczescie pojawil sie doktor
          P., wspanialy czlowiek, ktory w ktores z rozmow przyznal mi, ze
          swoja sile czerpie z terapii u psychologa, ze sam czasem potrzebuje
          wsparcia i pomocy w walce z nieuniknionym. Zapewnil Nam osobna sale,
          opieke az do przesady, uwage, czas na samotnosc. Po kilku dniach
          gremium lekarzy zadecydowalo o trudnej operacji 'odbarczania torebki
          stawowej'. Trudnej, bo bylam juz slaba jak po wielomieisecznej
          chorobie, w ciazy z otwartym pecherzem, polprzytomna. zabieg
          przeszedl pomyslnie.
          Oboje przezylismy. Zaczeto mowic o donoszeniu ciazy, konkretne
          cele, zjadlam cos, zaczelam czytac nawet. Po wizycie taty Dzieci,
          jego oskarzeniach o smierc Doriana, planach pozbawianie mego brata
          majatku, kolejnych dzieciach 'ale nie z toba' i innych rewelacjach
          mowionych obojetnym tonem....stracilam resztki sil i w nocy
          przytomnosc. Podobno znaleziono mnie w lozku pelnym krwi. Ja
          pamietam tylko Dorianka, ktory siedzial na moim kolejnym szpitalnym
          lozku, trzymal mnie mocno za palec i spokojnie powiedzial: 'nie
          martw sie Mamo, On juz jest ze mna'. Po reanimacji, podobno
          powiedzialam spokojnie 'moj Syn nie zyje'...lekarz 'tak, wiemy,
          Dorian, masz Jego zdjecie przy lozku'...'nie, moj Drugi Syn'. Po UG
          doktor P. potwierdzil ustanie akcji serca plodu i ze to Syn.
          Po przewiezieniu na sale poprosilam doktora, by teraz przez pol
          godziny nikt mi nie przeszkadzal, nie wchodzil, nie podlaczal
          niczego, nie pytal. Chcialam sama sobie odpowiedziec na kilka pytan
          i pozegnac sie z drugim Synkiem. Doktor spojrzal na mnie, na
          uchylone okno na 4tym bodajze pietrze i powiedzial 'Agnieszko,
          wiesz, ze Ci ufam' i zamknal drzwi na klucz. Potem spokojnie
          porozmawialismy o tym, co musi nastapic, o wywolywaniu porodu, o
          tym, ze chce pochowac to Dziecko, o jakis aktach urodzenia, o tym,
          ze zyje i musze zyc. Chociazby, by dbac o Dzieci groby.
          Porodu nie opisze, 2 doby meki, wycia, bezsensownego bolu.
          Aleksander mial 40 cm, byl bardzo leciutki, wygladal, jakby spal.
          Gdy przyjechala moja matka, udawalam dzielna, lataly mi logi jeszcze
          pare godzin, rozmawialam o niczym przy podawaniu kolejnych woreczkow
          krwi, spala nawet 1 noc w moim pokoju...ale poprosilam lekarza, by
          Ja przeprosil, by juz opuscila szpital. Nie mialam sily na Jej
          rozpacz, zal i poczucie winy. Nie potrafilam powiedziec, co zrobil
          S., nie umialam krzyczec o pomoc.
          Moje spokojne telefony do Ksiedza, ktory chowal Doriana i do
          wlasciciela zakladu pogrzebowego...wywolaly w nich poploch, jakbym
          oszalala 'poprosze o taka sama trumne dla Aleksandra jak dla
          Doriana, tylko najmniejsza'...'wykupilam 3 miejsca na pogrzeb
          Doriana, poprosze o to blizej drzewa, czy moge takze zamowic msze?'.
          Cichy pogrzeb, ciekawscy bali sie nawet podejsc, gdy zobaczyli mnie
          z bukietem bialych kwiatow, trumna i ksiedzem. Chrzest nad otwarta
          mogila i slowa ksiedza 'nie wiem, co powiedziec, jak pocieszyc,
          wybacz'.
          Nie mam zdjec Aleksandra, kilka USG z kolejnych szpitali, akt
          urodzenia, jakis wypis...
          Ale nie zapomnialam Cie Synku.
          Jestescie razem, tak jak chcial Dorian.
          Jetes Jego marzeniem, ktore umarlo wraz z Nim.
          Dobranoc [*]
          Aleksander Maria, imiona od Doriana niejako (Dodo mial na drugie
          Maksymilian, po sw. Kolbe), lat 0, ur. i zmarl 21.08.2002.
          )
          • elapieczus1 Re: Aleksander, 2gi Synek, dzis mija Vta rocznica 22.08.07, 12:54
            Agnieszko ,pamiętam(*)(*)
          • ania2335 Re: Aleksander, 2gi Synek, dzis mija Vta rocznica 22.08.07, 21:14
            Dla Twoich Aniołków (***)
            • lilka.w Re: Aleksander, 2gi Synek, dzis mija Vta rocznica 27.08.07, 01:10
              Agnieszko,bardzo,bardzo współczuję,modlę się za Was...
          • jbasko Re: Aleksander, 2gi Synek, dzis mija Vta rocznica 27.07.09, 23:06
            Agnieszko co u Ciebie? dawno się nie odzywałaś
    • berberiska Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 11.11.07, 20:26
      Agnieszko...
      gdzie jestes?
      pozdrawiam
      (*)(*)(*)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja