Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat

    • nika001 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 22.11.07, 00:07
      Jestem z Tobą, tak dobrze wiem co czujesz.
      PAMIĘTAM O WAS I BARDZO WAS KOCHAM MOJE ANIOŁKI* fasolka - 11tc -
      maj 1991r., * niespodzianka - 8tc - maj 1999r./c.pozamaciczna/)*
      Adaś - 27tc -(zm.26.08.2002r.,ur.29.08.2002r.)
      Jeśli masz siłę to przeczytaj moją historie do końca.
      Pierwszą ciążę poroniłam, druga była pozamaciczna (wycieto jajowód).
      To była trzecia. Wszystkie badania były prawidłowe, nikt nie
      potrafił
      powiedzieć mi dlaczego...??? Po tym jak sie dowiedziałam, trzymali
      mnie jeszcze
      3 dni... To był 27tc. Po porodzie byłam w szoku i depresji, cały
      czas płakałam,
      nie chciałam jeść, co chwilę dostawałam zastrzyki uspokajające...
      przysłali mi
      nawet psychiatrę. Opowiadała jakieś głupoty, pt. czemu płaczesz,
      wiele kobiet
      traci dziecko zanim sie dowie że jest w ciąży..., itp. Spytałam czy
      przeżyła
      cos podobnego, odpowiedziała, że nie - wyrzuciłam kobietę za drzwi.
      Potem moja
      ciocia i ojciec dziecka zabrali mnie ze szpitala, bo myśleli że tam
      będzie mi
      łatwiej. Ale nie było. Nie odbierałam telefonów, nie otwierałam
      drzwi, cały czas
      płakałam, w nocy nie mogłam spać, itd. We dwoje na siłę karmili mnie
      i
      wyprowadzali czasami na spacer. Przeważnie po ciemku - bo w dzień
      bałam się
      spotkać znajomych lub sąsiadów, żeby nie zaczęli przypadkiem pytać
      lub się
      rozczulać nade mną. Na widok kobiety w ciąży lub z wózkiem wpadałam
      w
      niepohamowany płacz - to strasznie bolało. Ciocia także mówiła, że
      mam nie
      płakać bo wyląduje w psychiatryku. Po jakimś czasie dotarłam
      (zaprowadzili
      mnie) do mojej p.doktor, która powiedziała bardzo mądre słowa: Nie
      zabraniajcie
      jej płakać, musi wypłakać ten ból, żeby nie zwariować. To potrwa 3-4
      miesiace.
      Najlepszym lekarstwem jest ... lampka czerwonego wina. (Oczywiście
      nie namawiam
      do tego aby pić zbyt dużo, ale troszeczkę nie zaszkodzi, a to
      naprawde bardzo
      dobrze mi zrobiło). Byłam bardziej rozluźniona i zaczęłam w końcu
      przesypiać w
      nocy choc kilka godzin. Ale wspomnienia wracały - nie mogłam o tym z
      nikim
      rozmawiać, zerwałam kontakty z koleżankami. Niektóre z nich, te
      które nie
      rozumiały mojego cierpienia, są za to na mnie obrażone do dziś, a
      minęło już
      5 lat. Ale wcale sie tym teraz nie martwię - to w takim razie nie
      były dobre
      koleżanki. W końcu trafiłam do psychiatry, chciała mnie wysłać do
      szpitala...
      Szkoda, że wtedy nie wiedziałam, że jest takie forum. Znalazłam go
      przypadkiem
      dopiero jakieś 1,5 roku po stracie Adasia - i pierwszy raz od
      tamtego czasu mogłam
      się "wygadać" i wypłakać. Myślę, że gdybym wtedy wiedziała, że można
      tu
      pogadać, to wówczas bardzo by mi pomogło. Mogłabym porozmawiać z
      kimś, kto mnie
      rozumie, a nie tylko udaje, że rozumie... Nie potrzebowałam litości,
      ani
      wypytywania "co się stało", "dlaczego", itp. ale zrozumienia,
      ciepłego słowa...
      Ale ja wiedziałam, że jedynym lekarstwem jest wyczekiwany przez nas
      maluszek. Wbrew wszystkim lekarskim radom i zakazom nadal próbowałam
      zajść w ciążę. I UDAŁO SIĘ!!! I to już po 4 miesiącach!!! I tylko z
      jednym jajowodem!!! Później myślałam, tylko o tym, jak nie płakać,
      żeby nie zaszkodzić maluszkowi. Trafiłam na wspaniałego lekarza,
      który zrobił wszystkie potrzebne badania i podtrzymywał mnie na
      duchu. Teraz mój synek skończył właśnie 4 latka, a od 8 miesięcy
      mamy drugiego slicznego braciszka J))
      Jestem z Tobą, Dobrze, że tu trafiłaś i otrzymałaś wiele wsparcia i
      ciepłych słów. Staraj się myśleć o tym, że twoje dzieci są z Tobą i
      zawsze będą się Tobą opiekować. To przynosi ulgę.
      MAMY NIE PODDAWAJCIE SIĘ!!! - TRZEBA WIERZYĆ ŻE BEDZIE DOBRZE, CHOĆ
      CZASAMI JEST BARDZO TRUDNO I NIE DA SIĘ ZAPOMNIEĆ... ALE WASZE
      ANOIŁKI SĄ Z WAMI (*)(*)(*)
      • brunetkazreflekxami Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 09.02.08, 22:35
        ????

        Aga napisz do nas!

        (*)(*)(*)
        • ankab29 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 10.02.08, 00:27
          Agnieszko, trafilam na Twoj wątek przypadkiem...Czytam go od paru
          tygodni. Wiesz, mam nadzieję, ze Cię nie uraże pisząc, ze Twoje
          przezycia odbieram trochę jak naukę współodczuwania...tego co
          przezywa moja ukochana najmlodsza siostra...Ja nie znam uczucia
          straty wlasnego dziecka.Wiem tylko co znaczy lęk przed jego
          śmiercią, taki koszmarny zatykający płuca i krtań strach. Moja ciąża
          była tzw trudną, do dziś pamiętam kiedy w 20 tyg po nocnej wizycie w
          łazience nagle z bólu odjęło mi czucie w nogach...nie mogłam się
          poruszyć, nie byłam w stanie nawet krzyczeć o pomoc...Jakimś cudem
          doczołgałam się do drzwi sypialni, powoli, na kolanach...łzy, lęk i
          gorączkowe proszenie synka ...zostań tam jeszcze jak długo
          potrzebujesz, zostań proszę...Przestraszony mąż, szpital, kroplówki,
          KTG, i tak parokrotnie...Mój synek urodził się zdrowy, we waściwym
          terminie...mimo kłopotów zdrowotnych jego mamy i czarnowidzenia
          lekarzy...
          Moja siostra straciła synka w 27 tyg ciąży, to jej pierwsze
          dziecko. Wszystko przebiegało super, ostatnie badania zrobiła w dniu
          wylotu do PL (mieszka w Stanach), tak cieszyliśmy się z jej przylotu
          na święta Bożego Narodzenia...Lekarz w USA nie widział
          przeciwskazań, pozwolił jej lecieć.Snułyśmy plany, widziałam już jak
          usypia Krzysia w naszym ogródku pod jarzębiną...Tak mi było miło, że
          dowiedziałam się o jej ciąży jako pierwsza osoba zaraz po jej mężu...
          Rodzinne święta, radość z bycia w końcu razem, w "komplecie"...te
          dni Krzyś spędził jeszcze z nami. Nagle w Szczepana w nocy siostra
          zle się poczuła, mamę tknęło jakimś niespodziewanym przeczuciem,
          żeby zmierzyć siostrze ciśnienie...Potem gorączkowy telefon na
          pogotowie...ukrywanie zdenerwowania...szpital. Rano rozmawiałyśmy
          jeszcze beztrosko przez telefon, że właśnie podłączają siostrę do
          KTG...miała zadzwonić po badaniu. Nie zadzwoniła...Odebrałam w pracy
          telefon, że przed chwilą siostra miała cesarskie cięcie ratujące
          życie jej i dziecku. Krzyś żył 14 godzin. Był malutki, ważył
          700g...inkubator, rurka w maleńkiej buzi zastępująca niewykształcone
          płucka...Diagnoza - nietypowe zatrucie ciążowe, które rozpoczęło się
          w 6 miesiącu...tuż po wyjeździe ze Stanów.
          Pozwolono nam Krzysia zobaczyć...pożegnać się, lekarze z bolesną
          szczerością uświadomili nam, że szanse dziecka na przeżycie są
          bliskie zeru...Niestety moja siostra nie widziała synka gdy jeszcze
          żył , poprosiła żebym mu zrobiła zdjęcie...Zrobiłam, aparatem, który
          dostałam od niej w prezencie...do filmowania mojego synka...

          Przed świętami miałyśmy ruszyć na wyprawę po wózek dla Krzysia. Ja
          jako "ekspert", starsza siostra. Zabieganie, przełożone zakupy...

          Zamiast wózka, ubranek i zabawek kupuję Krzysiowi pierwiosnki i
          stokrotki...(jeszcze sztuczne...bo wiadomo pora roku)...Tak bardzo
          chciałabym móc posiedzieć z moją siostrą na kanapie, ponarzekać na
          kolki, pośmiać się ze śmiesznych min jej synka...A teraz nawet nie
          mogę być przy niej i jej przytulić, i popłakać razem a nie udawać
          jak co niektórzy, że nic się nie stało...że jest w końcu młoda, że
          jeszcze będzie miała dzieci...Dzieli nas wielka woda...

          Przepraszam, że piszę o "swojej i nie swojej" historii. Chcę Ci
          podziękować za Twój wątek, za to że opisałaś swoje przeżycia...
          Po śmierci Krzysia, dowiedziałam się, że jestem czwartym dzieckiem
          mojej mamy...ja "pierworodna, wiele lat wyczekiwana"...jak zawsze
          powtarzali z uśmiechem rodzice...

          Przesyłam najcieplejsze myśli wspaniała Mamo 3 Aniołków.

          • elapieczus1 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 12.02.08, 12:14
            Agnieszko co u Ciebie dawno sie nie odzyawłaś
            Aniołki(*)(*)(*)
            • elapieczus1 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 22.01.09, 13:03
              dziś Dorianek miałby imieninki(*) pamiętamy
              • danusia1958 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 22.01.09, 23:14
                (**********) w pamiętaniu


                babcia Aniołka Natalki
    • kersten111 Ważne! Przeczytaj! 13.09.09, 02:29
      Kochani, jestem całym sercem z każdym z Was, kto cierpi z powodu choroby dziecka. Chciałabym podzielić się z Wami czymś, co mi bardzo pomogło. Jeszcze niedawno bałam się o życie i zdrowie swojego maleństwa. Niespodziewanie odnalazłam coś, co bardzo mi pomogło i już dziś mogę powiedzieć, że spełniło się to o co tak bardzo prosiłam, bo o niczym innym wtedy nie myślałam, aby tylko moje dziciątko żyło było zdrowe. Mam tu na myśli przecudną modlitwe, która nazywa się NOWENNA POMPEJAŃSKA. Polecam ją każdemu z Was, kto potrzebuje jakiejkolwiek pomocy. Uwierzcie mi Kochani, ta modlitwa działa cuda. Jestem żywym świadectwem na to, a możecie poczytać również o świadectwach innych ludzi, którz ją odmawiali. Możecie znaleźć ją w internecie. Zaufajcie Mateczce Najdroższej, Ona nie odrzuca niczyich próśb i nikogo nie pozostawi w potrzebie.
      Zaufajcie mi tak, jak ja zaufałam tej modlitwie. Jestem całym sercem z Wami i Waszym małymi Aniołkami. Pozdrawiam Was serdecznie!
      • vanilia_cz Re: Ważne! Przeczytaj! 31.01.10, 14:10
        Zaufajcie Mateczce Najdroższej, Ona nie odrzuca nic
        > zyich próśb i nikogo nie pozostawi w potrzebie

        Ta mateczka najdroższa odrzuciła moje prośby i zostawiła mnie w potrzebie,
        zabrała mojego ukochanego synka! wam tez to zrobiła, jesli wogole mam wierzyc w
        te brednie o mateczce, jej synku i bogu! i ze to oni zabrali moje malenstwo!
        • vanilia_cz Re: Ważne! Przeczytaj! 31.01.10, 14:13
          zeby nikt mnie zle nie zrozumiał, nie wierze w to ze bog zabral moje dziecko ani
          w to ze matka jezusa moze juz cokolwiek zdzialac po takiej tragedii. wierze w
          Boga, nie wierze w bogow ktorzy mieliby ingerowac w nasze zycie.
          • elapieczus1 Re: Ważne! Przeczytaj! 29.06.10, 18:12
            Agnieszko co u ciebie myślę o Was
          • elapieczus1 Re: Ważne! Przeczytaj! 29.06.10, 18:15
            Agnieszko co u ciebie dawno się nie odzywałaś pozdrawiam
            serdecznie dla aniołków(*)(*)(*)
            • agaton30 Re: Ważne! Przeczytaj! 16.08.10, 23:18
              Witam
              Też Agnieszka:) i też...:(
              • vanilia_cz Re: Ważne! Przeczytaj! 17.08.10, 11:30
                agnieszko nie piszesz jjuz 3 lata, szkoda :( przeczytałam cały wątek po raz
                drugi, z ta róznicą ze teraz oczekuje drugiego malenstwa, z bólem w serrcu
                zastanawiam sie jak ty to przezyłas? wyobrazam sobie jaki potworny ból czułas po
                stracie dzieci. nie wyobrazam sobie zeby mnie spotkalo to po raz drugi, a
                trzeci? światełka dla naszych aniołków [*][*][*] moze sie jeszcze kiedys odezwiesz:)
    • frania_97 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 15.10.10, 23:08
      Współczuje ja straciłam jedno w 5 miesiącu ciąży miałaby na imie Weronika i 7 lat. Teraz planuje dziecko ale cholernie się boje że to może sie powtórzyć. Kurcze jesteś naprawde bardzo silna psychicznie .
      Przykro mi bardzo i wiem co przeżywasz.
      Trzymaj się jakoś i spróbuj nie zwarjować .Nie chce dawać Tobie rad ale mi pomogła jedna rzecz wyjechałam na pół roku za granice do pracy .Mogłam pomyśleć nad tym wszystkim wśród ludzi którzy mnie nie znali i niewiedzieli dlaczego wieczorami płakałam.Przyjechałam do Polski z nowymi doświadczeniami , dobrą znajomoscią języka obcego .Pozdrawiam ,pamiętaj nie jesteś sama w tym bólu jest nas więcej.
    • my_madzia2010 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 16.10.10, 12:43
      Ja pier.... masakra...
      mamy podobny bilans...u mnie pierwsze dziecko poronione w 8 tygodniu ciązy...drugie dziecko córka Marta jest z nami ma 12 lat trzecie dziecko martwo urodzone zmarła nam teraz 23 sierpnia...córcia Madzia...wiem co czujesz...i tak na prawde nie wiem co mam Ci napisać...

      przytulam Cie mocno!!!!
      • agaton30 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 01.12.10, 20:00
        Czy ktoś zna kontakt do Agnieszki? Jej nie obecność jest już bardzo długa, może nowa nadzieja i spełnione szczęscie? oby!!!
        • ihaha6 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 13.06.12, 13:10
          Witam Was ponownie.
          Dzis wrocilam do tego forum, w 10 rocznice smierci Doriana. Czytam od rana Wasze wszystkie dobre slowa i poplakuje sobie.
          Musze sie zebrac w sobie by napisac wiecej...
          Dziekuje za pamiec.
          Agn, Mama 3 Aniolow
          • martusia81 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 19.06.12, 21:25
            Przez ostatnie 7 lat sledze ten watek... Agnieszko napisz co u Ciebie.
            Dla Doriana (*)
            • lasombradelviento Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 01.07.12, 23:28
              dla Twoich Synkow (*)
              • lasombradelviento Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 06.11.12, 23:24
                pamieci Twoich Dzieci (*)
      • sylwia2758 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 04.06.11, 22:22
        Witam przeczytałam wszystkie wątki widzę że nie jestem sama opowiem wam mą historie.Jestesmy z mezem 4 lata po ślubie długo staraliśmy sie o dziecko byly leki hormony w tabletkach i w plastrach cuda na kiju wkoncu pani gin stwierdzila jesli po laparoskopii nie zajde czeka mnie inseminacja a jak nie to invitro,pewnego dnia maz zauwazyl pelen plac bez wlosów na głowie okazało się że leki tak mi pomogły byłam umówiona z ordynatorem na wizytę na przyjęcie do szpitala była to Pani pytając mnie kiedy była ostatnia miesiączka powiedziałam że mam 3 tygodnie opóźnienia to powiedziała ,,to może pani w ciąży,, ja do niej może?? Powiedziała że nie zabada mnie ginekologicznie bo jestem przy kości i może nie wyczuć zarodka dała skierowanie na krew co okazało się wielkim szczęściem że jestem w ciąży była wielka radość i szczęście wiedziałam że będzie to córeczka.Ciąża przebiegała książkowo w dniu 21-05-2010 poszlismy na usg 39 tc okazało się że jest wielowodzie i trzeba zrobić cięcie cesarskie jak najszybciej i duża waga córci 23-05-2010 o 12:20 usłyszałam płacz swej córci śliczna pulchniutka 4468 g i 59 cm.Rośnie rozmija się bardzo dobrze po 4 miesiącach po ciąży okazało się że znów jestem w ciąży chwile zastanawialiśmy jak damy sobie radę dwóch urwisków od razu czy będzie wszystko dobrze jak rana po cięciu to wytrzyma,a potem była sama radość wiedziałam że to synek będzie to czułam w 10 tc dostałam krwawienia trafiłam do szpitala odkleiła mi się kosmówka udało sie uratować ciążę synek rósł do dnia miał wszystko kupione przygotowaliśmy wszystko dla niego 21-05-2011 zrobiliśmy urodzinki Madzi czułam tylko niepokoj balam sie czegoś nie mogłam spać w 22-05-2011 niedzielę wstałam i bolał mnie brzuch i nagle dostałam krwotoku mąż zawiózł mnie do szpitala to był 33 tydzień zrobiono mi usg i już widziałam że serce mego syna nie bije rozpłakałam się poprosiłam lekarza by ratował dziecko szybko cesarka jak obudziłam się pytałam o synka nikt mi nic nie chciał powiedzieć lekarz powiedział że jutro ze mna porozmawia ja wiedziałam że coś jest nie tak co okazało się że jak synka wyciągneli o 9:55 już nie żył udusił się w nocy gdy ja spałam on walczył o życie miałam całkowitą ablację łożyska był reanimowany 20 minut ale nic nie dało ochrzczono go nadano mu imię Piotr a my mielismy mu dać na imię Bartosz itak maż dał jak był w USC po akt. Widziałam Bartusia mojego miał 2700 g śliczny wyglądał jakby spał podobny do swojej siostrzyczki pochowaliśmy go w dzień matki jak ustalał maż date pogrzebu nie wiedzieliśmy co to za dzien wiec mam okropne daty dzien przed corki urodzinami zmarł Nasz synek i w dzien matki pogrzeb czy wiecej trzeba.Wiem z e musze byc dzielna mam dla kogo zyc maz i corka mnie potrzebuja kocham ich ale tesknie za synkiem mam wrazenie ze on czeka na nas bysmy przyszli i zabrali go do siebie na 5 lipca miałam termin porodu najgorsze sa wieczory i niedziele kiedy to wszystko powraca jak mam zyc gdy serce peka mi z bolu zalu i rozpaczy czemu Bog nas tak pokaral dlaczego zabrał właśnie jego.
    • annamarcela Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 30.06.11, 21:22
      Strasznie ci współczuję:( Życie jest tak okrutnie niesprawiedliwe:(
      Przytulam ciepło - Monika - mama Karolka - 3,5 letniego aniołka.
      Dla twoich dzieciątek \*/ \*/ \*/.
      • sylwia2758 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 02.07.11, 12:45
        Wczoraj odebrałam wyniki z łożyska i wszystko było prawidłowe w poniedziałek będą z sekcji zwłok zbliża się termin na który miałam wyznaczony poród 5 lipca pytam się DLACZEGO czy ktoś mi odpowie dlaczego moje dziecko mój synek. ból jest okropny nie dozniesienia jak mam życ tak za nim tesknie dusze diabłu bym oddała by móc go przytulić ucałować i powiedzieć jak bardzo go KOCHAM Bartuś gdzie jesteś???
        "A JEŚLI PEWNEGO DNIA BĘDĘ MUSIAŁ ODEJŚĆ? CO WTEDY?NIC WIELKIEGO POSIEDZĘ TU SOBIE I NA CIEBIE POCZEKAM.KIEDY SIĘ KOGOŚ KOCHA TO TEN KTOŚ NIGDY NIE ZNIKA TYLKO SIEDZI GDZIEŚ I CZEKA NA CIEBIE".....
        SYNKU DZIELI TYLKO NAS CZAS......
        • sylwia2758 Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat 06.07.11, 09:05
          Kochana mamo,
          wiem, że mnie nie widzisz, nie słyszysz i nie możesz dotknąć. Ale ja
          jestem...istnieję ...w Twoim życiu, snach, Twoim sercu...Istnieję.
          Kidy byłem tam na dole ,w Twoim ciepłym brzuchu godzinami
          zastanawiałem się,
          jak to będzie kiedy będę już przy Tobie, w tym miejscu o którym
          powiadałaś
          gładząc się po brzuchu wieczorami kiedy chyba nie mogłaś zasnąć.
          Ja wsłuchany w Twoje opowieści i kojący głos chłonąłem każde
          słowo ,każdą
          informację, a potem cichutko, że by Cię nie obudzić, kiedy wreszcie
          zasypiałaś...marzyłem. Wyobrażałem sobie te wszystkie cudowne
          miejsca i Ciebie
          ,jak wyglądasz...
          Patrzyłem na swoje dziwne nóżki i rączki u których nie wiem czemu
          było po
          dziesięć palców i zastanawiałem się czy jestem do Ciebie podobny.
          Chyba nie –
          myślałem – bo Ty pewnie jesteś piękna, a ja taki dziwny..
          pomarszczony...no i
          po co mi te dziesięć palców?
          A potem się wszystko jednego dnia zmieniło.
          Płakałaś głośno głaszcząc brzuch i już nie było opowieści. "To nie
          może być
          prawda" -mówiłaś godzinami. Słuchałem teraz jak płaczesz, krzyczysz,
          prosisz i
          błagasz.. A ja nie wiedziałem o co i dlaczego?
          Chciałem Cię bardzo pocieszyć więc wywracałem fikołki, żebyś
          poczuła, że ja tu
          jestem i Cię kocham. Ale wtedy ty płakałaś jeszcze bardziej.
          A potem nadszedł tez straszny dzień. Zobaczyłem, że ktoś świeci mi
          po oczach,
          straszne światło wpadło w głąb Ciebie. I nagłe wszystko zrobiło się
          czarne. A
          mnie coś wyciągnęło. I zrobiło się cicho. Ktoś trzymał mnie na
          rękach, ale to
          nie byłaś Ty. A potem usnąłem i kiedy otworzyłem oczy, wszystko
          wokoło mnie
          zalewał błękit we wszystkich odcieniach. Byłem ten sam, mały
          pomarszczony, z
          dziesięcioma palcami u rąk. Ale Ciebie nigdzie nie było.
          Obok mnie siedział mały rudy chłopczyk. Witaj – powiedział i
          uśmiechnął się do
          mnie.
          Gdzie moja mama? - zapytałem. On wtedy opowiedział mi wszystko. Że
          nie każde
          dziecko trafia do swoich rodziców. Że to nie ma związku z tym jak
          bardzo mnie
          chcieli i kochali, że teraz tu jest moje miejsce, pośród innych
          małych Aniołków.
          Że będzie mi teraz Ciebie Mamo, brakowało, ale musimy oboje nauczyć
          się żyć
          bez siebie. I musiałem nauczyć się tak żyć. Nie, nie było mi łatwo.
          Płakałem
          tak jak Ty. I cierpiałem tak jak Ty.
          Ale jest mi tu naprawdę dobrze. Mam tu wielu przyjaciół, wiele
          zabawy i
          radości. Ale nie szalejemy całymi dniami na łące, mamo. Pomagamy
          starszym
          ludziom przeprowadzić ich na spotkanie tu w niebie. Znajdujemy ich
          rodziny,
          mężów, dzieci, żeby mogli się spotkać tu w niebie. Możesz być ze
          mnie dumna,
          mamo. Jestem grzecznym Aniołkiem, naprawdę. No...czasami tylko
          robimy sobie
          psikusy i troszkę rozrabiamy..
          Wiesz kiedy się tu znalazłem jeden Aniołek ,mój Przyjaciel
          wytłumaczył mi że
          nie mogę się skontaktować z Tobą osobiście. Czasem tylko wolno mi
          pojawić się
          w Twoich snach ...nic więcej.
          Ostatnio jednak zacząłem się robić przeźroczysty. I skrzydełka mi
          nie działają
          tak jak kiedyś. Mój Przyjaciel popatrzył na mnie smutny i...zabrał
          mnie na
          ziemię. Usiedliśmy na białym krzyżu i nagle Cię zobaczyłem.
          Wiedziałem że to
          Ty. Poznałem Twój głos. Stałaś tam w deszczu i płakałaś. Powtarzałaś
          ze bardzo
          cierpisz...tęsknisz... Przyjaciel popatrzył na moje skrzydełka i
          powiedział że
          musimy coś z tym zrobić, bo nie możesz tak dalej cierpieć. Musisz
          żyć, bo
          wobec Ciebie jest jeszcze wiele planów. Bo są gdzieś dzieci którym
          musisz
          pomóc przejść przez życie i otoczyć je miłością tak wielką, jak tą
          która
          powoduje teraz Twój wielki ból. Więc piszę, mamo ten list. Pierwszy
          i ostatni.
          Musisz wziąć się w garść, uśmiechać ,żyć. Ja Cię bardzo mocno kocham
          i wiem że
          to z mojego powodu płaczesz ale tak nie można. Każda Twoja łza
          powoduje, że
          moje skrzydełka znikają. Kiedy Ty się poddasz, ja też zniknę. Tu na
          górze
          istnieję dzięki tobie i Twoim myślom o mnie. Ale tylko tym dobrym
          myślom. Mamo
          uśmiechaj się częściej. Każdy Twój uśmiech to dla mnie radosna
          chwila. Dzięki
          Tobie mogę jeszcze zrobić tyle dobrego.
          Proszę, mamo, żyj dalej. Nie jesteś sama ...pamiętaj o tym. Nie smuć
          się bo
          smutek powoduje, że znikam. Pamiętaj, że ja jestem cały czas przy
          tobie.
          Kocham Cię mamo..."
Inne wątki na temat:
Pełna wersja