Jak rozmawiać z matką umierającego dziecka?

29.10.05, 00:06
Dziewczyny, podczytuję Was od czasu do czasu i od paru miesięcy przełamuję
się, zeby napisać. Problem - jak w tytule. Koleżanka (niedawno poznana, matka
kolegi przedszkolnego mojej córki) ma starszego synka nieuleczalnie chorego.
Sama mi o tym powiedziała. Nie wiem, jak z nią o tym chłopcu rozmawiać. Nie
chciałam unikać tematu (ona nie unika). Myślałam, ze jestem wścibska, i że
powinnam dać sobie spokój. Ale kiedy poczytałam o rozmawianiu o dziecku
utraconym, pomyślałam, ze o chorym też trzeba. Tylko jak? Dzieciak jeździ na
wózku, ma 6 czy 7 lat, kontakt jak z niemowlęciem. Napiszcie mi coś, proszę.
    • agablues Re: Jak rozmawiać z matką umierającego dziecka? 29.10.05, 09:16
      Normalnie.
      Tylko bez frazesów i "dobrych rad".
      aga
    • aduniam Re: Jak rozmawiać z matką umierającego dziecka? 29.10.05, 09:46
      Trzeba rozmawiać i nie unikać tego tematu gdyż ta mama jest na codzień z tym
      chłopcem i potrzebuje rozmowy bo to właśnie jest jej życie i zmaganie się z
      codziennością,tak trudną a zarazem oddaną bezgranicznie i do samego końca jest
      zawsze nadzieja.Najważniejsze aby nigdy nie rozmawiać tymi słowami :tak ja
      ciebie doskonale rozumie-nigdy nie jesteśmy wstanie zrozumieć całości
      cierpienia drugiej osoby czyli rodzica chorego dziecka i to bardzo ich
      denerwuje.My sami nie wiemy,jak się zachować gdy pojawi się osoba ,która cierpi
      lub spotakało ją straszne nieszczęście.Uciekamy od tego tematu i udajemy że nic
      się nie stało i to jest najgorsze co można zrobić .Sama wiem jak boli kiedy
      czasem znajomi i rodzina udaje że nic się nie stało .A moja kochana córeczka
      była i jest nadal w naszych sercach i nikt i nic tego nie zmieni.Potrzebuje
      rozmawiać bo ona to część naszego życia ,ale ludzie boją się rozmawiać poprostu
      lepiej im jest udawać i oszukiwać samych siebie że jest ok.Zycie doświadczyło
      mnie najboleśniej jak mogło .Pracując z dziećmi i z rodzicami dzieci chorych
      wiem jak trudno jest im w życiu i wiem że nie można unikać tematu.Wspierać
      nawet tylko rozmowom a to ,bardzo dużo daje.Pamiętajcie nigdy nie miejcie lęku
      przed rodzicami dzieci chorych i utraconych !!!ONI WAS Potrzebują.Pozdrawiam
      Asia.
      • mamawikusia Re: Jak rozmawiać z matką umierającego dziecka? 29.10.05, 16:26
        Normalnie... chocby nie wiem jak to dziwnie teraz zabrzmiało...normalnie,
        ja bardzo lubiałm rozmawiać z ludzmi którzy nie pouczali mnie, nie mówili "
        rozumiem" i przede wszystkim potrafili oprócz choroby Wiktorka dostrzec to że
        ma np. prześliczne wielkie oczy i włoski jak duża dziewczynka:)
        matka patrzy na swoje dziecko zawsze jak na najpiękniejszą i najkochańszą
        istote na ziemi a nie jak na dziecko które jest upośledzone itd.
        • anna-pia Re: Jak rozmawiać z matką umierającego dziecka? 30.10.05, 20:59
          Bardzo wam dziękuję. Nie sądziłam, że to aż takie proste.
          • ekaczmarczyk Re: Jak rozmawiać z matką umierającego dziecka? 03.11.05, 09:30
            Napewno rozmawiać.
            Ja nie moge zrozumieć jednego, że jeżeli tylko wejdę na temat mojego dziecka to
            od razu wszyscy znajomi zmieniają temat, a dla mnie jest temat na który
            mogłabym rozmawiać godzinami.:(
    • ewa2000 Re: Jak rozmawiać z matką umierającego dziecka? 03.11.05, 16:16
      To nie jest sprawa prosta - ja, choć jestem lekarzem od ponad 20 lat- i
      przeprowadzam sporo takich rozmów nigdy się tego nie nauczyłam.
      • zzz12 Re: Jak rozmawiać z matką umierającego dziecka? 03.11.05, 23:21
        ..bo nas tego nikt nie uczy... A to nie tylko jest kwestia empatii i wyczucia,
        ale przede wszystkim wyuczenia (mowie o lekarzach). tego powinno porzadnie
        uczyc na studiach i cwiczyc, cwiczyc... Lubie ogladac serial "Ostry dyzur", bo
        pomijajac fabule, interesuje mnie sposob, w jaki lekarze rozmawiaja z
        pacjentami, poczawszy od sposobu zbierania wywiadu, a na przekazywaniu trudnej
        prawdy skonczywszy.
Pełna wersja