Kolejny 1 listopad z Jagodą

31.10.05, 11:44
To już drugi 1 listopad z Jagodą. Jeszcze trzy lata temu moje zycie było
bardzo poukładane. Najpierw studia, ślub, praca i
dziecko. Trzy pierwsze cele osiągnęłam. Zaczeliśmy sie starać o
dziecko. W lipcu dowiedzieliśmy się że będziemy rodzicami. Wielka
radość pomieszana obawami jak sobie poradzimy w nowej roli. Wszystko
przebiegało książkowo. Mogłam pracować, czułam się dobrze tylko te
mdłości. W 24 tc zaczął mnie boleć brzuch. Poszłam do lekarza i
okazało się że na usg nie widać dziecka. Nie miałam wód płodowych.
Natychmiast skierowanie do szpitala i kroplówki dzień i noc. Po
kilku dniach wody płodowe uzupełniły sie na tyle, że możnabyło
zobaczyć że nerki sa trochę powiększone. Skierowano mnie do łodzi do
CZMP. Przewieziono mnie tam karetką. W łodzi zostałam przyjęta na
oddział matczyno - płodowy gdzie są same beznadziejne przypadki z
całej Polski.Po kolejnym usg znowu stwierdzono brak wód. Ale ja nie
czułam żeby odeszły. Skierowano mnie na zabieg amnioinfuzji czyli
uzupełnienie wód przez wbicie igły przez brzuch do macicy i
wstrzykiwanie odpowiedniego roztworu. Po zabiegu prof. który
wykonywał ten zabieg zrobił mi usg ale nic mi nie powiedział. Na
drugi dzień miałam konsultacje z nefrologiem, który to przekazał mi
wiadomość, że z mojego dziecka to juz nic nie będzie, ale żebym się
nieprzejmowała bo jestem jeszcze młoda i że może z drugim mi wyjdzie
a jak nie to z trzecim. Nic wtedy nie powiedziałam bo zwyczajnie to
do mnie nie dotarło i myslałam że chyba pomylili pacjentki. Potem
były kolejne konsultacje z genetykami i usg które robiła Pani prof.
Respondek - Liberska. Trwało ponad godzinę, zrobiła dziesiątki zdjęć
mojej córci, przebadała moje nerki i - potwierdziła diagnozę. Nie
będę pisała co przezywałam. Naszczęśćie został ze mna mój mąż i cały
czas był w szpitalu i chodził ze mna na wszystkie zabiegi i
konsultacje. W końcu zostałam wypisana i wróciłam z niczym do
Tarnowa.Miałam dwa rozwiązania albo córeczka umrze i ją urodzę albo urodzę i
umrze. Po dwóch tygodniach urodziłam córeczkę w
30 tc. Nie było przy mnie męża ale była ciocia która jest położną.
Jagoda ważyła 1590 i miała 35 cm. Była śliczna, zupełnie łysa i
miała strasznie malutkie rączki. Urodziła się nieprzytomna dostała 1
pk. Ksiądz ja ochrzcił.i po 50 minutach odeszła. Nigdy jej już nie
widziałam. Nie byłam na pogrzebie. Nie mogłam. Musieliby mnie razem
z nią pochować.święta Bożego Narodzenia bez życzeń, choinki, prezentów pełne
płaczu i smutku.
Kiedy doszłam do siebie na tyle żeby wyjść z domu zaczeły się
wędrówki po lekarzach. Genetycy, nefrolodzy itp. W końcu trafiłam do
polsko - amerykańskiej kliniki płodności w Krakowie do prof. Klimka.
Znów badania, wywiady i w kwietniu dostałam zielone światło. Udało
się byłam w ciąży. I znów schody - tabletki, zastrzyki żeby tylko
nie stracić dziecka. Po ośmiu miesiącach strachu, niepewności 2
stycznia 2005 r. w Tarnowie urodziła się Amelka 3450 i 56 cm.-
usmiechnieta od dnia urodzenia.
Mimo wszystko zawsze pamiętam o Jagodzie bo przeciez nikt mi jej nie
zastąpi. Kocham ją tak samo mocno jak Amelkę, tęknię, płacze ale mam dla kogo żyć.
Muszę żyć dla Amelii.
    • aniasp1 Re: Kolejny 1 listopad z Jagodą 22.06.06, 11:13

      Własnie przeczytałam Twoj post, łza sie w oku kręci, tym bardziej, ze moja
      przyjaciółka, też Agata, dzisiaj otrzymała ostateczną diagnozę, ze dziecko, nie
      ma nerek, pęcherza, za malo wód i ogólnie same tragiczne wiadomości.
      Ale Twoje zdjęcie z Amelką działa jak balsam dla ducha,
      daje nadzieję, chociaz doskonale zdaję sobie sprawę, że jeszcze najgorsze przed
      Agatką.
      pozdrawiam i dzieki za ta historię,
      Ania
    • marcysiaw1 Re: Kolejny 1 listopad z Jagodą 23.06.06, 18:02
      Hej! Jestem coprawda z innego forum ale niechcacy tu weszlam zeby byc choc
      przez chwile z Wami! Twoja historia jest bardzo smutna az sie poplakalam. Ael
      zdjecie z Amelka rzeczywiscie dziala jak balsam. Masz piekna coreczke i
      najwazniejsze ze zdrowa. A ze Jagodki nikt Ci nie zastapi to jest oczywiste.
      trzymajcie sie cieplutklo! Jestem z Wami.
      Pozdrawiam
      Marta
Pełna wersja