Dodaj do ulubionych

Włosi nie chcą ratować wcześniaków

04.02.06, 12:22


www.nowydzien.pl/nowydzien/1,70091,3147429.html
bez komentarza...
Obserwuj wątek
    • koziolkowa11 Re: Włosi nie chcą ratować wcześniaków 04.02.06, 16:23
      czytam i płaczę... Jaśku urodził się w 26 t.c.
      Pamiętam słowa pani neonatolog, która się nim opiekowała.Powiedziała,że niektóre
      wcześniaczki mają w sobie taką wolę życia, że zaskakują wszystkich... i jak to
      się ma do tego co robią Włosi... powiem jeszcze, że nie zazdroszcze lekarzom,
      którzy przez jakiś przepis będą musieli podejmować taką decyzję, bo ja bym nie
      potrafiła...
    • kalpa Re: Włosi nie chcą ratować wcześniaków 05.02.06, 07:39
      Jestem siostrą takiego cudem wydartego śmierci wcześniaka. Urodziła się w
      krytycznym stanie w szóstym mc, ważyła 680 gr.
      Kocham ją bardzo.
      Ale wiem, że jej życie ma swoją cenę, którą przede wszystkim ona sama płaci.
      Wiem, że niełatwo jej bedzie w życiu dorosłym.
      I powiem Wam szczerze, że z jednej strony włos mi się jeży na głowie na myśl, że
      gdyby nie ratunek i walka lekarzy to by jej nie było, ale z drugiej strony mam
      świadomość ile przeszła, jakie są pozostałości tego wcześniactwa.
      I dlatego nie zabieram glosu w dyskudji, choć rozumiem też podejście lekarzy.
      Wiadomo, że matka kocha i walczyć bedzie.
      Nie zawsze wie, jakie będą konsekwencje. Po latach.
      Egoistycznie dziękuję wszystkim, którzy uratowali jessi, bo dzięki temu mam
      fajną siostrę.
      czy ona pewnego dnia nie wykrzyczy mi w twarz, że zmusiliśmy ją do zycia w
      pokaleczonym ciele - tego dziś jeszcze nie wiem.
      Może kiedyś bedzie na mnie zła za te wszystkie modlitwy, zeby się udało. Bo to
      ona musi zmierzyć się ze swoim kalectwem.
      Ale póki co jest jeszcze mala, więc jeszcze wystarcza jej nasze kochnaie jej i
      nasza akceptacja
      pozdrawiam cieplo
      kalpa
      • anetuchap Re: Włosi nie chcą ratować wcześniaków 05.02.06, 13:20
        Bardzo mądrze napisałaś.
        To nie jest sprawa prosta i oczywista. Trudno się na ten temat wypowiadać.
        Rodzicom trudno jest pozwolic dziecku odejść, choć ono już nie ma siły
        walczyc to rodzice, za wszelką cenę, chcą by ratować jego życie.
        Myślę, że Twoja siostra będzie wdzięczna losowi, że dał jej życie.
        Ma kochającą rodzinę, a ułomności ciała można jakoś oswoić.
        Najważniejsze, gdy widzi w Waszych oczach miłość i akceptację.
        Mam córeczkę, wcześniaka z mpdz i wiem, że ona cieszy się życiem
        i kiedyś podziękuję tym ludziom, którzy uratowali jej życie.
        Uściskaj siostrzyczkę ode mnie.

        Pozdrawiam
        Aneta
    • aniao3 z listopadowej Marie Claire 07.02.06, 22:57
      jest tam artykul "Urodzone za wczesnie by zyc"
      o takich malutkich, maciupenkich wczesniaczkach. I kilka optymistycznych
      historii o dzieciach uratowanych z 25 - 30 tc, ktore rosna, maja sie dobrze i
      sladu po tym wczesniactwie nie ma. Bardzo to krzepiace przyklady. Ale sa tez
      inne historie wplecione w tekst, ktore takie krzepiace juz nie sa.
      I na koniec:
      "Prof. Maria Szymankiewicz neonatolog z Poznania do dzis pamieta swoja pierwsza
      reanimacje wczesniaka.
      - Bylam bardzo dumna, ze go uratowalam - opowiada. Ale po poltora roku
      zobaczyla to dziecko w szpitalu: nie mowilo, nie chodzilo, bylo niewidome. -
      Matka podeszla do mnie i zapytala: "Co mam teraz robic?". Wtedy sie
      rozplakalam. Jednak wciaz staram sie walczyc o kazde dziecko do konca. Bo nigdy
      nie wiem jaki to moze przyniesc skutek"

      Medycyna daje nam dzis ogromne mozliwosci, ktore niekiedy staja sie
      blogoslawienstwem, a niekiedy przeklenstwem...
      sciskam
      anka
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka