temeryszek
07.03.06, 00:27
Ula - w zasadzie nigdy jej tak nie nazywaliśmy. Mówiliśmy Uleńka, Ulka,
Urszulka. Ale to imię brzmiało mi w uszach jak dzwoneczki, a gdy zamykałam
oczy, widziałam słońce i ciepły piasek na plaży. Kochaliśmy każdą myśl o Uli.
Każde jej poruszenie się we mnie przyjmowałam jak największy dar niebios.
Czekaliśmy na naszą córeczkę z utęsknieniem. I kiedy się już urodziła, kiedy
zobaczyliśmy ją pierwszy raz, kiedy ją powąchaliśmy i ucałowali, oniemieliśmy
z tej miłości, radości, wzruszenia.
I kiedy zostaliśmy z nią sami, gdy położne piły kawę zmęczone długim dniem
pracy , nie zauważyliśmy, że nasza córeczka nie oddycha. To było jeszcze na
sali poporodowej, gdzie leżałam na obserwacji. Ale nie było z nami nikogo z
personelu.
Nie potrafię opisać tego, co czuję. Nie wiem, jak jescze żyję, dlaczego mogę
jeszcze żyć po tym, jak pozwoliłam mojej córeczce zasnąć na zawsze przy mojej
piersi - tam, gdzie miała czuć się najbezpieczniej.
Ula została zreanimowana. Żyła jeszcze pięć miesięcy. Silna spastyka, brak
odruchu ssania, połykania, brak jakiejkolwiek reakcji na nasze głosy, na
światło. Rehabilitacja,ściąganie pokarmu, karmienie, rehabilitacja... Nie
potrafię opisać naszej rozpaczy.
Mieliśmy córeńkę, księżniczkę najpiękniejszą. z rurką w brzuszku.
Ula 12 marca skończyłaby dwa latka.
Żyjemy od nowa, inaczej. Niemal tak jakby nigdy nie istniała. Na początku
wracałam na forum niemal każdego dnia, ale potem obudził się we mnie bunt, że
ja tak nie chcę, nie mogę dłużej.
Nie wiem, drodzy forumowicze, czy mozecie mnie zrozumieć, ale ja zawsze
czułam, że nie jestem nawet godna, by tu pisać. Większość z Was miała, ma
chore dzieci. A moja Uleńka urodziła się zdrowa - 9 punktów w skali Apgar.
Obsesyjnie pytałam lekarzy, czy mogłam wyrządzić jej krzywdę. Czy mogłam ją
udusić? Nikt nie chciał ze mną na ten temat poważnie porozmawiać. Pytano, czy
przechodziłam infekcję w ciaży. Lekarka z Polnej w Poznaniu, gdzie
przewieziono Uleńkę, stwierdziła obecność jakiegoś płynu w płucach. Nie
powiedziano mi nigdy, czy się zachłysnęła? Nie dała przecież żadnego znaku,
nawt nie kaszlnęła. Myśleliśmy, że tak słodko śpi.
Dopiero w Centrum Zdrowia Dziecka lekarka kazała przestać mi się obwiniać,
powiedziała, że zdrowy noworodek ma odruchy obronne, że musiałabym położyć się
na Uli, by wyrządzić jej krzywdę. Te słowa bardzo mi pomogły.
Ula ma młodszą siostrzyczkę, Zosię. W tej ciąży, dopiero w 32 tyg., wykryto u
mnie cukrzycę. Nie można wykluczyć, że w ciąży z Ulą również byłam chora. I
Ula, po porodzie, mogła zasłabnąć z powodu spadku poziomu cukru we krwi.
Proszę Was dosłownie o jedną myśl o Uleńce. Tak by choć przez te kilka dni
była na tym świecie trochę bardziej
Uleczko, wybacz mi