Prosba o pomoc

26.03.06, 11:23
Witam mamy i tatusiów, szczególnie rodziców chorych dzieci.
Piszę ten post, ponieważ zmusiła mnie do tego nasza sytuacja. Mamy dwuletnią
córkę, która jest chora (wrodzone zwichnięcie stawów biodrowych). Przy
standartowych badaniach przesiewowych (po porodzie i w 2 miesiącu życia)
wykryto u niej dysplazję stawów biodrowych. Zalecono noszenie pieluszki
Frejki. Po 2 miesiącach, tak jak zalecili lekarze, poszłyśmy na kontrolę,
lekarz był bardzo niezadowolony ze stanu bioderek i zalecił RTG. Zdjęcie
wykazało obustronne zwichnięcie stawów biodrowych. Skierowano nas do
przyszpitalnej przychodni preluksacyjnej w Białymstoku. Pojechałyśmy z myślą,
że pewnie zostaniemy w szpitalu. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu zbadano małą
i skierowano nas do domu z zaleceniem noszenia szelek Pavlika. Gdy spytałam
dlaczego od razu nie szpital, powiedziano, że tak małych dzieci nie
przyjmują. Teraz wiem, że nie chcieli nas przyjąć ze względu na to, że
karmiłam piersią, a rodzice w owym szpitalu nie mogą być z dziećmi całą dobę.
W innych klinikach od razu by nas położono do szpitala, obydwie. Ale cóż -
nie widziałam o tym i nie szukałam innego szpitala. Myślałam, że tak ma być.
W lipcu znów pojechałyśmy na kontrolę do tej samej przychodni - oczywiście
okazało się, że leczenie było nieskuteczne, a że mała skończyła pół roku i
ostatecznie mogłaby sie obyć bez piersi, chcieli ją od razu położyć do
szpitala. W międzyczasie dowiedziałam się, że lepsze warunki pobytu i
możliwości leczenia będą w innym szpitalu w B-stoku. Leczenie szpitalne (od
16 sierpnia 2004):
- 6 tygodni wyciągu ortopedycznego
- 6 tygodni gipsu typu "żabka"
- 6 tygodni gipsu typu "żabka"
- 6 tygodni gipsu z poprzeczką
31 stycznia 2005 pojechałyśmy na zdjęcie tego ostatniego gipsu i myślałyśmy,
że nałożą kolejny i zarazem ostatni, i że wszystko jest ok. Okazało się, że
jedno biodro jest ok, ale drugie - jeszcze gorzej jak było. Pomiędzy tymi
trzema gipsami oczywiście były robione badania i wszystko było w porządku.
Pomijam fakt, czy gips był dobrze założony czy nie, bo się na tym nie znam,
wiem tylko, że nóżki były w nim nierówne od początku jego założenia, ale
lekarze oglądali ją przed wypisem i wszystko było ich zdaniem ok. Lekarze
rozłozyli ręcę i kazali ponownie zagipsować małą na pół roku!!!
Po długich poszukiwaniach na własną rękę, z pomocą różnych ludzi, znajomych i
nie tylko, odnalazłam lekarza. Dopiero w Sosnowcu, ordynator oddziału
chirurgii ortopedycznej, po kilku rozmowach, postanowił podjąć się operacji
doprowadzenia nóżek Kornelii do pełnej sprawności.
W kwietniu byłyśmy na konsultacji w Sosnowcu, ustaliliśmy termin operacji na
początek lipca.
Operacja się udała – przynajmniej z technicznego punktu widzenia. Został
założony gips (na dwa miesiące). We wrzesniu pojechałyśmy na drugi, mniejszy
juz zabieg - on tez sie udał. W styczniu tego roku miałysmy kontrolę -
niestety okazało się że nóżka dotychczas nie operowana pogorszyła się i
trzeba będzie kolejnej operacji. Na szczęście nóżka operowana, czyli prawa
jest ok. Jedziemy do szpitala 2 kwietnia, 3 mamy być już na oddziale.
Dotychczas tylko raz prosiłam kogoś spoza rodziny i znajomych o pomoc -
własnie przez internet. Proszę teraz o pomoc po raz drugi.
Na wyjazd potrzebujemy:
- termosu z nietłukącego sie tworzywa - nasz termos zaginął w szpitalu
podczas ostatniego pobytu :( a niestety jest niezbędny
- pieluszek na dziecko o wadze 12-13 kilo
- kaszek mleczno-ryżowych, obojętne jakich smaków
Nie proszę o pieniądze. Utrzymujemy się co prawda z pensji męża i zasiłków na
dziecko z MOPS-u i nie jest lekko, ale lepiej czułabym się, gdybym mogła
prosić o jakies dary rzeczowe niż o pieniądze. Bardzo dziękuję za
zainteresowanie i pomoc.
Julia Kawałko
ul. Północna 26/10
16-400 Suwałki
Pełna wersja