quanda
26.03.06, 11:25
Dziś mjają dwa miesiące od urodzin naszego śpiącego, jak napisała któraś z
dziewczyn, Igorka. Był największym szczęściem, jakie mogło nas spotkać.
Bardzo, bardz cieszyliśmy się, że jest, z jego kopnięć, z faktu, że za chwilę
Go zobaczymy... Zobaczyliśmy, ale nie tak, jakbyśmy chcieli. 33 tc i
serduszko nie biło... Poród... Właśnie równo dwa miesiące temu. Było ciężko,
ale byliśmy RAZEM. I nasz Igorek pomógł. Pomógł bardzo. Fizycznie poród był
bajką. Ekspresowo i bez bólu. Mój mąż to wielki człowiek. Był ze mną w
najtrudniejszej chwili mojego życia i bardzo mnie wspierał. Razem urodziliśmy
naszego Igorka. Był śliczny i pewnie, jak mówi tatuś, byłby strasznym
łobuziakiem. Miał zadarty nosek (tatusiowy) i czarne (po mnie) włoski.
Oczywiście tatuś twierdzi, że wyjaśniałyby (on jest blondynem) :) Igorek dał
nam tyle szczęścia... Byłby (jest-ale w niebie, a nie na ziemi) wspaniałym
chłopcem. Bardzo Go kochamy i wierzymy, że kiedyś będziemy mogli Go tulić,
przewijać, kochać..., mówić jak bardzo jest nam bliski i jak wiele dał nam
szczęścia... I dał nam jeszce coś- nadzieję, wiarę, umocnienie naszej miłości.
Igorku, jesteśmy z Tobą, ja i Twój Tatuś i kochamy Cię. Dziewczyny, zapalcie
światełko naszemu Aniołkowi Igorkowi...