Wiktoria już gasła .....

07.04.06, 21:51
Niewiem co mnie skłoniło aby dziś odwiedzić forum na, którym zostały
wszystkie nasze smutki.
Dlaczego dziś, skoro Wiktoria odeszła od nas 12 maja 2004?
Gdy wyciągnięto ją na świat, była do tego zupełnie nie przygotowana, a w
dodatku odczterech tygodni nie rosła w brzuszku Ani.
To gdzieś chyba ok 10 zaaczeła szykować się do odejścia.
Przywitała się tylko póżniej z nami i odfruneła na nasze lewe ramie.
Jest tu znami i prosi by pisać o nadziei i pamięci.
Została tu na forum w najczystrzej postaci naszego bólu, bólu z tamtej
chwili skrzętnie zapisanego, do którego zawsze możemy wrócić, by poczuć
czym jest nadzieja.
Kwiecień i maj to dla mnie takie miesiące, w których pamięć tych dni wraca
jak żywa, napiszcie prosze co ukoiło wasz ból, gdzie dziś jest wasze
cierpienie.

Prusiu Tata Aniołka Wiktorii, maleńkiej Sary i oczywiście mąż Bilboa
Nadzieja czai się w zakamarkach życia.
    • agablues Re: Wiktoria już gasła ..... 08.04.06, 00:40
      Witaj Prusiu,
      Wiktoria jest obecna w moim sercu, i pewnie nie tylko w moim.
      Pytasz co ukoiło ból? Mnóstwo teorii ( moich własnych) tłumaczących dlaczego
      tak musiało być; wiara w to, ze musi być w tym jakiś sens, jeśli nawet ja go
      nie widzę; wiara, ze Ona jest - w innej postaci i jest Jej dobrze; czas,
      rodzina. Rana się zabliźniła, ale blizna wciąż jest, czasami nawet boli.
      Niebawem minie 2 lata...Kiedyś dni wydawały się wiecznością, a mijają lata.

      Pozdrawiam Waszą rodzinę gorąco, aga
      • iromanczuk Re: Wiktoria już gasła ..... 08.04.06, 18:40
        Witam!
        Nie zaglądałam już dawno na forum, ale właśnie dzisiaj coś mnie tu przyciągnęło
        i pierwsze co - przeczytałam to co napisałeś. Wydawało mi się, że mój ból i
        cierpnienie zostało ukojone, ale myliłam się. 27 maja minie rok odkąd nie mam
        ze sobą swojego synka. Właściwie to nigdy Go nie miałam. Urodził się w 34 tc i
        już nie żył. Przyczyną była pępowina. Tak bardzo czekaliśmy na nasze słoneczko,
        a los nam sprawił taki zawód. Mój ból jest tym większy, że nie możemy tak
        normalnie, beztrosko zaplanować ciąży. Nadzieją są inseminacje. No i właśnie
        Igor był wynikiem czwartej próby. Był już tak blisko nas, a jednak... Wczoraj
        odwiedziliśmy Go na cmentarzu i wróciły wspomnienia - okropne wspomnienia.
        Dlaczego tak musi być. Nic nie ukoiło mojego bólu i chyba nie ukoi. Mam za sobą
        kolejną próbę zostania mamą, ale zaczynam wątpić, czy jeszcze kiedyś będę w
        ciąży i urodzę dziecko. Zmieniliśmy otoczenie, mamy nowe mieszkanie i mnóstwo
        zajęć w pracy, a mimo to - wciąż zadręczam się myślami i jest mi okropnie
        źle... Przepraszam, że to piszę, ale chyba musiałam się wyżalić. NIe wiem już
        co robić? Pozdrawiam całą Twoją rodzinę. Iwona
    • kam.rat Re: Wiktoria już gasła ..... 08.04.06, 21:53
      dzisiaj mijają 2 lata odkąd urodzilam w 22 tygodniu moje maleństwo... co ukoiło
      mój ból-nic, nigdy go nie ukoi, po prostu nauczyłam się z tym zyc i chyba
      brakuje siły na bunt więc pokora sprawia, że trzeba żyć dalej, ale ciężko,
      bardzo szczególnie w taki dzień jak dzisiaj, szczególnie w święta wielkiej
      nocy, których niecierpię, bo w sobote wielkanocną wyszłam ze szpitala ale bez
      dziecka, bo jest tyle dni w roku gdzie myślę jakby to było gdyby...Płacze
      żadko, bo nie mam juz łez. I co mam się buntować, że prawie nikt nie wie, że
      dzisiaj powinnam kupować tort, palic świeczki na tort urodzinowy z zapraszać
      dzieci, dmuchać balony... a ja tylko mogę sobie usiąść przy komputerze i
      popisać, bo nawet nie mam gdzie świeczki zapalić...boże dlaczego? Dziękuję
      tylko za moja córeczkę, która ma 9 miesięcy i dkla niej muszę się śmiać, bawić,
      żyć i starać. Ale nawet kolejne dzieciątko, tak wyczekiwane nie ukoiło bólu po
      stracie pierwszego. Cierpienie chyba mam po prostu głębiej niż 2 lata temu. 8
      kwietnia, a właściwie 6 odkąd dowiedziałam się, że moje dziecko nie żyje już we
      mnie zawsze będą najbardziej okropnymi dniami w roku.
      Co mogę tobie powiedzieć, pozostaje życzyć duzo siły, pozdrawiam.
    • alana5 Re: Wiktoria już gasła ..... 11.04.06, 00:19
      Witaj Bartku. Smutki do nas wracają każdego dnia. Może czasem uda się "lepiej
      udawać" albo nawet samemu sobie wmówić, że jest dobrze, ale zawsze tylko na
      chwilę. Mój Czarek uciekł od cierpienia 13 lutego 2004, to już ponad dwa lata,
      a ja wciąż Go czuję przy sobie. Jest dla mnie Aniołem Stróżem.
      Pamiętam jak poznaliśmy się w czerwcu 2004 w Warszawie - to między innymi to
      spotkanie pomogło ukoić mój ból, odnaleźć nową drogę. Najpełniej moje życie
      buduje cel, coraz bliższy. W tym roku rozpoczniemy z Arusiem procedurę
      adopcyjną, więc może niedługo znów będziemy Rodzicami. I dla Tego momentu warto
      żyć.
      Dużo słońca dla Waszej Rodziny, Alicja
    • ewunia19-89 Re: Wiktoria już gasła ..... 22.08.06, 22:51
      Bardzo mi przykro z powodu Twojej córeczki ,ale będzie dobrze ,wręcz musi być
      dobrze!!! Napewno sobie pomyślisz ,łatwo jej mówić . Ale nie jest mi łatwo. Co
      prawda nie wiem co to znaczy stracić własne dziecko i nigdy bym sobie tego
      niewyobraziła ,ale bardzo dokładnie wiem co to znaczy stracić mamę i babcię 16
      miesięcy i 4 dni temu zmarła moja mama ,to było straszne ,takie nierealne ,tak
      bardzo długo po tym dochodziłam do siebie:-( A 3 i pół tygodnia temu odeszła
      moja babcia ,wiedziałam ,że choruje i cierpi ,ale nie byłam na to gotowa ,ona
      umierała na moich oczach ,a ja nic nie mogłam zrobić ,pogotowie jechało tak
      strasznie długo ,może gdyby przyjechali szybciej to by ją uratowali... Dlatego
      gdybym ja kiedykolwiek straciła własną cząśtkę siebie ,nie wiem co bym zrobiła.
      Pozdrawiam serdecznie:*
      ( www.mon-espace.blog.onet.pl ) Ewcia:)
    • ewunia19-89 Re: Wiktoria już gasła ..... 28.08.06, 22:30
      Pozdrawiam i mam nadzieję ,że jakoś się trzymacie???
Pełna wersja