basiaes
12.04.06, 07:11
Witajcie. W grudniu stracilam swoja nienarodzona jeszcze coreczke..., minelo
juz pare miesiecy, niby wszystko jest dobrze, niby.... na zewnatrz staram sie
nie okazywac tego jak na prawde sie czuje, chodze do pracy, odwiedzam
rodzine, smieje sie , ktos by powiedzial ze jest tak jak dawniej. Ale nie
jest. Co jakis czas nachodzi mnie taki potworny smutek, jakby serce mi mialo
zaraz peknac, ciagle o tym wszystkim mysle, o tym jak sie dowiedzialam ze
jestem w ciazy, pamietam jaka bylam szczesliwa chodzac z lekko widocznym
brzuszkiem. A potem...to wszystko...ja nawet nie potrafie z mezem o tym
rozmawiac, z nikim....Ciagle tez mysle co by bylo gdyby.......gdyby wszystko
bylo dobrze to teraz tulilabym do siebie swoje malenstwo :-(. Ciagle chce mi
sie plakac, lzy cisna mi sie do oczu, nie potrafie tego powstrzymac. Nic mnie
tak naprawde nie cieszy, swieta bozego narodzenia byly koszmarem, teraz ida
nastepne swieta.....wiosna...........
Nie moge sluchac wiadomosci o dzieciach, ciazach itp, nie moge zniesc widoku
kobiety w ciazy, małych dzieci.....Czuje taki fizyczny bol, ze czasami mi sie
wydaje ze nigdy nie minie.
Moze rozwiazaniem bylaby kolejna ciaza.....niestety w miedzyczasie okazalo
sie ze jestem chora..musze czekac na leczenie, ktore wyklucza zachodzenie w
ciaze. Choroba nie ma nic wspolnego z ew. ciaza, tylko nie wiem teraz jak to
wszystko zaplanowac, najpierw leczenie a potem dziecko? czy odwrotnie?
leczenie trwa bardzo dlugo nie wiem czy tyle czasu oczekiwania wytrzymam.
Cala ta sytuacje strasznie mnie dobija.wiem ze musze wziasc sie w garsc, ale
to takie trudne.........