Wieczna Tęsknota...

12.04.06, 09:21
Nie potrafię czytać Waszych wypowiedzi bez łez, bo ja ciągle cierpię.Jestem
jedną z tych, które zostały osierocone przez własne dziecko.To była nasza
pierwsza ciąża.Wszystko było dobrze do porodu w czasie którego po kilku
godzinach usłyszałam "zanik tętna" a potem zawieziono mnie szybko i dokonano
cięcia.Mój mąż był przy reanimacji synka, która trwała 40min.Kiedy się
obudziłam wiedziałam...nigdy nie widziałam synka.Mąż pamięta jak wyglądał i
opowiadał mi,że miał blond włoski...Moje długo wyczekane szczęście
zgasło.Michałek jest dla mnie żywy...jest kopniakami, które czułam, nie tą
białą trumienką...Nie rozumiem tego i pomimo iż minęly już dwa lata ja nie
potrafię się pogodzić z Jego odejściem.Tak długo pragnęliśmy dziecka. Synek
miał za duże serce...Zmarł bo miał zbyt duże serce...Dzięki mężowi i naszej
miłości starałam się żyć dalej.ten ból został...Rok i dwa miesiące później po
trudnej ciąży urodziła się Juleńka. Nie zamiast, bo nikt nigdy nie zastąpi mi
Michałka. Jest moim drugim promykiem. czasem gdy patrzę na nią zastanawiam się
jaki byłby teraz Michałek. Mąż mówi, że nie jest wogóle podobna do Michałka.
Ona i mąż mnie uratowali...Bo teraz chce mi się żyć. Julka odwiedza z nami
grób braciszka. Jeszcze nic nie rozumie, ale dziwnie patrzy na nasze łzy. Nie
można się nigdy pogodzić ze stratą ukochanego dziecka i nie da się już tak
całkiem normalnie żyć...
    • zorka7 Re: Wieczna Tęsknota... 12.04.06, 09:38
      Ja straciłam córkę - też pierwsza, wyczekana ciąża. Martynka żyła 10 dni,
      urodziła się o 3 miesiace za wcześnie.
      Po niespełna dwóch latach urodził się nasz synek (też wcześniak)- wyglądał
      zupełnie jak ona...
      Teraz Bartuś ma 2,5 roku, często chodzimy na cmentarz razem. Na wszystkie
      anioły i aniołki mówi "Martynka", głaszcze jej krzyż, zaczął też zabierać z jej
      grobu kamyczki - podpatrzył to u mnie (taki nasz mały zwyczaj)...

      Trudne to wszystko.
      • a.zaborowska1 Re: Wieczna Tęsknota... 12.04.06, 13:29
        witaj!
        Kochana u mnie taka sama sytułacja: tylko serduszko było normalne, za to
        dwarazy dookoła szyi córeczka owinęła się pępowiną, zielone wody płodowe,
        prawdopodobnie to było przyczyną też cc (41tc) 5 dni po terminie. Nigdy jej nie
        zobaczyłam. Pamiętam te kopniaczki: że nie lubiła jak zmywam, jak leże na lewym
        boku, nie lubiła głośnej muzyki i to pamiętam że wszyscy chcieli chłopca. Chyba
        obraziła się i poszła do nieba. A ja tak bardzo jej chciałam ...

        Mama Andżeliki 7 lat i Aniołka Adrianny 41tc
Pełna wersja