jolex4
19.04.06, 20:18
Witajcie,
Minął miesiąc od dnia kiedy straciłam moją córeczkę. Marysia zmarła w 36tc. z
powodu zacisnięcia węzła prawdziwego na pępowinie. Cała ciąża przebiegała bez
najmniejszych komplikacji, węzełek był niezauważalny na USG. Urodziłam moją
przepiękną maleńką Marysię naturalnie. Potem walczono o moje życie bo doszło
do krwotoku. Nie mogłam po porodzie zobaczyć swojego aniołka, tylko moj mąż
był przy niej. Tak mi teraz trudno, mam tyle lęku w sobie. Boję się następnej
ciąży i jeszcze bardziej tego ze juz nie uda mi się w nią zajsc. Tęsknię za
moim dzieckiem, ciągle odwiedzam Marysię na cmentarzu. Tak mi źle, nie
potrafię przestac obwiniac siebie, choc to nieracjonalne, bo niby nic nie
zależało ode mnie. Wierzę ze Pan Bóg wie lepiej i godzę sie z jego wolą, ale
życ trudno.
Pomóżcie proszę,
Jola