kornelia33
09.05.06, 10:28
Od 19 04 przebywałam w szpitalu na Czerniakowskiej w Warszawie. Po badaniu
usg stwierdzono u mnie bezwodzie w 20 tygodniu ciąży.Lekarz określił że to
sytuacja tragiczna i nie mam co się łudzić że będzie dobrze.Pogodziłam się z
tą stratą ale oni dalej mnie tam trzymali. Pani ordynator stwierdzila że
muszą wykluczyć wszystkie nieprawidłowości w rozwoju płodu.Badania wyszły
dobrze i morfologia , crp, posiew pochwy odnaleźli zdrowe nerki i pęcherz
moczowy u dzidziusia. A ja czekałam w złośći że męczą mnie i dzidzie.
Worek plodowy pękł na samym dole mam otwarty kanał pomiędzy macicą a szyjką i
nie mogą mi dolać wód bo od razu wyciekną. W dalszym ciągu są one produkowane
i wydalane. I tak czekałam. Te ciągłe badania i ich dobre wyniki powodowały
że mam nadzieję a i lekarze mi w tym pomagali. Stwierdzili że jestem
ewenementem bo rzadko można tak długo utrzymać ciąże.Spędziłam tam 2 tygodnie
dostałam tabletki rozkurczowe i zostałam wypisana.
Co jakiś czas miałam przyjeżdzać na kontrolne usg i badania.
I właśnie wczoraj lekarz powiedział mi że mam 50% szans na urodzenie dziecka
i kazał mi podjąć decyzje.
Nie rozumiem dlaczego tak długo czekali na tą rozmowę najpierw nie miałam
rzadnych szans później były a teraz?