jolex4
09.05.06, 13:48
Witajcie,
Wróciłam właśnie z urlopu w Wiśle. Bylismy tam z mężem i czekaliśmy na ten
wyjazd od powrotu ze szpitala, tak jakby potem mialo sie cos zmienic. Tam
wyjeżdzalismy od zawsze-tam sie zaręczylismy, tam bylismy po slubie,nawet
Marynia była tam z nami zimą w 7miesiącu. Teraz jechalismy tam z jakąś dziwną
nadzieją na lepszy czas. Przed samym wyjazdem poszliśmy na cmentarz i
powiedziałam "jedziesz z nami córeczko?" Naprawde czułam ze tam z nami jest,
ale tylko wtedy gdy byliśmy wysoko w górach, tam gdzie słychać tylko ptaki i
szum potoku. Widziałam ją w tych listkach które nigdzie indziej nie są tak
zielono zielone i czułam ją w tym wietrze. Ja dopiero tam naprawde poczułam
obecność mojej córeńki. Do tej pory gdy słyszałam że ona tu jest i mi pomaga
próbowałam w to wierzyć z całej siły, tam zwyczajnie miałam ją przy sobie.
Dziękuję ci Skarbie mój Kochany i uśmiecham się przez łzy bo znowu jest mi
czarno...