volta2
10.05.06, 14:25
Witam!
Piszę ten wątek, bo tu chyba u was będzie najlepsze miejsce i może którejś z
was da nadzieję.
Mam ciocię, która przeżyła straszny dramat - syn, 6 letni chłopczyk zmarł w
przedszkolu, zachłystnął się (my znamy wersję, że pestką od śliwki, lub kulką
wypluwaną przez rurkę w stronę kolegi - wersje są dwie, bo oczywiście w
rodzinie to był długi czas temat tabu) i zmarł na stole operacyjnym. Było to
już bardzo dawno temu. I całkiem niedawno ciocia nieoczekiwanie dla nas
wróciła do tych bolesnych wspomnień i opowiedziała swą historię.
Gdy rozpaczała po śmierci syna, a długo to trwało, to przyśniła się jej Matka
Boska i powiedziała: nie płacz, jeszcze będziesz miała syna. ten stracony
synek to nie było jej jedyne dziecko, ma jeszcze córkę. I ta córka na długo
stała się jej całym światem i jej wystarczała. I nagle dobrze po 40 ciocia
nie ma menstruacji, myślała, że to przekwitanie i poszła do gina. A tam
lekarz mówi, proszę pani, tu jest piękna ciąża. I z tej pięknej ciąży
narodził się mój fajny brat cioteczny, dziś już 30 latek, mój rówieśnik. I
ciocia traktuje go jako, tam z góry, spełnioną obietnicę.
Róznica wieku między tymi dwoma synami to ok. 20 lat, ale ciocia mówi, że
warto było czekać(choć podkreśla, że nie starała się już o żadne dziecko,
odpuściła, a sen puściła w niepamięć)
Często myślimy o tym zmarłym Pawełku, ale nigdy nie było o nim mowy tak
wprost, jakieś szepty, tajemnice, to o czym i wy tu piszecie, że nikt nie
chciał poruszać tematu. A jednak okazało się, że matka sama chciała rozmawiać
o swoich przeżyciach, smutku, bólu. Gdyby w jej czasach było takie forum, to
pewnie miałaby grupę wsparcia tu u was, a tak... tyle lat milczenia.