Czy musimy "umierać" z naszymi dziećmi?

01.06.06, 01:54

    • tataasi1 Re: Czy musimy "umierać" z naszymi dziećmi? 01.06.06, 02:17
      tataasi1 napisał:

      >
      przepraszam, za wcześnie coś poszło.
      Zadałem pytanie niby retoryczne ale chciałem komentarz krótki wstawić...
      Dla mnie życie straciło sens, całkiem. Jestem jednak tchórzem...

      Na niczym mi nie zależy mimo chwilowych zrywów powodowanych "obowiązkiem".
      "Obowiązkiem" zarobienia paru złotych aby spłacać komorników i pozwolić
      reszczcie "rodziny egzystować"

      Tylko po co??

      Dzień dziecka. - Czyjego?
      Nie mojego bo deklaracje, choć ważne są tylko deklaracjami...
      Boli...

      Spróbujcie pomóc innym:
      magda.kafund.pl
      roksana.kafund.pl
      mateusz.kafund.pl

      ------------------------------------
      • moniam18 Re: Czy musimy "umierać" z naszymi dziećmi? 01.06.06, 09:55
        Wiem,że jest ci ciężko,nie ma nic gorszego niż strata własnego dziecka,moje
        dziecko tez walczy juz ponad dwa lata z nieuleczalną, ciężką chorobą.Nie ma na
        nią leków ani drogich ani tanich,poprostu patrzymy co dzień jak odchodzi nasz
        ukochany synek,ale ty wspomniałeś coś o reszcie rodziny,jeśli masz rodzinę to
        masz dla kogo żyć.To nie jest łatwe wiem,ale warto sie podnieśc dla nich,na
        pewno Cie potrzebują.Trzymaj sie.Pozdrawiam cieplutko.
      • ajlii Re: Czy musimy "umierać" z naszymi dziećmi? 03.06.06, 14:40
        Nie wiem. Wiem tylko że część mnie umarła, została tam gdzieś za dzwiami szpitala z ciałkiem mojego dziecka. Poddałam się. Nie mam już sił, nie mam chęci do walki. Istnieję bo tak trzeba, może dlatego by wszyscy się ode mnie odczepili i przestali mówić że "mam sie wziąć w garść", że "poronienie to nie tragedia", że "będę miała jeszcze dzieci".

        Pamietam jak znalazłam ponad rok temu stronę Asi. Mogłam, chciałam wpłacić kilka złotych by pomóc komuś. Rok temu, gdy świat był całkiem innym. O Jej odejściu dowiedziałam się gdy sama już byłam mamą Aniołka. Nie potrafie powiedzieć co czułam wtedy, co czuję nadal. Nie jest mi przykro... jestem cholernie wściekła!!!!!! DLACZEGO????????????????
    • annall Re: Czy musimy "umierać" z naszymi dziećmi? 01.06.06, 07:19
      nie umiem odpowiedzieć na Twoje pytanie...
      Ale to chyba tak jest, bo nasze dzieci są częścią nas samych, gdy odchodzą to i
      nas ubywa...
      Sił i wytrwałości w obowiązkach codziennych Ci życzę ( bo jak sam wiesz bez
      Ciebie nie dadzą rady)
      pozdrawiam
      Ania
      • zorka7 Re: Czy musimy "umierać" z naszymi dziećmi? 01.06.06, 09:27
        Tato... okazało się ze można żyć bez powietrza.
        Choć bolało piekielnie...
        • igga-81 Re: Czy musimy "umierać" z naszymi dziećmi? 01.06.06, 12:27
          Jasnorzewska nie miała racji Zorko...
          Nie można żyć bez powietrza. Można wegetować.

          Tatoasi, nie wiem czy MUSIMY umierać, ale część mojego życia odeszła
          nieodwołalnie, a ten teatr, którego jestem aktorem, jest czymś nierelanym. I
          bezwartościowym.
          Nie wiem co będzie w przyszłości, czy wogóle przyszłość istnieje.

          Moja córka umarła wczoraj, ale od tego "wczoraj" minęły już prawie dwa lata.
          Nie poszłam ani jednen krok na przód. Chyba umarłam razem z Nią.
          • zorka7 Re: Czy musimy "umierać" z naszymi dziećmi? 01.06.06, 15:37
            Ja jednak... widzę zmianę, Iggo.
            Od twojego wczoraj...
        • tataasi1 Re: Czy musimy "umierać" z naszymi dziećmi? 02.06.06, 04:25
          Nie bardzo można...

          Agnieszko, Ty masz "powietrze", choć w "innym składzie". Masz motywację. Masz
          dla kogo żyć. Musisz...
          Boli bardziej niż piekielnie, chociaż nie mam pojęcia co to znaczy...
          Najgorszy ból zębów ogranicza się tylko do twarzy...
          Tu boli wszystko...

          Póki jestem
          pomóż innym:
          www.szymek.kafund.pl
          www.roksana.kafund.pl
          www.magda.kafund.pl
          www.mateusz.kafund.pl
          kafund.pl/podop3.htm#Kacperek
          ------------------------------------
          • achulka1 Re: Czy musimy "umierać" z naszymi dziećmi? 02.06.06, 09:57
            a moze spróbować spojrzeć na to z innej perspektywy.
            na początku zaznaczę, że juz 10 lat żyję bez swojego Marka, więc miałam duzo
            czasu na myslenie.
            co jest ważne w tej chwili dla naszych dzieci? czy one chciałyby, zebysmy
            chodzili smutni? żebyśmy pamietali ich cierpienie? a przecież były też chwile
            kiedy nasze dzieci miały uśmiechnięta twarze, kiedy ich uśmiech uzdrawiał nasze
            zbolałe serca.
            umarła znaczna nasza część, ale musimy przecież żyć, i to życ jak najlepiej
            zeby kiedyś tam spotkać sie z nimi po "drugiej stronie lustra".
            dlaczego piszesz, ze nie masz dla kogo życ? a twoja rodzina- ta którą masz przy
            sobie. oni też potrzebują Twojej miłości, Twojego ciepła, Twojego istnienia, my
            potrzebujemy Twojego wsparcia, Twoich opowieści o tym co czujesz teraz i o tym
            co już minęło.

            chciałabym znaleźć taką drogę po której będę kroczyć i cierpienie swojego
            dziecka i śmierć mojego maleństwa bedę mogła obrócić w coś pożytecznego- sama
            nie wiem w co. chciałabym, zeby wszystkie moje dzieci były ze mnie dumne.

            nie poddawaj się, Jan Paweł II powtarzał( to jest miedzy innymi w "oratopium tu
            es Petrus"), że to cierpienie ma sens i ma sens życie. wiem, że czasami nie
            widzimy tego sensu, ale czy musimy wszystko wiedzieć, żeby czynić dobro.

            bardzo serdecznie pozdrawiam i łącze sie w Twoim bólu
            Joanna
    • zorka7 Re: Czy musimy "umierać" z naszymi dziećmi? 02.06.06, 10:28
      Tato...
      Nie mam słów.

      Chciałabym ci jakoś pomóc. Co mogę zrobić?
      Upiekę ci placek i wyślę pocztą...
      Albo zabiję ci trochę tego hiperpiekielnego czasu proponując wycieczkę po
      Poznaniu i nocleg...
      • tataasi1 Re: Czy musimy "umierać" z naszymi dziećmi? 04.06.06, 02:12
        Dziekuję za chęć
        - ja sam nie mam pomysłu - "nosi mnie...",

        Wczoraj, na dodatek , jakaś menda ukradła "wieczną świczkę" - lampion.
        Pierwszy raz coś zginęło i to był wstrząs.
        Zginął jedyny przedmiot który miał wartość emocjonalną. Którego podjąłem się
        strzec. Chciałem aby zawsze płonął ognik...
        Tego pilnowałem.
        Mimo, że i tak palą się inne znicze...
        Chodziłem po cmentarzu ponad godzinę i jestem pewien że złodzieje tam byli...
        Słyszałem róźne odgłosy.
        Oni niestety też......
        Byłem sam, było ciemno, nie miałem możliwości złapać ich.... , żałuję.

        Póki jestem
        pomóż innym:
        www.szymek.kafund.pl
        www.roksana.kafund.pl
        www.magda.kafund.pl
        www.mateusz.kafund.pl
        kafund.pl/podop3.htm#Kacperek
        www.tomek-kijanka.info/
        ------------------------------------
Inne wątki na temat:
Pełna wersja