nati1011
02.06.06, 09:48
Paliłam dziś światełka dla Waszych Aniołków. I znów uderzyła mnie ogromna
ilość dzieci, która zmarła w 38 - 40- 41 tygodniu ciąży. Większość tych
dzieci powinna żyć. Były zdrowe, donoszone. Jezeli dziecko rodzi się w 30
tygodniu, jest oczywiste, że jego szanse są mniejsze, ale z jednej strony
ratuje się dzieci z 25-27 tygodnia, a traci zdrowe w 40! W XXI wieku są
techniczne możliwości by zbadać stan dziecka w łonie matki.
Tylko jeden lekarz nie zrobił ktg, drugi za długo zwlekał z cesarką, inny ...
Ja wiem, że jest wielu wspaniałych lekarzy, ale też wielu partaczy i zwykłych
nieuków. Jeżeli samo środowisko nie potrafi ich zneutralizować, to może my
Matki powinnyśmy zacząć ich piętnować.
Moja siostra wyszła ze szpitala w 34 tygoniu, z wypisem świadczącym, że
wszystko - poza skurczami - jest w najlepszym porządku. USG - super, zdrowy
duży chłopczyk. 2 tygodnie później usg wykazało hipotrofię sięgająca 12
tygodni i małowodzie. Potem okazało się jeszcze, że było zakażenie
wewnątrzmaciczne. Ja się pytam - czy to dziecko przez te 2 tygodnie zmalało?
Nie wierzę, że w szpitalu podczas usg było jeszcze wszystko w porządku. Na
szczęście jej dziecko przeżyło, choć urodziło się mocno niedojrzałe. Ale na
to drugie usg, to ja ją wysłałam, nie lekarz. Nie chcę nawet gdybać, co by
sie stało, gdyby tego badania nie zrobiła. Lekarz wzruszyłby ramionami i
powiedział: "jest pani młoda, będzie pani miała jeszcze dzieci"?
Tych przykładów jest dużo. Moja ciotka 3 tygodnie leżała w szpitalu (od 39
tyg) planowa cesarka, dziecko prawie 5 kg. Leżała a lekarze czekali nie
wiadomo na co. Przez te 3 tygodnie nikt nie zrobił badania wód. Jak w końcu
je zrobili, to trysnęla zielono brunatna maź. Dziecko w stanie ciężkim,
zarażony gronkowcem. Potem lekarz stwierdził, w przypływie szczerości, że 2-3
godziny później nie było by czego ratować, ani matki ani dziecka. I to działo
się w klinice akademi medycznej w dużym wojewódzkim mieście Szczecinie.
Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że urodzić zdrowe dziecko to nadal łut
szczęścia a nie wynik postępu medycyny.