Jak pomóc, co robić i mówić...?

22.06.06, 13:30
Witam.
Moja przyjaciółka ma chore dziecko. Wczoraj wraz z mężem odwieźli 8-latkę do
Kliniki w Zabrzu z podejrzeniem czegoś poważnego, czego nie mają odwagi nawet
nazwać.
Mała ma bardzo niską hemoglibinę (6%), zły rozmaz krwi. Zadzwonili do nich z
laboratiorum i wezwali na powtórne badanie - wyniki jeszcze gorsze niż rano.
Lekarz natychmiast kazał jechać do szpitala.
Dziś mieli dziecku pobierać szpik do badania i dopiero mając już jego wynik
postawią diagnozę. Przedtem, ok 2 tygodni, dziecko miało podwyższoną
temperaturę (37 - 38 stopni), była strasznie blada - dwa dni temu, kiedy ją
widziałam, nie było jej widać nawet ust - były niemalże białe, szybko się
męczyła, idąc ze szkoły ktoś musiał jej pomagać nieść tornister.
Jeszcze nic nie wiadomo poza tym, że ma silną anemię, ale dzis się powinno
okazać co jej jest. Wygląda to jednak bardzo poważnie...
Mam nadzieję, że będzie dobrze. Nie chcę tylko pocieszać, bo słowa tu
niewiele chyba pomogą. Dlatego bardzo proszę Was o pomoc, jakąś radę. Co
mówić, jak mówić, czy w ogóle coś mówić? Czasem w takich sytuacjach zbawienna
okazuje się tylko obecność kogoś bliskiego, przyjaciela. Jak tym ludziom
pomóc, jak pokazać że jestem z nimi, wspieram ich duchowo?
Poradzcie mi, proszę.
    • 22pp Re: Jak pomóc, co robić i mówić...? 22.06.06, 13:57
      Masz rację w takich sytuacjach zbawienna jest obecność kogoś bliskiego, nie
      mówię tutaj o mężu bo to naturalne że powienien być z dzieckiem i wspierać
      duchowo matkę, mówię tutaj o przyjaciołach rodziny, ja nie bardzo mogłam na
      nich liczyć, wręcz przeciwnie, jakby się odsunęli, może było im przykro pytać
      jak czuje sie mój synek bo myśleli że jeszcze mnie to będzie pogłębiać w bólu,
      nic bardziej mylnego, bynajmniej dla mnie potrzebny był ktoś kogo znałam od
      lat, bardzo potrzebowałam rozmów, to mi pomagało, nie wiem każdy człowiek jest
      inny ale myślę że jak delikatnie zapytasz czy nie potrzebują pomocy i że jak
      jej będą potrzebować ty jesteś gotowa im pomóc to nie będzie nic złego, a
      zobaczysz jak ochłoną, docenią to bardzo. Pozdrawiam. mamawiktorka.


      Wiktor, mój Aniołek
      www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec313.htm
    • moniam18 Re: Jak pomóc, co robić i mówić...? 22.06.06, 14:02
      Wydaje mi sie że sama musisz wyczuć czy Twoji przyjaciele chcą o tym teraz
      rozmawiać. Ja sama mam ciężko chore dziecko i na szczęście od początku rozmowa z
      ludzmi pozwala mi przetrwać. Jeśli Twoja przyjaciółka nie chce nic na razie
      mówić to odpuść,powiedz poprostu że jesteś z nią całym sercem i zawsze może na
      ciebie liczyć,z czasem sama zacznie mówić.
      Ale ja mam nadzieje,że to nie bedzie nic powaznego.
      P.S już to że sie martwisz sprawia że jesteś z nimi.
      Pozdrawiam serdecznie
      mama chorego Kubusia (leukodystrofia metachromatyczna)
      • julkakra Re: Jak pomóc, co robić i mówić...? 22.06.06, 14:32
        Ja w takiej sytuacji chciałabym usłyszeć, że nie jestem sama, że pomożesz mi
        walczyć,że wierzysz, ze się uda, że poruszymy Niebo i Ziemię aby ratowac moje
        dziecko, i chciałabym, aby to nie były puste słowa....
        • ghost701 Re: Jak pomóc, co robić i mówić...? 29.06.06, 08:34
          daj im do zrozumienia że jesteś w pobliżu i w każdej chwili mogą na Ciebie
          liczyć
          obecność bliskiej osoby - przyjaciółki - będzie im szczególnie pomocna
          rozmowa też jest ważna ale należy to robić z wyczuciem
          nie wiem czy to dobry pomysł zapewnianie że wszystko będzie dobrze
          w przypadku pogorszenia stanu dziewczynki (co mam nadzieję że się nie stanie)
          rodzice będący w szoku mogą mieć do ciebie pretensje że przecież mówiłaś że
          będzie dobrze
          nie na miejscu jest też mówienie "Bóg tak chciał..." itp
          takie zapewnienia lepiej delikatnie omijać
          poprostu bądź z nimi i słuchaj
          pozdrawiam
          Bartek - tata Grzesia (żył tylko 15 lat)
    • kk1962 Re: Jak pomóc, co robić i mówić...? 29.06.06, 13:31
      Tak, to bardzo ciezka chwila i bardzo nerwowa.

      Co tam z diagnoza? Wszystko juz pewnie wiadomo.
      Moze jest dobrze?

      Nagle doba robi sie za krotka, trzeba sie
      zorganizowac, jakos prowadzic dom, zajac sie innymi
      dziecmi itd.
      Wiemy cos o tym bo w sierpniu 2005 dowiedzielismy
      sie ze nasza corka ma bialaczke. Bialaczka to nie koniec
      swiata, to sie leczy, ale na poczatku jest koszmarnie.
      Jakby ktos dal po glowie mlotkiem.


      Co mozecie zrobic dla przyjaciol?
      Badzcie z nimi! Dzwoncie czesto i sluchajcie,
      ale zrozumcie ze czasami moga nie miec sily na rozmowe.
      Dzien spedzony z dzieckiem w szpitalu na hematoonkologii
      to jak 3 normalne dni. Ja po przyjsciu do domu najczesciej
      zapadalam w letarg przed TV, nie zawsze odbieralam tefefon.
      Nie mowcie im, ze "sa dzielni" albo ze "Bog tak chcial".
      Pewnie chcial, ale co z tego? Mnie do tej pory wkurza
      jak ktos mi mowi ze "mnie podziwia". A za co niby? Za zajmowanie
      sie wlasnym dzieckiem?
      Pomozcie w domu. Przyniescie gotowe jedzenie, zeby czekalo wieczorem.
      Zrobcie zakupy. Naprawde, takie drobiazgi okazuja sie najwazniejsze!


      Jezeli chcesz wiecej pogadac to pisz na priva.
Pełna wersja