Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka

16.07.06, 19:45
W 6 miesiącu ciąży dowiedziałam się, że moje dzieciątko jest bardzo chore.
Okazało sie że ma roszczep kręgosłupa i wodogłowie. Pól roku nosiłam swoje
maleństwo w brzuchu, czułam jak fika i wszystko było w porządku, wyniki jak
najlepsze, usg ok i tak raptem spadło na mnie to nieszczęście. Lekarze w
prawdzie mówili że sami musimy zdecdować,ale bardziej sugerowali usunięcie
ciąży.To była najgorsza i najdłuższa noc w moim życiu.Znajomy lekarz zajął sie
tym i po dwóch dniach było po wszystkim, ale to co przeżylam nie da się opisa
Tak strszny ból wywołany odpowiednim środkiem i kroplówkami, widok mojego
dzieciątka kiedy na siłe położna je wyciągała, małe nóżki i ten straszny
ból...nie tylko fizyczny.To było 2 tygodnie temu, serce mi pęka, mam wrażenie
że moje życie straciło sens, jedno co pomaga mi się trzymać to mój maż i
wizyta u lekarza umówiona na 3 sierpnia. W niecierpliwości odliczam do niej dn
i liczę, że po wszyskich badaniach które trzeba wykonać jak najszybciej będe
mogła znowu próbować zajść w ciąże.
    • malomi Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 16.07.06, 20:18
      Gosiu, moja imienniczko, ja też musiałam zadecydować o życiu swojego dziecka i
      wile innych kobiet również.
      Dlatego powstało to forum:
      www.dlaczego.org.pl/forum/view.php?bn=nowe_infoterminacja&key=1113300952
      Nikt, kto tego nie przeżył nie wiem, jak strasznie to jest trudne.
      Jestem, zawsze gdy będziesz potrzebowała rozmowy.
      Mój mail:
      malomi@wp.pl

      Gosia
    • kasia19812 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 16.07.06, 21:15
      Gosiu, ja tez w 6 mce a praktycznie pod koniec 6 mce dowiedziałam się o
      chorobie synka, lekarze nie dawali mu żadnych szans na to że urodzi się i
      bedzie żylo, musielismy podjąć decyzje o indukcji porodu ale....no własnie
      wdało mi sie zakażenie wewnątrzmaciczne i musieli indukowac mi poród ratując
      moje życie. Bardzo dobrze rozumiem co przeżywasz i chyba jedeyne co moge Ci
      powiedziec i co powtarzaja mi inni to, to że nie mamy wpływu na to co nas
      spotkało. Nie chce żeby to dziwnie zabrzmiało ale ciesz sie że masz oparcie w
      mężu, ja zostałam sama zupełnie sama....bez Synka i partnera...ogromny ból.
    • inezka6 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 16.07.06, 22:51
      Przeszłam przez piekło terminacji dwukrotnie. Jeśli będziesz potrzebowała
      rozmowy pisz na priv albo na moje gg- 2571330.

      www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec192.htm
      • tusia.gru Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 21.07.06, 21:45
        Gosia rozumiem Cię jako matka bo sama straciłam swojego Kacperka, coprawda w
        innych okolicznościach ale moja koleżanka miała identyczny przypadek jak
        twój... to było 3 lata temu... dziś jest szczęśliwą mamusią już dwóch
        córeczek :) Kolejne ciąże przebiegały bez problemu a małe są zdrowiutkie, ona
        dla mnie po stracie mojego zynka też była wielkim wsparciem. Jak chcesz pogadać
        napisz na gg 8852707.
        Pozdrawiam i wierzę w to, że dla każdej z nas zaświeci słoneczko:)
    • olivka_83 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 22.07.06, 00:04
      w 29 tygodniu ciazy dowiedzialm sie o chorobie mojego Synka. Tetniak zyły
      galena (mózg). Nikle szanse, ze dziecko dozyje do porodu a jeszcze mniejsze,ze
      bedzie samodzielnie oddychac po porodzie. Lekarze sugerowali mi usuniecie
      dziecka-nigdy w zyciu bym sie na to nie zgodzila-z calym szacunkiem dla Was
      wszystkich, ktore musialy podjac tak ciezka decyzje. Synek urodzil sie, bardzo
      chory. Rok temu dostal wylewu-przerwal i to! i wiem,ze tylko dlatego,ze dałam
      mu zycie, ze pozwoliłam mu sie urodzzic i daje mu bardzo duzo milosci-lekarze
      łapią sie za głowy, ze On zyje-nie moga sie nadziwic. a ja go kocham, mimo jego
      niepełnosprawnosci go KOCHAM i nie pozwoliłamym mu odejsc bez miłosci!! Nigdy
      nie pomysłałam,ze jest dla mnie ciezarem, "zawalidroga", ktora musze sie
      zajmowac! Kocham go ponad zycie i bede go kochac zawsze. Bardzo sie ciesze,ze
      nie "zabilam" swojego dziecka. OLiwier jest, zyje, coprawda nie normalnie ale
      jest i daje mi tyle szczescia, jak malo kto-podejrzewam za darowane zycie-jest
      moim Aniolkiem Strozem, ktorego mam zawsze obok siebie:)
      przytulam Was bardzo mocno do serduszka i bardzo ubolewam, ze los nas musial az
      tak mocno potraktowac. Ale mysle, ze decydujac sie na dziecko musimy byc
      przygotowane na to,z e moze urodzic sie zdrowe lub chore. I jakie by nie bylo
      musimy go kochac najmocniej na swiecie, bo te male kruszynki na to zasługuja.
      Trzymam za Was kciuki i zycze Wam duzo siły i oby jeszcze na naszych ustach
      zagoscił usmiech a w naszych domach zagoscił bałagan zabawek i pomazanych
      ścian-w to wierze, bo kiedys musi wyjsc zza chmur słonce!
      buziaki
      • majka995 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 22.07.06, 14:17
        Wiesz co Olivka tym co napisałas wcale nie pomogłas autorce watku. Ja tez
        jestem mama po terminacji ciazy w 23 tyg. Córka miała holoprosencefalie i
        wodonercze. Nie miała szans na zycie, choc znam jedna mame której córeczka z ta
        wada zyła rok. I powiem ci ze przerywajac ciaze nie myslałam ze dziecko bedzie
        dla mnie problemem i dlatego musze sie go pozbyc. Ola nie miałaby szans na
        zycie, nawet gdyby przezyła kilka miesiecy to byłyby to meczarnie dla niej i
        ciagły ból, czy miałam prawo skazywac na cierpienie własne dziecko? Jestem
        pewna ze podjełam własciwa decyzje i gdybym miała jeszcze raz stanac przed takm
        wyborem to równiez podjełabym decyzje o terminacji. Nie piosz takich rzeczy ze
        nie"zabiłabys" swojego dziecka bo to znaczy ze my zabiłysmy. Ja poczułam sie
        dotknieta twoja wypowiedzia. Kazda ma prawo wyboru. Twój był taki i szanuje go
        i zycze twojemu synkowi zdrówka, ale Ty nie osadzaj nas
        Pozdrawiam
        • martek40 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 22.07.06, 21:32
          Majko, ale Oliwka wcale nikogo nie osądza.
          Napisała jedynie o swoich odczuciach
          i czego ona sama by nie zrobiła.
          Z drugiej zaś strony postawa lekarzy
          sugerujących terminację ciąży z powodu RKiW
          jest dla mnie zwyczajnie szokująca.
          Pzdr.
          • olivka_83 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 23.07.06, 13:43
            dziekuje Martek za zrozumienie mnie
            • maretina olivko!jestes wielka:) sciskam/nt 30.07.06, 10:46

        • olivka_83 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 23.07.06, 13:42
          przepraszam nie chcialam nokogo urazic ale czy nie moge wyrazic wlasnego zdania
          na ten temat?? musze sie ze wsztstkimi zgadzac?? to bylo moje zdanie ... kazdy
          inaczej interpretuje to co prezczytal.
          pozdrawiam Was cieplo i nie czuje sie urazone, nie chcialam
      • inezka6 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 23.07.06, 00:58
        "Bardzo sie ciesze,ze nie "zabilam" swojego dziecka. "
        "i daje mu bardzo duzo milosci"
        Pomyśl przez chwilę, jak w kontekście Twoich słów mogą się poczuć kobiety po
        koszmarze terminacji. Ja sama przeszłam przez to piekło dwukrotnie. Żyję i
        noszę głowę wysoko, bo wybierałam spomiędzy "kocham i chcę żeby był ze mną za
        wszelką cenę, jak najdłużej" a "kocham i pozwolę odejść bez niepotrzebnego
        cierpienia". Nie kochałam i nie kocham mniej niż Ty. I te słowa bolą mnie jak
        diabli.
        • nati1011 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 23.07.06, 08:36
          inezka6 napisała:

          Ja sama przeszłam przez to piekło dwukrotnie. Żyję i
          > noszę głowę wysoko, bo wybierałam spomiędzy "kocham i chcę żeby był ze mną za
          > wszelką cenę, jak najdłużej" a "kocham i pozwolę odejść bez niepotrzebnego
          > cierpienia". Nie kochałam i nie kocham mniej niż Ty. I te słowa bolą mnie jak
          > diabli.

          inezko czym innym jest pozwolić naturalnie odejść dziecku - nie męcząc go
          nieskutecznymi zabiegami, a czym innym kazać urodzić mu się w 23 tygodniu,
          kiedy nie ma żadnych szans na przeżycie lub chociaż jeden bezbolesny oddech.
          Ja wiem, że lekarze w sytuacja terminalnych namawiają kobiety do zakończenia
          ciąży. Ale nie oznacza to, że jest to dobre rozwiązanie. Jeżeli nawet dziecko
          musi umrzeć, to nie znaczy jeszcze, że musimy tą śmierć przyspieszać.

          Wydaje mi się, że jednak czekając na naturalny koniec ciąży czułabyś dzisiaj
          lepiej. Muwisz, że zabolały cię te słowa, ale twoje słowa bolą rodziców,
          chorych dzieci, któzy codziennie musza podejmować trudne decyzje. Ty podjęłaś
          taką decyzję - miałaś takie prawo - ale my mamy też prawo z nią się nie zgodzić

          Myślę, że mała liczba odpowiedzi na ten post świadczy też o braku zrozumienia
          waszej sytuacji przez rodziców, którzy dotrwali do końca. Kilka mam pisało tu,
          że chciałoby by ich dziecko nawet było chore, ale żyło. Tym bardziej, że
          choroba, nawet bardzo ciężka, może pojawić się też po porodzie. Wtedy też
          skróciłabyś cierpienia dziecka?

          Jak widać po pierwszym poście lista wskazań do przerwania późnnej ciąży ciągle
          się wydłuża. Moje dziecko ma rozszczep kręgosłupa, tak samo jak moja mama (i
          wiele innych osób, może nawet o tym nie wiedząc, bo są bardzo różne stopnie tej
          wady), jest na tym forum wiele mam dzieci z wodogłowiem, a jeszcze więcej na
          wcześniakach. Te wszystkie dzieci żyją często tylko z małymi ograniczeniami.
          Moja koleżanka w 6 miesiącu ciaży dowiedziała się, że dziecko nie przeżyje
          nawet porodu. Kiedy odmówiła "terminacji" ciąży, przez kolejne miesiące musiała
          znosić szyderstwa ze stony lekarzy, "to ta co postanowiła urodzić potworka".
          Dziewczynka urodziła się żywa, i ku zdumieniu lekarzy jej terminalna wada
          zaczęła się zaleczać. Dzisiaj ma 13 lat. Owszem jest opóźniona w rozwoju -
          lekko - i jej wychowanie kosztowało rodziców więcej wysiłku, ale nie sądze, by
          ktoś widząc ją dzisiaj ośmielił się powiedzieć, że lepiej by było by się nie
          urodziła.
          Poza tym diagnostyka prenatalna charakteryzuje się bardzo dużym procentem
          błędu. Wiele kobiet, mimo wyroków wydanych przez lekarzy urodziło zupelnie
          zdrowe dzieci.
          • kasia19812 Re:do nati1011 i nie tylko 23.07.06, 13:18
            Sama stałam przed decyzja dokonania terminacji naszczęście wdało mi sie
            zakażenie wewnątrzmaciczne i musieli ratowac moje życie, rozumiem inezke bo jej
            synkowie byli smiertelnie chorzy mój synek mial ta samą wadę rozumeim kobiety
            które chca donosic ciążę do końca i pożegnac sie z maleństwm bądz licząc na
            cud. Rozumiem kobiety które nie chcą tej ciaży donosić. W tej sytuacji nie
            ma "dobrego rozwiązania" a każda opina, wypowiedz może kogos urazić. Opowiem
            wam hoistorię lekarz mi ja opowiadal prowadził ciąze i okazalo sie że dziecko
            kobiety której ciąze prowadzil nie ma głowy, powiedzial jej że dziekco nie
            przezyje itp że może dokonac terminacji, dziewczyna była z bardzo wierzącej
            rodziny jej brat był księdzem i postanowiała donosić ciąze do końca, dziecko
            urodzilo sie oczywiście bez głowy ( przepraszam za suchy język) a dziewczyna
            rodziła 5 dni, wyobrażcie sobie jak sie męczyła na koniec przyszła do lekarza
            że ją za słabo przekonywał aby dokonała terminacji, umówmy sie lekarz nie
            przekonuje inforumuje i daje możliwośc wyboru. Nie zgodze sie że lekarze
            namawiaja do terminacji byc może kobiety tak to odbierają, sama nie wiem, w
            każdym bądz razie decyzja należy do nas i do naszego partnera życiowego to
            wspólna decyzja matki i ojca dziecka.

            Dla naszych Aniołków (**)(**)
            • nati1011 Re:do nati1011 i nie tylko 23.07.06, 14:59
              nie można wszystkiego wrzucić do jednego worka

              - przykład najbardziej drastyczny - wiadomo, że dziecko nie przeżyje porodu np
              bezczaszkowiec. Zdarza się najrzadziej. Dziecko żyje tylko dzięki matce.
              Powiedzmy sobie jednak szczerze, najczęściej to dzieco umiera jeszcze przed
              urodzeniem i nie ma potrzeby decydowania o wcześniejszym zakończeniu ciąży. A
              czasami można rozważyc możliwość ofiarowania organów takiego dziecka dla
              ratowania innych. Wtedy śmierć naszego maleństwa zyskuje inny wymiar.

              - przykład najczestszy - dziecko jest bardzo ciężko chore i najprawdopodobniej
              wkrótce umrze. Lekarz informuje (niech ci będzie że nie namawia) o możliwości
              przerwania ciąży. Powiem dlaczego nie. W tych przypadkach śmierć nie następuje
              w wyniku oddzielenia dziecka od matki - porodu. Te dzieci żyją czasem kilka
              godzin a czasem kilka lat. Trudne i bolesne to życie, ale nie nam oceniać jego
              wartość. Jeżeli przywołujecie argument, że chciałyście oszczędzić dziecku
              cierpień, to powiedzcie proszę dlaczego musiały się urodzić tak wcześnie? Kiedy
              skóra jest cieńsza od papieru i każdy dotyk sprawia ból, gdy każdy oddech
              rozrywa pierś? Czy nie było lepiej poczekać np do 37 tygodnia, gdy organizm
              dziecka jest dojrzały i przynajmniej życie nie boli go tak bardzo? Gdy można
              zaprzestać uporczywej terapi na rzecz środków uśnierzających ból. Czy urodzenie
              w 27 tygodniu i kilkudniowe konanie samotnie w łóżeczku jest bardziej
              humanitarne? Powiedzmy sobie szczerze - decyzję o przerwaniu późnej ciąży
              podejmuje się przeważnie ponieważ rodzice nie czują się na siłach opiekować
              ciężko chorym dzieckiem. Bo przecież to umieranie może potrwać nawet kilka lat.
              I ten strach to ja mogę zrozumieć, ale nie twierdzenie, że to dla dobra
              dziecka.
              - o przypadku założycielki wątku to już nic nie powiem, bo nie chodziło o stan
              terminalny.
              • kasia19812 Re:do nati1011 i nie tylko 23.07.06, 16:01
                Nie chodzi o to że rodzice nie czuja sie na siłach opiekowaniem chorym
                dzieckiem, nie rozumiesz jednej rzeczy i ja bede broniła tu zdania inezki bo
                jej synkowie tak jak i mój synek żyli dzieki nam- mamom, moze to wyda sie
                egoizstyczne ale może matak psychicznie nie czuje sie na siłach nosic dziecko
                wiedząc że umrze i zstanawiając się że może już umarło, to okropne cierpienie
                dla wszystkich.
                Oddanie organów o czym ty mówisz przecież nie robi sie przeszczepów tak małym
                dziciom.
                Dla jasności ja nie mam zdania w tej sprawie mimo iz sama zostałam postawiona
                przed taka decyzja to mnie omineła ale jestem w stanie zrozumiec kobiete która
                decyduje sie na indukcje i taka ktora chce donosić do końca i nie bede sie
                wypowiadało co jest lepsze bo nie ma czegoś takiego, nie ma "dobrego
                rozwiązania"
    • blanqua Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 23.07.06, 09:19
      Jest różnica pomiędzy terminacją ciąży w przypadku kiedy dziecko nie ma ŻADNYCH
      szans na życie, kiedy nie ma koniecznych do tego organów. I to jest terminacja
      ale jest wielka różnica między tym a między usunięciem dziecka z rozszczepem
      kręgosłupa i wodogłowiem. wystarczy wejść na forum dar życia albo jakiekolwiek
      forum dla rodziców dziecki z RKiW aby zobaczyć, że RKiW nie jest wadą letalną,
      nie powoduje śmierci. Dzięki rehabilitacji dzieci mogą się rozwijać, chodzą do
      szkoły, są sprawne umysłowo, szczęśliwe. tak więc trzeba odróżnić te dwa rodzaje
      sytuacji właśnie po to aby nie ranić rodziców, którzy musieli dokonać terminacji
      gdyż dziecko było skazane na śmierć. Rozszczep kręgosłupa na śmierć nie skazuje,
      wymaa jedynie rehabiitacji. Poza tym rozpoznanie w życiu płodowym daje wielką
      szansę - i o tym lepiej myśleć a nie o usuwaniu ciaży. Bo można teraz np w
      klinice w Bytomiu zaszyć rozszczep przed urodzeniem się dziecka, wtedy
      minimalizuje się niedowłady i problemy.
      Blanka
    • moniam18 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 23.07.06, 12:39
      Powiem tylko tyle,kiedyś jeśli dowiedziałabym sie, że moje dziecko będzie chore
      tak jak jest dziś, pewnie pomyślałabym o usunięciu ciąży, lecz teraz gdy go mam,
      (chodz bardzo cierpi) nie wyobrażam sobie życia beż mojego synka.
      Dziewczyny różne decyzje musimy podejmować,ale pamiętajmy by były nasze.
      Ja myślę że każda z tych decyzji, jest dobra jeśli zgodna z własnym sumieniem.
      Zresztą "nie nam oceniać co jest dobrem a co złem"
      Pozdrawiam mama chorego Kubusia
      • inezka6 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 23.07.06, 23:16
        Tak się cieszę, że ta dyskusja nie przerodziła się w pyskówkę...
        Macie rację, dziewczyny- jest różnica między terminacją podejmowaną z powodu
        obustronnej agenezji nerek (jak w moim przypadku), a diagnozą np. rozszczepu
        kręgosłupa. Z rozszczepem da się żyć, bez nerek niestety nie...
        Moje dzieci nie miały szans na przeżycie, a dodatkowo całkowity brak wód
        płodowych powodował ucisk na maluchy. W momencie terminacji żaden z nich nie
        miał nawet możliwości przemiesczania się- ich pozycja była wymuszona. Moja
        decyzja to wybór między uduszeniem się dziecka we mnie, z zagrożeniem
        zakażenia, a śmiercią po przyspieszeniu porodu. Zdecydowałam o przyspieszeniu
        nie tylko ze względu na własne dobro, ale też ze wzlędu na chęć uniknięcia
        cierpienia dzieci, z miłości do nich- i przez wzgląd na ewentualne następne
        maluchy. Dlatego te słowa "bardzo się cieszę, że nie zabilam mojego dziecka" są
        dla mnie tak trudne do przełknięcia. Ja też nie zabiłam moich dzieci, nie ja
        zdecydowałam, że umrą. Gdyby to zależało ode mnie to żyliby obaj. Podjęłam
        tylko decyzję, kiedy odejdą.

        www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec192.htm
        • betka_1713 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 24.07.06, 00:09
          zajrzałam tu przypadkowo,ja też jestem mamą która musiała podjąc decyzję o zyciu
          swojego maleństwa.w styczniu 2002roku maiłam poważny wypadek samochodowy byłam
          wtedy ok 3 tyg w ciąży a ponieważ mam niereg.@ nie wiedzaiłam o tym.Przeszłam
          skomplikowaną operacje nogi i ok 8 prześwietleń rtg.kiedy dowiedziałam się o
          ciąży byłam załamana{wcześniej przez 2 lata starałam się o maleństwo}wiedziałam
          że bez kuracji hormon.nie mam szans utrzymać ciążę.Mój lekarz w tej sytuacji
          odradzał mi jej podtrzymywanie powiedział że natura jest mądra i sama sobie
          poradzi żę nie ma sensu podtrzymywać tej ciąży bo dziecko w 99%będzie chore po
          takiej dawce napromieniowania,do tej opini dołąćzył moj mąż wyzywal mnie od
          egoistek że dziecko będzie cierpieć że czeka go ciężkie pełne bolu
          życie,poddalam się nie brałam leków moje maleństwo odeszło w 9 t.ci dopiero
          wtedy dopadła mnie rozpacz że nie walczyłam że nie dałam mu szansy.Dwa miesiące
          póżniej zaszłam w ciąże o którą walczyłam lekami do 36 tyg i modliłam się o każy
          kolejny urodzłam zdrową córeczkę,ale nadal myślę o tamtym skarbie i nie umiem
          sobie odpowiedzieć czy dobrze postąpiłam. a was mamy podziwiam z calego serca że
          musiałyście dokonać tak traumatycznego wyboru pożegnać sie z waszymi maluszkami
          noszonymi tak dlugo pod sercem i pozwolić im odejść to naprawdę wielkie wyzwanie
          • martek40 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 24.07.06, 01:11
            gosia.kwiatkowska napisała:
            >czułam jak fika

            Mój Boże, ile dałabym, by czuć fikanie mojego dziecka...
            Ja, niestety, nie czułam ruchów w ogóle...
            A jednak moja 4-letnia już córeczka pomimo rozszczepu kręgosłupa i wodogłowia
            wspaniale się rozwija i właśnie uczy się chodzić, choć nie ma czucia
            w nóziach od kolanek w dół...

            Gosieńko, życzę Ci z całego serca szczęśliwego macierzyństwa.
            Pzdr.
            • gosia.kwiatkowska Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 24.07.06, 22:27
              Sama nie wiem co napisać...Może zbyt wcześnie podjełam decyzję o usunięciu
              ciąży. Każdy mój dzień zaczyna sie bólem i wyrzutami sumienia.
              • betka_1713 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 24.07.06, 23:21
                doskonale cię rozumiem,podobno czas leczy rany ale zostaję zawsze blizna...a
                wyszuty sumienia są najgorsze to najbardziej boli zadajesz sobie pytanie co by
                było gdyby... na to nie ma odpowiedzi, ja zadaje do dziś nawet nie wiem czy
                miałam synka czy córeczkę.
              • kasia19812 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 25.07.06, 00:33
                Gosiu trzymaj się, z takiej sytuacji nie ma dobrego wyjścia , przykre jest to
                ze stajemy w zyciu przed takimi decyzjami, u mnie tak jak u inezki z braku wód
                macica obkurczałaby sie na synka i by go udusiła:(( po rozmaowch z lekarzami
                podjelismy decyzje o indukcji ale udało sie jej ominąc bo szybciej wdało mi się
                zakażenie wewnątrzmaciczne, ale wiem że tez bym musiała dokonac takie wyboru...
              • malomi Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 25.07.06, 20:34
                Dziewczyny, ja rozumiem że macie różne doświadczenia i różne opinie, ale
                naprawdę myslicie że komukolwiek pomoże to, co piszecie? Co innego jeżeli
                dziewczyna stoi przed decyzją przerwania ciąży, wtedy możne jej "pomóc" podjąć
                decyje, sugerować...ale jeżeli decyzja została już podjęta, to czy trzeba
                koniecznie wzbudzać poczucie winy? Czy trzeba dołować? czy trzeba powodować
                żeby nie spała kolejny dzień, noc, żeby popadła w depresje?Teraz już nic się
                nie zmieni, a życie z tą decyzją jest wystarczająco ciężkie.
                Naprawde,warto to przemyśleć.
                Nie będe wyrażała swojego zdania ogólnie na temat terminacji, bo mi nie wolno,
                mimo że sama przeszłam przez to. Zresztą niektóre z Was je znaja.Chciałabym
                żeby większość dziewczyn mogła sie poradzić zanim to zrobi, ale decyzje
                najczęściej są podejmowane szybko i otoczenie wcale nie pomaga.
                Czasem warto zamilknąć, niż za dużo powiedzieć.
                Gosiu, ściskam Cię mocno.
                • olivka_83 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 26.07.06, 09:32
                  w takim razie nie piszmy nic...
          • nati1011 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 24.07.06, 08:11
            betka nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia. Podtrzymywanie ciąży na siłe, tez
            nie jest dobrym rozwiązaniem. Trafiłaś na mądrego lekarza. Wielu namawiałoby
            cię na usunięcie tej ciąży. Gdyby Twoje dziecko miało życ, to urodziłoby się i
            bez leków. Widocznie było ci dane tylko na to mgnienie oka
        • nati1011 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 24.07.06, 08:06
          Iinezka6 napisała:

          > Tak się cieszę, że ta dyskusja nie przerodziła się w pyskówkę...
          nezko,
          Inezko, pyskówka nikomu jeszcze nic dobrego nie przyniosła.

          To nie chodzi o to kto głośniej krzyczy. Zdaję sobie sprawę, że ta dyskusja
          może wiele kobiet zaboleć. Ale jest bardzo potrzebna. Chociażby po to, by
          niektórzy zobaczyli też argumenty drugiej strony. Iżeby kobieta podejmując
          decyzję, była jej świadoma i pewna.
          • malomi Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 25.07.06, 20:36
            Zgadzam się z tym co piszesz w wiekszości, ale czy nie lepiej dyskusje
            prowadzić nie związaną z tematem, zamiast wprowadzać dziewczynę w poczucie
            winy, czy też depresje?
            Przykro mi z tego powodu.
    • margaret11 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 28.07.06, 10:01
      Gosiu! Pamiętaj, że decyzja jak podjęłaś była dla Twojego dziecka i dla Ciebie
      najlepsza, ponieważ podjęłaś ją sama. Ja przeszłam to samo, moja córeczka miała
      ZD i wadę serca i też pozwoliłam jej odejść. Nie ma dnia żebym o niej nie
      myślała, ale nie dlatego, że żałuję. Wiem, że wg. mnie(podkreśłam, że wg. mnie,
      żeby nikogo nie urazić) to było najlepsze co dla niej mogłam zrobić w tej
      sytuacji. Też przeszłam to bardzo ciężko psychicznie, ale pamiętaj czas leczy
      rany. Na pocieszenie Ci powiem, że mam teraz drugą córeczkę, bo po 5 miesiącach
      zaszłam znów w ciążę, więc zrób badania i wszystko przed Tobą. A pierwsze
      dzieciątko zawsze będziesz miała w sercu, tak jak ja zawsze mówię, że miałam
      dwie córeczki. Trzymaj się
      A co do malomi to pozdrawiam Ciebie gorąco, Tobie też dużo zawdzęczam, bo
      pomogłaś mi bardzo wtedy po terminacji, czułam czytająć co piszesz, że nie
      jestem sama.
      I pamiętaj, że nie da się o tym zapomnieć, trzeba się z tym pogodzić co się
      stało i wtedy będzie Ci lżej. Dowodem, że nie da się zapomnieć jest fakt, że
      minęły już prawie dwa lata, a ja dalej tu zaglądam.
    • margaret11 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 28.07.06, 10:14
      Dodam jeszcze, że nie przejmuj się jeśli ktoś Ci zarzuci, że zrobiłaś źle. Mi
      po terminacji jak napisałam to na forum przychodziły maile w stylu:"zabiłaś
      swoje dziecko", więc mamy bardzo wyrozumiałe społeczeństwo. Jednak jak mi mówił
      mój lekarz z genetyki przy drugiej ciąży, że w 2004 roku na zdaje się 11
      nieprawidłowych wyników amniopunkcji w moim mieśćie 10 kobiet przerwało ciąże.
      To tylko statystyka, ale sama widzisz jaka jest rzeczywistość.
      • gosia.kwiatkowska Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 29.07.06, 16:49
        Margaret11 bardzo Ci dziekuję za ciepłe słowa. Myślę, że decycj którą podjełam
        była słuszna.Serce mi pęka, ale powolutku staram się z tym wszystkim pogodzić.
        Czekam na wizytę u lekarza. Z całych sił pragnę mieć kolejne dziecko i wiesz...
        nie boję się tego.Mam do Ciebie kilka pytań jeśli mogę. Możemy jakoś się ze
        sobą skontaktować? Może mailem?
      • gosia.kwiatkowska Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 29.07.06, 16:52
        Dziękuję Wam wszystkim. Cokolwiek byście pisały dziękuję.
        • olivka_83 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 29.07.06, 19:19
          Zycze duzo siły!! Rowniez bardzo goraco wierze, ze urodzisz zdrowe dziecko i na
          Waszych ustach zagości usmiech. Z calego serca Wam tego zycze!
          ja rowniez pragne rodzenstwa dla Oliwiera ale bardzo sie boje... :(
          a napisalam to wszytko nie zeby Cie zdolowac ani obarczyc jakakolwiek wina,
          chcialam pokazac jak moze wygladac zycie kiedy wybierze sie inna opcje, chociaz,
          jak ktos wyzej pisal, rzadna nie jest dobra:(
          pozdrawiam
    • rybka789 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 29.07.06, 22:44
      Napisze tylko tyle

      współczuje z całego serca mamom które musiały podejmowac takie decyzje
      sercem jestem z wami

      ale nikogo nie oceniam bo przecież nie da się byc w skórze inne osoby
    • blanqua Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 30.07.06, 11:14
      CHciałabym sie odnieść tylko do tego, co zostało napisane - że na 11 wykrytych
      przez amnio wad dziesięć ciąż zostaje usuniętych. Myślę, że to nie powinien być
      argumen. Bo stwierdzenie, że skoro wszyscy tak robią to jest to dobre nie jest
      prawdą w odniesieniu do tak ważnych kwestii
      poza tym wydaje mi się, że tak duża ilość usuniętych ciąż wiąże się z niewiedzą
      i wygodą lekarzy. Bo matki, u których wykryto wady powinny być informowane
      kompleksowo. CHociażby o tym, że ZD nie jest wadą straszna, że dzieci mogą
      świetnie się rozwijć. Może jakby jedna matka z drugą obejrzały sobie forum dar
      życia zobaczyły jak świetnie te dzieci się rozwijaja, jak wielki potencjał w
      nich jest to decyzja byłaby inna. Poza tym trzeba by informować, ze inne wady
      chociazby takie jak RKiW mogą być operowane, dzieci być rehabilitowane i
      rozwijać sie normalnie. Nie mówiąc o wadach drobniejszych takich jak Zespół
      Turnera - gdzie dzięki szybkiemu rozpoznaniu i wczesnej terapii dziewczynka
      prowadzi całkiem normalne życie. podczas swojego pobytu w szpitalu poznałam
      17letnia dziewczyne. gdyby mi nie powiedziała nie zorientowałabym się, ze ma ZT.
      prowadziła normalne życie - chodziła do szkoły, miała chlopaka.
      Na kobiety w ciąży kiedy wykryje się wadę jest nacisk a za mało informacji o
      możliwościach leczenia, działania. Może to trzeba by zmienić...
      • kasia19812 Re: do blanqua 30.07.06, 20:46
        wiesz moze i masz racje ale pamietaj jedno matki które decydują o losie swojego
        dziecka to nie tylko kobiety które nosza pod swoim sercem np. dzieci z ZD, jest
        wiele innych chorób gdzie dziecko nie ma szans na przezycie, no chyba ze
        słyszałaś o przypadku żeby człowiek żył gdy nie ma nerek obu nerek, poprostu
        ich nie ma, bo ja o takim przypadku nie słyszałam, wiec nie urażaj ani kobiet
        ani lekarzy zarzucajac im że sa wygodni i nie posiadaja wiedzy. Oststnio głośno
        było o dziewczynie która dzowiedziała sie że dziecko ma ZD i chciala usunąc
        ciaze i nie chcieli tego lekarze zrobic, tak sie sklada ze zgode jej wydal
        genetyk ktorego ja osobiscie bardzo szanuje i podziwiam nie uwazam zeby nie
        miał wiedzy czy szedl na latwizne dal poprostu kobiecie możliwośc z której albo
        skorzysta albo i nie.
        • venla Re: do Kasi19812 30.07.06, 21:14
          Chyba trochę zmieniłaś sens słów, które napisała Blanqua. Napisała, że są wady
          czy choroby, z którymi można żyć i nawet dobrze się rozwijać, to oczywiśte, że
          są i takie, z którymi jest to niemożliwe. Nie napisała jednak, że bez względu
          na wadę trzeba pozwolić dziecku żyć, a przynajmniej poczekać, do jego narodzin.
          Nie napisała też że kobiety są wygodne, lecz w tej trudnej sytuacji brak im
          wsparcia i kompleksowej wiedzy na temat schorzenia ich dziecka, co mogłyby a
          raczej powinny uzyskać od lekarza. Być może dzięki temu decyzje niektórych z
          nich byłyby inne.
          Bardzo współczuję wszystkim mamom, które musiały stanąć przed tak straszną
          decyzją, bez względu na to co postanowiły, życzę im siły i mimo wszystko
          dostrzeżenia promyków radości w codziennym życiu. Wasze Aniołki są zawsze z
          Wami...
          • kasia19812 Re: do Kasi19812 30.07.06, 22:27
            Masz racje moze i tak napisala ze sa wady z ktorymi mozna zyc, ale nie napisla
            ze to kobiety sa wygodne a lekarze. Ja generalnie chcialm przedstwaic punkt
            widzenia taki ze sa choroby ktore nie daja szans dziecku na przezycie a nawet
            dotrwanie do porody, jesli chodiz o brak nerek macica zacznie obkurczac sie na
            plod.
            • roxy10 Re: 30.07.06, 23:26
              Kazdy wybiera to wyjście, które uważaza słuszne, i nikomu nie wolno tego
              osądzać. A zycie potrafi mocno zaskakiwać. A to przykład co prawda sprzed 23
              lat, kiedy to nie było tych medycznych wynalazków jak np.USG.
              Mojej mamy znajoma była w ciaży. Lekarze byli na 100% przekonani ze dziecko
              jest chore i kazali kobiecie usunąć ciąże. Jednak ona nie zdecydowała się na to
              i została zwyzywana przez lekarza. Poinformował ją też ze nie podejmuje się
              dalszego leczena jej. I co? Nie dość, że dziecko urodziło się zdrowe to
              naprawde piękna dziewczyna wyrosła i niedawno wyszła za mąż.
              Także jak widzicie życie robi niespodzianki, ale nie można nikogo osądzać za
              jego decyzję, najtrudniejszą decyzje w życiu
    • saabena Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 31.07.06, 08:05
      Od razu zaznaczę, że nie pisze tutaj o tych ciążach, które w swój koniec maja
      wpisaną śmierć dziecka zaraz po urodzeniu - wady terminalne. Tutaj nawet
      stanowisko Kościoła Katolickiego jest inne.

      Ja chciałam napisać o zaburzeniach chromosomalnych, o trisomiach.

      Mieszkałam jakiś czas we Francji. Od mojego tamtejszego ginekologa dowiedziałam
      się, że we Francji niewiele rodzi sie dzieci z np. zespołem Downa. I niewiele
      dzieci z wadami serca. Dlaczego? Bo te ciąże sa terminowane. Nieważne, czy wada
      serca będzie się poddawała leczeniu czy jest ciężka, jaki jest jej naturalny
      przebieg. Matki decydują o zakończeniu ciąż z tak chorymi dziećmi.
      Poniżej wklejam apel który został wystosowany przez osoby z ZD trzy lata temu.

      "Dzień Dobry
      Nazywam się Andrea Halder i jestem z Niemiec. Reprezentuję Europejskie
      Stowarzyszenie Osób z zespołem Downa. Obecnie w Europie jest około 300 tys.
      osób z tym syndromem.

      W tej chwili możliwe jest ustalenie przed urodzeniem, czy dziecko będzie miało
      zespół Downa. Zwykle dzieje się tak, że rodzice dowiedziawszy się o tym,
      decydują się na aborcję. Dlaczego panuje tak wielki strach przed ludźmi z
      zespołem Downa?

      Mogę powiedzieć, że ludzie z zespołem Downa mogliby prowadzić szczęśliwe życie.
      Kwestia nie tkwi w samej chorobie, ale w tym, jak ludzie nas traktują. To czyni
      nasze życie tak trudnym, również nasz rozwój w społeczeństwie.

      Nie zabijajcie dzieci z zespołem Downa, ale zmieńcie negatywny obraz ludzi z
      tym syndromem. To może się stać pod warunkiem, że choroba stanie się bardziej
      znana. To jedyny sposób, abyśmy mogli walczyć z naszymi obawami.

      Prawo ludzi do życia nie powinno być kwestionowane na podstawie
      niepełnosprawności. Musimy stworzyć warunki do prowadzenia normalnego życia
      przez ludzi z zespołem Downa.

      Nie powinniśmy być zmuszeni do tłumaczenia się oraz błagania o prawo do życia.

      To coś, co trzeba zrobić w mediach, które powinny przedstawiać nas w bardziej
      pozytywnym świetle. Dotyczy to także polityków.
      Proszę, weźcie pod rozwagę potrzeby oraz troski ludzi z zespołem Downa w
      Europie na wszystkich płaszczyznach.
      Bardzo dziękuję.
      Przemówienie to zostało wygłoszone przez kobietę z zespołem Downa na forum
      Parlamentu europejskiego. 10-11.11.03"

      Moim zdaniem poza informacją o możliwościach postepowania po wykryciu wad typu
      trisomia, matka powinna się zastanowić na ile jej decyzja będzie podyktowana
      istniejącymi stereotypami, własnymi lękami.
      Pozdawiam, saabena, przyrodnia siostra Stasia z zespołem Downa.
      • agamama123 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 31.07.06, 10:18
        Nie mamy prawa nikogo osadzać... nie każda kobieta jest w stanie sprostac
        wychowaniu dziecka upośledzonego... Mimo to nie rozumiem... Nie podlega
        watpliwości, ze terminacja ciaży w przypadku wady letalnej jest rozwiązaniem,
        które mozna brać pod uwagę ale nie rozumiem tego jesli chodzi o wady typu ZD.
        Ale ja nie jestem obiektywna ponieważ mam synka z ZD. Powiem tylko, ze moje
        drugie dziecko ma wadę genetyczną nie okreslona przez lekarzy - nie wiadomo co
        mu dolega. Kiedy zaszłam w ciążę 3 raz wiedziałam jedno - nie robie badań typu
        amniopunkcja bo nic mi one nie dadzą. nie przerwę ciąży bo to nie jest zgodne z
        moim sumieniem. Ale to moje życie i moje sumienie. każda z nas może postapić
        inaczej...
        • majka995 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 31.07.06, 10:53
          Ja dokonałam terminacji poniewaz moje dziecko miało wade letalną, nie miałąo
          prawidłowych struktur mózgu. W zasadzie zamiast mózgu była dziura w głowie. Ale
          myslę że gdyby moje dziecko chorowało na ZD to też pewnie temrminowałabym
          ciąże. Uważam że dopóki ja żyje to dziecko ma opiekę, a jak ja umrę to co
          wtedy, zostaje tylko zakład opieki. Moja koleżanka ma ciocię z ZD i powiem wam
          że ta kobieta ma już ok.50 lat, cały czas opiekują sie nią rodzice, ale ich
          niedługo zabraknie i co potem. Ta kobieta jest agresywna, jest chora na wiele
          innych chorób i nie chce przyjmowac leków. Prawdopodobnie bedą musieli ją oddac
          do zakładu ponieważ się jej boją bo jest agresywna. Szanuję wybory kobiet które
          decydują sie na dziecko uposledzone i bardzo podziwiam te matki. Myślę że ja
          nie miałabym
          • majka995 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 31.07.06, 10:55
            dokończenie poprzedniego wątku(synek mi wysłał). Myślę że ja nie miałabym tyle
            siły żeby wychowywac chore dziecko. Co innego kiedy dziecko ma tylko wade serca
            czy jakas inną operacyjną wade to wtedy sytuacja jest inna. Terminacja jest
            ciężkim przeżyciem dla matki, ale czasem to jest konieczne.
            Pozdrawiam
            • anuszkaa Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 31.07.06, 11:04
              Może tylko króciótko napisze, że moja córcia ma zD.
              Jest prześliczna.
              Ma normę intelektualną stwiedzoną na podstawie skali Wechslera.
              Jest bardzo lubiana w szkole i na podwórku.
              Zawsze wołana do zabawy.
              Jest ociupinkę inna, ale to w niczym jej nie przeszkadza.
              Kiedy na nią teraz patrzę z przerażeniem myślę, że mogłam jej kiedyś zrobić
              krzywdę, myśląc, że tak będzie lepiej dla niej!!!
              Pozdrawiam wszystkich.
            • olivka_83 Do MAjki 31.07.06, 11:53
              jak juz wczesniej napisalam: "zachodzac w ciaze, planując dziecko musimy miec
              swiadomosc, ze nasze dziecko moze byc urodzic sie chore badz zdrowe, powinnysmy
              byc tego swiadome!!" a nie jezeli okaze sie, ze dziecko jest chore to zaraz go
              usuwamy (oczywiscie nie pisze tu o wadach takich jak brak nerek). Majka -
              Piszesz: "Myślę że ja nie miałabym tyle siły żeby wychowywac chore dziecko."
              Czyli ja rozumiem Twoja wypowiedz tak: usuwalabys chore dzieci (ciąże) tak długo
              az trafilabys na zdrowe?? A moze nie jestes stworzona do macierzynstwa?
              Rozumiem tez, ze masz teraz w domku zdrowe dziecko?
              pozdrawiam
              • venla Re: Do MAjki 31.07.06, 12:29
                Mi też nie podoba sie stanowisko Majki. Zespół Downa to nie wyrok, może kiedyś
                było inaczej jeżeli chodzi o edukację, prognozę rozwoju, aspekt medyczny. Teraz
                jest znacznie lepiej, większa opieka rodziców takiego dziecka ze strony
                placówek edukacyjnych, są przecież przedszkola specjalne, integracyjne do
                których dziecko może uczęszczać. Od niemal pierwszych dni życia objete jest
                rehabilitacją i stymulacją rozwoju (oczywiście gdy rodzice wyrażają taką
                potrzebę). Mówi się, że społeczeństwo nie jest tolerancyjne, empatyczne, że nie
                akceptuje inności drugiej osoby. Niestety Majka, czy Ty taka nie jesteś,
                dlaczego usunęłabyś taką ciążę, dla dobra dziecka czy swojego?! Czy wg Ciebie
                wada serca jest dla dziecka lepsza? Owszem lepsza jeżeli można ją operować i
                nie pozostawia już śladu, często jednak łączy to się z wielkim bólem i
                cierpieniem dziecka a nawet śmiercią. Zespół Downa nie boli a nawet pozwala
                dziecku być szczęśliwym, przy kochającej je rodzinie, akceptującej mamie,
                dostrzegającej potrzeby dziecka. Oczywiście, uważam, że są przypadki, kiedy
                usunięcie ciąży jest potrzebne, bo po co narażać dziecko na powolną i bolesną
                śmierć, kiedy nie ma szans na życie. Rozumiem te kobiety, które w takim
                przypadku się na to zdecydowały. Zrobiły to dla dobra dziecka, z miłości do
                niego. Współczuję jednak wszystkim matkom, które podjęły taką decyzję. Życzę im
                dużo siły
                • majka995 Re: Do MAjki 31.07.06, 13:02
                  Mam zdrowych dwóch synków. Powiem wam że zle mnie oceniacie.Uważam że w naszym
                  społeczeństwie dzieciom niepełnosprawnym nie jest dobrze. Cały czas mówicuie o
                  sytuacjach kiedy rodzice żyją i są w stanie opiekować się dzieckiem. Ale co
                  bedzie pózniej kiedy rodziców zabraknie. Co wtedy z chorym dzieckiem. Oglądałm
                  często program Kochaj mnie gdzie były pokazywane dzieci uposledzone
                  przebywające w domach opieki niekiedy ze starymi ludzmi. To był dla mnie
                  koszmar, nie chciałabym skazywac swojego dziecka na cos takiego. Wada serca nie
                  jset lepsza, ale przy wadzie serca rozum jest sprawny i ttakie dziecko jest w
                  stanie poradzic sobie bez nas. Może moje zdanie wynika z tego że miałam w
                  rodzinie uposledzone głeboko dziecko. To był mój brat cioteczny. Widziałam jak
                  ciężko było go pielęgnować(on nie mówił, nie siedział, choć miał juz 15 lat).
                  Kiedy ciocia nie dała rady go wychowywać bo maż ją zostawił to musiała go oddac
                  do sióstr. Odwiedzała go codziennie a on zmarł po kilku tygodniach
                  prawdopodobnie z żalu i tęsknoty za matką. Takie rzeczy mnie przerażają i
                  dlatego robiąc badania genetyczne w ciąży byłam przygotowana na to że jak coś
                  bedzie nie tak to ciąże usunę. Nie chciałam nikogo urazić tym postem, sama
                  przeszłam tragedię straty córki ale mimo to gdybym miała jeszcze raz podobną
                  sytuację to postąpiłabym tak samo, terminowałabym ciąże.
                  Pozdrawiam
                  • maretina Re: Do MAjki 31.07.06, 14:18
                    mam chorego synka na NF1 ( choroba nerwiakowlokowatosc, choroba z grupy
                    fakomatoz). z tym sie zyje, jest szansa, ze zycie kajtka nie bedzie odbiegalo
                    od zycia innych.jest tez ryzyko.... boje sie o tym nawet myslec teraz:(... jak
                    mowie znajomym, ze syn ma wade genetyczna, to stukaja sie w czolo( nie wiem
                    skad przekonanie, ze dzieci chore musza miec wyglad sugerujacy ulomnosci)i nie
                    dowierzaja.
                    powiem tak: od momentu, w ktorym dowiedzialam sie o chorobie kocham go jeszcze
                    mocniej. jeszcze bardziej doceniam to, ze go mam. nie czuje sie pokrzywdzona
                    przez los. po prostu go kocham i juz. jestem szczesliwa i dumna.nie
                    zamienilabym kajtka na zadne dziecko, chocby bylo nakzdrowsze na swiecie.
                    • majka995 Re: Do MAjki 31.07.06, 14:28
                      Widze ze tym co napisałam wywołałam ogromne poruszenie na forum. Nie tylko ja
                      mam takie zdanie. A twój Kajtus jest sliczny. Nie chciałam nikogo urazic swoja
                      wypowiedzia. Kazdy ma swoje sumienie i postepuje zgodnie z nim.
                      Pozdrawiam i zycze zdrowia dla dzieciaczków
          • dzidka33 do Majki 31.07.06, 12:53

            > myslę że gdyby moje dziecko chorowało na ZD to też pewnie temrminowałabym
            > ciąże. Uważam że dopóki ja żyje to dziecko ma opiekę, a jak ja umrę to co
            > wtedy, zostaje tylko zakład opieki. Moja koleżanka ma ciocię z ZD i powiem
            wam
            > że ta kobieta ma już ok.50 lat, cały czas opiekują sie nią rodzice, ale ich
            > niedługo zabraknie i co potem. Ta kobieta jest agresywna, jest chora na wiele
            > innych chorób i nie chce przyjmowac leków. Prawdopodobnie bedą musieli ją
            oddac
            A jaką mamy gwarancję żę dotrwamy do pełnoletności naszych zdrowych dzieci?
            Również my nie jesteśmy nieśmiertelni i choroba może nas "terminować". Myślę że
            to słowo tak ładnie zastępuje "przerwać życie" . To tak jak mówi się
            o "likwidacji" a nie zabiciu .
            Nie chcę Cię w żaden sposób oceniać a jedynie wyrazić swoje zdanie. Dla mnie
            każde życie ludzkie również niedoskonałę w naszych oczach jest największym
            cudem tego świata. Pozdrawiam
            • majka995 Re: do Majki 31.07.06, 13:06
              Zgadzam się z tobą że nie jesteśmy niesmiertelni, ale wez pod uwage to że jak
              dziecko jest sprawne umysłowo i fizycznie to da rade sobie bez nas. Ale dziecko
              upośledzone nie bedzie mogło normalnie funkcjonowac w społeczeństwie. Jeśli
              uraziłam kogoś swoją wypowiedzią to przepraszam nie miałam takiego zamiaru.
              Wypowiedziałm tylko swoje zdanie
              Pozdrawiam
              • olivka_83 Re: do Majki 31.07.06, 13:24
                czyli Majka teraz sugerujesz, ze zle zrobilam darujac swojemu dziecku zycie?
                niestety Ty tego nie zrozumiesz. Mimo,ze moje dziecko nigdy nie usiadzie, nigdy
                nie bedzie smodzielnie jesc, nigdy nie zobaczy sloneczka, to co moja wina, ze go
                urodzilam?? Czyli co powinnam go teraz zabic zeby kiedys nie zostal sam, skoro
                jest "ułomny" (nienawidze tego slowa)? Zastanow sie prosze przez chwile... jak
                nie wiesz o czym piszesz to nie pisz bo mozesz skrzywdzic
              • venla Re: do Majki 31.07.06, 13:37
                Ja też nie chciałam Cię urazić, rozumiem, że masz styczność w rodzinie z
                osobami niepełnosprawnymi. To prawda, że czasem trzeba dziecko oddać. W
                programie "Kochaj mnie" są jednak nie tylko dzieci niepełnosprawne, są tez
                piękne, mądre, bardzo mocno doświadczone przez swoich rodziców dzieci. Niestety
                tak czasem jest i dotyka to wszystkich bez względu na dysfunkcje, iloraz
                inteligencji czy wiek. Przecież smutek bije też z domów starców. Ja pracuję z
                dziećmi niepełnosprawnymi i muszę stwierdzić, że czasem to, że są sprawni
                intelektualnie posiadając ograniczenia ruchowe, jest ich osobistą tragedią.
                Zdają sobie sprawę ze swojej inności, dostrzegają ciekawskie spojrzenia obcych,
                patrzą w przyszłość i widzą samotność. Nie mówię tu akurat o wadzie serca, z
                którą dziecko żyje i dobrze się czuje.
                To prawda, że każdy może mieć swoje zdanie. Ja wiedząc, że moje dziecko może
                żyć z jakąś niepełnosprawnością nie usunęłabym ciąży (oczywiście myślę tu o
                tym, że mogłby żyć, nie o sytuacjach kiedy umiera poza brzuchem matki). Tak
                wiele matek marzy o tym, by ich dziecko żyło. Jak wiele jest ich tu na Forum,
                pragnących codziennie czuć uścisc swojego małego szczęścia, czytać im
                wieczorami, choć może i z bólem w sercu. Nikt nie jest szczęśliwy z powodu
                choroby dziecka. Na Forum "Wcześniaki" można zobaczyć walkę niektórych matek o
                życie swoich dzieci, które wbrew sugestywnym pytaniom lekarzy "Czy ratować?"
                odpowiadają "Tak!". Gdy mój syn się urodził, modliłam się nad jego łóżeczkiem
                żeby tylko był zdrowy, choć chciałam również bardzo by był pełnosprawny (a to
                przecież nie to samo), adawałam sobie sprawę, że leczenie może spowodować
                problemy neurologiczne, wady narządów zmysłów, opóźnienie rozwoju
                intelektualnego. Ale kochałam go strasznie.
                Drogie Mamy, tak dużo jak nas, jest tu opinii, każdy ma prawo mieć swoje zdanie
                i ma. Gdy sytuacja nie jest jednoznaczna (śmierć dziecka),czasem jednak trzeba
                pozwolić zadecydować Bogu, skoro powołał do życia naszą "fasolkę" w brzuchu. To
                takie trudne dla nas, zwykłych ludzi, pełnych lęku i niepokoju o to co będzie
                jutro. Z całego serca pozdrawiam wszystkie mamy
                • majka995 do venla 31.07.06, 13:55
                  Dziekuje ci za zrozumienie. Piekne jest to co napisałas. Masz racje ze ile
                  kobiet tyle bedzie skrajnie róznych opini. Niestety moja córcia nie miała szans
                  na zycie poza moim brzuchem i dlatego musiałam terminowac ciaze.
                  Pozdrawiam
                  • martek40 Re: 31.07.06, 15:25
                    „Gdy sytuacja nie jest jednoznaczna (śmierć dziecka),czasem jednak trzeba
                    pozwolić zadecydować Bogu, skoro powołał do życia naszą "fasolkę" w brzuchu” –
                    napisała Venla

                    A nie decydować samemu, bo lekarz zasugerował czy wręcz naciskał podając wiele
                    powodów dla uzasadnienia swojego stanowiska.

                    Majko, z całego serca życzę Ci, aby Twoje dzieciaczki nigdy nie doznały
                    upośledzenia (ani intelektualnego, ani fizycznego) w wyniku jakiejś choroby czy
                    wypadku…
                    Trzymam mocno kciuki za zdrowie ich i Twoje…
                    Pzdr.
    • blanqua Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 31.07.06, 18:11
      Jestem daleka od osądzania kogokolwiek. Ale chciałam po prostu napisać, że
      często niestety jest u nas błędna informacja medyczna. Sytuacja ciąży jest dla
      kobiety wielkim stresem, podejrzenie choroby jeszcze większym. A lekarze po
      prostu często tylko rzucą diagnozę, od niechcenia przedstawią najgorszy
      scenariusz i zostawiają kobietę na pastwę losu i czarnych myśli.
      Problemem jest u nas niestety wielki paternalizm lekarzy, całkowity brak
      umiejętności rozmowy, dyskusji.
      A ja uważam, że podstawą jest właśnie rozmowa z pacjentką, pokazanie kobiecie,
      że dzieci z wadami, któe nie są letalne (chociażby z ZD, RKiW, ZT, wady serca
      cały zestaw innych wad) mogą żyć, rozwijać się, funkcjonować.
      Uważam, że absolutnie nie można wydawać żądnych opinii na temat możliwości
      rozwojowych dzieci z ZD na podstawie tego jak żyja dorośli są tą chorobą. Od
      tego czasu kiedy oni byli dziećmi dokonał się bowiem ogromny postęp w medycynie.
      Dzieci z ZD urodzone 30 lat temu czy więcej nie miały nawet cienia takich szans
      jak dzieci urodzone teraz. Obecnie dziecko z ZD dzięki odpowiedniej opiece i
      troce ma szansę chodzić do szkoły masowej. Przedtem nie było takiej szansy. Więc
      punktem odniesienia dla nas dziś nie moga być obecnie żyjący dorośli z tą
      chorobą gdyż ich rodzice nie mieli takiej wiedzy, możliwości wczesnego
      stylumowania i pomocy jak my teraz
      Byłabym także niezwykle ostrożna jak chodzi o takie radykalne mówienie, że osoba
      upośledzona nie poradzi sobie. Nie dość bowiem, że dzięki wczesnym działaniom
      można świetnie ją rehabilitować to powstają dla nich miejsca pracy, różne formy
      zajęć, fundacje, domy dzięki którym może dobrze żyć
      Jestem także ostrożna jak chodzi o takie działania ze względu na własne i
      rodziny doświadczenia. W rodzinie mamy dziecko głęboko upośledzone, urodziło się
      z 10 pkt w skali Apgara, nie ma wad genetycznych. W zasadzie przyczyna
      upośledzenia jest do dziś nieznana. Dziecko jest prawie dorosłe natomiast
      stopień rozwoju praktycznie zerowy. Znajoma również ma syna upośledzonego -
      także urodzonego bez wad żądnych wrodzonych, ciaża i poród prawidłowe. Także nie
      wiadomo czemu. Są to znane mi przykłady bezproblemowych ciąż o dobrym ukłądzie
      chromosomów, bez żadnych stwierdzonych wad gdzie rozwój dziecka praktycznie nie
      następuje. tak więc nie miałabymm odwagi sama o czymś zdecydować skoro wiem, że
      dziecko z wadą może rozwijać się świetnie a dziecko bez wady moze zachorować itd
      A jeszcze co do dzieci i ich samodzielności. Miałam okazję pracować z młodzieżą,
      dorastającymi - zdrowymi. Ciała zdrowe, intelekty w normie. CO nie przeszkadza
      temu, że wiele z nich to pasożyty, osoby, które mimo pełnego zdrowia nie pracują
      i nigdy nie zamierzają, część z nich to osoby złe. I cóż komu po tym, że są
      zdrowi, mają dobre kariotypy kiedy czynią więcej zła i cierpienia innym niż
      niejedna osoba upośledzona... Trudne to kwestie
      Blanka
      • agamama123 Re: Blanqua 31.07.06, 19:19
        Jestes bardzo madrym człowiekiem i ciesze sie, ze na swiecie w którym przyszło
        zyc moim 2 uposledzonym synkom jest ktos taki jak ty:)


        Kiedy mój synek miał 7 tygodni powiedziano nam, że umiera. To było ponad 6 lat
        temu. Pamietam jak dzis jak przytuliłam go wtedy i błagałam żeby był. Taki jak
        jest.... z ZD, po wylewie, z wadą serca... Byleby był
    • ruda110 Re: Kiedy sama decydujesz o życiu swego dziecka 31.07.06, 22:41
      Wiem, że na pewno bardzo cierpisz, ale niestety w zyciu ponosimy konsekwencje
      każdej naszej decyzji. Ja mam nieuleczalnie chorą córeczkę i wiem, że każde
      życie jest błogosławieństwem, cudem ... My ludzie często zamieniamy się na role
      z Pnem Bogiem i wydaje się nam, że wszystko od nas zależy. Robimy rachunek,
      podliczamy plusy i minusy; wybieramy naszym zdaniem najlepsze rozwiązanie, ale
      są kwestie, których nie powinniśmy rozstrzygać i do nich z pewnością należy
      ludzkie życie! Mały, chory Aniołek to szansa dla rodziców na nową wrażliwość,
      na miłość bezwarunkową, na poświęcenie, na nowe życie ... Borykam się z
      codziennością, padam ze zmęczenia, ale gdy myślę o dniu, w którym Marynia
      będzie musiała odejść jestem przerażona. Wiem , że nic w moim życiu nie miało
      większego sensu i znaczenia niż Jej życie.
      Życzę Ci wszystkiego co najlepsze.
Pełna wersja